Rysa na szkle – post na oczyszczenie … nim złe wspomnienia się rozpłyną …

 

Dlaczego rysa na szkle? Otóż to, o czym dziś będę pisać takim jest. Moje obecne życie jest udane i szczęśliwie, o czym jeszcze będę pisać. Jest jeszcze lepsze odkąd podjęłam pewne decyzje. Zaczęłam wybierać to, co dla mnie dobre. Z miłości do siebie, poza wieloma działaniami, które robię jako kroki w przód, jeden jest krokiem w tył. Dla mnie potrzebnym po to, aby móc iść dalej. Rysa na szkle pozostanie, bo fakt, że się komuś wybacza nie oznacza, że się zapomina. Choć można pozwolić przecież złym wspomnieniom się rozpłynąć. Tak po prostu dla samego siebie.

 

 

Rysa na szkle, czyli post na oczyszczenie będzie bardzo długi. Nie przejmuj się, gdy nie masz ochoty go czytać. Ten wpis wyjątkowo piszę dla siebie. Jest on częścią większego cyklu: Z miłości do siebie, czyli misja asertywna egoistka … | Życie i podróże (zycieipodroze.pl), ale dotyczy mnie i tego, co postanowiłam definitywnie zmienić. Mianowicie jest takim znakiem typu STOP. Dla mnie oznacza 3xz: zatrzymanie, zrozumienie i na sam koniec zapomnienie.

 

„Zanim wspomnienia się rozpłyną, a prawda w fikcję zamieni.”

 

Robert Dugoni, „Pan przysięgłych”

 

Wszystko po to, aby moje życie było wolne od tego, co sprawiało mi przykrość, zawód i powodowało, że nieomal mogłam stracić wiarę w ludzi. Przeszłość już była. Podsumuj ją, wyciągnij wnioski i zapomnij. Z miłości do siebie pozostaw sobie tylko dobre wspomnienia, takie jak te zawarte w poniższym cytacie:

 

„Wspomnienia tworzą w duszy najpiękniejsze obrazy:

czułość rąk ludzkich, dobroci serca, kwitnącej jabłoni …”

 

Katarzyna Ledwoń

 

Niniejszy post na oczyszczenie będzie bardzo osobisty. Nosiłam się z zamiarem napisania go dla siebie samej już jakiś czas. Teraz nastał odpowiedni  moment w moim odczuciu, odpowiedni czas dla mnie, nie dla innych. Dla jednych będzie pewnie aktem desperacji, dla innych może nawet odwagi, a dla mnie jest on pożegnaniem i brakiem zgody na wykorzystywanie i to na różnych poziomach. Dla mnie ten post jest ważny, gdyż wiele z tego, co w nim napiszę, zdecydowało o moich obecnych wyborach i misji, którą rozpoczęłam z miłości do siebie. To rodzaj wyzwalającego pamiętnika z ciemnymi doświadczeniami zwłaszcza emocjonalnymi, które miały miejsce w moim życiu. Tutaj nasuwa mi się myśl, którą ktoś trafnie ubrał w słowa:

 

„Niczego w życiu nie żałuję, oprócz czasu który poświęciłam dla niewłaściwych ludzi.”

Ona & On

 

Post na oczyszczenie nie dotyczy osób, z którymi zetknęłam się na chwilę i coś między nami nie zaiskrzyło. Nie dotyczy też osób, które sprawiły mi jakąś chwilową przykrość. Wszak wszyscy popełniamy błędy. Ważne jest to, co uczynimy potem. W tym pamiętnikowym wpisie nie znajdziesz też nieszczerości. A wiesz czemu? Bo można mi wiele zarzucić: emocjonalizm, nadwrażliwość, upór, to, że potrafię być niemiła, czy też dosadność wypowiedzi, ale nie można zarzucić mi jednego: braku szczerości. Zresztą czasami przyszło mi zapłacić za nią cenę wręcz nieproporcjonalną do sytuacji. Zatem jeśli ten post nie dotyczy chwilowych znajomości, czy nic nie wnoszących w dalsze życie relacji, to czego, a raczej kogo dotyczy?

 

„Ludzie cię inspirują lub ciagną w dół – wybieraj ich mądrze.”

Hans F. Hansen

 

Otóż post na oczyszczenie dotyczy wydawałoby się z pozoru bliskich osób. Czy takimi są to już inna kwestia. Wreszcie skończyłam z samarytanizmem i uszczęśliwianiem innych wokół. Przecież często nawet ci ludzie tego nie zauważali i nie rozumieli. Wydawało im się, że tak po prostu ma być i już.  Byłam wykorzystywana i dawałam się wykorzystywać, choć trudno było to przed samą sobą przyznać przez dłuższy czas. Teraz niedawno zadałam sobie pytanie: Dlaczego tak długo na to pozwalałam? Nasunęły mi się różne odpowiedzi.

 

„Są ludzie, którzy zasługują na wiele, a nie oczekują niczego w zamian.

Są też tacy, dla których robimy wszystko,

mimo, że na to nie zasługują, a dla nich to i tak za mało.”

Anonim

 

Jedną z nich jest zapewne to, że chciałam mieć zawsze rodzinę, której pozbawił mnie i moje siostry ojciec. Długo szukałam poczucia bezpieczeństwa, nie wierząc nawet, że przy kimkolwiek je odnajdę. Stąd wiele nieprzemyślanych decyzji, poszukiwań i prób znalezienia siebie samej. Czasami jesteśmy zbyt szybko zmuszeni stać się dorosłymi, choć niekoniecznie jesteśmy na to gotowi. Pomimo to próbujemy żyć normalnie, jak rówieśnicy obok nas. Jednak to czesto są pozory. Wciąż wierzyłam, że można czuć się przy kimś bezpiecznie. Byłam niepoprawną optymistką. Wiedziałam jednak, że taki stan istnieje. Nie myliłam się, bo i w moim życiu  nastał taki czas, że poczułam się bezpiecznie. Teraz moja rodzina, ta prawdziwa, połączona wyjątkowa więzią jest niewielka, ale wyjątkowa i niepowtarzalna, dająca sobie nawzajem poczucie bezpieczeństwa, miłości, akceptacji i zrozumienia. Do tego wszystkiego lubimy spędzać czas razem ciesząc się każdą chwilą.

 

„Cóż to za nieopisana ulga, mieć poczucie bezpieczeństwa przy innej osobie,

nie musieć ważyć myśli, ani mierzyć słów,

lecz wylewać je wszystkie z siebie wiedząc, że wierna dłoń przyjmie je i zachowa…”

 

George Eliot

 

Kolejne odpowiedzi, które mi się nasuwają to optymizm, zbytnia szczerość, otwartość i zaufanie graniczące z naiwnością, a nawet ona sama w czystej postaci. Tak jest, gdy chcesz widzieć tylko to, co dobre, a przykre sprawy załatwiasz tu i teraz myśląc, że życie potoczy się dalej właściwym nurtem. Wchodzisz do tej samej rzeki wiele razy i jesteś zawiedziony, że nic się nie zmienia. Przecież w naturze rzeka płynie i jest zmienna. Jednak niektórzy ludzie nie. Do tego wymienię samarytanizm, szczodrość i chęć dzielenia się z innymi. Wszystko to piękne, ale nie w stosunku do wszystkich.

 

„Ludzie się nie zmieniają (…). Po prostu z większą precyzją ukrywają swoje prawdziwe ja.”

Ruth Ware, „W ciemnym, mrocznym lesie”

 

Sytuacje i wywoływane nimi emocje, które trwały latami, ba kilkadziesiąt lat, musiały się skończyć. Lepiej póżniej niż wcale. To, co będą zawierały poniższe akapity większość z tych osób jest doskonale wiadome i wiecie co nie obchodzi mnie, jak oni to przyjmą. Większość z nich tak naprawdę niewiele o mnie wie i tak naprawdę nie zna mnie, choć może wydaje im się inaczej. To nie jest istotne. Ich działania, wybory, słowa miały wpływ na moje życie. Napisałam, że miały, bo już od jakiegoś czasu tak nie jest. Od momentu, kiedy powiedziałam sobie: STOP. Nadszedł dzień, że zrozumiałam, że toksyczne relacje  nie są mi do niczego potrzebne. Bez nich moje życie jest jaśniejsze, dobre, wolne od ogromu złych emocji i wysysania energii. Żyję spokojniej i mam więcej czasu dla siebie i dla tych na których zależy mi najbardziej.

 

„Przestań pozwalać, by ludzie robiący dla ciebie tak mało,

mieli tak duży wpływ na Twoje myśli, uczucia i emocje.”

Will Smith

 

Teraz wiem, że każdy zasługuje na szacunek, dobre relacje, uczciwość i szczerość. Ma prawo zostawić za sobą kłamstwa, obłudę, fałsz, wredność, czy cwaniactowo, które uosobiają to, co najgorsze. Nie ma żadnego obowiązku, ani potrzeby, aby tkwić w relacjach, które to z sobą niosą. Nie ważne, czy dotyczy to przyjaciółki, ojca, teściowej, brata, kolegi czy innego rodzaju znajomości. Wszystko, co dobre niech działa w dwie strony, a co złe niech odejdzie w zapomnienie. Tak, jak i ten post na oczyszczenie i zasada, która w nim znalazła swoje miejsce 3xz: zatrzymanie, zrozumienie i zapomnienie.

 

„Ludzie są tacy zaskoczeni, kiedy nagle zaczynasz postępować z nimi tak, jak oni z Tobą!”

Anonim

 

Doszliśmy do meritum dla którego powstał ten wpis, czyli rysa na szkle. Jest to  ostatnie moje zmierzenie się z demonami przeszłości, bo na więcej nie zamierzam sobie pozwolić. Teraz w ramach nowej misji jestem przede wszystkim dobra dla siebie. O tym jeszcze będzie nie raz. Czy jest to potrzebne? Zapewne wielu z Was uzna, że nie. Z tym, że to jest mój list, swoisty rodzaj pamiętnika i moje życie. Z miłości do siebie postanowiłam dać temu upust. Pozwolić sobie zatrzymać się, zrozumieć, a następnie zapomnieć. Puścić w niepamięć wykorzystywanie psychiczne, emocjonalne i związane z pieniędzmi. Finanse miały znaczenie, bo wiązały się z rezygnacją z czegoś, ale sprawiane przykrości, wykorzystywanie emocjonalne i gierki psychologiczne miały dużo większy wpływ na mnie i życie moich najbliższych. Ktoś może zapytać: a gdzie lojalność wobec biologicznej rodziny? Na nią zasługują tylko Ci, którzy są także lojalni. Zatem zaczynam to, do czego zmierzałam.

 

„Niektórzy ludzie są jak chmury. Kiedy znikają nastaje piękny dzień.”

Anonim

 

 

Ojciec

… ojcem się jest, a nie bywa …

 

Odszedł od nas, czyli od mamy i nas trzech córek, zabierając niemalże nam wszystko. Nie będę raczej pisać o mamie, z jednym wyjątkiem, tylko o sobie. Przeżyłam jego odejście bardzo mocno, gdyż wydawało mi się, że był mi bardzo bliski. Tak przecież było. Z punktu widzenia trzynastolatki wyglądało to inaczej niż w oczach kobiety po czterdziestce. Powiedział wówczas, że kiedyś to zrozumiem. Po czym, po wielu latach, kiedy odwiedzał mnie w Katarze, zresztą zaproszony przez nas na nasz koszt, myśląc o rozwodzie z obecną żoną, od czego go odwodziłam (tak doradzałam spokój i odwodziłam od pochopnej decyzji), powiedział coś co sprawiło, że to, co miałam zrozumieć niewiele było warte. Ale o tym za chwilę. Czy jestem zła: nie. Czy dawałam mu dużo szans na bycie w miarę normalnym ojcem: tak. Nie jedną, nie dwie, a wiele. I tak jakoś cztery, czy trzy lata temu zrozumiałam, że mnie wykorzystywał, tak, jak i wcześniej moją matkę, a może i inne osoby. To mój pamiętnik, a więc o mnie. Ojciec, przez którego w domu było biednie. Co znaczy biednie? Tak, że w lodówce świeciło czasami tylko światełko. Alimenty? Niektórzy płacą tylko to, co muszą. Później obietnice pomocy w studiowaniu i co, znów nic. Umiesz liczyć, licz na siebie. Tak więc liczyłam pracując na dwa etaty, aby móc studiować, pomagając wciąż  w budżecie domowym. Okej, wybaczyłam i to. Później były wzloty i upadki. Kiedy zmarła mama nawet do kostnicy z nim poszłam, bo sam się bał. Czego? … W dalszych latach, jak się odzywałam to był kontakt, a w drugą stronę już niekoniecznie. Nawet nie wiedział, że wyjechaliśmy z naszym synkiem z Polski. Znów poprzez to, że zadzwoniłam miał z nami kontakt. Zresztą wnuka już nie zdążył zobaczyć, bo Adaś odszedł do świata Aniołów. Ja straciłam syna, a on wnuka. Wydawało się, że może teraz będzie inaczej, ale niewiele się zmieniło poza puszczanymi czasami strzałkami i rozmowami. Ja oddzwaniałam na jego strzałki i mogliśmy rozmawiać. Nawet w tym czasie mówił, co u córeczek z drugiego małżeństwa słychać, niewiele dowiadując się co u nas. No cóż, już dawno się z tym pogodziłam, że są dzieci i są inne dzieci. I raptem buch problemy, żonka oszukiwała, narobiła długów, straciła pracę i nie wiadomo, co jeszcze. Wówczas stać było na telefony wykonane po to, aby pożyczyć pieniądze. Już nie strzałki. Tym razem telefony. A przecież wcześniej żonka już od nas za plecami też pożyczała. Chory układ, a ja nie umiałam odmawiać, a mój mąż mnie zawsze wspierał. Zresztą małżonka, jak taka lisica dzwoniła tylko, jak były problemy finansowe, albo wyżalić się, że na przykład córka zaszła w ciążę z nieodpowiednim mężczyzną, choć ja uważam inaczej. Jak pieniądze pożyczyć to stać na telefon, a jak na przykład życzenia złożyć, od wielkiego święta zresztą, to strzałka. Nie było to miłe. Ktoś kto chwali się wysoką pensją, a potem emeryturą może chyba choć raz na jakiś czas zadzwonić do dziecka mieszkającego za granicą zwłaszcza w urodziny. Pomimo, że my (swój los dzielę z najwspanialszym mężczyzną na świecie) byliśmy szczodrzy, rodzinni to i tak nie byliśmy traktowani z należytym szacunkiem.  Trzy lata temu powiedziałam dość i nie wyciągałam już ręki. Wówczas telefony umilkły. Nie dzwonił ojciec (jeszcze będący przed chorobą), jego żona, czy ich dzieci. Aż do pewnego dnia, w którym miał udar. Wówczas zostałam łaskawie przez przyrodnią siostrę poinformowana, że ojciec jest w ciężkim stanie. W takich sytuacjach wszyscy jakoś potrafią znaleźć kontakt do ciebie pomimo, że wcześniej milczą. Wracając do zdrowia nie mógł mnie wykorzystywać, bo byłam daleko, więc wykorzystywał moją młodszą siostrę rodzoną. Na szczęście i ona się od tej sytuacji uwolniła. Najpierw nie traktuje się dzieci, choć w miare równo, a potem przychodzi wielka potrzeba kontaktu, bo śmierć zajrzała w oczy. Ojciec wykorzystywał mnie wiele lat do swoich celów, ranił swoim postępowaniem, nierównym traktowaniem, ale gdy potrzebował podałam mu swoją dłoń. Już więcej tego nie uczynię, bo zawiódł mnie zbyt wiele razy. Miałam różne emocje w sobie od złości do żalu włącznie. Wybaczałam mu wiele razy. Tak naprawdę robiłam to podświadomie dla siebie, a może przede wszystkim dla siebie. Teraz odkąd podjęłam decyzję minęło co prawda trochę czasu i wiecie co czuję, nawet to pisząc? Obojętność. Tak, po prostu obojętność. Przyszła z czasem i ze mną została. A to, co według ojca miałam zrozumieć w wieku trzynastu lat, nie nadeszło. Jaki jest pozytyw tego wszystkiego. Upewniłam się, że moja mama świętej pamięci była dobrą kobietą, choć było jej trudno. Wówczas w Katarze ojciec przyznał, że chciał do mamy wrócić, ale miał już wówczas z nową panią kolejne dwie córki, a mama według jego słów powiedziała, że już trójkę dzieci zostawił i ona nie pozwoli, żeby zostawił kolejną dwójkę. Powiedział wówczas, że ją zawsze kochał. Według niego mama była najlepsza i jego obecna żona do pięt jej nie dorasta. To były jego słowa. Chociażby po to było warto podtrzymywać tę relację, aby się tego dowiedzieć. Pomimo, że moje stosunki z ojcem były odkąd pamiętam zatrute, to jego wyznanie sprawiło, że poczułam się dobrze. Czyż dziecko nie chce, aby jego rodzice się kochali? Myślę, że każde tego chce i ja również. Kiedyś bym ryczała, a teraz na myśl o mamie łezka kręci się w oku, a ojciec jest mi po prostu obojętny. W pewien sposób wpłynął negatywnie na życie wielu osób, zbyt wielu.

 

Teściowa

… dziurki nie zrobi, a krew wypije …

 

Przypadek tej osoby jest bardzo osobliwy. Tak jest, kiedy ktoś ma dwa oblicza, a może i więcej. Pod płaszczykiem jednego kryje się zupełnie coś przeciwnego. Tu ci niby chce pomóc, ale wszystko po coś, albo w zamian za coś. Tak było od początku naszych relacji. Mój mąż, jeszcze przed ślubem, ostrzegał mnie, że jest po prostu to osoba z gatunku wrednych. Miałam się w przyszłości o tym przekonać nie raz. Jednak to nie jest najgorsze. Wykorzystywanie emocjonalne, psychiczne jest czymś gorszym. Miało miejsce wiele, wiele lat. Bazowanie na wzbudzaniu współczucia, litości i poczuciu winy. Bo dzieci powinny pomagać rodzicom. W drugą stronę to już różnie z tym bywało. Nigdy nie umiała traktować dzieci, a potem ich rodzin w podobny sposób. Mnie i mojego męża wykorzystywała odkąd pamiętam. Swoją pierwszą pożyczkę w życiu wzięłam dla niej i teścia. I jeśli myślicie, że została mi zwrócona to się grubo mylicie. Zresztą takich sytuacji było bardzo wiele. Pomyśleć, że to ja uratowałam jej życie, kiedy miała wstrząs anafilaktyczny. Lekarka powiedziała jej, że powinna synowej podziękować, że żyje. Oj podziękowała i to jak bardzo. Wykorzystywała nas emocjonalnie i finansowo. Było użalanie się, utyskiwanie i słynne: daj. Tak daj, nie pożycz. Odkąd wyjechaliśmy za granicę, co chwilę wołali, bo jak to inaczej nazwać, na coś. A chcę tylko nadmienić, że to nasze dziecko było ciężko chore i ponosiliśmy mnóstwo wydatków z tym związanych: operacje, rehabilitacje, turnusy rehabilitacyjne, wózki inwalidzkie, skutery, najazdy itd. Co chwilę teściowej i teściowi było na coś potrzeba. Kupno samochodu, komputerów, koncentratorów tlenu, leków, miału na zimę, na remont domu. Nasz synek dziwił się i zastanawiał: jak rodzice mogą tak wykorzystywać własne dziecko? Chodziło mu o mojego męża, a własnego tatę.  Jadąc tam to my kupowaliśmy produkty do jedzenia, kosmetyki do łazienki, bo tam niewiele było. Zostawialiśmy pieniądze na psiaki, a po śmierci naszego synka na kwiaty i znicze. Dobra babcia owszem szła, kupowała i dbała o grób, ale za nasze środki. Teraz jakoś nie widać takiego zaangażowania odkąd mąż powiedział stop. Sami kupujemy, to co chcemy, a życzliwe nam osoby, na ogół siostra, ale też przyjaciel ze swoją rodziną dbają o grób naszego synka. Wszystko wygląda zawsze pięknie, bo widzimy na kamerze w czasie ich odwiedzin, bądź na przysłanych zdjęciach. Czy to normalne, że się mówi o swoich dzieciach, wnuku ( tutaj mam na myśli akurat syna brata mojego męża i bratowej) źle za plecami? Czy podejmuje się działania bez uzgodnienia? Dla teściowej i świętej pamięci teścia tak było. Kiedy wyjechaliśmy do Kataru to ponoć niewiele czekając przejrzeli wszystkie nasze rzeczy patrząc  co im się przyda, jak opowiadała mi bratowa. Później chcieli rządzić się dołem domu, który my zamieszkiwaliśmy nic nie uzgadniając z nami, choć ta część została zapisana mi w dożywotnią dzierżawę, gdyż to my za nasze środki ją rozbudowaliśmy i wyremontowaliśmy. Dopiero bratowa powiedziała, co się dzieje za naszymi plecami. Wówczas zresztą byliśmy w większym gronie. Teściowa się wypierała, ale nawet siostra teścia potwierdziła, że tak było. Moja siostra wówczas powiedziała do niej:  Pani … (imion nie wymieniam celowo) kłamstwo ma krótkie nogi i prędzej czy później wyjdzie na jaw. Po tej kolejnej awanturze my wróciliśmy do Kataru i jakiś czas była cisza, aż do kolejnej potrzeby, którą trzeba było kupić. Wtedy wiedzieli, gdzie jesteśmy. O czym tu mówić, skoro rodzina mieszkająca za płotem, jest bardzo pomocna, a wobec nich też padało wiele negatywnych komentarzy. Jak można tak wykorzystywać ludzi i być aż tak fałszywym? Jak widać można. Jeśli chodzi o mnie to robiła różne podchody. Pokazywała mi zdjęcia byłych dziewczyn i koleżanek mojego męża. Przeszła samą siebie kiedy pokazała mi po dwudziestu latach od naszego ślubu kartkę od koleżanki, którą mój mąż otrzymał gdy był nastolatkiem. Oczywiście nie omieszkała tego skomentować w swoim złośliwym stylu, aby dodać ważności tego, co było, gdy mąż miał kilkanaście lat. Zawsze nie mogła tego znieść, że jesteśmy z mężem przede wszystkim za sobą, a nie za nimi. Jak zapytałam minionego roku przy mężu i siostrze co miała na celu mi to pokazując to powiedziała nic i się śmiała. Brak słów.  Wkładała często kij w mrowisko. Nie mogła nam zarzucić, że się nie kochamy to w czasie jednej z rozmów powiedziała, że z kolei w związku brata z bratową nie było nigdy miłości. Skąd takie teorie i słowa, które wypowiada matka o swoich dzieciach? Minionego roku mój mąż powiedział do niej, że gdyby nie Anetka, czyli ja, to pewnie byłby nikim i już dawno byłby na dnie. Jakież było jej zdziwienie. Nie wiedziała co powiedzieć. Z mężem od 28 lat się wspieramy. Mieliśmy trudne momenty, a nasza droga dzieliła się czasami na pół, ale podążalismy dalej razem w jednym kierunku. Razem. Taka osoba, jak teściowa, egoistyczna, bez poczucia dumy i małostkowa nie jest w stanie tego pojąć. Niestety drugi syn jest w nią zapatrzony jak w obrazek przedkładając życie domowe nad to. O tym będzie później. Synów nie traktowała równo i wakacje 2020 bardzo to pokazały. No cóż u jednego syna, czyli u nas, była trzy tygodnie i syn w tym czasie pracował normalnie, a jeszcze robił kolejne projekty przy domu, w którym co dopiero zamieszkaliśmy od niedawna. Choć znalazł także czas i dla niej, aby pokazać okolicę. Wówczas już panował covid-19. Wspomnę jeszcze o tym czasie troszkę dalej. Tutaj nadmienię tylko jeszcze, że wyjeżdżała wielce nieszczęśliwa, choć ludziom przez telefon opowiadała, jak to u nas ładnie i domowo itd. U drugiego syna była tydzień, w czasie gdy on był na chorobowym i cały czas z nią siedział.  I tam była szczęśliwa siedząc, ogladając telewizję i nic nie robiąc, jak to opisywała bratowa. Bratowa, jak sama mówiła dla świętego spokoju, kupiła jej coś do ubrania i jakieś kosmetyki, żeby sobie tylko jak najszybciej pojechała, bo nie mogła już na nich patrzeć. Stwierdziła, że jej mąż i teściowa są tacy sami, te same pozycje, kłamstwa itd. Prezenciki to teściowa i teść lubili zawsze. Jeden syn dawał pieniądze, a jego żona, czyli ja robiła prezenty w postaci odzieży, kosmetyków, produktów do jedzenia itd, a drugi kupował proszek do prania itp. Tyle, że nawzajem o tym za bardzo nie wiedzieli. Teściowie się nie chwalili za czyje pieniądze było wiele rzeczy kupionych, czy załatwionych. Brat mojego męża nawet nie wiedział o jakiego rzędu pomoc chodziło z naszej strony, albo nie chciał wiedzieć. Od zeszłego roku mój mąż powiedział stop, więc zaprzestałam i ja uszcześliwiać, i tak nieszczęśliwych. Najbardziej właśnie zirytowała mnie ponad rok temu podczas tych ostatnich  odwiedzin u nas w Szwecji. Wiedziała, że syn ma problemy ze zdrowiem, ani razu nie zapytała o to, jak się czuje. My z racji zamieszkania w nowym domu robiliśmy różne projekty jak już wspomniałam wyżej. Krok po kroku działaliśmy i byliśmy bardzo zajęci. Mimo to chcieliśmy, aby rodzina przyjechała. Moja siostra pomagała nam, a teściowa na własne życzenie miała zająć się kwiatami, bo całe życie zdawało się, że je lubiła. Dni były wypełnione, ale to ja i mój mąż (który pracowal do tego normalnie) przy pomocy siostry robiliśmy większość. Prace remontowe i budowlane, ale też dbałość o ogródek, przygotowywanie posiłków, a ja lubię, aby było domowe jedzenie, sprzątanie, pranie itp. Ta kobieta miała tylko, aby się nie nudzić, pielęgnować kwiaty. Przez trzy tygodnie jednak niewiele zrobiła, a wszelkie prace wykonywała kiedy syn przyjeżdżał, żeby widział, że coś robi. No cóż obłuda to drugie imię niektórych. Nawet kiedy dla odpoczynku zabrałam wszystkie dziewczyny na wycieczkę, czy też w niedzielę poszliśmy na piękny spacer po lesie połączony z grillowaniem, nie była zadowolona. Pół dnia spędzała na telefonie nie interesując się prawie niczym poza serialami. Mówiła przez telefon do koleżanek, czy rodziny, że nie lubi się opalać, a po chwili już przed domkiem gościnnym, bądź na pomoście wystawiała się do słońca. Fałsz, obłuda i kłamstwa na każdym kroku. Stwierdziła, że chce jechać do domu, ale nie obyło się bez lamentu. Zastanawiam się, jak własna matka może to robić swojemu dziecku. Wówczas zadałam jej pytanie, czy chociaż przez chwile pomyślała, jak czuje się jej syn, kiedy ona tak się zachowuje? Czy ma świadomość jaką sprawia mu przykrość?  Wykorzystywała go i mnie emocjonalnie zbyt wiele lat, z egoizmu nigdy nie pytając jak my sie czujemy. Pod płaszczykiem pseudo wrażliwości i łez na zawołanie oszukała nie jedną osobę, każdą sytuację obracając na swoją stronę. No cóż spędziła tutaj trzy tygodnie i wykorzystując to, że jechaliśmy po nasze rzeczy do Polski wróciła tam z nami. To siostra zaopiekowała sie domem. Ja najpierw byłam zła na to, co tu wyprawiała znów z naszymi emocjami, ale potem zrozumiałam, że wyjeżdżając wyświadczyła nam ogromną przysługę. Przed wyjazdem chciała dać mojemu mężowi pieniądze. Nauczony doświadczeniem z kilkunastu lat, że zawsze było daj odpowiedział, że po co teraz coś będzie dawać, a za chwilę znów wołać na coś, na miał, na dom, czy coś innego, niech lepiej sobie zostawi, żeby miała na przykład na bilety, aby dzieci odwiedzać, czy coś do domu. Nie chodziło o jakąś ogromną kwotę, o nie. Na przykład za stypę teścia zapłaciliśmy więcej. Jak mój mąż powiedział, że nie potrzebuje tych pieniędzy to odpowiedziała, że te pieniądze spali, albo wyrzuci jak on nie weźmie. Nie wspomniała, że drugiemu synowi wysłała dwa razy więcej o czym bratowa nie omieszkała poinformować. Teraz wielkie dzielenie bo zostało coś z ubezpieczenia po teściu, a wcześniej aż do czasu stypy po ojcu męża za wiele rzeczy płaciliśmy my z naszego budżetu. Obłuda, nie równe traktowanie, jątrzenie i te paskudne kłamstwa oraz pseudo tajemnice. Wcześniej wyciągnąć jak najwięcej od syna, na co się da, a teraz wielka pani „milionerka”. Do pomnika dla teścia się dołożyliśmy, ale mój mąż powiedział, że więcej nie będzie za nic płacił. Wracając do przeszłości, jakże miło było, jak dzieci sponsorowały wakacje, zaprosiły do Kataru na miesiąc. Pamiętam jak się bardzo podobało. Był to czas Bożego Narodzenia i sytuacja, która też mi utkwiła w pamięci. Wspomnę tylko, że zapraszając rodzinę do nas my płaciliśmy za bilety lotnicze i za wszystko w czasie pobytu. Nie chce być drobiazgowa, ale to porównanie jest istotne. Koszt takich wakacji na ogół przekraczał dziesięć tysięcy dolarów na jedną rodzinę. Nie piszę tego, aby wypominać, ale aby coś zobrazować. Wówczas w czasie tego pobytu, gdy teść z teściową będąc u nas nie wydali złotówki przez cały miesiąc, ona przed Wigilią powiedziała do mnie, pamiętam jak dziś, że nie wie czy wnukowi dać (tak powiedziała: dać) sto złotych. Zatkało mnie to pytanie. Dla mnie to było oczywiste, że tak, dziecku bedzie miło. Wiecie co zrobiłam, do prezentu dla niej położonego pod choinkę włożyłam oczywiście nowy portfel z tą samą kwotą. Jakież było jej zdziwienie pod choinką. U nas święta spędzali też koledzy z Polski, gdyż to my zawsze ich zapraszaliśmy, aby nie czuli sie samotni, bo byli tam bez swoich rodzin. My byliśmy ich rodziną. Wszyscy byli zadowoleni z czasu spędzonego razem w czasie świąt, z prezentów pod choinką i atmosfery panującej wokół. Tylko teściowa była dziwna. Skoro się o innych nie myśli, a zastanawia nad prezentem nawet dla wnuka to o czym mówić. Jak darmowe wakacje, to darmowe przecież. Mój mąż już od dawna mi sugerował, żeby nie poświęcać czasu, emocji i finansów dla nich, ale ja mówiłam, to rodzice, trzeba pomóc, odwiedzić. Rezygnowaliśmy nawet z własnych wakacji bo coś się u nich działo i jechaliśmy. Długo trwało zanim zmądrzałam. Dopiero wówczas jak zdałam sobie sprawę jak ranią nas, krzywdzą emocjonalnie i wykorzystują finansowo. Porównałam sobie ich sytuację  do sytuacji mojej siostry. Zrozumiałam, że mieli więcej pieniędzy niż ona, która sama wychowuje dziecko niepełnosprawne z nędznymi alimentami. Pomimo to ma zawsze oszczędności i na nikogo sie nie ogląda. Do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć i ciesze się, że i u mnie to się stało. Nie widziałam teściowej już ponad rok i bardzo mi z tym dobrze. Skończyło się pocieszanie, pomaganie i uszczęśliwianie. Teraz rozumiem, że telefony działają w dwie strony, a nie w jedną. Kiedy ja byłam chora dwa miesiące, a mój mąż miał problemy ze zdrowiem to biologiczna rodzinka, poza moja siostrą, nawet nie miała pojęcia. Wiecie czemu, bo my przestaliśmy po prostu dzwonić, a w drugą stronę telefony wcześniej działały jak było coś potrzeba, a nie żeby zapytać na przykład o to czy jesteśmy zdrowi. Rodzice są ważni, ale my dzieci też jesteśmy ważne. Też chcemy żeby ktoś się nami interesował i o nas troszczył. Nie potrzebujemy toksycznych relacji i odczuwania przykrości, czy kolejnych zawodów. Życie jest na to za krótkie, może krótsze niż myślimy. W tej sytuacji niech każdy żyje swoim życiem. Dla mnie tak jest dobrze, wreszcie spokojnie, a każdy dzień przynosi radość wolną od złych emocji i toksycznych relacji. Każdy popełnia błędy, ale błędy to co innego niż wykorzystywanie trwające latami. Teraz na myśl o teściowej przychodzi mi jedno skojarzenie: współczucie dla jej małości i życia w kłamstwie. Jeśli ktoś chce żyć tylko dla siebie oszukując innych i samego siebie, niech tak żyje, ale już bez mojego (naszego) udziału.

 

Brat męża

… tak jak rdza zżera metal, tak też zazdrosnych żżera zazdrość …(*)

 

Jak dało się zauważyć brat mojego męża niewiele wie, albo został zmanipulowany tak, że fikcja przesłoniła rzeczywistość. W moim własnym domu obrażał mnie nie wiedząc co mówi. Do dziś nie usłyszałam przeprosin. Wystarczyło, że powiedziałam jedno zdanie o teściowej (zresztą stając w obronie bratowej), a już mnie zaatakował wtrącając w to inne osoby. Choć to ja jestem powściągliwa w komentarzach o teściowej w stosunku do jego żony. Moje słowa i określenia wyglądają blado przy tym w jaki sposób wyraża się o teściowej bratowa. Teraz, to ja już nie chcę słyszeć przeprosin. Brat męża zapomniał, że troszkę mi zawdzięcza, a także nam jako małżeństwu. Już nie pamięta, jak kupowałam coś do ubrania dla niego, bo widziałam, że za wiele nie ma, że pomogłam mu dostać pracę dzięki której miał stałe dochody, zresztą potem bratowej również. Szybko poszło w niepamięć to, że rozwalił nam bardzo mocno samochód, który stał trzy miesiące w naprawie, aby stracić na wartości z 28.000 na 7000 złotych wówczas. Nawet nie zapytał, czy będziemy mieć czym dziecko wozić do przedszkola i na rehabilitację oraz za co kupiliśmy inny samochód na szybko w tym celu. Po co? Zresztą nic w tym dziwnego skoro nawet zdrowiem dziewczyny, która uczestniczyła w tym wypadku też się nie interesował. Pomyśleć, że to ja go broniłam przed teściową po tym wydarzeniu. Też już tego nie pamięta. Tak, jak i tego, że dzięki nam kiedy miało przyjść na świat jego dziecko mógł zamieszkać na naszym miejscu, choć wiedzieliśmy że im pomagając będziemy mieć trudniej w czasie wakacji w Polsce z naszym synkiem, gdyż tylko nasz dół domu był do tego przystosowany, aby komfortowo po nim się poruszać. Wspomnę, że Adaś jeździł wówczas elektrycznym wózki inwalidzkim. Nie wiem jak by to wyglądało. Może i dobrze, że nie wiem. Nie dowiedzieliśmy się tego, gdyż nasz synek już po prostu na wakacje do Polski nie pojechał. Bratowa nie chciała mieszkać z teściową, więc było to dla nich zbawienne. Niby w jednym domu, ale zawsze oddzielnie. Niejednokrotnie robił mi docinki i obrażał, ale w ostatnie wakacje przeszedł sam siebie. Jednak czego wymagać. Jeśli ktoś nie szanuje własnej żony, to jak może uszanować kogoś innego. Jak ktoś swoją żonę straszy, że ją wydziedziczy, bo źle pisze o mamusido innych oraz niekorzystne jego zdjęcia wysyła i mówi jej, aby się cieszyła, że jest tu gdzie jest, to co tu dodać. Nie wiem dlaczego, ale był o mnie zazdrosny od niemalże samego początku. Skąd to sie wzięło? Nie zrozumiem tego, ale tak jak on zachowuje się tylko człowiek zazdrosny. Ostaniego lata obraził nie tylko mnie. W swoją chorą wersję naszego życia i teściów wplątał moją średnią siostrę rodzoną i szwagra. Ja na to nie daje przyzwolenia. Nie pozwolę mówić źle o mojej siostrze, choć sama nie mam z nią kontaktu. Będzie mi zawsze bliska, a ktoś taki jak brat mojego męża do pięt jej nie dorasta. Już zapomniał, kto im powiedział, że bratanek ma spektrum autyzmu. Zaprosiliśmy ich na wakacje do Wietnamu. Jak zwykle sponsorowaliśmy wszystko. Loty samolotami, statki, wycieczki po połowie Wietnamu, aby mogli coś zobaczyć i przeżyć. Czy sie cieszyli? Wiekszość urlopu sie kłócili. Najszczęśliwsze było dziecko. Wówczas bratanek miał już 6 lat. My nie widzieliśmy go już dłuższy czas. Oboje dziwiliśmy się, że dziecko nie jest zdiagnozowane. Zaczęliśmy mówić o naszych odczuciach, o autyźmie, podsyłać linki o tej tematyce, dając kontakt do wybitnej specjalistki i sugerować im że brak diagnozy to problem. Ich argumenty były co najmniej dziwne. Byli nawet nieco źli, że o tym mówimy. Ale to nieważne. Istotne jest to, że po powrocie do Niemiec, bo tam mieszkają, zdiagnozowali dziecko. Za kilka miesięcy napisali nam diagnozę, która była już dla nas jasna i oczywista od spotkania z dzieckiem. Wreszcie bratanek mógł uzyskać pomoc i to było najważniejsze. Lepiej późno niż wcale. Jednak po co przyznać, że to ktoś ich do tego zainspirował skoro się jest najmądrzejszym w świecie. Dla mnie ważne jest to, że dziecko dzięki temu mogło iść do odpowiedniej szkoły i miało odpowiednie terapie. Szkoda tylko, że przez rodziców nie kontynuowane w domu. Bratowa to chociaż próbuje coś robić, ale wsparcie ze strony męża marne, jak sama przyznała. Ważniejsze markowe ciuchy, nowe nic nie wnoszące zabawki, niż nauka codzienności, a przede wszystkim w przypadku dziecka niemówiącego komunikacji, wspólne posiłki itd. Samą zabawą dziecku ze spektrum autyzmu sie nie pomoże w rozwoju. A to taki mądry chłopczyk. Od nas uczył się bardzo szybko. Zresztą mieliśmy bardzo dobry kontakt. Ja z nim jakoś tak emocjonalnie do siebie pasujemy. Sam podbiegał do mnie, przytulał mnie, czy chciał usiąść na kolanach. A ci co mają trochę wiedzy rozumieją, że w przypadku dziecka ze spektrum autyzmu nie jest to takie oczywiste. Bratanek czuje kto chce dobrze dla niego, polubił ciocię i wujka. Ciocia do przytulania, a w wujku widział prawdziwego mężczyznę. Dzieci czują najlepiej kto jest dobrym człowiekiem. Szkoda, że raczej nie będę mogła mu więcej swojego ciepła okazać, gdyż z jego ojcem nie mam ochoty się już spotykać i pielęgnować bliskich relacji. Głową muru nie przebijesz, a nasz światopogląd leży na dwóch przeciwnych biegunach. Niedawno była Komunia Święta bratanka. Po niej mąż dostał komentarz, że szkoda iż bez niego. A wiecie jak wyglądało zaproszenie. Przez whatsappa tekst typu Komunia jest wtedy: … (tutaj data), a Ty zrobisz co chcesz … Póżniej dopiero dodane: oczywiście (imie dziecka) zaprasza. Bez podania kościoła, godziny mszy, choć to dość istotne. Nie polecieliśmy, ani nie pojechaliśmy osobiście, ale spersonalizowaną pamiątkę i prezent przekazaliśmy. Brat męża już zapomniał, że sam u naszego synka, a swojego chrześniaka, nie był na Komunii i nawet pamiątki mu nie kupił. Wówczas, czyli kilkanaście lat temu nie było covid-19. Jak to łatwo innych oceniać, a nie pamiętać jak się samemu postępowało. Kiedy nasz synek walczył o życie też nikogo nie było przy nas oprócz mojej siostry. Tylko ona przyleciała, aby się z Adasiem pożegnać. Zresztą  po śmierci naszego synka w stosunku do nas też nie umieli się zachować. Nawet wówczas nie mogliśmy na nich liczyć. Nie bez winy jest bratowa, która na to pozwalała.  Zresztą sama wykorzystując nas emocjonalnie przerzucając na nas swoje problemy z mężem i teściową. Podczas ostatnich wakacji wyciągała przed nami brudy małżeńskie, złość na teściową nierzadko przy tym płacząc i wykrzykując. To były zatrute wakacje. Zwłaszcza ja byłam jak emocjonalna gąbka, która wciągała cały ten syf. Przykro mi, ale to jest ich życie, nie nasze i nikt nie musi przelewać na nas swoich nerw, frustracji, zawiedzenia, czy niespełnionych oczekiwań. Ponadto zainteresowanie nami ze strony bratowej i potok wiadomości zawsze wzrastało przed wakacjami u nas bądź kiedy mieliśmy sie spotkać. Ja wiem, że każdy ma swoje problemy, ale nie trzeba przy tym zachowywać się jak chorągiewka. Mogę jej tylko współczuć, ale nie pozwolę więcej, aby przelewała na mnie swoje złe emocje w stosunku do własnego męża i teściowej. Zatruta psychika dochodzi potem do siebie jakiś czas, a czas jest bezcenny. Bratem męża wzgardzam, a bratowej współczuję i życzę, aby kiedyś jej życie było oparte na prawdzie (szczerości) i równowadze.

 

Były szwagier

… honor, na co on komu …

 

Pewnie i bym nie wspomniała o nim w swoim pamiętniku, gdyby nie to, jak zachował się w stosunku do nas i mojej siostry w jednym temacie. O innych nie warto nawet pisać. Było niby milutko i wydawało sie że wszystko jest dobrze. Za zamkniętymi drzwiami już jednak inaczej. Kolejna osoba z podwójną osobowością. Wspomnę tylko jednak o tym, że traktowaliśmy go z mężem zawsze dobrze, zapraszaliśmy na wakacje, uczestniczył w naszych spotkaniach itd. itp. Jednak nie umiał się zachować w sprawie finansów. Zresztą nie tylko w stosunku do nas. Pożyczył wraz z moją siostrą pieniądze na nową łazienkę. I tu nie o pożyczkę chodzi, tylko co w związku z nią później. Łazienka została zrobiona i owszem,  o czym nie omieszkał na Komunii Świętej swojej córki przed wszystkimi się pochwalić, nie wspominając o reszcie. Jednak później zachował się, jak człowiek pozbawiony honoru. Rozwód jego i siostry przebiegł spokojnie, doszli do porozumienia, ale potem już tak sielsko nie było. To jednak ich sprawy. Moja jest taka, że nigdy już nie wspomniał o długu, a bynajmniej jego połowie, jak to po rozwodzie się dzieli dość często, a miał okazję, bo widział się z nami. W zamian już jakiś czas po rozwodzie zażądał od siostry zwrotu pieniędzy za remonty przeprowadzane w mieszkaniu, a powiem że sprowadzały się one do podstaw. Z tym, że wówczas raptem nie wiedzieć skąd wzięła sie kwota 3-4 razy wyższa niż była w rzeczywistości. Fajnie tak, długu nie oddać, a samemu jeszcze żądać od drugiego czegoś na co się samemu nie wydało grosza. Stracił w mych oczach całkowicie szacunek. Z obłudnikami, kłamczuchami i sępami nie mam ochoty mieć do czynienia. Z honorem jest tak, jak i z innymi cechami, albo się go ma, albo nie. Co czuję teraz do byłego szwagra? Pogarde, a potem długo, długo nic. 

 

Koniec

 

A teraz możecie mnie Wszyscy wyżej wymienieni nie lubić, nienawidzić i mówić źle o mnie do wszystkich i wszędzie. Teraz macie choć jakiś prawdziwy powód. Tyle, że to jest już poza mną. Ja idę swoją drogą, a Wam życzę wszystkiego dobrego, ale też tego, czego Wy mi i mojemu mężowi życzycie.

 

 

Twój czas jest ograniczony, a więc nie marnuj go na życie cudzym życiem.

Nie daj się złapać w pułapkę przeżywania życia, bedąc sterowanym przez innych.

Nie pozwól, aby zgiełk opini innych zagłuszył twój wewnętrzny głos.

I co najważniejsze, miej odwagę podążać za swoim sercem i intuicją.

One jakimś cudem wiedzą, kim tak naprawdę chcesz zostać.

Wszystko inne ma wartość drugorzędną!

 

Steve Jobs

 

Każdy ma swoją prawdę, a ta jest moja własna. Właściwie była, bo już od jakiegoś czasu, a na piśmie od dziś, idzie w zapomnienie. Teraz zamierzam cieszyć sie każdym dniem, zwykłym codziennym życiem i licznymi pasjami, a otaczać się życzliwymi osobami wnoszącymi w moje życie pozytywne emocje i cieszącymi się chwilami spędzonymi ze mną. To z nimi zamierzam spędzać swój czas i być razem na dobre i złe obdarowując siebie samą i ich miłością oraz dobrem.

 

* „tak jak rdza zżera metal, tak też zazdrosnych żżera zazdrość” Antyfanes

Zapytacie kim jestem? Przede wszystkim jestem kobietą. Ponadto domatorką z duszą podróżniczki… z kimś …dokądś …w głąb siebie … Życie jest dla mnie ciągłą podróżą. Taką z kimś, dokądś lub w głąb siebie. Kiedyś byłam niepoprawną optymistką, teraz staram się żyć optymistycznie. Kocham życie i wszelkie jego przejawy oraz możliwość doświadczania. Wszystko, co przeżyłam sprawiło, że teraz jestem taką a nie inną sobą. Jestem znającą swoją wartość kobietą, partnerką swojego niezwykłego męża, szczęśliwą siostrą i przyjaciółką oraz spełnioną matką – choć dla niektórych może zabrzmi to nieco niedorzecznie. Najcudowniejsze i magiczne chwile przeżyłam z synkiem i mężem. Najpiękniejsze dla mnie miejsca z niesamowitą aurą to Nepal i Himalaje oraz Laos. Uwielbiam mojego męża, podróże, pyszne jedzenie, gotowanie, książki, filmy, pisanie, biżuteryjne fantazje i fotografowanie, a od niedawno wędkowanie ,,no kill,,. Mam też i inne pasje. Większość z nich dzielę z moim mężem, a niektóre są tylko moje własne.

6 komentarzy

  • Marta

    Twój wpis Siostrzyczko z jednej strony smuci a z drugiej cieszy. Wiem że trzeba było wrócić do pewnych wspomnień i ludzi którzy na to nie zasługują. Bardzo się cieszę bo postawiłaś w swoim życiu krok milowy i jestem bardzo z Ciebie dumna kochanie. Teraz idź i podążaj swoją drogą, bądź szczęśliwa. Nie trać już czasu ani na rzeczy ani na ludzi którzy nie są tego warci. Patrz na siebie żeby Tobie było dobrze i otaczaj się samymi dobrymi chwilami i ludźmi. Kocham Cię ❤️😘❤️

    • anetagrenda

      To prawda, powrót do wspomnień zwłaszcza tych złych nie jest łatwy. A to, co zrobiłam i robię w ostatnim czasie dla siebie z miłością jest niezwykłe. Dziękuję Ci siostrzyczko za ciepłe, dobre i wspierające słowa i za to, że Jesteś. Nie mam zamiaru tracić już czasu na tych i na to, co nie jest tego warte. Teraz jest już inny czas. Czas dobrych chwil i życzliwych ludzi, dla których, tak, jak i dla siebie czynię i będę czynić dobro z miłością. Ty również czyń dla siebie dobro z miłością.❤️😘❤️ Kocham Cię bardzo mocno siostrzyczko.❤️😘❤️

  • Wiolett

    Hej. Mocne słowa. Szacun dla Ciebie. Żyj swoim życiem i nie zmieniaj się dla innych. Pozdrawiam z Świętej Katarzyny) i jeszcze jedno pamiętajcie ze jak przyjeżdżacie do Polski to nasz dom stoi dla was otworem , zapraszamy , mocno ściskamy i pozdrawiamy.

    • anetagrenda

      Cześć Wiola. Dziękuję Ci bardzo za wyrazy szacunku i dobre, ciepłe słowa. Nie zamierzam się zmieniać dla innych, zmieniłam tylko mój stosunek i chcę być daleko od tego, co toksyczne. Dziękujemy za zaproszenie. Na pewno skorzystamy, jak się wybierzemy do Polski, bo coraz mniej domów nas tam chętnie wita. Tym bardziej Wam dziękujemy. Również Was mocno ściskamy i pozdrawiamy, życząc jak najwięcej Tobie Wiola i Remkowi dobrych chwil i wiele powodów do radości każdego dnia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *