Paź 12

– Namiot? – Tak, namiot, ale jakże wyjątkowy … :)

Namiot jest jedną z opcji, z której czasami korzystamy. Jednak tym razem jakże on był nietuzinkowy. A o czym mowa? O miejscu, w którym nocleg pod namiotem jest niesamowitym doświadczeniem. I wcale nie mam na myśli pięknej przyrody, która owszem także towarzyszyła nam podczas pobytu na pewnej wyspie. Tym razem rolę wiodącą odegrał namiot. Dokładnie tak, namiot, ale jakże wyjątkowy. 🙂

 

 

 

 

 

 

Podróżując motocyklem przez Prowincję Dak Lak dojechaliśmy nad jezioro Ho Lak. Ku naszej radości okazało się, że znajduje się tam niezwykłe miejsce, w którym można spędzić czas i przenocować, a namiot, podkreślę, że namiot wyjątkowy, odgrywa w nim niebagatelną rolę. Mowa o miejscu Lak Tented Camp, w którym spędziliśmy fantastyczny czas. Rozkoszowaliśmy się zarówno namiotem, w którym mieszkaliśmy, cudnymi widokami, pysznym jedzeniem i niezwykłą atmosferą. Namiot, w którym spędziliśmy czas okazał się komfortowy i luksusowy. Zresztą sami zobaczcie.

 

 

 

 

 

 

 

Na miejsce dotarliśmy łodzią motorową, która po nas przypłynęła na drugi brzeg. Motocykl zostawiliśmy na parkingu przeznaczonym w tym celu. Podróż była ekscytująca i nie bez powodu, bowiem położony na wzgórzu, z panoramicznym widokiem na góry i jezioro, Lak Tented Camp jest miejscem pięknym i luksusowym. My czasami lubimy nietypowe i wyjątkowe rozwiązania noclegowe. Wówczas cena schodzi na dalszy plan.

 

 

 

 

 

Odwiedzając Lak Tented Camp można poznać zarówno kulturę, jak i kuchnię wywodzącą się z tego regionu. Naturalne piękno jest niezwykłym atutem tegoż miejsca. Na jego terenie, który liczy prawie 5 hektarów, umieszczono 15 luksusowych namiotów, a dla tych którzy nie lubią tej formy także 4 bungalowy. Nazwa każdego z nich nawiązuje do etnicznych wiosek otaczających jezioro Ho Lak. Architektura jest piękna, a wszystko układa się w harmoniczną całość. Elementy drewniane dodają uroku, a cała restauracja jest odrestaurowana w stylu mniejszości etnicznej M’nong. Łączy się ona z  barem, a także tarasem widokowym, na którym można także spędzać czas, czy to rozkoszując się kulinariami, czy też sącząc drinka lub poranną kawę.

Historia miejsca , do którego zawitaliśmy, jest niezwykła i wiąże się, jak to często w Wietnamie bywa, z legendą. A brzmi ona tak:

Dawno, dawno temu, zgodnie z legendą plemienia M’nong, istniał długi i drastyczny konflikt pomiędzy Bogiem Ognia i Bogiem Wody. Finalnie, Bóg Wody sprawił, ze nastała długotrwała susza. Wówczas nieopodal młody człowiek o imieniu Y Lak. Był on wynikiem nieakceptowanej przez większość mieszkańców miłości Boga i dziewczyny pochodzącej z plemienia M’nong. Chca naprawić błędy rodziców, opuścił wioskę, aby szukać wody. Po długiej podróży, która była pełna wyzwań usiadł wyczerpany i zrezygnowany. Pogrążony w swojej rozpaczy Y Lak zauważył węgorza, który to utknął w skalistej dziurze. Pomógł mu się wydostać, a następnie podążył za nim. Węgorz poprowadził go do ogromnego jeziora, które było pełne wody, ryb i roślinności. Od tego czasu wiele rodzin wywodzących się z plemienia M’nong osiedliło się wokół jeziora. Do dziś łowią ryby i uprawiają ziemię, wiodąc tym samym szczęśliwe życie. Nazwa miejsca, aby uczcić bohatera pochodzi od jego imienia, aby pamięć o nim pozostała żywa.

Namiot, w którym mieszkaliśmy był wyjątkowy. Takich luksusów się nie spodziewaliśmy. Z namiotami mieliśmy już nie raz do czynienia, ale coś takiego widzieliśmy pierwszy raz. Cała konstrukcja świetnie przemyślana. Bowiem na palach położona jest podłoga, na której umieszczono namiot. Posiada on okna i taras. Z przodu w części murowanej znajduje się niewielka łazienka z prysznicem i oddzielna toaleta. Wszystko zamyka się na kłódeczkę umieszczając ją w drewnianej furtce. Pomyślano o wszystkim wyposażając wnętrze, także pobyt jest niezwykle komfortowy, a widok z tarasu na jezioro i góry magiczny.

 

 

 

 

 

 

Cała okolica stworzona jest, aby odpoczywać i cieszyć się chwilą. Zwierzęta biegają wolno, a warzywa i zioła rosną w ogródku. Zadbano tutaj o ekologię, co jest niezwykłą wartością dodaną tegoż miejsca. Natrafiliśmy nawet na mały pojedynek kogutów. Poza spacerami można popływać łódką, wykapać się w jeziorze, przy którym umieszczono specjalne miejsce do odświeżenia się lub wziąć wędki i spróbować złapać „złota rybkę”. 🙂

 

 

 

 

Warto odbyć inspirującą kulinarną podróż. Restauracja z typowymi specjalnościami, lokalnymi produktami, składnikami i autentycznym sposobem gotowania zachęca, aby zagościć w niej na dłużej. Sałatka z lotosu, ciasto rybne, kurczak Lak, ryba i sałatka z bananów, warzywa, ryż z bambusa to tylko kilka z dań, których warto skosztować. Kuchnia poza specjalnościami M’nong oferuje dania wietnamskie i zachodnie.

 

 

 

 

 

 

My w czasie naszej motocyklowej wyprawy pozwoliliśmy sobie na odrobinę luksusu w jakże odmiennym wydaniu od tego, czego do tej pory doświadczyliśmy. Namiot okazał się wyjątkowy, a cały pobyt niezwykle udany i relaksujący. Następnego dnia byliśmy wypoczęci i gotowi, aby kontynuować nasza podróż. Dlatego na pytanie, czy to był namiot odpowiem: – Tak, namiot, ale jakże wyjątkowy? 🙂

Share

Paź 08

Pleiku i Prowincja Gia Lai – spokojna kraina z cudnymi krajobrazami …

W wolny weekend wybraliśmy się na krótkie wojaże po okolicach Pleiku i Prowincji Gia Lai. Słyszeliśmy opinie, że to dość nudne okolice, ale my się z tym nie możemy zgodzić. Zapewne są one dość rzadko odwiedzane przez turystów, a to dla nas jest niewątpliwy atut, gdyż lubimy odkrywać nowe zakątki raczej w ciszy. To wówczas najcudniej doświadcza się tego, co nas otacza. Pleiku i Prowincja Gia Lai nas zachwyciły zwłaszcza pod względem krajobrazowym. Magiczne góry, lasy sosnowe, wodospady, strumyki, jeziora i liczne zielone plantacje oraz panujący tam spokój są hipnotyzujące.

 

 

 

 

Pleiku to miasto położone w środkowym Wietnamie (Wyżyna Centralna) na terenie będącym pozostałością działalności wulkanicznej z przed 25-30 milionów lat. Jest stolicą prowincji Gia Lai, położoną pomiędzy prowincjami Dak Lak i Kon Tum o którym możecie przeczytać w poście www.zycieipodroze.pl/2018/09/17/kon-tum-tam-gdzie-nic-do-zobaczenia-kosztowalo-narod-wszystko/. Pleiku znane jest z tego, że było strategiczną bazą amerykańską i południowo-wietnamską w czasie wojny w latach 1965-1975. Wcześniej, bo już w 1925 roku, Francuzi wybudowali tutaj więzienie, w którym przetrzymywali zatrzymanych oportunistów. Podczas wojny amerykańsko-wietnamskiej służyło ono do przetrzymywania więźniów politycznych. Znane było ze stosowania tam wielu nowoczesnych form tortur. Obecnie stanowi muzeum i pomnik dla zmarłych tam rewolucjonistów. Samo miasto, czyli Pleiku,  zostało podpalone przez odlatujących żołnierzy południowo-wietnamskich w 1975 roku. Odbudowano je w latach 80-tych XX wieku, dzięki pomocy Związku Radzieckiego. Obecnie jest ono stolicą prowincji Gia Lai. Stanowi jej centrum gospodarcze, biznesowe, polityczne oraz kulturalne.

 

 

 

 

Gia Lai to górzysta prowincja, położona w północnej części Pogórza Centralnego, na wysokości 800-900 m n.p.m.. Graniczy ona z prowincją Kon Tum na północy, z prowincją Dak Lak na południu, z Kambodżą na zachodzie i z prowincjami Quang Ngai, Binh Dinh i Phu Yen na wschodzie.  Gia Lai odgrywa kluczową rolę w trójkącie rozwoju gospodarczego obejmującego Wietnam, Laos i Kambodżę. Dawniej prowincję Gia Lai zamieszkiwały przede wszystkim grupy etniczne Bahnar i Jarai, czasami znane jako Montagnards lub Degar. Obecnie można spotkać tam 38 grup etnicznych. Najwiecej, jak i w wielu innych regionach jest Viet (Kinh), a następnie Bahnar, i Jarai (Gia Rai), a także Tay oraz Nung. Pośród innych, choć reprezentowanych w małych ilościach, wyróżnia się  także grupy etniczne Muong, Thai, Dao, Hmong, Hoa i Edeh. Architektura domów napotykanych po drodze była bardzo urozmaicona, zależna od grupy etnicznej zamieszkującej dana wioskę. Podziwialiśmy tradycyjne domy na palach, ale też domy parterowe z drewna, domy spotkań Bahnar i inne. Wiele osób zamieszkujących te tereny żyje bardzo skromnie. To jednak nie przeszkadza w tym, aby uśmiech gościł na twarzy.

 

 

 

 

Grupy etniczne zamieszkujące Gia Lai kultywują wciąż swoje tradycje. Przejawia się to zarówno w życiu codziennym, w którym i my przez chwilę mogliśmy uczestniczyć, jak i w różnych ceremoniach i festiwalach. Wymienić posród nich warto ceremonię Po Thi oznaczającą opuszczenie grobu, festiwal kłującego bizona, czy też towarzyszący wielu wydarzeniom taniec Xoang. Są to uroczystości pełne kolorów i mistycyzmu często dla nas trudnego do zrozumienia. Tradycyjne tańce, wyjątkowe instrumenty muzyczne w postaci rogów i gongów są niezwykłe. Towarzyszą im nierzadko tradycyjne ceremoniały, spotkania w domach przeznaczonych w tym celu, tak jak Bahnar, a także rytuały i składanie ofiary, jak to ma na przykład podczas Buffalo Stabbing Festival. Wówczas mieszkańcy wioski zabijają bawoła, którego składają w ofierze Bogowi Giang. Następnie świętują dwa, a nawet trzy dni. Jest to niezwykłe wydarzenie, w którym uczestniczy cała społeczność.

 

 

 

 

Prowincja Gia Lai to głównie tereny rolne, czyli pola kawy, herbaty, pieprzu, słodkiego ziemniaka, ryżu oraz plantacje drzewa kauczukowego. Drzewa liściaste i iglaste, liczne potoki, jeziora wulkaniczne, rzeki oraz wodospady są dodatkowa ozdobą zielonych i pięknych pól. Niewątpliwie na ich jakość i plony wpływ ma występujący w Prowincji Gia Lai tropikalny klimat monsunowy. Charakteryzuje się on dwiema porami roku. Pora deszczowa występuje od maja do października, a pora sucha od listopada do kwietnia. Średnia temperatura wynosi 22-25 ° C, a my taką właśnie uwielbiamy. Poza licznymi plantacjami znajduje się tutaj wiele miejsc doskonale nadających się do hodowli bydła, które można spotkać niemalże na każdej drodze, czy ścieżce którą się podróżuje. Nie rzadko ustępowaliśmy im drogę, czy też przejeżdżaliśmy pośród nich motocyklem. 

 

 

 

 

W Pleiku i Prowincji Gia Lai znajduje się wiele atrakcji, zwłaszcza krajobrazowych i przyrodniczych, choć i inne tak, jak te kulturalne, czy historyczne można także jak najbardziej dostrzec. My podróżując motocyklem podziwialiśmy piękne lasy, plantacje kawy i kauczuku, pola pełne tapioki, manioku, słodkiego ziemniaka, a także w mniejszych ilościach herbaty i ryżu. Prezentowały się one cudnie otoczone magicznymi, jak zawsze górami, czy też wzgórzami. Niewiarygodne było to, jak ogromne przestrzenie one zajmują. Mogliśmy się im przyjrzeć z bliska i poznać sposoby w jakie są one uprawiane, czy też jak w przypadku kauczuku zobaczyć jak jest on zbierany podczas, gdy spływa z drzew.

 

 

 

 

Rzeki i niezwykłe jeziora dodawały niewątpliwie uroku naszym wojażom. Na szczególną uwagę zasługuje jedno z nich. Nie bez powodu nazywane jest „Perłą Pleiku”. Jezioro Bien Ho, czyli T’nung-Sea Lake, bo o nim mowa, położone zaledwie 7 km od centrum miasta, jest ważnym jeziorem słodkowodnym dostarczającym wodę do niego. Interesujące jest to, że było ono niegdyś kraterem wulkanu. Zatrzymał się on setki milionów lat temu, a obecnie możemy podziwiać tutaj wyjątkowy zbiornik. Jego głębokość wynosi 16-19 m, a powierzchnia 230 hektarów. Nazwa T’Nung, czyli Sea Lake oznacza nie co innego, jak „morze w górach” . Według znawców jest to jedno z najpiękniejszych jezior na Wyżynie Centralnej. Jego woda jest tak czysta, że ​​można swobodnie zobaczyć ryby pływające pod jej tonią. Śmialiśmy się, że mały domek moglibyśmy tam mieć, gdyż Bien Ho  otoczone lasami sosnowymi i wzgórzami prezentuje się zacnie, a poza platformą widokową umieszczoną z jednej strony otula je spokój i poczucie niezwykłej harmonii, w jakiej żyją z naturą mieszkańcy.

 

 

 

 

Kolejnym jeziorem zasługującym na uwagę jest Ayun Ha. Jest to sztuczny zbiornik położony w dystrykcie Chu Se. Powstał wówczas, gdy wykorzystano rzekę Ayun do budowy tamy, a jezioro do nawadniania. Ma ono powierzchnię 37 km², 25 km długości i 5 km szerokości. Ryby wyławiane z niego stanowią pożywienie zarówno dla osadników Ayun Ha, jak i Pleiku. Stanowi ono ponadto miejsce spotkań miłośników sportów wodnych oraz tych lubiących pikniki nad jeziorem. Równie malownicze jest jezioro Ya Ly leżące na granicy z prowinja Kon Tum. Takich pięknych, choć znacznie mniejszych zbiorników jest znacznie więcej. Z punktu widzenia podróżnika ich błękit niezwykle pięknie komponuje się z zielenią gór i pól.

 

 

 

 

Nas zachwyciły, jak to często bywa wodospady. O tej porze roku (pora deszczowa) prezentowały się nadzwyczajnie, a woda spływała z nich z ogromną siłą. Choć byliśmy cali mokrzy podziwiając je z bliska to i niezwykle szczęśliwi mogąc je ujrzeć w pełnej krasie. Najbardziej znanym pośród nich jest wodospad Phu Cuong. Położony jest 44 kilometry na południowy wschód od miasta Pleiku. Płynie na podstawie lawy nieaktywnego wulkanu. Kaskada, która opada w dół po skale i kamieniach, jest niezwykła. Uroku dodaje bliskość niezwykłej roślinności. Z kolei  grzmot spadającej z 38 metrów wody jest niesamowity. Siła żywiołu ogromna. Z ostrożnością przesuwaliśmy się po mokrych głazach, aby być jak najbliżej niego. I choć mokrzy posiedzieliśmy jakiś czas ciesząc się jego pięknem w pełnej krasie.

 

 

 

 

Zachwyceni nim postanowiliśmy udać się do kolejnego, prawie nieznanego, który też nas zaskoczył siłą, położeniem i niedostępnością. Thac Xung Khoeng, o którym mowa, w porze deszczowej jest wyjątkowy. Położony jest 45 kilometrów na północny-zachód od Phu Cuong. Po drodze mijaliśmy wioski i ich rdzennych mieszkańców, którzy nawet zaprosili nas, aby z nimi zjeść i się napić.

 

 

 

 

Poza lasami kauczukowymi mijaliśmy liczne pola uprawy słodkiego ziemniaka. Kiedy dotarliśmy do wodospadu Thac Xung Khoeng znów ulegliśmy czarowi chwili. Tutaj jednak nie było możliwości podejść do niego nazbyt blisko, gdyż okala go roślinność o tej porze roku bardzo mokra, a żadnych ścieżek nie widzieliśmy. Nacieszyliśmy oczy patrząc na niego z góry, podziwiając jego siłę i huk spadającej wody. Mogliśmy także skosztować dziko rosnących bananów, które w Wietnamie rosną niemalże na każdym rowie.

 

 

 

 

Dysponując czasem postanowiliśmy dotrzeć jeszcze do jednego z wodospadów. Dojazd do niego w porze deszczowej był nieco utrudniony, ale poradziliśmy sobie i wierzcie, że było warto. Wodospad Bau, czyli Waterfall Team 3, jest niezwykle położony. Aby go podziwiać w pełnej krasie przebyliśmy motocyklem podróż przez pola kawy i pieprzu. Następnie usłyszeliśmy go wcale go jeszcze nie widząc. Zeszliśmy w dół ścieżką prowadzącą pośród krzewów kawowych i wówczas ukazał się naszym oczom on. Jego siła zadziwiła, a ogrom spływającej z niego wody zaskoczył. I znów, choć cali mokrzy, to szczęśliwi, że mogliśmy go zobaczyć. On sam, jak i cała okolica prezentowały się niezwykle pięknie. Magia przyrody znów dała o sobie znać. Jakże cudnie było móc jej doświadczyć.

 

 

 

Prowincja Gia Lai zachwyciła nas cudną naturą, ale też i innych atrakcji nie brakowało. W samym Pleiku, choć i poza nim, znajdują się liczne świątynie, z których niektóre zasługują na szczególne wyróżnienie. Cudnie położona pośród pól herbaty jest jedna z nich, czyli Pagoda Buu Minh. Wyróżnia się na tle otoczenia i jest ozdobą całej okolicy. Dotrzeć można do niej w zaledwie 20 minut z Pleiku. Została zbudowana przez Thich Tu Van (Tăng cang Lê Tế). Po wielu przebudowach pagoda Buu Minh ma nowoczesny styl architektoniczny. Łączy w sobie piękno wietnamskiego stylu architektonicznego północnego i centralnego oraz stylu japońskiego. Znajdują się w niej relikty, takie jak posąg Buddy Czampy i wiele posągów starożytnej sztuki. Najbardziej godne uwagi są trzy cenne przedmioty we współczesnej buddyjskiej rzeźbie Wietnamu: leżący posą Buddy, siedzący posągi Buddy i 10 posągów Buddy Dziecka z twarzą małego Buddy. Architektura, jak i relikty mogą zachwycić nie jednego odwiedzającego.

 

 

 

 

Kolejna bardzo interesująca świątynia jest położona już w samym Pleiku. To buddyjska Pagoda Minh Thanh. Uznawana jest za wyjątkową dumę miasta, jak i atrakcję. Dzięki swojemu położeniu i majestatycznemu wzornictwu Pagoda Minh Thanh przyciąga każdego roku tysiące turystów.  W  1997 roku rozpoczęto ze względu na pogarszający się stan odbudowę pagody i budowę nowych elementów. Po 10 latach renowacji, pagoda Minh Thanh, zyskała nowy wygląd z unikalną architekturą. I choć świątynia nie może poszczycić się tradycją starożytną, jest wyjątkowa, co potwierdzają licznie tutaj przybywający odwiedzający. Wyraźnie wyczuwa się magię tego miejsca owianą mistycyzmem pomimo jej młodego wieku. Wszystkie jej elementy są misternie zaplanowane, a cały kompleks stanowi bardzo różnorodną, choć spójną całość. Przebywający w niej buddyjscy mnisi dodają jej niewątpliwie charakteru, ale też i powagi.

 

 

 

 

Będąc  w Pleiku można odwiedzić tutejsze  muzea, jak i ujrzeć ogromny pomnik Ho Chi Minha. Muzeum Ho Chi Minha, jak i Muzeum Gia Lai położone są obok siebie, w centrum miasta, zatem dotrzeć do nich jest bardzo łatwo. Gorzej już z dostępnością dni i godzin zwiedzania. My, ponieważ byliśmy podczas dni świątecznych, zastaliśmy je zamknięte. Z kolei pomnik Ho Chi Minha odwiedzało sporo osób. Zapewne ze względu na niego, ale też i park oraz deptak położony tuż obok. Spacer tutaj zarówno w dzień, jak i wieczorem należy do przyjemności.

 

 

 

 

Nasze spotkanie z Pleiku i Prowincją Gia Lai dobiegło końca. Podróż motocyklem dostarczyła nam mnóstwa wrażeń zwłaszcza krajobrazowych. Cóż może być piękniejszego od magicznych gór, cudnych wodospadów, szumiących drzew i zielonych pól otoczonych rzekami, strumykami oraz jeziorami. Kontakt z naturą jest cennym darem z którego staramy się korzystać jak najczęściej, a że lubimy spokój  i samodzielne podróżowanie to takie zakątki jak Pleiku i Prowincja Gia La są dla nas stworzone.

Share

Wrz 21

Wietnam – ciekawostki …

💚 Ciekawostki o Wietnamie 💚

 

Dziś rozpoczynam wpis, w którym będę zamieszczać ciekawostki o Wietnamie.

Będzie on aktualizowany co kilka dni, tak jak i pojawiające się posty na fanpagu o tej tematyce.

 

                                                                                   

 

Wietnam jest drugim co do ilości producentem i eksportem kawy na świecie.

Najwięcej plantacji znajduje się w regionach Dak Lak, Gia Lai, Kontum, Lam Dong i Buon Ma Thuot.

Poniżej na zdjęciach kawa z tamtych okolic.

 

 

 

 

Czy wiedzieliście, że największy producent i eksporter czarnego pieprzu na świecie to Wietnam?

Jest zdecydowanym liderem wyprzedzając znacznie znajdującą się na drugim miejscu Indonezję.

Pieprz nie rzadko rośnie na tych samych plantacjach, co kawa lub bardzo blisko.

Czyżby świadczyło to o tym że pieprz i kawa bardzo się lubią, a bynajmniej preferują ten sam rodzaj gleby?

 

 

 

                                                                        

Każdego roku  przed Festiwalem Księżycowym nazywanym także Świętem Środka Jesieni,

który odbywa się piętnastego dnia ósmego miesiąca księżycowego podczas pełni księżyca,

na ulicach, w sklepach i hotelach pojawiają się ogromne ilości Moon Cake.

Są to tradycyjne ciastka wywodzące się z Chin symbolizujące Księżyc i Rodzinę.

W Wietnamie znane są jako Banh Trung Thu, co dosłownie oznacza ciastko połowy jesieni.

Moon Cake są niezwykłe zarówno ze względu na sposób ich przygotowywania,

jak i różnorodne, czasami wręcz zaskakujące, nadzienie w środku.

Wietnamczycy obdarowują się nimi każdego roku.

Moon Cake ofiarowuje się rodzinie, ale także przyjaciołom, współpracownikom i znajomym.

Firmy również wręczają swoim pracownikom prezenty składające się

z pięknych zestawów zawierających ciastka księżycowe.

Jest to prezent ofiarowany ,,na szczęście,,.

 

 

 

                                                                             

Wietnam to największy światowy eksporter orzechów nerkowca.

Corocznie prawie 30 % wietnamskich nerkowców wysyłanych za granicę trafia na rynek amerykański.

Spore ilości, gdyż około 25 % trafia na europejski rynek unijny. Do  Chin trafia 20 %.

Owoc orzecha nerkowca składa się z jabłka nanerczowego, czyli zgrubiałej części łodygi

oraz pestkowca zawierającego jedno nasiono, stanowiącego owoc.

Orzechy nerkowca posiadają bardzo charakterystyczny nerkowato wygięty kształt.

 

 

 

 

                                                                                    

 

ciąg dalszy nastąpi. 🙂

Share

Wrz 17

Kon Tum – tam, gdzie ,,nic do zobaczenia … kosztowało naród wszystko,, …

Nazwa Kon Tum pochodzi od nazwy wioski grupy etnicznej Bahnar. W ich języku, kon oznacza „wieś”, a tum oznacza „basen, rozlewisko, sadzawkę”. Przed przyjęciem alfabetu wietnamskiego w latach dwudziestych, używano nazwy 崑 嵩. Kto by pomyślał, że ta ziemia na której obecnie znajdują się pola uprawne z kawą, kauczukiem, tapioką, maniokiem, pieprzem i trzciną widziała tak wiele, a tak naprawdę zbyt wiele. Teraz jest bardzo zielono, a piękne góry mogą zachwycać. Jednak szkody spowodowane czynnikiem „agent orange” są nadal widoczne gdzie nie gdzie w krajobrazie. W niektórych miejscach dopiero od niedawno można cokolwiek uprawiać.

 

 

 

 

Prowincja Kon Tum znajduje się w najbardziej na północ wysuniętym regionie centralnej części Wietnamu, w pobliżu granic z Laosem i Kambodżą. W dużej mierze jest to obszar górzysty. Prowincja położona jest na zachód od gór Truong Son. Na północy wysokość szczytów wynosi przeciętnie od 800 do 1 200 m n.p.m., a wysokość od strony południowej 500-530 metrów. Najwyższą górą w prowincji Kon Tum jest Ngoc Linh Mountain, która mierzy 2598 m n.p.m., a kolejną Ngoc Phan o wysokości 2251 metrów.  Około 50% powierzchni prowincji Kon Tum pokrywają lasy, które są domem dla wielu cennych gatunków roślin i rzadkich okazów ptaków. Znajduje się tutaj mnóstwo rzek, rzeczek, strumyków i jezior, które niewątpliwie stanowią znakomite połączenie krajobrazowe z górami i wzgórzami oraz zadziwiającą zielenią. Poza polami uprawnymi, które są głównym źródłem dochodu mieszkańców, mnóstwo tutaj pastwisk stworzonych do hodowli bydła.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Region Kon Tum jest bardzo zróżnicowany pod względem występowania grup etnicznych.  Większość z nich zachowała tradycyjny styl życia i unikalną, bogatą kulturę, a także język. Większość grup etnicznych mówi również po wietnamsku. Najbardziej znane z nich to Bahnar, Sedang i Jarai, choć dominującą jest zdecydowanie Bahnar. Ich wioski są rozpoznawalne ze względu na znajdujące się w nich charakterystyczne domy, które nazywa się właśnie Bahnar. Są to miejsca, w których spędza się wspólnie czas. Dawniej służyły także do przechowywania ryżu i innych zbiorów. Jednak przede wszystkim do ochrony mieszkańców na przykład przed niebezpiecznymi zwierzętami.  Mogli oni tutaj się schronić lub też wspólnie przesiadywać. Obecnie nadal pełnią funkcję społeczną. Organizowane są tam wesela, ważne spotkania, czy też festiwale.

 

 

 

 

Przemierzając tę zieloną krainę aż trudno uwierzyć, że Prowincja Kon Tum była polem krwawych walk pomiędzy USA a Wietnamem szczególnie w listopadzie 1967 roku oraz między Wietnamem Północnym, a Południowym od maja do czerwca 1972 roku. Dobrze wiedziano, że kto zdobędzie te tereny może wygrać całą wojnę. A dlaczego. Otóż był to niemalże środek wszystkich pól bitewnych. Dla każdej ze stron znaczyło to być, albo nie być. Walczyć i iść dalej po zwycięstwo lub być zmuszonym się wycofać. Najgorsze ataki ogniowe w całej wojnie miały miejsce właśnie tutaj w bitwach o Dak To, a także Kon Tum, Wzgórze Charliego i Wzgórze 875. Nie należy zapominać o znaczeniu FSB – bazy wsparcia ogniowego i Rocket Ridge – łańcuchu obronnym zbudowanym przez USA oraz lotnisku Phoenix Airfield, znany również jako Dak To Base Camp, czy też Dak To II Airfield.

 

 

 

 

Pomyśleć, że gdyby armia północno-wietnamska chciała zaatakować Kon Tum, musiałaby przebić się przez linię ognia Rocket Ridge. I co się wydarzyło? Zrobiła to. Zniszczyła łańcuch obronny, tak starannie wcześniej zaplanowany przez armię amerykańską. Podczas walk liczba osób, które straciły tutaj życie była przytłaczająca. Obie strony poniosły ogromne straty. Ofiar było bardzo dużo, zbyt dużo. Jak mówią miejscowi ziemia Kon Tum opowiada o duchach i bliznach. A najbardziej przykra jest „…ta łatka „nic do zobaczenia”, która według nich „kosztowało naród wszystko… ”. Sama się dziwię, że o tych miejscach mówi się i pisze niezbyt wiele. My postanowiliśmy je zobaczyć, pochylić się nad krwawą historią okolicznych gór, wzgórz i miasteczek. Aż trudno nam sobie teraz wyobrazić, że to o te góry i okoliczne tereny toczyły się tak ważne bitwy, a Prowincja Kon Tum odegrała istotną strategiczną rolę w skali całej wojny.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nasza motocyklowa przejażdżka po prowincji Kon Tum była niezwykła, choć czasami dość trudna. Nie tylko ze względu na fakt toczących się tutaj krwawych bitew w czasie wojny. Raczej bardziej ze względu na jakość dróg lub ich brak. Nie rzadko zmienialiśmy plany właśnie ze względu na nie. Zwłaszcza, że odwiedziliśmy okolice Kon Tum w czasie pory deszczowej, choć w czasie naszej przygody padało rzadko. Jeden raz sięgnęliśmy po deszczówki, a nawet musieliśmy się schronić pod daszkiem u miłej pani, gdyż wraz z burzą spadło bardzo dużo deszczu. Jednakże mijane góry, plantacje, kawy, herbaty, pieprzu, ogromnych pól tapioki, manioku i kauczuku, jeziora i cudne widoki rekompensowały niezbyt dobra infrastrukturę drogową z nawiązką. Spotykani po drodze ludzie znów dowiedli, że im trudniej, im biedniej, tym bardziej serdecznie i gościnnie. Mecz obejrzany w przypadkowym domu, posiłek przygotowany specjalnie, czy chwila zainteresowania, obserwacji i uśmiechów przy najważniejszym domu we wsi, czyli Bahnar. Tak właśnie jest w zakątkach, o których niektórzy piszą, że są położone na końcu świata, a odwiedzający docierają dość rzadko.

 

 

 

 

To była podróż niezwykła. Po niej mogę z całą pewnością powiedzieć, że Prowincja Kon Tum nie zasłużyła na to, aby przypiąć jej łatkę „nic do zobaczenia”. Nie dziwi mnie oburzenie tych, którzy doświadczyli wojny na tych ziemiach i byli świadkami najbardziej krwawych bitew w jej historii. Bo to niby „nic do zobaczenia”, z czym ja się nie zgadzam,  „kosztowało naród wszystko… ”. Dlatego zachęcam do odwiedzania takich miejsc i nie sugerowania się tylko tym, co mówią i piszą inni. Warto posłuchać swojej intuicji i podążać drogą, która nam wydaje się słuszna. Co więcej, to dotyczy chyba nie tylko tego rodzaju podróży, czyż nie? 🙂

Share

Wrz 13

Dziś byłyby Twoje ,,21,, urodziny Adasiu …

Dziś byłyby Twoje ,,21,, urodziny Adasiu – syneczku najdroższy i jedyny  – aniołku nasz ukochany …

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Share

Wrz 11

Da Nang – czy warto? …

Da Nang jest miastem, w którym wiele osób rozpoczyna swoją przygodę z Wietnamem Środkowym. Często jest półmetkiem dla osób, które zwiedzają kraj, gdyż leży w połowie drogi pomiędzy Hanoi, a Ho Chi Minh. Przylatując tutaj można wyruszyć w podróż w każdą niemalże stronę i znaleźć wiele fascynujących oraz magicznych miejsc. Samo miasto, a przede wszystkim jego położenie jest nietuzinkowe. Otoczone morzem i górami ma wyjątkowy mikroklimat. Jest destynacją, która nie jednemu odwiedzającemu przypadnie do gustu. Atmosfera panująca w Da Nang jest z goła odmienna od tego, czego możemy doświadczyć w Hanoi czy też w Ho Chi Minh.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nazwa miasta na przestrzeni dziejów zmieniała się wielokrotnie. Po raz pierwszy została opublikowana w dziele „O Chau Can Luc”  w 1533 roku, gdzie wspomniano o świątyni w porcie morskim Da Nang, w której czczono sławną postać króla Le Thanh Tong. Nazwa miasta w języku Czamów oznacza wielką rzekę” lub główne ujście rzeki”. Da Nang, jak pokazują mapy z XVI wieku,  znajdowało się wówczas obok ważnego portu morskiego na zachodnim brzegu rzeki Han. Inna nazwa, Cua Han, była popularna a w tamtym czasie, zwłaszcza wśród Europejczyków. Między innymi używał jej ojciec Buzomi, europejski jezuita, który przybył do Da Nang i założył tutaj pierwszą wietnamską misję ewangelicką. Tym sposobem powstał kościół w Kean, ziemi położonej u podnóża przełęczy Hai Van Pass. Nazwa Kean była również używana na słynnej mapie autorstwa Alexandre de Rhodes z 1666 roku. Podczas francuskiego kolonializmu Da Nang nazywało się Tourane. W tamtym czasie była to oficjalna nazwa administracyjna. Europejskie mapy, książki i notatki w XVI, XVII i XVIII wieku wymieniały właśnie ją. Da Nang występowało wówczas pod nazwami Turon, Toron, Taraon, Touan, Touane, Touron i Tobourane. Z kolei Chińczycy używali nazwy Hien Cang” co oznacza port z mnóstwem małż” lub port morski z małymi, ale niebezpiecznymi górami. Z kolei przez mieszkańców zatoka Da Nang była nazywana Vung Thung”. Uczeni konfucjańscy nazywali je z kolei iterackimi nazwami Tra Uc, Tra Ao, Tra Son lub Dong Long Loan. Po rewolucji sierpniowej 1945 roku Tourane został nazwane Thai Phien, od znanego rewolucjonisty. Dwa lata później zmieniono nazwę na Da Nang i ta nazwa pozostała do dziś.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Historia miasta jest równie ciekawa, jak i ewolucja jego nazwy. Sięga około 3000 lat. Da Nang ma kilka miejsc, które mogą zainteresować entuzjastów historii. Zapewne perełką jest Museum of Champ Sculpture, o którym pisałam we wpisie www.zycieipodroze.pl/2018/09/08/najwieksza-na-swiecie-kolekcja-artefaktow-czamow-museum-of-cham-sculpture/. I pomyśleć, że założyciele Królestwa Czamów pochodzili z Indonezji. Okupowali znaczną część środkowego Wietnamu aż do 1300 roku. Ekspansja Wietnamczyków z północy doprowadziła do całkowitego upadku imperium do połowy 1400 roku. Pozostały po nich liczne budowle, świątynie i artefakty. Nieliczni potomkowie nadal zamieszkują w tych okolicach. Poza Museum of Champ Sculpture warto odwiedzić My Son, o którym słów kilka zamieściłam przy okazji postu o Hoi An. Jakiś czas po tym, jak Wietnamczycy ostatecznie osiedlili się na ziemi niegdyś zajmowanej przez Królestwo Czamów, przybyli tutaj też w XVII i XVIII pierwsi Europejczycy. Wówczas to Hoi An było znacznie większym portem niż Da Nang, więc pierwsi kupcy i misjonarze z Portugalii, Hiszpanii i Francji tam gościli. Miało to miejsce do roku 1835, kiedy to cesarz Minh Mang zakazał statkom europejskim używania wszystkich portów wietnamskich poza Da Nang. W rezultacie port szybko stał się największym portem handlowym w regionie. W 1847 roku Francuzi rozpoczęli dziesiątki lat ciągłych ataków na Wietnam. Kontynuowali swą ekspansję Indochin. Lokalny opór trwał przez całą drugą połowę XIX wieku. Zwłaszcza siły wietnamskie pod dowództwem generała Nguyena Tri Phuonga walczyły dzielnie. Nawet zdołały opóźnić podbój Francuzów w lokalnej bitwie w 1859 roku. Jednak ci wkrótce zdobyli kontrolę nad kilkoma prowincjami. W 1889 Da Nang został przemianowany na Tourane i stał się jednym z pięciu największych miast w Indochinach. W latach dwudziestych Francuzi zbudowali luksusowy kurort na wzgórzach z widokiem na Da Nang. Stacja Ba Na Hill szybko stała się popularna zarówno wśród Francuzów, jak i zamożnych Wietnamczyków. Obecnie powstało tam niezwykłe miejsce, o którym napisałam artykuł www.zycieipodroze.pl/2018/08/14/ba-na-hills-czy-to-na-pewno-wietnam/. Da Nang w czasie wojny amerykańsko-wietnamskiej służyło jako baza amerykańska. Między bitwami żołnierze odpoczywali na tutejszych plażach. Jednak 29 marca 1975 roku Wietnamska Armia Ludowa przejęła całkowitą kontrolę nad lotniskiem Danang i miasto zostało wyzwolone. Po uzyskaniu całkowitej niepodległości starano się odbudować miasto. Całkowitej renowacji dokonano  w 1986 roku.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Obecnie Da Nang jest czwartym (niektóre źródła podają, że piątym) co do wielkości miastem w Wietnamie i szybko się rozwija. Słynie z długiej linii brzegowej, która rozciąga się na ponad 30 kilometrów, piaszczystych plaż i mnóstwa interesujących miejsc dookoła, w tym wiele zabytkowych o dużym znaczeniu archeologicznym, kulturalnym i religijnym. Spoglądać na nie można równie dobrze z lotu ptaka, z przełęczy Hai Van Pass, czy też gór Ba Na i Wzgórz Marmurowych, o których mowa we wpisie www.zycieipodroze.pl/2018/08/17/marble-mountains-wyjatkowe-wzgorza-pieciu-zywiolow/. Poza tym wybudowano tutaj piękne mosty, które są ozdobą miasta. Dragon Bridge, Tran Thi Ly Bridge, czy Han River Bridge olśniewają zwłaszcza wieczorową i nocna porą. Liczne świątynie, nie tylko Pagoda Linh Ung, czy Lady Budda, o których mowa w poście www.zycieipodroze.pl/2018/09/06/pagoda-linh-ung-i-lady-budda/ są kunsztownie wykonane i chętnie odwiedzane. Z racji długiej linii brzegowej Da Nang znane jest także ze sportów wodnych, a także wędkarstwa i rybołówstwa. Tutejsze plaże są białe i szerokie, czym przyciągają turystów. Jest ich wiele zatem możliwości wyboru też są duże. Najbardziej znane to My Khe Beach, Non Nuoc Beach, Bac My An Beach, Thanh Binh Beach, Lang Co Beach, Bai Bac, Tien Sa, Con Beach i wiele innych. Niektóre położone są w samym mieście, inne nieco dalej. Ja odwiedziłam również Botanical Garden-Tinh Vien Son Tra. Poza licznymi atrakcjami w Da Nang znajdziemy bogatą ofertę kulinarną pochodzącą z różnych stron świata, a nie tylko z Wietnamu. Restauracji, kawiarenek i barów jest bardzo dużo. Dla dzieci małych i dużych otworzono Park Rozrywki, czyli Asia Park-Sun World Danang Wonders. Naprawdę jest w czym wybierać. A gdy już nam się tutaj znudzi to w bardzo łatwy sposób możemy przemieścić się z Da Nang do Hoi An, o którym mowa we wpisie www.zycieipodroze.pl/2016/03/04/historyczne-hoi-an-i-jego-cudowne-okolice/, czy też do Hue, o którym znajdziecie słów kilka w poście www.zycieipodroze.pl/2016/04/19/hue-cesarskie-miasto-w-srodkowym-wietnamie/.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Da Nang to niewątpliwie miasto, które warto odwiedzić. Zarówno ono samo, ze swoją historią, jak i okolica ma nam bardzo wiele do zaoferowania. Tutaj każdy znajdzie wyjątkowe atrakcje dla siebie i swoich bliskich. Czy lubimy spędzać czas aktywnie, czy też biernie, możliwości wyboru nie zabraknie. Ja uwielbiam Da Nang ze względu na położenie między morzem i górami, a także bliskością do miejsc, które mnie zachwyciły, bowiem stąd można wyruszyć w każdą stronę i znaleźć interesujące zakątki. I pomyśleć tylko, iż samolotem możemy tutaj dotrzeć w godzinę zarówno z Hanoi, jak i z Ho Chi Minh.

Share

Wrz 08

Największa na świecie kolekcja artefaktów Czamów, czyli Museum of Cham Sculpture …

Odwiedzając Da Nang dowiedziałam się, że największa kolekcja artefaktów Czamów została zgromadzona w tutejszym muzeum, czyli Museum of Cham Sculpture. Położone na rogu ulic Bach Dang i Trung Nu Vuong, w pobliżu rzeki Han,  jest ono dumą obywateli. Kolekcja jest największą na świecie i koniecznie trzeba ją zobaczyć, kiedy odwiedza się tę część Wietnamu. Ja po podziwianiu Marble Mountain, o których mowa we wpisie www.zycieipodroze.pl/2018/08/17/marble-mountains-wyjatkowe-wzgorza-pieciu-zywiolow/ oraz różnych świątyń w tym największej pagody i Lady Buddy, o której napisałam w poście www.zycieipodroze.pl/2018/09/06/pagoda-linh-ung-i-lady-budda/ udałam się do Museum of Cham Sculpture. I cóż, największa kolekcja artefaktów Czamów zrobiła na mnie wrażenie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Museum of Cham Sculpture mieści się w budynkach, w których kolonialna architektura łączy się z charakterystycznymi elementami występującymi w Królestwie Czamów.   Muzeum zostało założone w 1915 roku przez École Française d’Extrême Orient. Oficjalna inauguracja nastąpiła w 1919 roku. EFEO – skrót odÉcole Française d’Extrême Orient, to collage stowarzyszony z Université de recherche Paris Sciences et Lettres we Francji i Paris Sciences & Lettres Research University w Anglii. Zajmuje się badaniem społeczeństw azjatyckich. Został założony w 1900 roku w ówczesnych Indochinach, a siedzibę umieszczono w Hanoi. Po uzyskaniu niepodległości przez Wietnam jego siedzibę przeniesiono do Paryża. Gównymi dziedzinami badań są archeologia, filologia i badania współczesnych społeczeństw azjatyckich. Stąd duży wkład EFEO w poznawanie także kultury Czamów. Wracając do Museum of Cham Sculpture, to pierwszy raz odnowiono je i powiększono w 1936 roku. Następnie rozbudowano je w latach 2002-2004 zapewniając większą przestrzeń, tak aby największa kolekcja artefaktów mogła się zmieścić. Jednocześnie charakter oryginalnej architektury został dobrze zachowany.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Największa kolekcja artefaktów Czamów znajdująca się w muzeum w Da Nang zawiera niezwykłe i nierzadko jedyne rzeźby i inne dzieła. Tych, które możemy oglądać jest około 500. Ponadto około 1500 jest bezpiecznie przechowywanych. Wszystkie pochodzą z okresu od V do XV wieku. Możemy podziwiać ołtarze Czamów, lingasy, czyli stylizowane fallusy, artefakty przedstawiające Shivę, garudy, czyli istoty niebiańskie, apsaras znane jako niebiańskie nimfy, Ganeshes a także obrazy Shivy, Brahmy i Wisznu. Pochodzą  one z różnych miejsc. Między innymi z Dong Duong, Khuong My, My Son, Tra Kieu i innych zakątków Wietnamu. Posegregowano je dla łatwiejszego zrozumienia według miejsc, w których je odnaleziono oraz okresów, z których pochodzą. Ponadto możemy podziwiać eksponaty poświęcone współczesnej kulturze Czamów. Większość rzeźb znajdujących się w Museum of Cham Sculpture to artefakty oryginalne. Powstały one głównie z piaskowca, terakoty, a także miedzi. Dzieła są piękne, a kreatywność starożytnych artystów żyjących w Królestwie Czamów, którzy wyrzeźbili ponadczasowe arcydzieła, może zadziwić nie jednego z nas.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Największa kolekcja artefaktów Czamów znajdująca się w Da Nang jest imponująca. Warto ją zobaczyć, by móc podziwiać cenne wartości kulturowe Królestwa Czamów i doceniać kunszt tworzących je artystów. Przyznam, że osobiście po odwiedzeniu Museum of Cham Sculpture zaczęłam bardziej interesować się tym tematem. Obecnie jestem na etapie zapoznawania się z nią poprzez szukanie i czytanie różnych publikacji na ten temat. Znalazłam nawet jedną napisaną w języku polskim. Zapewne wspomnę o niej, kiedy zakończę moją czytelniczą podróż z nią. Wracając do tematu, tych, którzy w Da Nang zachęcam do tego, aby odwiedzili Museum of Cham Sculpture, bo największa na świecie kolekcja artefaktów Czamów jest tego warta.

Share

Wrz 06

Pagoda Linh Ung i Lady Budda …

Pagoda Ling Ung i słynna Lady Budda usytuowane są na półwyspie Son Tra. Same w sobie są interesującą atrakcją, a cały kompleks jest największą świątynią w okolicy. Poza tym  rozciąga się stąd przepiękny widok na Da Nang. Panorama miasta wygląda stąd zjawiskowo. Co jest rzadkością w Wietnamie Pagodę Linh Ung i Lady Buddę można podziwiać także wieczorem.

 

 

Już z daleka widoczna Pagoda Ling Ung, a zwłaszcza Lady Budda, przyciąga niemalże wszystkich odwiedzających Da Nang. Kiedy widoczność jest doskonała to wyjątkowe miejsce można już ujrzeć z daleka i to z różnych stron. Nawet odwiedzając Ba Na Hills, o którym mowa w poście www.zycieipodroze.pl/2018/08/14/ba-na-hills-czy-to-na-pewno-wietnam/, widzieliśmy je pomimo znacznej odległości, czy to spacerując na szczycie, czy też przemieszczając się górską kolejką linową. Kompleks został zbudowany w XVIII wieku podczas panowania cesarza Ming Manga.

 

 

Legenda głosi, że mieszkańcy półwyspu zobaczyli buddyjską statuę dryfującą w dół rzeki do lokalnej plaży. Uznawszy to za dobry omen, nazwali miejsce, w którym posąg osiadł na mieliźnie Bai But, co oznacza dosłownie sanktuarium Buddy na ziemi. Zbudowali tam wówczas małą pagodę. Otwarcie świątyni w obecnej  wersji, dla odwiedzających, po 6 latach budowy, miało miejsce w 2010 roku.

 

 

 

 

Biały posąg bogini miłosierdzia patrzy na morze i port łagodnymi oczami. Według wierzeń chroni miejscowych rybaków, dając im siłę do połowów, walki z falami i wiatrami. Pagoda Linh Ung jest świątynią, w której można podziwiać idealne połączenie nowoczesnej i tradycyjnej architektury wietnamskiej, szczególnie w bramie trójdrzwiowej, w głównej komnacie i w domu przodków. Otaczające ją ogrody, liczne posągi Buddy ilustrujące fascynujące mity, legendy, a także historię buddyzmu, są niezwykłe. Spacerując pośród nich wyczuwa się niezwykły spokój i wyjątkową harmonię. Kamienne schody i piękna brama prowadzą na szeroki dziedziniec. Po pokonaniu ich, oczom naszym ukazują się cudne drzewa bonsai i 18 dużych białych kamiennych posągów przedstawiających 18 Arhatów, związanych z duchowymi rytuałami, które wyrażają miłość, nienawiść, smutek, gniew i radość. Cały dziedziniec jest imponujący i idealnie symetryczny.

 

 

 

 

Jednak najbardziej widoczną i spektakularną częścią kompleksu jest najwyższy w Azji Południowo-Wschodniej posąg Bodhisattwy Awalokiteśwary – Bogini Miłosierdzia. Lady Budda ma wysokość 67 metrów, a średnica samego lotosu aż 35. W jej wnętrzu znajduje się 21 małych rzeźb Buddy. Rozmieszczono je na 17 piętrach. Jest to przykład architektury buddyzmu Phat Trung Huu Phat. Z wyżej wymienionych pięter można  zobaczyć całe miasto Da Nang, plaże, morze i  wyjątkowe Marble Mountains, o których pisałam we wpisie www.zycieipodroze.pl/2018/08/17/marble-mountains-wyjatkowe-wzgorza-pieciu-zywiolow/. Widok jest niezwykły, a błękit nieba potęguje doznania.

 

 

Pagoda Linh Ung stała się miejscem kultu, a także działalności, nauki buddyjskich mnichów i mniszek. Jest to również miejsce, które często odwiedzają turyści. Mówi się, że tutaj spotyka się niebo z ziemią i z ludzkim sercem. Ja dotarłam tutaj idąc spacerem brzegiem morza z Da Nang, gdzie spędzaliśmy czas. Można także, co jest znacznie prostsze, podjechać skuterem, motocyklem, taksówką, czy też autobusem. Jeśli ktoś preferuje wybór oferty biur turystycznych, to w Da Nang jest ich sporo.

 

 

Pagoda Linh Ung i Lady Budda są niezwykłe. Otocza je wyjątkowa aura mistycyzmu i spokoju, a harmonia całości jest zaskakująca. Mnie jednak najbardziej urzekły widoki, które mogłam stad podziwiać. Uwielbiam bowiem spoglądać na panoramę całej okolicy rozpościerającą się przede mną. Zwłaszcza gdy idealnie łączy ona elementy nieba, morza, ziemi i zabudowań. To połączenie jest fascynujące, magiczne i piękne niezwykle.

Share

Sie 27

Vung Tau – wietnamskie miasto nadmorskie z bogatą historią …

Ostatnio dość często bywaliśmy w Sajgonie i wybraliśmy się do Vung Tau, aby na chwilę odpocząć od tegoż wielomilionowego miasta. Jest to kurort położony nad Morzem Południowochińskim do którego można dotrzeć najszybciej z Ho Chi Minh City. Aby udać się do Mui Ne, czy Nha Trang potrzeba już więcej czasu. Vung Tau cieszy się spektakularną lokalizacją na półwyspie otoczonym z trzech stron oceanem. Nadaje mu to wyjątkowego charakteru i sprawia, że mikroklimat  jest tutaj wyjątkowy.

 

 

 

 

Vung Tau położone jest w południowym Wietnamie w prowincji Ba Ria-Vung Tau. Było stolicą prowincji, dopóki nie zostało zastąpione przez znacznie mniejsze miasto Ba Ria 2 maja 2012 roku. Historia miasta jest bardzo interesująca. W XIV i XV wieku przylądek na którym obecnie położone jest Vung Tau był portem, do którego regularnie podróżowały europejskie statki handlowe. To właśnie one zainspirowały twórców, aby nadać temu miejscu nazwę Vung Tau od kotwic rzucanych przy jego brzegach. Z kolei francuskie władze panujące w Indochinach nazywały to miejsce Cap Saint Jacques. Obecnie Vung Tau nosi także nazwę Mui Nghinh Phong, co oznacza Przylądek Powitania Wiatru. Choć inna koncepcja głosi, że miejsce to pierwotnie nazywało się Tam Thang, co oznacza Trzy Łódki. A to na cześć pierwszych trzech wsi położonych na tym terenie, czyli Thang Nhat, Thang Nhi i Thang Tam. Znajdowały się one w prowincji Bien Ho za panowania dynastii Nguyen. Za panowania króla Gia Long (1761-1820), piraci malajscy zbudowali tutaj bazę. Jednak kiedy  stali się zagrożeniem dla kupców w mieście król wysłał swoją armię, aby ich wypędzić. Piraci zostali usunięci, a żołnierze otrzymali w nagrodę ziemię. Z kolei 10 lutego 1859 roku po raz pierwszy użyto armat przez armię. Wystrzelono wówczas z niej do francuskich okrętów wojennych z twierdzy Phuoc Thang, położonej 100 metrów od Frontowej Plaży Vung Tau. To był ważny okres w wojnie wietnamskiej przeciwko francuskim najeźdźcom w Wietnamie Południowym, nazywanym wówczas Kochinchina (Cochinchina-nazwa nadana przez Portugalczyków). W 1876 roku, zgodnie z dekretem rządu francuskiego, Vung Tau zostało przyłączone do okręgu Ba Ria z administracją w Sajgonie. 1 maja 1895 roku Gubernator Cochinchina ustanowił Cap Saint Jacques miastem autonomicznym. Jednakże już w roku 1898 miasto po raz kolejny połączyło się ono z okręgiem Ba Ria,  choć nie na długo. Raz je rozdzielano, raz łączono.

 

 

 

 

W 1901 roku liczba zamieszkujących Vung Tau wynosiła 5 690. Aż 2000 osób było imigrantami z północnego Wietnamu. Większość mieszkańców miasta utrzymywała się z rybołówstwa. W dniu 4 kwietnia 1905 roku został utworzony okręg administracyjny prowincji Ba Ria, a w 1929 to Cap Saint Jacques stało się prowincją, prawa miejskie uzyskując w 1934 roku. Podczas wojny wietnamsko-amerykańskiej w Vung Tau stacjonowały jednostki armii australijskiej i amerykańskich. Z kolei  po wojnie wyruszały stąd łodzie z uciekinierami wietnamskimi, którzy opuszczali wówczas kraj. 30 maja 1979 roku miasto Vung Tau zostało stolicą Vung Tau-Con Dao, czyli Specjalnej Strefy Administracyjnej. 12 sierpnia 1991 roku została oficjalnie założona prowincja Ba Ria-Vung Tau, a miasto definitywnie  utrzymało nazwę Vung Tau. Także jak widzicie to na pozór niepozorne miasto miało bardzo bogatą historię. Znajdowało się w centrum wszelkich zawirowań politycznych, wojen i przemian.

 

 

 

 

Obecnie znaczenie miasta jako portu żeglugowego zmniejszyło się. Jednak nadal odgrywa ono znaczącą rolę w wietnamskim przemyśle naftowym. Vung Tau jest centrum wydobycia ropy naftowej w Wietnamie. Działalność wydobywcza ropy naftowej i gazu ziemnego dominuje w gospodarce miasta. Stanowi tym samym  główny dochód. Ponadto Vung Tau jest turystycznym i handlowym centrum prowincji Ba Ria-Vung Tau. Samo miasto jest bardzo rozłożyste. Jego długość szacuje  się na 14 kilometrów, a szerokość około 6. Vung Tau jest jednym z  tych miejsc w Wietnamie, które oferują plaże. Choć te tutaj nie są zbyt  imponujące. Miasto ze względu na swoje położenie zaledwie 125 km od Ho Chi Minh jest atrakcją dla osób mieszkającym w nim. Vung Tau ma tylko dwie pory roku. Pora sucha, która trwa od końca października do kwietnia i pora deszczowa  przeważnie rozpoczynająca się w maju i trwająca do października. Tak naprawdę kąpać można się praktycznie cały rok obserwując i dostosowując się tylko do pory przypływów i odpływów, które są tutaj widoczne gołym okiem.

 

 

 

 

W Vung Tau można poza pobytem nad morzem i korzystaniem z jego uroków odwiedzić wiele interesujących miejsc. Znajdują się pośród nich liczne pagody i świątynie. Zważywszy na to, że tutaj religią dominującą jest Buddyzm jest to całkiem normalne. Zresztą jak i niemalże w całym Wietnamie. Wcześniej mieszkający tutaj Khmerzy praktykowali nieco inną odmianę Buddyzmu. Ten obecny rodzaj został zapoczątkowany już w XVII wieku wraz z przybyciem wietnamskich osadników z północy podczas ekspansji władców dynastii Nguyen. Świątynie Thich Ca Phat Dai i Niet Ban Tinh Xa przyciągają pielgrzymów niemalże z całego kraju. Mieści się też tutaj sporo kościołów katolickich, a na wyróżnienie zasługuje niewątpliwie Chrystus Vung Tau. Jest to ogromny posąg zbudowany przez mniejszość katolicką wietnamską. Znajduje się on na południowym krańcu Małej Góry i spogląda z niej na całą okolicę. Projekt został ukończony w 1974 roku. Wysokość pomnika wynosi 32 metry, a szerokość mierzona rozpiętością wyciągniętych ramion Chrystusa osiąga 18,4 metra. Jest to jeden z najwyższych posągów Chrystusa w Wietnamie, a nawet ponoć w całej Azji.

 

 

 

 

Kolejną atrakcją jest Latarnia Vung Tau usytuowana na szczycie Małej Góry. Po raz pierwszy została ona wybudowana w 1907 roku na dolnym szczycie góry, ale niestety spłonęła po zajęciu się od nafty z lampy. Tą obecną wybudowano w 1911 roku i usytuowano wyżej. Latarnia ma 3 metry średnicy oraz 18 metrów wysokości i rzuca światło na odległość około 65 kilometrów. Wyposażona w teleskopy doskonale służy zarówno do śledzenia, jak i nakierowywania statków na właściwy kurs. Obok niej znajdują się 4 stare armaty francuskie. Mają długości około 10 metrów i  ważą kilka ton. Dawniej były używane do obrony obszaru Vung Tau przed atakami morskimi. Z Latarni można podziwiać panoramę całej okolicy, która prezentuje się wyjątkowo z tegoż miejsca.

 

 

 

 

Kolejną atrakcją jest Villa Blanche, czyli White Palace, zbudowana przez Francuzów. Służyła jako letnia rezydencja francuskiego gubernatora generalnego Paula Doumera. Budynek został nazwany Villa Blanche na cześć jego ulubionej córki. Villa Blanche znajduje się na Wysokiej Górze i położona jest na wysokości 50m nad poziomem morza. Zewnętrzne ściany ozdobiono ornamentami i greckimi posągami. Z balkonu roztacza się panoramiczny widok na plaże i morze. W White Palace obecnie wystawiane są antyki zebrane z Cau Islet-Con Dao. Jest ona tym samym miejscem kultury i przyciąga wielu turystów każdego dnia. Jednakże poza świątyniami, posągiem Chrystusa, Latarnią Morską, Muzeum Armii, Parkiem Rozrywki Ho May Park Vung Tau do którego można dotrzeć kolejką linową i słynną willą, warto tutaj być przede wszystkim ze względu na niezwykłe widoki rozciągające się dookoła. Wspinając się chociażby na najmniejsze wzniesienie możemy je podziwiać w całej rozciągłości. Panorama jest wyjątkowa, niemalże jak z obrazka. Liczne plaże, choć może nie bardzo imponujące przyciągają również turystów. Można skorzystać z promieni słonecznych opalając się, spacerując lub kąpiąc się w morzu. Zielony park położony nad morzem też sprawia, że mamy ochotę zatrzymać się w nim na chwilę. Oferta restauracyjna jest bardzo bogata. Znajdziemy tutaj bowiem wiele restauracji, knajpek i barów z widokiem na morze, w których skosztujemy różnych specjalności. Nas zachwyciła kuchnia włoska zaproponowana w  ,,David Pizzeria,, w porze lunchu. Z kolei wieczorem lokalne i świeże owoce morza podawane pod różną postacią w Lan Rung Restaurant. Bogata oferta hotelowa również zachęca, aby tutaj zatrzymać się choć na jakiś czas.

 

 

 

 

W Vung Tau odbywają się też różnorodne festiwale takie jak: Festiwal Wielorybów, Festiwal Latawców, Światowy Festiwal Żywności i inne. Czyni to miasto jeszcze bardziej atrakcyjnym. I choć może to nie jest mój faworyt na spędzenie czasu nad morzem, gdyż bywałam w miejscach, które bardziej przypadły mi do gustu, to niewątpliwie warto tutaj zajrzeć na kilka chwil. Dla osób mieszkających w Sajgonie to miejsce może okazać się doskonałym pomysłem, gdy zechcą odpocząć od codzienności w wielomilionowym mieście. W zaledwie 2-3 godziny mogą bowiem znaleźć się nad morzem i cieszyć się wyjątkowym mikroklimatem jakże różnym od tego sajgońskiego. Jednak według mnie Vung Tau to przede wszystkim wietnamskie miasto nadmorskie z piękną panoramą i bogatą historią, która nie jednego z nas może zainteresować.

Share

Sie 17

Marble Mountains – wyjątkowe wzgórza pięciu żywiołów …

Zaledwie 10 kilometrów od Da Nang położone są Marble Mountains, czyli wyjątkowe wzgórza pięciu żywiołów. Jak to w Wietnamie bywa z tymi niewielkimi Górami Marmurowymi wiąże się również legenda. Głosi ona, iż pewnego dnia z morza wynurzył się smok, który złożył na plaży Non Nuoc jajo. Minęło tysiąc dni i tysiąc nocy. Wówczas jajo  pękło. Wyszła się z niego piękna dziewczyna. Pozostałe fragmenty skorupki połączyły się z piaskiem z plaży i powstał zalążek gór, które ostatecznie wyrosły na pięć mistycznych Marble Mountains. Góry Marmurowe odegrały nie jednokrotnie znacząca rolę w historii kraju. Odwiedzając Da Nang, czy Hoi An warto je zobaczyć, aby poczuć ich wyjątkowość. Niepozornie wyglądające z zewnątrz mogą nas zaskoczyć swoją nietuzinkowością przy bliższym poznaniu.

 

 

 

 

 

 

Marble Mountain to pięć wapienno-marmurowych wzgórz, których poszczególne nazwy zaczerpnięto od żywiołów. Kim Son  to góra metalu, Moc Son – góra drewna, Thuy Son – góra wody, Hoa Son – góra ognia, Tho Son – góra ziemi. Ogólną nazwę nadali im Francuzi po zbadaniu z czego zbudowane są Marble Mountain. Tworzy je mieszanka wapienia i marmuru powstałego w wyniku przeobrażeń metamorficznych. Góry Marmurowe położone są na terenie wioski Non Nuoc. Słynie ona z licznych warsztatów rzemieślniczych wytwarzających wyjątkowe rękodzieła w postaci rzeźb z marmuru o przeróżnych formach i wielkościach, a także drobniejsze formy artystyczne, jak i biżuterię. W przeszłości jako materiał to tworzenia służyły skały uzyskiwane bezpośrednio z Gór Marmurowych. Obecnie takie wydobycie stało się nielegalne, a materiały do ​​rzeźbienia są transportowane z pobliskich prowincji Quang Nam i Thanh Hoa.

 

 

 

 

 

 

Góry, czy raczej wzgórza, są połączone skomplikowanym systemem tuneli i jaskiń utworzonych przez erozję, wodę i upływ czasu. Wykorzystywano je  jako schronienie przez wietnamskich rewolucjonistów. Wewnątrz Marble Mountain znajduje się wiele jaskiń i świątyń buddyjskich powstałych z tutejszych naturalnych składników. Często odwiedzają je pielgrzymi przybywający z różnych stron. Najwyższą i najbardziej znaną z Marble Mountain jest  Thuy Son, którą możemy zwiedzać i podziwiać z bliska. Choć z dołu nic na to nie wskazuje kryje ona wiele sekretów, które poznajemy wspinając się krok za krokiem w górę po schodach, których jest 156.

 

 

 

 

 

 

Warto wspiąć się na szczyt Thuy Son samodzielnie, choć możliwe jest też skorzystanie z windy. Ja wybrałam spacer, gdyż taką formę preferuję, gdy tylko jest to możliwe. Napotykane świątynie buddyjskie i hinduskie Tam Thai, Tu Tam i Linh Ung oraz pagoda Pho Dong, duży Buddha, a także  jaskinie mogą zaskoczyć formą. Znajdują się w nich rzeźby i płaskorzeźby przedstawiające sceny religijne wykute w marmurze. Z kolei rozciągający się z niej przepiękny widok panoramiczny, na całą okolice i pozostałe wzgórza z górami i morzem w tle możliwy do zobaczenie tylko w niektórych punktach, może zadziwić. Na górę wchodzi się jedną stroną, a schodzi drugą. Mówi się, że jedna z nich jest drogą do nieba, a druga do piekła. Podświadomie czujemy się spokojniej w części nieba, a piekło wyzwala nieco mroczne myśli. Nic dziwnego skoro było to ponoć miejsce tortur. 

 

 

 

 

 

 

Góra Wody jest jednak przede wszystkim domem dla pagód z XVII wieku, do których prowadzi przejście przez bramę Tam Quan. Znajduje się tam także wiele jaskiń. Riverview Tower pochodzi z XVIII wieku, czyli z czasów panowania cesarza Minh Mang. Spacerując w górę i w dół Thuy Son czuje się ducha czasów. Połączenie przeszłości i teraźniejszości oraz wyjątkowego mistycyzmu jest wyraźnie odczuwalne. Van Nguyet Grotto jest przyjemnym miejscem odpoczynku. Można tutaj napić się świeżej wody kokosowej, która zwłaszcza w upalny dzień doskonale gasi pragnienie. Warto również zobaczyć Jaskinię Lantern, niewielką, ale głęboką i wypełnioną lawą oraz jaskinią Am Phu, która prowadzi do bardzo malowniczego punktu widokowego.

 

 

 

 

 

 

Niektóre jaskinie otulone są dość intensywnym zapachem kadzideł unoszących się w powietrzu. Pomyśleć tylko, że ich ściany służyły jako obrona przed pociskami podczas wojny amerykańsko-wietnamskiej. W jaskini Huyen Khong jedna z dużych dziur w suficie powstała, kiedy spadła tutaj bomba. Wewnątrz niej znajduje się wiele świątyń, strażników świątynnych i posągów Buddhy, a na suficie wciąż znajdują się stalaktyty. Z boku jaskini można zauważyć dwa małe stalaktyty, które uważane są za piersi. Jeden kapie, podczas gdy drugi jest suchy. Według legendy, gdy cesarz Tu Duc wszedł i dotknął jednego ze stalaktytów, przestał on kapać i tak już pozostało.

 

 

 

 

 

 

Wietnam to legendy, bogata historia i przepiękne krajobrazy. Wyjątkowe, choć niewielkie Marble Mountains, czyli wzgórza pięciu żywiołów, w których można doświadczyć nieba i piekła, są niewątpliwie jednym z istotnych miejsc, które warto zobaczyć. Zatem nie omijajcie ich odwiedzając Da Nang i jego okolicę, gdyż dopiero spacerując tam poczujecie nietuzinkowość tegoż miejsca. Niepozorne z daleka, a wyjątkowe przy bliższym poznaniu. Takie właśnie są Marble Mountains.

Share

Starsze posty «