My, kamper i Nowa Zelandia Wyspa Południowa – część pierwsza …

Tak właśnie było: my, kamper i Nowa Zelandia Wyspa Południowa. Spełniło się jedno z naszych ostatnio największych podróżniczych marzeń. Pomyśleć tylko, że pokonaliśmy 2700 kilometrów w ciągu zaledwie 12 dni podróżując różnorodnymi i niezwykłymi drogami Nowej Zelandii. Kamper był naszym domem i środkiem transportu w tym czasie. Naszą trasę zaplanowaliśmy częściowo, a już na miejscu spontanicznie dokonywaliśmy wyboru, gdzie zostać dłużej, w jakim miejscu mamy ochotę zatrzymać się na noc, czy też co zobaczyć i czego doświadczyć, a co pozostawić może na kolejny raz. Tak, tak kolejny raz. Już od samego początku ta myśl nam towarzyszyła. Od momentu, kiedy wyruszyliśmy wiedzieliśmy, że to jest prawdziwe spełniające się marzenie i, że będziemy chcieli taką przygodę powtórzyć może kiedyś w przyszłości.

 

Nowa Zelandia kamper

 

 

 

Nowa Zelandia, a bynajmniej Wyspa Południowa, cała jest jednym wielkim magicznie przepięknym, niewyobrażalnie fantastycznym i niesamowicie zachwycającym miejscem na ziemi. Niezwykle piękne krajobrazy, niesamowite przestrzenie, spektakularne widoki, cudowne góry, jeziora o niezwykłych kolorach, cudne pola, winnice i pastwiska, zielone lasy oraz miejsca zapierające dech w piersiach. Do tego wszystkiego mnóstwo owieczek i baranów, koników, krówek, jeleni i alpak. O wiele więcej niż mieszkańców. Istnie sielska wizja tego, co najpiękniejsze. Naszą podróż kamperem rozpoczęliśmy i zakończyliśmy w Christchurch. Poniżej nasza trasa i miejsca, w których byliśmy danego dnia.

 

Dzień 1
Christchurch – Inland Scenic Route 72 – Glenroy – Mount Hutt – Mount Taylor – Mount Somers – Lake Tekapo – Church of the Good Shepherd – Lake Pukaki – Mount Cook – Lake Poaka – Pukaki Canal – Lake Poaka Reserve Area.

 

 

 

 

Dzień pierwszy był niezwykłym wstępem do wspaniałej przygody. Po odebraniu kampera w Christchurch wyruszyliśmy w drogę. Już pierwszego dnia Nowa Zelandia nas zachwyciła, a to był dopiero początek, o czym przekonywaliśmy się każdego następnego dnia coraz bardziej. Ogromne przestrzenie i niezwykle piękne krajobrazy. Cudowne góry, jeziora o niezwykłych kolorach, zachwycające pola, pastwiska, zielone lasy i miejsca zapierające dech w piersiach. A do tego wszędzie owieczki, barany, koniki i krówki. Nie zapominajmy o sympatycznych ludziach, miłych dla nas od samego początku podróży.  Wszędzie urzekający nas porządek, a powietrze niezwykle rześkie i czyste. Byliśmy pod ogromnym wrażeniem. Nowa Zelandia nas oczarowała. Zakochaliśmy się już w jej Południowej Wyspie tego pierwszego dnia.

 

 

 

 

Podążając drogą 72 mijaliśmy cudne góry, jeziora o zadziwiających nasze oczy kolorach i ogromne pastwiska z tysiącami owiec. Wiedzieliśmy, że jest ich tutaj sporo, ale że nie aż tak dużo. Podziwiając naturę i zatrzymując się co jakiś czas podążaliśmy w stronę jeziora Tekapo. Odwiedziliśmy również główną tutejszą atrakcję, czyli Kościół Dobrego Pasterza (Church of the Good Shepherd). Pan pilnujący tegoż miejsca był bardzo rozmowny i miły. Jednakże duża ilość innych odwiedzających spowodowała, że po niedługim czasie ruszyliśmy w dalszą drogę. Udaliśmy się w kierunku jeziora Pukaki. Stąd rozpościerał się wspaniały panoramiczny widok na góry i najwyższą z nich, czyli Mount Cook. Na nocleg zatrzymaliśmy się nad jeziorem Poaka położonym tuż przy kanale Pukaki. Tutaj skosztowaliśmy pysznego, wcześniej tego dnia zakupionego, łososia nowozelandzkiego. Następnie wędkowaliśmy nad jeziorem ciesząc się pierwszym dniem spędzonym w podróży kamperem. Po powrocie zasnęliśmy szybko i spaliśmy słodko, jak niemowlaczki.

 

Dzień 2
Twizel – Lake Ruataniwha – Lindis Valley – Mount Pisa – Lake Dunstan – Cromwell – Fields of Wine – Lake Hayes – Shotover River – Queenstown – Lake Wakatipu – Lake Kirkpatrick – Moke Lake

 

 

 

 

Dzień drugi przywitał nas piękną tęczą, po czym zabrał w niezwykłą podróż. Poznaliśmy znów absolutnie cudne zakątki i wspaniałe krajobrazy. Góry, jeziora, rzeki wciąż nas zadziwiały. Piękne winnice rozpościerające się wzdłuż drogi zachwycały i zachęcały, aby zatrzymać się pośród nich na dłużej. A popołudnie przyniosło nowe fascynujące doznania. Najpierw naszym oczom ukazało się jezioro Wakatipu. Cudnie położone, ogromne i fascynujące kolorami niczym z bajki. Postanowiliśmy oddalić się od głównej drogi i udaliśmy się najpierw w stronę jeziora Kirkpatrick, a następnie już docelowo do Moke Lake. Tam postanowiliśmy zostać na noc.

 

 

 

 

Po opuszczeniu głównej drogi byliśmy po raz pierwszy i nie ostatni bez zasięgu internetu i telefonii. Wówczas nieco lekko zdziwieni, a następnie bardzo zadowoleni, gdy to się powtarzało. Czasami dobrze nam robi, gdy odetniemy się od wszystkich i wszystkiego. Wówczas możemy skupić się na tym, co nas otacza i cieszyć się sobą nawzajem bez tak zwanych rozpraszaczy wokół. Wieczór spędziliśmy nad wcześniej wspomnianym pięknym jeziorem pośród gór w otoczeniu magicznej scenerii w towarzystwie owieczek i koników. Kolejny piękny dzień dobiegł końca, a my znów jak poprzedniej nocy spaliśmy słodkim snem. Ach ta Nowa Zelandia.

 

Dzień 3
Moke Lake – Lake Kirkpatrick – Glenorchy – Lord of the Rings Scenic – Diamond Lake – Paradise – Chinaman’s Bluff – Glenorchy – Lake Wakatipu – Meiklejohns Bay

 

 

 

 

Nasza podróż domem na kółkach po Południowej Wyspie Nowej Zelandii trwa. Dziś pobyliśmy troszkę w Glenorchy. Miasteczko troszkę jakby z westernu tyle, że w nowozelandzkim wydaniu. Następnie dotarliśmy do raju – Paradise i na koniec świata – Chinaman’s Bluff. W Nowej Zelandii jest trochę takich miejsc, po przybyciu do których droga się urywa. Cudnie jest do nich dotrzeć. Drogi szutrowe to prawdziwa frajda i okazuje się, że i kamperem po nich przejechać się da.  Zdecydowanie warto udać się w tę podróż do raju i na koniec świata. Po drodze można podziwiać urocze i niezwykłe zakątki w których kręcono przede wszystkim sceny do Władcy Pierścieni, ale także do Opowieści z Narni, filmu Hobbit i Rosomak, a także wielu innych.

 

 

 

 

Naszym oczom ukazywały się magiczne góry, niezwykłe potoki, strumyki, wodospady i jeziora w cudnych kolorach. Podróżowanie drogami szutrowymi stało się dla nas, już zresztą od wczoraj, codziennością. Zresztą tak jak i pokonywanie strumyków o różnej głębokości. Po prostu natura tutaj jest tak prawdziwa, nieskażona i magiczna, że zapiera dech w piersiach. Powietrze jest tak czyste, że oddycha się pełną piersią. Odgłosy ptaków niczym melodia poruszają najgłębsze zakamarki duszy. Aż niewiarygodne, że tutaj jesteśmy, że dotarliśmy w tak cudne zakątki, które słowami naprawdę trudno opisać. Każdego dnia na nowo przeżywamy naszą przygodę i czujemy wciąż potęgujący się zachwyt nad tą nieziemsko piękną krainą jaką jest Nowa Zelandia.

 

Dzień 4
Creighton – Queestown – Lake Wakatipu – Kingston – Manapouri – Te Anau – Milford Sound

 

 

 

 

Kontynuujemy naszą podróż. Chcemy dotrzeć do Milford Sound. Miejsca popularnego na trasach turystycznych. Czy nas zachwyci? Przekonajcie się sami. Po drodze, jak każdego dnia oczom naszym ukazują się piękne widoki. Znów widzimy zapierające dech w piersiach: pola, góry, jeziora, rzeki i wodospady o cudnych kolorach. Czyż to nie najpiękniejsza wyspa na świecie? Nam już brakuje słów, aby oddać klimat tutaj panujący.

 

 

 

 

Już nie wiemy jak nazywać tę niewyobrażalnie piękną naturę otaczającą nas z każdej strony. Mamy też przyjemność poza już wcześniej podziwianymi ssakami zobaczyć alpaki, jelenie i sarny. Zagościła również na dachu naszego kampera Papuga Kea.  Droga dojazdowa, zresztą jedyna, do Milford Sound jest magiczna. Zachwyca swoim położeniem pośród gór, serpentynami i kolorami. Tutaj jest po prostu cudnie. Nie wiemy czy jutrzejsze widoki mogą ją przesłonić. Dowiemy się już wkrótce.

 

Dzień 5
Milford Sound – Morze Tasmańskie – Homer Tunel – Te Anau – North Mavora Lake

 

 

 

 

Ranek przywitał nas, ku naszej radości, słoneczkiem. Z Milford Sound wybraliśmy się statkiem w kierunku Morza Tasmańskiego, aby podziwiać nowozelandzkie fiordy będące częścią Fiordland National Park. Fiordland jest jednym z większych obszarów dzikiej przyrody na południowej półkuli. Nie bez powodu należy do miejsc światowego dziedzictwa. Tytuł ten zyskał ze względu na oszałamiające cechy naturalne tutejszych fiordów, ich wyjątkowe piękno oraz ukazanie przez nie niewiarygodnej historii ewolucji świata.

 

 

 

 

Fiordy zachwycają niewątpliwie swoim urokiem, choć nas bardziej urzekła już sama droga do Milford Sound. Tak naprawdę to też już był jak najbardziej Fiordland National Park. Rejs statkiem, który wybraliśmy, trwał dwie godziny. W tym czasie mogliśmy zobaczyć cudne foki wygrzewające się na skałach, Bowen Falls, Mitre Peak, Sindbad Gully, Lion Mountain, Copper Point, Bridal Veil Falls, Dale Point, Anita Bay, St. Annes Point, Seal Rock, Stirling Falls, Harisson Cove i Mount Pembroke. Było to ciekawe i emocjonujące doświadczenie, które umożliwiło nam poznanie Fiordlandu od strony morza z bliska.

 

 

 

 

Po rejsie statkiem ruszyliśmy w dalszą drogę. Przez Tunel Homera przedostaliśmy sie pod górami na ich drugą stronę i udaliśmy się w kierunku Te Anau. Stąd piękną drogą, w wiekszości szutrową, dotarliśmy na wybrane przez nas dziesiejszego dnia miejsce postoju. Przepiękne North Mavora Lake urzekło nas swoim kolorem, otoczeniem gór, pobliską rzeczką i możliwością spędzania relaksujacego czasu w ciszy pośród cudnej natury. Znów cieszyliśmy się chwilą, która trwa. Nowa Zelandia jest magiczna, a bynajmniej jej wyspa południowa.

 

Dzień 6
North Mavora Lake – South Mavora Lake – Kingston – Lake Wakatipu – Queenstown – Cardrona – Lake Wanaka – Wanaka – Lake Hawea

 

 

 

 

Z cudnego miejsca, czyli Mavora Lake udaliśmy się w dalszą drogę, w kierunku Wanaki. Jak co dzień w Nowej Zelandii towarzyszyły nam piękne widoki, różnorodne krajobrazy, niezwykła natura w czystej postaci. Taka właśnie jest ta kraina – naturalna i nieziemsko piękna. Kryształowe rzeki, potoki i strumyki, jeziora o barwach niezwykłych i setki kilometrów spektakularnych widoków. Tutaj nie jedzie się do jednego pięknego miejsca, tutaj wszędzie jest cudnie. Coś niezwykłego i zaskakującego niewątpliwie. Bynajmniej my jesteśmy wciąż zachwyceni Wyspą Południową. Podziw nad Nową Zelandią wciąż nam towarzyszy.

 

 

 

 

Na nocleg zatrzymaliśmy się w przepięknym zakątku jakim jest Lake Hawea. Był czas na spacery, wędkowanie, małe pranie, jak i pyszną kolację, zresztą jak co wieczór, z lampką wina. Kolory zachodzącego słońca i gór były jakże magiczne. Byliśmy zachwyceni. Zresztą zachwyt towarzyszy nam od pierwszych chwil odkąd wyruszyliśmy kamperem w drogę. Jakże dobrze nam się tutaj spało. Jednak chyba się nie ma czemu dziwić. Czyste powietrze, cudna natura, magia miejsca i wakacyjny nastrój. Chwilo trwaj: my, kamper i Nowa Zelandia Wyspa Południowa. Czy można chcieć czegoś więcej?

Zapytacie kim jestem? Przede wszystkim jestem kobietą. Ponadto domatorką z duszą podróżniczki… z kimś …dokądś …w głąb siebie … Życie jest dla mnie ciągłą podróżą. Taką z kimś, dokądś lub w głąb siebie. Kiedyś byłam niepoprawną optymistką, teraz staram się żyć optymistycznie. Kocham życie i wszelkie jego przejawy oraz możliwość doświadczania. Wszystko, co przeżyłam sprawiło, że teraz jestem taką a nie inną sobą. Jestem znającą swoją wartość kobietą, partnerką swojego niezwykłego męża, szczęśliwą siostrą i przyjaciółką oraz spełnioną matką – choć dla niektórych może zabrzmi to nieco niedorzecznie. Najcudowniejsze i magiczne chwile przeżyłam z synkiem i mężem. Najpiękniejsze dla mnie miejsca z niesamowitą aurą to Nepal i Himalaje oraz Laos. Uwielbiam mojego męża, podróże, pyszne jedzenie, gotowanie, książki, filmy, pisanie, biżuteryjne fantazje i fotografowanie, a od niedawno wędkowanie ,,no kill,,. Mam też i inne pasje. Większość z nich dzielę z moim mężem, a niektóre są tylko moje własne.

84 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *