Podróże małe i duże,  Strona główna

Pleiku i Prowincja Gia Lai – spokojna kraina z cudnymi krajobrazami …

W wolny weekend wybraliśmy się na krótkie wojaże po okolicach Pleiku i Prowincji Gia Lai. Słyszeliśmy opinie, że to dość nudne okolice, ale my się z tym nie możemy zgodzić. Zapewne są one dość rzadko odwiedzane przez turystów, a to dla nas jest niewątpliwy atut, gdyż lubimy odkrywać nowe zakątki raczej w ciszy. To wówczas najcudniej doświadcza się tego, co nas otacza. Pleiku i Prowincja Gia Lai nas zachwyciły zwłaszcza pod względem krajobrazowym. Magiczne góry, lasy sosnowe, wodospady, strumyki, jeziora i liczne zielone plantacje oraz panujący tam spokój są hipnotyzujące.

 

 

 

 

Pleiku to miasto położone w środkowym Wietnamie (Wyżyna Centralna) na terenie będącym pozostałością działalności wulkanicznej z przed 25-30 milionów lat. Jest stolicą prowincji Gia Lai, położoną pomiędzy prowincjami Dak Lak i Kon Tum o którym możecie przeczytać w poście www.zycieipodroze.pl/2018/09/17/kon-tum-tam-gdzie-nic-do-zobaczenia-kosztowalo-narod-wszystko/. Pleiku znane jest z tego, że było strategiczną bazą amerykańską i południowo-wietnamską w czasie wojny w latach 1965-1975. Wcześniej, bo już w 1925 roku, Francuzi wybudowali tutaj więzienie, w którym przetrzymywali zatrzymanych oportunistów. Podczas wojny amerykańsko-wietnamskiej służyło ono do przetrzymywania więźniów politycznych. Znane było ze stosowania tam wielu nowoczesnych form tortur. Obecnie stanowi muzeum i pomnik dla zmarłych tam rewolucjonistów. Samo miasto, czyli Pleiku,  zostało podpalone przez odlatujących żołnierzy południowo-wietnamskich w 1975 roku. Odbudowano je w latach 80-tych XX wieku, dzięki pomocy Związku Radzieckiego. Obecnie jest ono stolicą prowincji Gia Lai. Stanowi jej centrum gospodarcze, biznesowe, polityczne oraz kulturalne.

 

 

 

 

Gia Lai to górzysta prowincja, położona w północnej części Pogórza Centralnego, na wysokości 800-900 m n.p.m.. Graniczy ona z prowincją Kon Tum na północy, z prowincją Dak Lak na południu, z Kambodżą na zachodzie i z prowincjami Quang Ngai, Binh Dinh i Phu Yen na wschodzie.  Gia Lai odgrywa kluczową rolę w trójkącie rozwoju gospodarczego obejmującego Wietnam, Laos i Kambodżę. Dawniej prowincję Gia Lai zamieszkiwały przede wszystkim grupy etniczne Bahnar i Jarai, czasami znane jako Montagnards lub Degar. Obecnie można spotkać tam 38 grup etnicznych. Najwiecej, jak i w wielu innych regionach jest Viet (Kinh), a następnie Bahnar, i Jarai (Gia Rai), a także Tay oraz Nung. Pośród innych, choć reprezentowanych w małych ilościach, wyróżnia się  także grupy etniczne Muong, Thai, Dao, Hmong, Hoa i Edeh. Architektura domów napotykanych po drodze była bardzo urozmaicona, zależna od grupy etnicznej zamieszkującej dana wioskę. Podziwialiśmy tradycyjne domy na palach, ale też domy parterowe z drewna, domy spotkań Bahnar i inne. Wiele osób zamieszkujących te tereny żyje bardzo skromnie. To jednak nie przeszkadza w tym, aby uśmiech gościł na twarzy.

 

 

 

 

Grupy etniczne zamieszkujące Gia Lai kultywują wciąż swoje tradycje. Przejawia się to zarówno w życiu codziennym, w którym i my przez chwilę mogliśmy uczestniczyć, jak i w różnych ceremoniach i festiwalach. Wymienić posród nich warto ceremonię Po Thi oznaczającą opuszczenie grobu, festiwal kłującego bizona, czy też towarzyszący wielu wydarzeniom taniec Xoang. Są to uroczystości pełne kolorów i mistycyzmu często dla nas trudnego do zrozumienia. Tradycyjne tańce, wyjątkowe instrumenty muzyczne w postaci rogów i gongów są niezwykłe. Towarzyszą im nierzadko tradycyjne ceremoniały, spotkania w domach przeznaczonych w tym celu, tak jak Bahnar, a także rytuały i składanie ofiary, jak to ma na przykład podczas Buffalo Stabbing Festival. Wówczas mieszkańcy wioski zabijają bawoła, którego składają w ofierze Bogowi Giang. Następnie świętują dwa, a nawet trzy dni. Jest to niezwykłe wydarzenie, w którym uczestniczy cała społeczność.

 

 

 

 

Prowincja Gia Lai to głównie tereny rolne, czyli pola kawy, herbaty, pieprzu, słodkiego ziemniaka, ryżu oraz plantacje drzewa kauczukowego. Drzewa liściaste i iglaste, liczne potoki, jeziora wulkaniczne, rzeki oraz wodospady są dodatkowa ozdobą zielonych i pięknych pól. Niewątpliwie na ich jakość i plony wpływ ma występujący w Prowincji Gia Lai tropikalny klimat monsunowy. Charakteryzuje się on dwiema porami roku. Pora deszczowa występuje od maja do października, a pora sucha od listopada do kwietnia. Średnia temperatura wynosi 22-25 ° C, a my taką właśnie uwielbiamy. Poza licznymi plantacjami znajduje się tutaj wiele miejsc doskonale nadających się do hodowli bydła, które można spotkać niemalże na każdej drodze, czy ścieżce którą się podróżuje. Nie rzadko ustępowaliśmy im drogę, czy też przejeżdżaliśmy pośród nich motocyklem. 

 

 

 

 

W Pleiku i Prowincji Gia Lai znajduje się wiele atrakcji, zwłaszcza krajobrazowych i przyrodniczych, choć i inne tak, jak te kulturalne, czy historyczne można także jak najbardziej dostrzec. My podróżując motocyklem podziwialiśmy piękne lasy, plantacje kawy i kauczuku, pola pełne tapioki, manioku, słodkiego ziemniaka, a także w mniejszych ilościach herbaty i ryżu. Prezentowały się one cudnie otoczone magicznymi, jak zawsze górami, czy też wzgórzami. Niewiarygodne było to, jak ogromne przestrzenie one zajmują. Mogliśmy się im przyjrzeć z bliska i poznać sposoby w jakie są one uprawiane, czy też jak w przypadku kauczuku zobaczyć jak jest on zbierany podczas, gdy spływa z drzew.

 

 

 

 

Rzeki i niezwykłe jeziora dodawały niewątpliwie uroku naszym wojażom. Na szczególną uwagę zasługuje jedno z nich. Nie bez powodu nazywane jest „Perłą Pleiku”. Jezioro Bien Ho, czyli T’nung-Sea Lake, bo o nim mowa, położone zaledwie 7 km od centrum miasta, jest ważnym jeziorem słodkowodnym dostarczającym wodę do niego. Interesujące jest to, że było ono niegdyś kraterem wulkanu. Zatrzymał się on setki milionów lat temu, a obecnie możemy podziwiać tutaj wyjątkowy zbiornik. Jego głębokość wynosi 16-19 m, a powierzchnia 230 hektarów. Nazwa T’Nung, czyli Sea Lake oznacza nie co innego, jak „morze w górach” . Według znawców jest to jedno z najpiękniejszych jezior na Wyżynie Centralnej. Jego woda jest tak czysta, że ​​można swobodnie zobaczyć ryby pływające pod jej tonią. Śmialiśmy się, że mały domek moglibyśmy tam mieć, gdyż Bien Ho  otoczone lasami sosnowymi i wzgórzami prezentuje się zacnie, a poza platformą widokową umieszczoną z jednej strony otula je spokój i poczucie niezwykłej harmonii, w jakiej żyją z naturą mieszkańcy.

 

 

 

 

Kolejnym jeziorem zasługującym na uwagę jest Ayun Ha. Jest to sztuczny zbiornik położony w dystrykcie Chu Se. Powstał wówczas, gdy wykorzystano rzekę Ayun do budowy tamy, a jezioro do nawadniania. Ma ono powierzchnię 37 km², 25 km długości i 5 km szerokości. Ryby wyławiane z niego stanowią pożywienie zarówno dla osadników Ayun Ha, jak i Pleiku. Stanowi ono ponadto miejsce spotkań miłośników sportów wodnych oraz tych lubiących pikniki nad jeziorem. Równie malownicze jest jezioro Ya Ly leżące na granicy z prowinja Kon Tum. Takich pięknych, choć znacznie mniejszych zbiorników jest znacznie więcej. Z punktu widzenia podróżnika ich błękit niezwykle pięknie komponuje się z zielenią gór i pól.

 

 

 

 

Nas zachwyciły, jak to często bywa wodospady. O tej porze roku (pora deszczowa) prezentowały się nadzwyczajnie, a woda spływała z nich z ogromną siłą. Choć byliśmy cali mokrzy podziwiając je z bliska to i niezwykle szczęśliwi mogąc je ujrzeć w pełnej krasie. Najbardziej znanym pośród nich jest wodospad Phu Cuong. Położony jest 44 kilometry na południowy wschód od miasta Pleiku. Płynie na podstawie lawy nieaktywnego wulkanu. Kaskada, która opada w dół po skale i kamieniach, jest niezwykła. Uroku dodaje bliskość niezwykłej roślinności. Z kolei  grzmot spadającej z 38 metrów wody jest niesamowity. Siła żywiołu ogromna. Z ostrożnością przesuwaliśmy się po mokrych głazach, aby być jak najbliżej niego. I choć mokrzy posiedzieliśmy jakiś czas ciesząc się jego pięknem w pełnej krasie.

 

 

 

 

Zachwyceni nim postanowiliśmy udać się do kolejnego, prawie nieznanego, który też nas zaskoczył siłą, położeniem i niedostępnością. Thac Xung Khoeng, o którym mowa, w porze deszczowej jest wyjątkowy. Położony jest 45 kilometrów na północny-zachód od Phu Cuong. Po drodze mijaliśmy wioski i ich rdzennych mieszkańców, którzy nawet zaprosili nas, aby z nimi zjeść i się napić.

 

 

 

 

Poza lasami kauczukowymi mijaliśmy liczne pola uprawy słodkiego ziemniaka. Kiedy dotarliśmy do wodospadu Thac Xung Khoeng znów ulegliśmy czarowi chwili. Tutaj jednak nie było możliwości podejść do niego nazbyt blisko, gdyż okala go roślinność o tej porze roku bardzo mokra, a żadnych ścieżek nie widzieliśmy. Nacieszyliśmy oczy patrząc na niego z góry, podziwiając jego siłę i huk spadającej wody. Mogliśmy także skosztować dziko rosnących bananów, które w Wietnamie rosną niemalże na każdym rowie.

 

 

 

 

Dysponując czasem postanowiliśmy dotrzeć jeszcze do jednego z wodospadów. Dojazd do niego w porze deszczowej był nieco utrudniony, ale poradziliśmy sobie i wierzcie, że było warto. Wodospad Bau, czyli Waterfall Team 3, jest niezwykle położony. Aby go podziwiać w pełnej krasie przebyliśmy motocyklem podróż przez pola kawy i pieprzu. Następnie usłyszeliśmy go wcale go jeszcze nie widząc. Zeszliśmy w dół ścieżką prowadzącą pośród krzewów kawowych i wówczas ukazał się naszym oczom on. Jego siła zadziwiła, a ogrom spływającej z niego wody zaskoczył. I znów, choć cali mokrzy, to szczęśliwi, że mogliśmy go zobaczyć. On sam, jak i cała okolica prezentowały się niezwykle pięknie. Magia przyrody znów dała o sobie znać. Jakże cudnie było móc jej doświadczyć.

 

 

 

Prowincja Gia Lai zachwyciła nas cudną naturą, ale też i innych atrakcji nie brakowało. W samym Pleiku, choć i poza nim, znajdują się liczne świątynie, z których niektóre zasługują na szczególne wyróżnienie. Cudnie położona pośród pól herbaty jest jedna z nich, czyli Pagoda Buu Minh. Wyróżnia się na tle otoczenia i jest ozdobą całej okolicy. Dotrzeć można do niej w zaledwie 20 minut z Pleiku. Została zbudowana przez Thich Tu Van (Tăng cang Lê Tế). Po wielu przebudowach pagoda Buu Minh ma nowoczesny styl architektoniczny. Łączy w sobie piękno wietnamskiego stylu architektonicznego północnego i centralnego oraz stylu japońskiego. Znajdują się w niej relikty, takie jak posąg Buddy Czampy i wiele posągów starożytnej sztuki. Najbardziej godne uwagi są trzy cenne przedmioty we współczesnej buddyjskiej rzeźbie Wietnamu: leżący posą Buddy, siedzący posągi Buddy i 10 posągów Buddy Dziecka z twarzą małego Buddy. Architektura, jak i relikty mogą zachwycić nie jednego odwiedzającego.

 

 

 

 

Kolejna bardzo interesująca świątynia jest położona już w samym Pleiku. To buddyjska Pagoda Minh Thanh. Uznawana jest za wyjątkową dumę miasta, jak i atrakcję. Dzięki swojemu położeniu i majestatycznemu wzornictwu Pagoda Minh Thanh przyciąga każdego roku tysiące turystów.  W  1997 roku rozpoczęto ze względu na pogarszający się stan odbudowę pagody i budowę nowych elementów. Po 10 latach renowacji, pagoda Minh Thanh, zyskała nowy wygląd z unikalną architekturą. I choć świątynia nie może poszczycić się tradycją starożytną, jest wyjątkowa, co potwierdzają licznie tutaj przybywający odwiedzający. Wyraźnie wyczuwa się magię tego miejsca owianą mistycyzmem pomimo jej młodego wieku. Wszystkie jej elementy są misternie zaplanowane, a cały kompleks stanowi bardzo różnorodną, choć spójną całość. Przebywający w niej buddyjscy mnisi dodają jej niewątpliwie charakteru, ale też i powagi.

 

 

 

 

Będąc  w Pleiku można odwiedzić tutejsze  muzea, jak i ujrzeć ogromny pomnik Ho Chi Minha. Muzeum Ho Chi Minha, jak i Muzeum Gia Lai położone są obok siebie, w centrum miasta, zatem dotrzeć do nich jest bardzo łatwo. Gorzej już z dostępnością dni i godzin zwiedzania. My, ponieważ byliśmy podczas dni świątecznych, zastaliśmy je zamknięte. Z kolei pomnik Ho Chi Minha odwiedzało sporo osób. Zapewne ze względu na niego, ale też i park oraz deptak położony tuż obok. Spacer tutaj zarówno w dzień, jak i wieczorem należy do przyjemności.

 

 

 

 

Nasze spotkanie z Pleiku i Prowincją Gia Lai dobiegło końca. Podróż motocyklem dostarczyła nam mnóstwa wrażeń zwłaszcza krajobrazowych. Cóż może być piękniejszego od magicznych gór, cudnych wodospadów, szumiących drzew i zielonych pól otoczonych rzekami, strumykami oraz jeziorami. Kontakt z naturą jest cennym darem z którego staramy się korzystać jak najczęściej, a że lubimy spokój  i samodzielne podróżowanie to takie zakątki jak Pleiku i Prowincja Gia La są dla nas stworzone.

Share

Zapytacie kim jestem? Przede wszystkim jestem kobietą. Ponadto domatorką z duszą podróżniczki… z kimś …dokądś …w głąb siebie … Życie jest dla mnie ciągłą podróżą. Taką z kimś, dokądś lub w głąb siebie. Kiedyś byłam niepoprawną optymistką, teraz staram się żyć optymistycznie. Kocham życie i wszelkie jego przejawy oraz możliwość doświadczania. Wszystko, co przeżyłam sprawiło, że teraz jestem taką a nie inną sobą. Jestem znającą swoją wartość kobietą, partnerką swojego niezwykłego męża, szczęśliwą siostrą i przyjaciółką oraz spełnioną matką – choć dla niektórych może zabrzmi to nieco niedorzecznie. Najcudowniejsze i magiczne chwile przeżyłam z synkiem i mężem. Najpiękniejsze dla mnie miejsca z niesamowitą aurą to Nepal i Himalaje oraz Laos. Uwielbiam mojego męża, podróże, pyszne jedzenie, gotowanie, książki, filmy, pisanie, biżuteryjne fantazje i fotografowanie, a od niedawno wędkowanie ,,no kill,,. Mam też i inne pasje. Większość z nich dzielę z moim mężem, a niektóre są tylko moje własne.

116 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *