Podróże małe i duże,  Strona główna

Ba Na Hills – czy to na pewno Wietnam? …

Kiedy ujrzysz Ba Na Hills to zadajesz sobie pytanie, czy to na pewno Wietnam? Po naszych motocyklowych wojażach do różnych cudnych zakątków wietnamskiej krainy jakże to było inne doświadczenie. Do tej pory poznawaliśmy ten kraj zarówno od strony większych miast, małych wiosek, a nawet terenów nie zamieszkanych z typowymi dla nich zabudowaniami, jak i tego, co je otacza. Tym razem poczuliśmy się jakbyśmy się znaleźli gdzieś tam w Europie. W ciągu dnia we Francji z jej typową architekturą, a nocą za sprawą mgły otulającej Ba Na Hills, niczym w Anglii towarzysząc Sherlockowi Holmesowi w rozwiazywaniu zagadek kryminalnych.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ba Na Hills to jeden z najnowszych i najbardziej ekscytujących projektów w Wietnamie. Tworzy go kompleks górski, który wygląda jak średniowieczny zamek wraz z okalającymi go murami i budynkami pochodzącymi z tego okresu. Jednakże wewnątrz solidnych, kamiennych murów znajdują się nowoczesne hotele z przyjemnymi pokojami, różne restauracje i mnóstwo innych miejsc z atrakcjami. Wspaniałej przygodzie z tym fantazyjnym miejscem towarzyszą piękne widoki. To tutaj możemy podziwiać zarówno krajobraz górski, jak i morski, gdyż na wysokości Da Nang łączą się one ze sobą.  

 

 

 

 

 

 

Ba Na Hills to stacja górska i położony wokół niej ośrodek. Zlokalizowano je w górach Trường Sơn, 42 kilometry na zachód od miasta Da Nang, w centralnym Wietnamie. Stacja została założona już w 1919 roku przez francuskich kolonialistów. Wówczas w kurorcie znajdowało się 200 willi, ale pozostało z nich tylko kilka ruin. Stacja górska znajduje się obecnie na wysokości 1485 metrów. Imponujący system kolei linowej oddany w 2013 roku tworzą trzy linie kablowe: Mo Stream – Ba Na, Debay – Morin, wodospad Toc Tien – L’Indochine. Łącznie 201 wagoników, którymi może podróżować  3000 pasażerów na godzinę. Zwłaszcza linia wodospad Toc Tien – L’Indochine jest imponująca. Jest uznawana za jeden z najdłuższych na świecie pojedynczy system kolejki linowej. Ma długość 5801 metrów i najwyższą światową różnicę między stacją wsiadkową i wysiadkową 1368 metrów, bijąc tym samym różne Rekordy Guinnessa. Widoki z kolejek zapierają dech w piersiach.

 

 

 

 

 

 

Poniżej dla lepszej orientacji zamieszczam mapę, aby łatwiej można było wyobrazić sobie rozmach tego wyjątkowego projektu i lokalizację poszczególnych miejsc. My rozpoczęliśmy naszą podróż od stacji Toc Tien skąd udaliśmy się pierwszego dnia na samą górę, czyli do przystanku L’Indochina. Na tej wysokości spędziliśmy dzień i noc oczarowani atmosferą tegoż miejsca zwłaszcza nocą. Następnego dnia udaliśmy się kolejką linową ze stacji Louvre do przystanku Bordeaux. Stąd po zwiedzeniu cudnych miejsc, o których za chwile opowiem, kolejką torową przejechaliśmy w stronę stacji Debay mijając po drodze zjazd Ba Na. Dotarliśmy znów na górę na stację Morin. Po obejrzeniu cudnego spektaklu i skosztowaniu smakołyków w restauracji Kavkaz zjechaliśmy na sam dół. Dotarliśmy do  stacji Hoi An, skąd udaliśmy się na spacer, którym zakończyliśmy nasz pobyt w Ba Na Hills.

Tak, jak wspomniałam pierwszego dnia najdłuższą linią kolejki udaliśmy się na samą górę. Francuska wioska, która ukazuje się naszym oczom, kiedy wysiadamy z niej, zachwyca architekturą, romantycznością i urokiem budynków, ale też nieco zniechęca tłumem ludzi. Położona jest ona na wysokości 1500 m n.p.m., co potęguje niezwykłe doznania. Masz wrażenie, że przeniosłeś się w czasie i przestrzeni. Już sam nie dowierzasz, czy znalazłeś się we francuskich Alpach, czy górach wietnamskich. Uczucie to staje się jeszcze intensywniejsze wieczorem i nocą, gdy mgła otula całą okolicę, a ciche uliczki, gdyż na noc zostaje niewielka grupa ludzi – inni już dawno zjechali w dół, wyglądają mrocznie. Mury, budynki, kostka brukowa przenoszą nas w inną epokę. Niedowierzam sama, że wciąż jestem w Wietnamie.

 

 

 

 

 

 

Poza podziwianiem wioski francuskiej na przebywających tutaj czeka wiele atrakcji. Zarówno na jej poziomie, jak i nieco niżej, gdzie zjeżdża się jedną z krótszych linii kolejki. Po spacerze wybrukowanymi  uliczkami pomiędzy średniowiecznymi budynkami, których architektura zachwyca i zjedzeniu lunchu udajemy się wszędzie, gdzie tylko możliwe. Można odwiedzić Festiwal Piwa, choć nazwa wskazywałaby na coś bardziej imponującego. Jednak piwo jest i muzyka na żywo też. Kolejną atrakcją jest ciekawe Muzeum Figur Woskowych. Możemy z bliska podziwiać imitacje wielu sławnych i znanych postaci.

 

 

 

 

 

 

Kolejną atrakcją jest kolejka alpejska, gdzie można poszaleć autami, gdyż osiągają one nawet 40 km/h. Równie ciekawy jest Fantasy Park, w którym mogą zabawić się mali i duzi. Znajdziesz tutaj zarówno różne kolejki, karuzele, strzelnice, jak i różne gry. Ponadto można wziąć udział w Wyścigu Śmierci 4D, podczas którego poczujesz dreszczyk emocji niczym w wyścigu Formuły 1. Stworzono nawet maszyny do wiatru, pary i dymu, które dodatkowo oszukują zmysły. Kolejną atrakcją jest Drop Tower, czyli Spadająca Wieża. Na jej  szczycie jeźdźcy mogą spojrzeć na szklaną kopułę. Potem, bez ostrzeżenia, spadają 29 metrów do jaskini wzorowanej na dwóch powieściach Juliusza Verne’a: „Podróż do centrum ziemi”  i „Dwadzieścia tysięcy mil podmorskich podróży”. Jednakże najbardziej fascynują nas budynki, wieże, wiatraki, kościół i to, co je otacza. Wszystko dopracowane w najmniejszych szczegółach.

 

 

 

 

 

 

Restauracje i bary oferują smaczne i różnorodne jedzenie. Od autentycznych dań kuchni wietnamskiej po tradycyjne dania kuchni francuskiej, czy włoskiej. To tutaj możemy skosztować świeżo upieczonego chleba i słodkich przysmaków. Zapach dochodzi nas z różnych stron i przyciąga. Tego dnia czujemy się jakbyśmy odwiedzili jednocześnie kulinarnie Włochy, Francję, a jeśli chodzi o piwo Niemcy. Poza doznaniami architektonicznymi, rozrywkowymi i kulinarnymi można zaszyć się na jakiś czas w specjalnej części duchowej z pagodami lub też w kościele, w którym jednakże przebywało sporo osób.

 

 

 

 

 

 

Wieczorem udaliśmy się do groty z całorocznym basenem podgrzewanym. Jest to istotne, gdyż temperatura tutaj jest znacznie niższa niż na poziomie morza, co najmniej 8°C mniej. Nocą, gdy w Da Nang jest około 30°C stopni, tutaj niekiedy zaledwie 15. Przy czym chmury, mgła wieczorna, ewentualny deszcz sprawiają, iż ma się wrażenie, że jest na prawdę chłodno. My pomimo lata panującego obecnie w Wietnamie chodziliśmy w bluzach, zwłaszcza wieczorowa porą także pamiętajcie o zabraniu dodatkowej warstwy odzienia. Kompleks basenów i jacuzzi jest bardzo klimatycznym miejscem doskonale pasującym do całości tegoż niezwykłego miejsca. Można także skorzystać ze Spa.

 

 

 

 

 

 

 

Wieczorny spacer jest pełen wrażeń. Przenosi nas do filmów detektywistycznych z Sherlockiem Holmesem w roli głównej, bądź powieści kryminalnych i obyczajowych Agathy Christie. Uliczki otulone są mgłą, a panująca dookoła cisza i brak ludzi sprawiają, że jest mrocznie. Odnosi się wrażenie, jakby za chwilę miało się coś wydarzyć. Noc spędzamy w uroczym pokoju, w którym zadbano o wszystko. Hotel Mercure Danang French Village Ba Na Hills znajduje się na szczycie pasma górskiego Ba Na. Ten czterogwiazdkowy kompleks urządzono w stylu antycznym. Przepiękne pokoje zostały zaprojektowane zgodnie z XIX-wiecznymi trendami europejskimi. Zapewniają one komfortowy i przyjemny pobyt. Trzeba przyznać, że tutaj w górach i tym niezwykłym otoczeniu, spało nam się bardzo dobrze.

 

 

 

 

 

 

Następnego dnia po krótkim spacerze udajemy się na śniadanie do wyznaczonej restauracji. Nie jesteśmy zachwyceni. Te wczorajsze znacznie bardziej przypadły nam do gustu. Ten element był zdecydowanie ujemny, a restauracja dość zatłoczona i niezbyt czysta. Zatem dość szybko opuściliśmy ją, aby nie psuć sobie obrazu Ba Na Hills. Zjeżdżamy kolejką linową ze stacji Louvre do przystanku Bordeaux. Stąd podziwiamy Złoty Most – Cầu Vàng podtrzymywany Olbrzymimi Dłońmi. Został oddany dopiero w czerwcu i cieszy się ogromną popularnością. Przyznaję, że i na nas robi wrażenie. Widok rozciągający się z niego jest fantastyczny. Pejzaż górski łączy się z morskim, a Da Nang i jego atrakcje takie jak Lady Buddha, czy też  Marble Mountains są doskonale widoczne pomimo chmur zwiastujących deszcz. Tutaj spędzamy sporo czasu.

 

 

 

 

 

 

Paradise Garden i Flower Garden zachwycają. Romantyczny ogród kwiatowy Le Jardin D’Amour jest niezwykły. Tworzy go 9 ogrodów opowiadających 9 interesujących opowieści w 9 unikalnych stylach architektonicznych. Całość stanowi niezwykle barwną przestrzeńLegend Garden do stworzenia którego zaczerpnięto inspirację z Olympia Peak nawiązując do architektury ateńskiej i egipskiej.  Mo Spring Garden składający się ze stopniowanych schodów zachwyca kolorami. Ogród pamięci wraz z 4 dżinami symbolizuje 4 pory poetyckie. Kolejne są równie interesujące, a ich nazwy przemawiające do każdego. Znajduje się pośród nich Ogród Myśli, Miłości, Nieba, Święty, czy też Sekretny. Podziwiamy także 27 metrowego olbrzymiego Buddę i Linh Ung Pagodę. W czasie spaceru można odpocząć chwilkę w herbaciarni, bądź restauracji.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Następnie udajemy się do Wine Cellar, czyli piwniczki z winem. Otacza ją, tak jak to bywa we Francji, Ogród Winogronowy. Debay Ancient Wine Cellar to wyjątkowe miejsce, w którym  francuscy architekci wykopali głęboko w Ba Na Mountain w 1923 roku starożytną piwnicę. Ma ona 100 metrów długości, a temperatura w niej jest zawsze utrzymywana na idealnym poziomie od 16 do 20°C. Spacer jej korytarzami jest niezwykłym doświadczeniem.  Po wyjściu z piwnicy kosztujemy odrobinę tegoż szlachetnego trunku, bo jakżeby inaczej. Kolejką szynową przemieszczamy się ze stacji Jardin do D’Amour. Jest to wyjątkowe doświadczenie, choć już nam znane z najwyższej góry Wietnamu, jak i całych Indochin, czyli Phan Xi Pang o której pisałam w poście www.zycieipodroze.pl/2017/09/05/fansipan-czyli-na-dachu-wietnamu-a-nawet-calych-indochin/.

 

 

 

 

 

 

Docierając do stacji Debay wracamy ponownie na górę, czyli do przystanku L’Indochine. Podziwiamy występy artystów przybyłych tutaj z różnych części świata. Kreacje, stylizacje i spotykane postaci są bardzo interesujące, kolorowe i radosne. Udajemy się także na lunch do restauracji Kavkaz Zakharova Romana Jurivicha. Serwuje ona dania kuchni rosyjskiej, gdzie kosztujemy różnych smakołyków. Po tych wrażeniach zjeżdżamy już na dół ze stacji Louvre do przesiadki Bordeaux – Marselle i docieramy do ostatniego przystanku Hoi An. Tutaj jeszcze podziwiamy cudną architekturę, ogrody i bramę wejściowo-wyjściową, przed którą kończymy nasze spotkania z Ba Na Hills.

 

 

 

 

 

 

Przyznam, że Ba Na Hills zrobiło na nas wrażenie. To było niezwykłe doświadczenie. Byliśmy zachwyceni i zaskoczeni tym, że tutaj w Wietnamie mogliśmy poczuć się jak w Europie. Nawet kiedy wysłaliśmy zdjęcia naszym znajomym z Francji i zapytali oni kolegów skąd mogą pochodzić zdjęcia to odpowiadali, że z Francji. Na ogół nie lubimy zatłoczonych miejsc, a w dzień tak na Ba Na Hills jest. Dopiero po 17.00, gdy sporo ludzi zjeżdża w dół, jest cicho i spokojne, a spacer wyludnionymi uliczkami to prawdziwa przyjemność. Choć trzeba przyznać, że otulająca je mgła wywołuje różne odczucia. Jest nieco mrocznie, a przez to niezwykle klimatycznie. Bardzo się cieszymy, że postanowiliśmy tutaj zostać na noc, gdyż inaczej byśmy tego nie doświadczyli. Rano  przed wjazdem pierwszych wagonów kolejki jest równie przyjemnie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Do tej pory zadajemy sobie pytanie, czy Ba Na Hills to na pewno Wietnam? Jednak teraz już znamy odpowiedź na nie. Brzmi ona: tak. W Wietnamie, jak widać, wszystko jest możliwe, a niektóre propozycje mogą zadziwić. Ba Na Hills to niesamowity oraz imponujący projekt i to w skali światowej, a nie tylko wietnamskiej, czy też azjatyckiej. My spędziliśmy w tym miejscu niezwykłe chwile i każdego kto zawita do Da Nang zachęcamy, aby odwiedził także stację górską Ba Na Hills i położony wokół niej wyjątkowy kompleks.

Share

Zapytacie kim jestem? Przede wszystkim jestem kobietą. Ponadto domatorką z duszą podróżniczki… z kimś …dokądś …w głąb siebie … Życie jest dla mnie ciągłą podróżą. Taką z kimś, dokądś lub w głąb siebie. Kiedyś byłam niepoprawną optymistką, teraz staram się żyć optymistycznie. Kocham życie i wszelkie jego przejawy oraz możliwość doświadczania. Wszystko, co przeżyłam sprawiło, że teraz jestem taką a nie inną sobą. Jestem znającą swoją wartość kobietą, partnerką swojego niezwykłego męża, szczęśliwą siostrą i przyjaciółką oraz spełnioną matką – choć dla niektórych może zabrzmi to nieco niedorzecznie. Najcudowniejsze i magiczne chwile przeżyłam z synkiem i mężem. Najpiękniejsze dla mnie miejsca z niesamowitą aurą to Nepal i Himalaje oraz Laos. Uwielbiam mojego męża, podróże, pyszne jedzenie, gotowanie, książki, filmy, pisanie, biżuteryjne fantazje i fotografowanie, a od niedawno wędkowanie ,,no kill,,. Mam też i inne pasje. Większość z nich dzielę z moim mężem, a niektóre są tylko moje własne.

85 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *