Podróże małe i duże,  Strona główna

Kong Lor – magiczna jaskinia krasowa ukryta w Górach Annamskich …

Kong Lor Cave, czyli Tham Kong Lo to magiczna jaskinia krasowa ukryta w laotańskiej części Gór Annamskich, które w dużym stopniu pokryte są dżunglą.  Jest jednym z najbardziej spektakularnych miejsc w całej południowo-wschodniej Azji. Dla miłośników jaskiń to niewątpliwie zjawisko niezwykłe i to aż niewiarygodne, że pozostaje nadal dość mało znana. Zupełnie inaczej niż po stronie wietnamskiej gór. Tutaj jaskinie,  jak chociażby Phong Nha, o której pisałam w poście www.zycieipodroze.pl/2018/03/28/phong-nha-malownicza-jaskinia-z-najdluzsza-rzeka-podziemna-i-starozytnymi-inskrypcjami/, będąca również jaskinią z rzeką podziemną, są wręcz oblegane przez turystów. W Laosie jest zupełnie inaczej. Niewiele osób dociera w rejony z jaskiniami. Dzięki temu wciąż pozostają one dość dziewicze i nie naruszone, co niewątpliwie czyni je wyjątkowymi.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Laos to kraina jaskiń. Znajduje się ich tutaj bardzo dużo, wiele jeszcze dotąd nie zbadanych. Kong Lor jest jedną z nich, choć niewątpliwie wyjątkową ze względu na przepływającą przez nią rzeką podziemną Nam Hinboun. Jest to krasowa jaskinia wapienna  położona w Phou Hin Poun National Biodiversity Conservation Area. Park Narodowy leży w pięknej, choć dość biednej prowincji Khammouane. Jaskinia znajduje się około 130 kilometrów na północ od Thakhek. Dotrzeć do niej można podróżując pośród pól tytoniowych i ryżowych, bądź płynąc łódką przez dżunglę. Już sama droga, która prowadzi do jaskini, jest niezwykła. Tak, jak wspomniałam, można dojechać wiejską drogą z Ban Khoun Kham lub dopłynąć łodzią z wioski Ban Tiou, co my uczyniliśmy. Z resztą była to bardzo dobra decyzja, gdyż to, co zobaczyliśmy urzekło nas bardzo. Łódka zabrała nas ze Spring River Resort. Podróż była niezwykła. Poziom wody bardzo niski. Łódka pomimo starań sternika nierzadko grzęzła w piasku, bądź uderzała o kamienie i konary drzew leżące na dnie.  Aż niewiarygodne, że przewodnicy tak dobrze radzą sobie w tych warunkach i potrafią tak manewrować, aby nic nie uszkodzić i dowieźć wszystkich bezpiecznie do celu. To wyjątkowe doświadczenie dla nas, widoki niezwykłe i spotkania z ludźmi żyjącymi tutaj jak przed wiekami. Czas się tutaj zdecydowanie zatrzymał. Odnieśliśmy wrażenie, że cofnęliśmy się co najmniej o 100 lat. Ludzie mieszkający przy rzece wykorzystują ją na różne sposoby. Ze źródełek czerpią wodę pitną. W innych miejscach biorą kąpiel, czy robią pranie. Stanowi ona także miejsce zdobywania pożywienia, czy też hodowli kaczek i bawołów, których mijaliśmy wiele płynąc łódką. Rzeka Nam Hinboun w porze suchej miejscami jest bardzo, bardzo płytka, ale kiedy wpada do jaskini jej nurt jest znacznie szybszy. Osiąga nawet do 100 m³ / s przepływu. Jest dostępna tylko dla małych łodzi. Typowa łódź może pomieścić do pięciu pasażerów plus dwóch członków załogi. Jednakże na ogół płynie sternik i dwie osoby.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Kong Lor jest jaskinią, którą uważa się za jeden z geologicznych cudów Azji Południowo-Wschodniej. Ma łączną długość 12,4 kilometra. My płynęliśmy 7,5 kilometra w jedną stronę i tą samą drogą wracaliśmy, gdyż podróż podzielona jest na etapy. Jaskinia jest bardzo szeroka i wysoka, a tutejszy system rzeczny jest jednym z najdłuższych na świecie. Spektakularna Kong Lor ma ponad 100 metrów wysokości i jest pełna starożytnych stalaktytów i stalagmitów. Niektóre przypominają wyglądem żabę, sowę, czy też przedstawiają wizerunek Buddhy. Legenda głosi, że podziemna rzeka została odkryta w XVI wieku po tym, jak mieszkańcy wioski zauważyli dziwacznie wyglądającą kaczkę, która nie pochodziła z tego obszaru. Pływała ona w szmaragdowym basenie. Do dziś mieszkańcy uważają, że woda w nim świeci jasnym szmaragdowym kolorem, który oni uważają za święty. Wierzą, że odbija ona skórę hinduskiego boga Indry. Poza kaczką mieszkańców zainteresował zakwitający ryż i drewniane jarzmo bawołów. Zaczęli oni podejrzewać, że rzeka Nam Hinboun może przedostawać się przez górę. Ponoć po trzech dniach eksploracji przy świetle pochodni płynąc łódką dotarli na drugą stronę, gdzie założyli wioski Ban Sianglae ​​i Ban Kkunkeo. Przez długi czas jaskinia pozostawała w cieniu gór. Odkryto ją ponownie w 1995 roku, a w 2002 została udostepniona odwiedzającym. Mieszkańcy wsi Natan, znajdującej się po drugiej stronie rzeki, nadal korzystają z jaskini jako głównej metody transportu, ze względu na okropne drogi w okolicy. Kiedy muszą wysyłać zbiory tytoniu na rynek w Thakhek, stolicy prowincji, po prostu ładują go na łódki i przemierzając rzeką przez ciemną jaskinię transportują go. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Do jaskini wchodzi się na nogach, aby później maleńką łódką popłynąć w otchłań otuloną ciemnością. Doświadczony sternik doskonale radzi sobie zarówno z prądem rzecznym, jak i brakiem światła. Jest tylko on, my, czołówki, łódka, cisza i niezwykła jaskinia spowita mrokiem. Silnik pracuje miarowym rytmem, ale czasami trzeba go wyłączyć, gdyż skały są blisko, albo woda jest zbyt płytka. Wówczas wiosła służą do poruszania. W jednym miejscu opuszczamy łódkę i przenosimy ją, gdyż napotykamy niby maleńki wodospad, ale niemożliwe jest pokonanie go nasza łupinką. To niesamowite jak dobrze nasz przewodnik zna tę jaskinię, każdy jej zakamarek. Zapewne gdybyśmy my mieli sterować bardzo szybko rozbilibyśmy się o którąś ze skał, choć sami żeglujemy, o czym pisałam w poście www.zycieipodroze.pl/2017/05/04/zeglowanie-czyli-poczatek-niezwyklej-pasji/. Jednakże tutaj wszystko wygląda inaczej. Płyniesz rzeką podziemną przez jaskinię otuloną mrokiem ze świadomością, że wokół i pod wodą mnóstwo skał, kamieni i zmienna głębokość wody. To już nie przelewki. Tutaj trzeba doskonale nawigować i tak jak lokalni przewodnicy znać niemalże każde miejsce w jaskini, aby bezpiecznie dotrzeć na jej druga stronę. Każdy niewłaściwy ruch mógłby bowiem spowodować wywrócenie łódki.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Łódką płynie się około 45 minut w jedną stronę. Jednak w międzyczasie, po kilku minutach wpłynięcia do jaskini, nasz przewodnik zatrzymuje się i odwiedzamy spacerując niezwykłą komnatę. Jest leciutko podświetlona, więc można podziwiać znajdujące się w niej różne formy krasowe.   Stalagmity i stalaktyty mogą zadziwić, a kolumny prezentują się doskonale. Spędzamy tutaj kilka chwil, aby po drugiej stronie komnaty wsiąść znów na łódkę. Ruszamy w dalszą drogę znów otuloną ciemnością. Docieramy do końca i naszym oczom ukazuje się magiczna górska sceneria niczym z bajki. Opuszczamy łódkę i udajemy się w miejsce odpoczynku na przerwę. Tutaj zorganizowano miejsce postoju, w którym można posilić się i napić, gdy ktoś jest spragniony, bądź głodny. Możemy przyjrzeć się też pracy miejscowych tkaczek, a nawet zakupić ich dzieła. Praca na krosnach wcale nie jest taka prosta, ale panie zręcznie przekładają kolorowe nici. Po odpoczynku wracamy na nasza łódkę i udajemy się w drogę powrotną, aby ponownie przemierzyć 7,5 kilometra pośród ciemnych otchłani tejże jakże niezwykłej jaskini Kong Lor. Po opuszczeniu jej jeszcze długo wpatrujemy się w jej otchłań. Towarzyszą nam przy tym jaskółki. Przed jaskinią ku naszemu zaskoczeniu wysoko ponad nami buszują w dżungli małpy. Tuż obok wejścia do jaskini pływa mnóstwo ryb, które mogliśmy nakarmić pelletem zakupionym na miejscu. Przychodzi czas, aby pożegnać się z jaskinią oraz jej otoczeniem i udać się w drogę powrotną. Tym razem łódka ma nieco lżej, gdyż płynie z prądem.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Niewątpliwie to była wyjątkowa podróż  i niezwykła jaskinia. Kong Lor zachwyciła nas swą naturalnością, zaskoczyła ciemnością i niesamowitymi, ogromnymi formami krasowymi, a płynąca przez nią rzeka uczyniła ją jeszcze bardziej interesującą. Ta tajemnicza jaskinia bardzo nas urzekła. Warto pokonać dżunglę i do niej dotrzeć, gdyż to piękny zakątek Laosu i wciąż nie zadeptany. Po powrocie z niej postanowiliśmy udać się w kierunku kolejnej jaskini, do której prowadziła droga, której nawet mapa google nie pokazuje. Jednak o tym napiszę w innym poście.

Share

Zapytacie kim jestem? Przede wszystkim jestem kobietą. Ponadto domatorką z duszą podróżniczki… z kimś …dokądś …w głąb siebie … Życie jest dla mnie ciągłą podróżą. Taką z kimś, dokądś lub w głąb siebie. Kiedyś byłam niepoprawną optymistką, teraz staram się żyć optymistycznie. Kocham życie i wszelkie jego przejawy oraz możliwość doświadczania. Wszystko, co przeżyłam sprawiło, że teraz jestem taką a nie inną sobą. Jestem znającą swoją wartość kobietą, partnerką swojego niezwykłego męża, szczęśliwą siostrą i przyjaciółką oraz spełnioną matką – choć dla niektórych może zabrzmi to nieco niedorzecznie. Najcudowniejsze i magiczne chwile przeżyłam z synkiem i mężem. Najpiękniejsze dla mnie miejsca z niesamowitą aurą to Nepal i Himalaje oraz Laos. Uwielbiam mojego męża, podróże, pyszne jedzenie, gotowanie, książki, filmy, pisanie, biżuteryjne fantazje i fotografowanie, a od niedawno wędkowanie ,,no kill,,. Mam też i inne pasje. Większość z nich dzielę z moim mężem, a niektóre są tylko moje własne.

112 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *