Podróże małe i duże,  Strona główna

Xe Bang Fai – jaskinia na końcu świata …

Xe Bang Fai, czyli Tham Khoun Xe-co oznacza ,,jaskinię u źródła rzeki”, to jaskinia na końcu świata, bynajmniej tego laotańskiego. Cóż, aby do niej dotrzeć trzeba się troszkę wysilić. Laos jest niewątpliwie krainą jaskiń, a naturalna i jedna z największych Xe Bang Fai jest jedną z nich. W poprzednim poście pisałam również o magicznym miejscu z rzeką podziemną w roli głównej www.zycieipodroze.pl/2018/05/14/kong-lor-magiczna-jaskinia-krasowa-ukryta-w-gorach-annamskich/. Także tym razem jest podobnie. Dzisiejsza bohaterka postu jest podobnym rodzajem jaskini. Choć odróżnia ją to, że w przeciwieństwie do poprzedniczki nawet odrobina jej wnętrza nie jest podświetlona. Podróżuje się w całkowitej ciemności płynąc maleńką łódką z przewodnikiem.

 

 

 

 

 

 

 

 

Aby do niej dotrzeć pokonaliśmy motocyklem ponad 300 kilometrów od jaskini Kong Lor. Większość trasy drogami szutrowymi, a nawet takimi, których mapa google nie pokazuje. Ujrzymy je tylko na mapach satelitarnych. Towarzyszyły nam różne przygody i zmienna pogoda. W pewnym momencie dotarliśmy do rzeki, a mostu nie było. Jest on dopiero w trakcie budowy. Ku naszemu zdziwieniu okazało się, że płynie w naszym kierunku łódeczka. Spojrzeliśmy na siebie z niedowierzaniem, aby już za kilka minut płynąć nią na drugi brzeg. Aż niemożliwe, że pomieściła ona 2 motocykle i 5 osób. A jednak. To było dość ekstremalne doświadczenie. Później droga też wcale nie była dużo łatwiejsza, ale rzeki już nie trzeba było pokonywać. Dotarliśmy w końcu do wioski na końcu świata przy której położona jest właśnie ona, nietuzinkowa jaskinia o nazwie Xe Bang Fai Cave, czyli Tham Khoun Xe. Pozostaliśmy tutaj na noc, aby następnego dnia zobaczyć ten kolejny cud natury. Znalezienie noclegu nie było łatwe, ale po kilkunastu minutach udało się. Ugościła nas kobieta w   guest housie.  Mieliśmy dach nad głową i strawę, choć skromną to smaczną, a także mogliśmy się umyć. Co prawda służyła nam w tym celu miska, ale można było się odświeżyć. Czułam się, jak po normalnym prysznicu, nieco tylko trochę chłodniejszym. Bez wifi spedziliśmy czas na rozmowie, a reszta nocy minęła w wyjątkowej ciszy. Dawno nie było tak cichutko. Poranek przywitał nas lekkim deszczykiem. Po skromnym śniadaniu, które smakowało wyjątkowo w tym biednym zakątku Laosu, ruszyliśmy w stronę jaskini.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jaskinia położona jest na rzece Xe Bang Fai, na płaskowyżu Nakhai, w Hin Nammo National Bio-Diversity Conservation Area, w odległym zakątku prowincji Khammuan. Jej źródło znajduje się w pasie Gór Annamskich między Laosem i Wietnamem. Chociaż  badania francuskie trwały już od 1905 roku  jaskinia ta pozostała praktycznie nieznana. Oczywiście z wyjątkiem mieszkańców okolicznych wsi. Długość korytarzy w niej występujących wynosi co najmniej 14 kilometrów. Łodzią można przepłynąć 2 kilometry. Jaskinia nadal pozostaje częściowo niezbadana. Wejście do jaskini, czyli wywierzysko, ma formę łuku skalnego o wysokości około 60 metrów. Główny korytarz ma średnio 76 m szerokości i 53 m wysokości stanowiąc jeden z największych aktywnych korytarzy jaskiniowych na świecie. Komory mają wysokość nawet 120 metrów i szerokość 200. Liczne formy krasowe, nacieki, stalagmity osiągające długość 20 metrów, a stalagnaty, stalaktyty, kolumny, jeziora krasowe mogą zadziwić.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Atmosfera panująca w jaskini jest niezwykła. Towarzyszy nam całkowita ciemność, wilgotność i cisza. Jesteśmy tutaj tylko my i nasz przewodnik lokalny oraz nietoperze nad naszymi głowami. Jest pięknie. Zresztą sami zobaczcie na zdjęciach, które wcale nie łatwo było zrobić. Uwierzcie jednak, że nie oddają one klimatu panującego w jaskini. Nasze spotkanie z jaskinią trwa około 2 godzin. W tym czasie płyniemy łódką, jak i spacerujemy poznając jej zakamarki. W pewnym momencie docieramy do tarasu widokowego, z którego otuleni ciemnością możemy podziwiać wejście do jaskini oświetlone światłem dziennym. Widok jest niesamowity. Światło przedostaje się jakby przez mgłę spowodowaną bardzo wysoką wilgotnością panująca w jaskini. A mech porastający skały, paprocie i inne rośliny sprawiają, ze wywierzysko wygląda wyjątkowo i magicznie, aż trudno oczy oderwać od tego widoku.

 

 

 

 

 

 

 

 

Według legendy  jaskinia jest zamieszkana przez ducha. Pewnego razu złamany instrument muzyczny khaen został pozostawiony przy wejściu do jaskini. Następnie został znaleziony w nienagannym stanie. Ktoś przywrócił mu wygląd początkowy. Wierzono, ze zrobił to duch.  Krążyły również opowieści o duchu, który użyczał pięknych ubrań osobom na różne ceremonie. Trwało to dopóki pewnego razu jeden z pożyczających zwrócił nie wypraną odzież. Uważa się również, że obrońcy dusz pomagają wieśniakom, jeśli spadną z urwiska, próbując złapać jaskółki i nietoperze w pobliżu wejścia do jaskini, ponieważ nikt nie zginął podczas upadku. Mieszkańcy wierzą, że duch jest życzliwy, chociażby dlatego, że w czasie wojny bomby nie dotarły do jaskini. Chroniła ona wówczas mieszkańców przed nimi, a północna armia wietnamska, która podróżowała szlakiem Ho Chi Minh, również się w niej ukrywała. Jej wielkość sprawia, że może pomieścić ona tysiące ludzi. Co roku składane są dary dla ducha, aby wciąż zapewniał ochronę. Zgodnie z tradycją nie wchodzi się do jaskini bez przewodnika, bo to zły omen. Dodatkowo najlepiej odwiedzać jaskinię w porze od października do maja, gdyż później poziom wód może być bardzo wysoki przez co jest bardziej niebezpiecznie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Droga do Xe Bang Fai nie była łatwa, ale pokonawszy ją znaleźliśmy się na końcu świata. Dosłownie się tak czuliśmy. Mieszkańcy wioski położonej przy jaskini żyją bardzo skromnie. Tylko część z nich zarabia na życie dzięki jaskini pracując jako przewodnicy. Pomyślcie sami, że my byliśmy jedynymi poza mieszkańcami, którzy spali w wiosce. Dzieje się tak dlatego, że pojedynczy odwiedzający zostający w wiosce na noc zdarzają się tutaj bardzo rzadko. A szkoda. Bo nie jednemu z nas pobyt choć przez chwile w takim miejscu dobrze robi. Sprawia, że bardziej doceniamy to, co mamy. Z kolei jaskinia Xe Bang Fai niewątpliwie jest wyjątkową ze względu na panującą w niej aurę i naturalność, którą my uwielbiamy. Tak rzadko bowiem obecnie można przebywać w takich miejscach i podziwiać je takimi jakimi je natura stworzyła. Czasami warto dotrzeć na koniec świata, choćby jak w tym przypadku tego laotańskiego.

Share

Zapytacie kim jestem? Przede wszystkim jestem kobietą. Ponadto domatorką z duszą podróżniczki… z kimś …dokądś …w głąb siebie … Życie jest dla mnie ciągłą podróżą. Taką z kimś, dokądś lub w głąb siebie. Kiedyś byłam niepoprawną optymistką, teraz staram się żyć optymistycznie. Kocham życie i wszelkie jego przejawy oraz możliwość doświadczania. Wszystko, co przeżyłam sprawiło, że teraz jestem taką a nie inną sobą. Jestem znającą swoją wartość kobietą, partnerką swojego niezwykłego męża, szczęśliwą siostrą i przyjaciółką oraz spełnioną matką – choć dla niektórych może zabrzmi to nieco niedorzecznie. Najcudowniejsze i magiczne chwile przeżyłam z synkiem i mężem. Najpiękniejsze dla mnie miejsca z niesamowitą aurą to Nepal i Himalaje oraz Laos. Uwielbiam mojego męża, podróże, pyszne jedzenie, gotowanie, książki, filmy, pisanie, biżuteryjne fantazje i fotografowanie, a od niedawno wędkowanie ,,no kill,,. Mam też i inne pasje. Większość z nich dzielę z moim mężem, a niektóre są tylko moje własne.

112 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *