Podróże małe i duże,  Strona główna

Zielona górska kraina, czyli niezwykły północno-zachodni Wietnam …

Północno-zachodni Wietnam jest niezwykły. To zielona, górska kraina, w której poza mieszkańcami rzadko kto przebywa. My podróżowaliśmy przez jej magiczne okolice przez kilka dni i nie spotkaliśmy żadnych osób poza przedstawicielami grup etnicznych zamieszkujących północno-zachodni Wietnam, głównie Hmong i Dao oraz Tay. Nasza wyprawa motocyklowa była niezwykła. Tylko góry, motocykl i my oraz lokalni mieszkańcy. Dla nas ta wyprawa była naturalną kontynuacją cyklu motocyklowych wypraw po północnych rejonach Wietnamu. O poszczególnych trasach pisałam w postach: www.zycieipodroze.pl/2016/11/15/przygoda-motocyklowa-w-magicznych-gorach-cao-bang-i-ha-giang-czyli-zwykle-zycie-jest-niezwykle/, www.zycieipodroze.pl/2016/05/04/niezwykla-trasa-motocyklowa-w-polnocno-wschodnim-wietnamie/ i www.zycieipodroze.pl/2017/05/31/weekend-motocykl-gory-mai-chau/.

 

 

 

 

Nasza wyprawa w rejony północno-zachodniego Wietnamu była magiczna, a nasz motocykl niezawodny. Nawet po trudnych drogach, nierzadko wąskich, kamienistych, gdyż takimi lubimy podróżować, sprawdza się. Zresztą kieruje nim doskonały motocyklista 🙂 Pokonaliśmy prawie 900 kilometrów wśród tej pięknej, zielonej, pokrytej głównie górami okolicy. Nasza trasa wiodła przez cztery północno-zachodnie prowincje Wietnamu, czyli Hoà Bình, Sơn La, Điện Biên i Lai Châu. Rozpoczęła się w Hanoi, a zakończyła w Lào Cai, choć jak dla nas w Lai Châu, gdyż okolice Sapa i Lào Cai to już inny obraz Wietnamu, niż ten, który mogliśmy podziwiać na niezwykłym odcinku od okolic Mai Châu do Lai Châu. Z Lào Cai wróciliśmy do Hanoi pociągiem nocnym i nasz motocykl także. Gdy wysiedliśmy już czekał na nas na peronie 🙂 Pierwszy raz skorzystaliśmy z tej możliwości transportu z naszym motorkiem i troszkę się obawiałam, ale niepotrzebnie.

 

 

 

 

 

 

 

 

Wracając jednak do naszej wyprawy to była ona niesamowita. Trasa wiodła wśród pięknych, wysokich, nawet sięgających 3000 m n.p.m. gór, ale też niższych pasm, lasów, zielonych pól głównie ryżowych i kukurydzianych, rzek, strumyków i potoków górskich oraz wodospadów. Mogliśmy podziwiać przecudną naturę i codzienny tryb życia grup etnicznych zamieszkujących okolice przez które podróżowaliśmy. Każdego dnia zaskakiwani byliśmy kolejnymi cudami. Za każdą przełęczą kryły się kolejne niesamowite widoki zapierające dech w piersiach. A my podążaliśmy naszą drogą, nierzadko kamienistą, nie zważając na to, czy świeci słońce, czy pada deszcz, czy też mgła rozpościera się dookoła nas. A wysoko w górach tak dokładnie było. Słońce, błękitne niebo, deszcz i mgła. Doświadczyliśmy różnego oblicza gór i natury. Podróżowaliśmy drogami, których nawet na mapie google nie było. Z kolei odwrotnie zdarzyło się, że droga była na mapie, a w rzeczywistości jej nie było. Przystawaliśmy jak to my dość często w czasie naszej podróży, aby podziwiać to, co dookoła nas i pobyć z naturą sam na sam.

 

 

 

 

 

Pierwszego dnia pokonaliśmy trasę od Hanoi do Phú Yên. Trasa była przepiękna, a góry i pola doświetlone promieniami słońca zachwycały. Odcinek zaznaczony na mapie na czerwono wiódł po kamieniach, a także przez strumyki zatem zdecydowanie tylko dla bardzo dobrych kierowców umiejących jeździć w terenie, a nie tylko po drogach asfaltowych.

Dla nas była to najpiękniejsza okolica jaką nasze oczy widziały w czasie tej wyprawy, choć było ich tak naprawdę wiele. Zresztą sami zobaczcie poniższe zdjęcia, które zachwycają. Ten niesamowity dzień pełen wrażeń, jazdy po kamieniach wąską dróżką i w otoczeniu pięknej, zielonej krainy zakończyliśmy pyszną kolacją i nowymi znajomościami, jak to często bywa w naszych podróżach.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Drugiego dnia pokonaliśmy długi odcinek trasy wiodącej przez zielone okolice i dotarliśmy do Mường Lay. Było pięknie i zielono, jak każdego dnia wyprawy, a słoneczko prawie cały dzień nam towarzyszyło, choć  bez jazdy w deszczu się nie obyło. Spotkaliśmy wielu interesujących ludzi w ich codziennym, niezwykłym, jak dla nas, życiu.

To był dobry, długi dzień pełen pięknej przyrody i spotkań z mieszkańcami, którzy cieszyli się na nasz widok, po którym spaliśmy głębokim snem.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Kolejnego, już trzeciego, dnia naszej wyprawy dojechaliśmy do Lai Châu. Trasa wiodła przez wysokie góry. Jechaliśmy w słońcu, jak i w chmurach oraz w towarzystwie deszczyku. Tego dnia pierwszy raz zawiodła nas mapa google. Pokazywała drogę, której nie było – fragment zaznaczony na czerwono na mapie, a z kolei tą którą jechaliśmy na niej nie umieszczono. Ponadto nie są pozaznaczane na niej jeziora tam się znajdujące, zresztą bardzo piękne.

Zielony odcinek drogi był po prostu magiczny, a do tego nielicznie zamieszkały. Widać było pojedyncze domy, a czasami wioski, w których domy usytuowane były obok siebie. Tak, jak każdego dnia towarzyszyły nam niesamowite góry, rzeki, potoki, strumyki, wodospady, jeziora i piękne, zielone pola oraz obraz codziennego, niezwykłego, choć prostego życia mieszkańców z grup etnicznych zamieszkujących te tereny. To był wspaniały dzień, a część trasy zaznaczona na zielona na długo pozostanie w naszej pamięci.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Czwarty dzień naszej wprawy, jak dla nas najmniej emocjonujący, już tak nie zachwycił. Wjechaliśmy bowiem w okolice Sapa i Lào Cai.

Po tym, co widzieliśmy w poprzednich dniach tutaj poza wodospadami i wjazdem kolejką na Fansipan, najwyższą górę Wietnamu, a nawet całych Indochin, nie było już nic zaskakującego. Ten region jest bardzo zatłoczony, są tutaj tłumy turystów i komercja typowa dla miejsc przez nich odwiedzanych. Można zobaczyć piękne pola tarasowe, wysokie góry, ale już w innej atmosferze. Tutaj nie doświadczymy spokoju, ciszy i bycia samemu, tak jak to miało miejsce w minionych dniach w czasie naszej wyprawy.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Owszem rekomenduję tutaj przyjechać, gdy ktoś nie podróżuje swoim środkiem transportu i nie ma możliwości zobaczyć innych pięknych północno-zachodnich okolic Wietnamu, gdyż połączenia z Hanoi są bardzo dobre. Zarówno drogowe, jak i kolejowe. Sama polecam to osobom, które nas odwiedzają, gdyż okolice Sapa i Lào Cai są interesujące z punktu widzenia osoby, która odwiedza pierwszy raz Wietnam. Pisałam już o nich w poście www.zycieipodroze.pl/2016/03/02/motorkiem-przez-sa-pa-i-lao-cai/ więc dziś już nie będę się rozpisywać. Z kolei o Fanzipan i kolejce, którą można na tę niezwykłą górę wjechać napiszę w innym poście.

 

 

 

 

Nasza kolejna motocyklowa wyprawa po północnych bezdrożach Wietnamu dobiegła końca. Była pełna przygód, przeżyć, emocji i spotkań z bardzo miłymi ludźmi cieszącymi się również ze spotkania z nami.  Towarzyszyły jej niezwykłe widoki, magiczne góry i piękna przyroda wokół. I jak tutaj nie kochać podróżowania, gdy wokół tyle do zobaczenia i przeżycia.

 

Share

Zapytacie kim jestem? Przede wszystkim jestem kobietą. Ponadto domatorką z duszą podróżniczki… z kimś …dokądś …w głąb siebie … Życie jest dla mnie ciągłą podróżą. Taką z kimś, dokądś lub w głąb siebie. Kiedyś byłam niepoprawną optymistką, teraz staram się żyć optymistycznie. Kocham życie i wszelkie jego przejawy oraz możliwość doświadczania. Wszystko, co przeżyłam sprawiło, że teraz jestem taką a nie inną sobą. Jestem znającą swoją wartość kobietą, partnerką swojego niezwykłego męża, szczęśliwą siostrą i przyjaciółką oraz spełnioną matką – choć dla niektórych może zabrzmi to nieco niedorzecznie. Najcudowniejsze i magiczne chwile przeżyłam z synkiem i mężem. Najpiękniejsze dla mnie miejsca z niesamowitą aurą to Nepal i Himalaje oraz Laos. Uwielbiam mojego męża, podróże, pyszne jedzenie, gotowanie, książki, filmy, pisanie, biżuteryjne fantazje i fotografowanie, a od niedawno wędkowanie ,,no kill,,. Mam też i inne pasje. Większość z nich dzielę z moim mężem, a niektóre są tylko moje własne.

44 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *