Pasztet z białego zająca …

 

Tak to już jest, że nasze sprawy często wiażą się z jakimiś historiami. Tym razem jeśli chodzi o kulinaria, a dokładniej pisząc pasztet z białego zająca, również tak było. Pewnego zimowego dnia wróciliśmy z pracy i pod drzwiami znaleźliśmy prezent. Można rzec niebanalny. Otrzymujemy stosunkowo mało podarunków, więc ten tym bardziej nas zaskoczył. A o czym, czy też raczej o kim mowa? Otóż prezentem okazał się zając i to w dodatku w zimowej barwie, czyli cały biały. Leżał taki cały calusieńki na podeście przed drzwiami na śniegu. Znajomy postanowił nam zrobić taką niespodziankę. 😉

 

 

Cóż było począć. Zdecydowaliśmy, że skoro już jest to zrobimy z niego pasztet. Jednak, żeby to można było zrobić trzeba było najpierw coś zrobić z jego pięknym futerkiem. Zatem kolejnym krokiem było tradycyjne skórowanie naszego prezentu. A nie zdziwię chyba nikogo, że mieliśmy to zrobić pierwszy raz. Mój Kochany zabrał się do tego w iście profesjonalny sposób i zrobił to tak, jakby to była już rutyna, a nie działanie nowicjusza. Naciął skóre po wewnętrznej stronie tylnych skoków. A następnie stopniowo ją ściągał, aż doszedł do głowy naszego białego zająca.

 

 

 

 

 

 

Nasz zając już nie w barwach zimowych, był gotowy, aby dalej się nim zająć. Zabraliśmy go z kantorka do domu i opracowaliśmy plan na to, aby powstał z niego pyszny pasztet.

 

Pasztet z białego zająca

 

Zająca polarnego 😊 czyli w barwach zimowych gotujemy aż do miękkości. Dodajemy 1 kg karkówki i na późniejszym etapie 40 dkg słoniny, albo tłustego boczku wcześniej podsmażonego na patelni razem z cebulką. W naszym wywarze nie może zabraknąć warzyw zatem pora sięgnąć po marchewkę, seler, pietruszkę i przyprawy. U nas trafiają do garnka różne kolory ziarenek pieprzu, ziele angielskie, liść laurowy, cynamon w laskach, goździki, jałowiec, kurkuma w ziarenkach, gwiazdki anyżku, chili w całości i oczywiście sól. W kolejnym kroku dodajemy grzybki, które wcześniej zostały zalane wrzątkiem. Wszystko razem gotujemy na wolnym ogniu. Aż niewiarygodne jak to wyjątkwo pachnie. Aromat roznosi się po całym domu.

 

 

 

 

Skoro wszystko się już ugotowało i pachnie wyjątkowo to pora przystąpić do przygotowania masy pasztetowej. Prasujemy czosnek, moczymy dwie bułki w naszym aromatycznym wywarze z białego zająca, karkówki, boczku i warzyw. Szykujemy jaja. U nas początkowo  8 sztuk. Dodajemy też jeden sekretny składnik. 😉 Następnie przechodzimy do mielenia i ewentualnego doprawiania. My mielimy naszego białego zająca i inne składnieki trzykrotnie. Na koniec postanawiamy dodać jeszcze 4 jajka, aby konsystencja była taka jak należy. Wszystko razem mieszamy i powstaje pasztet, a właściwie masa gotowa, aby ją przełożyć do foremek.

 

 

 

 

 

 

Naszą masę pasztetową przekładamy do wielu foremek. Do niektórych dodajemy niespodzianki, czyli śliwkę suszoną i żurawinę. Co do foremek to lepiej więcej, ale mniejszych. Na pasztety kładziemy jeszcze po odrobinie smalczyku ze skwarkami, bo akurat taki jest pod ręką. Po czym umieszczamy foremki z naszym pasztetem z białego zająca w piekarniku nagrzanym do 180 stopni. Pieczemy jedną godzinę. Jakież jest nasze podekscytowanie, gdy już gotowy pasztet z białego zająca, prezentu nietuzinkowego, opuszcza piekarnik. Po wyciągnięcie wiemy, że się wszystko doskonale udało i będzie przepyszny.

 

 

 

 

 

 

Pasztet z białego zająca, prezentu nietypowego, okazał się strzałem w dziesiątkę. Z domowym pieczywem smakował jak najlepsze i to wyrafinowane danie. Palce lizać. A historia, która mu towarzyszyła pokazała, że na nowe doświadczenia nigdy nie jest za późno. 😊

 

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *