Nasze…polskie…

Wczorajszy recital polskiego artysty Voytka Proniewicza, muzyka, skrzypka, na którym mieliśmy zaszczyt gościć, skłonił mnie do przemyśleń. Dotyczą one tego, co odczuwamy mieszkając poza granicami naszego kraju spotykając się z naszą narodową kulturą, sztuką, tradycją, czy produktami pochodzącymi z Polski.

 

Zwróciłam uwagę, że odkąd mieszkam poza Polską, a to już siódmy rok, doceniam w sposób szczególny wszystko to, co kojarzy mi się z naszym krajem. Zarówno mieszkając wcześniej w Katarze, jak i teraz w Wietnamie uwielbiam stykać się ze wszystkim co polskie. Czy są to spotkania z Polonią, czy też kibicowanie naszym sportowcom, a może koncerty, recitale, wystawy i inne imprezy masowe, czy też kameralne z udziałem Polaków, mam ogromną ochotę wziąć w nich udział.

 

 

Czekam niekiedy z niecierpliwością. Poprzez udział w nich czuję się niezwykle.  Jest to dla mnie jak uniesienie, powiew przyjemnego wiatru z kraju, który zawsze jest i będzie moją ojczyzną. Czuję się w takich sytuacjach wyjątkowo, otoczona aurą, która przypomina mi to, co najlepsze. Doceniam w sposób szczególny każdy polski akcent. Gdy mieszkałam w Polsce tak niekiedy nie było. Może dlatego, że wszystko było na wyciągnięcie ręki. A teraz wszelkie informacje typu: odbędzie się turniej sportowy z udziałem polskiej drużyny, zagra polski zawodnik, tak jak to miało miejsce w Katarze niejednokrotnie, wystąpi polski artysta… itp. powodują, że czuję się zachwycona. Niejednokrotnie emocje graniczą z euforią. Nawet wówczas, gdy znajdę w sklepie coś pochodzącego z Polski to od razu pojawia się uśmiech na mojej twarzy. I w takich sytuacjach raczej przesądzone jest, że dokonam zakupu. Tak jak to było niedawno, gdy ujrzałam na półce pobliskiego supermarketu śliwki w czekoladzie, ciasteczka, czy innym razem płyn do kąpieli …

 

 

Trzeba zaznaczyć, że tutaj w Wietnamie polskie produkty nie są tak popularne jak w Europie. Ponoć niedługo mają pojawić się polskie jabłka 🙂 W Katarze były jabłka, słodycze, woda z Polski 🙂 Wówczas, gdy jakaś restauracja oferuje dania z polski, albo zbliżone np.: czeskie, z przyjemnością odwiedzam z moim mężem takie miejsca. Tak jak tutaj w Hanoi, gdzie ma swoją lokalizację miejsce o nazwie Pyza 🙂 Tak, tak właśnie Pyza. Pisząc to narobiłam sobie ochoty, aby ją odwiedzić. Może dzisiaj ? 🙂 Brzmi bardzo polsko i swojsko, nieprawdaż Drogi Czytelniku 🙂 i oferuje dania wywodzące się z naszego kraju. Można skosztować chlebka domowej roboty ze smalczykiem i ogórkiem, spróbować żurku, kapuśniaku, czy zupy pomidorowej, czy też zjeść bigos, golonkę, kotleta schabowego, mielonego, pierogi, pyzy i wędliny domowe. A wszystko zakończyć deserem w postaci szarlotki, czy naleśnika lub nalewką domowej roboty, a trunki są do wyboru : żubrówka, miodówka, cynamonówka i orzechówka.

 

 

Same pyszności, tak jak w domu. Menu też w języku polskim. To miejsce cieszy mnie bardzo. Czuję się jakbym była w dobrej polskiej karczmie. Choć jedzenie w Wietnamie jest bardzo dobre, niektóre potrawy to wręcz rarytasy najsmaczniejsze jakie jadłam, wszystko w większości świeżo przyrządzane, to czasami mam ochotę odwiedzić taką Pyzę lub zrobić domowy biały ser, czy ugotować sobie wspólnie z mężem, co uwielbiamy robić, pyszną polską potrawę.

 

 

 

Podsumowanie może być tylko jedno. Żyjąc za granicą dłuższy czas doceniamy, darzymy sentymentem i uwielbiamy to, co polskie, nasze rodzime, chwytające za nasze serca, wzruszające. Nie raz pojawia się łezka w oku. Kiedy żyjemy w kraju to wiele rzeczy i wydarzeń wydaje nam się zwyczajnych, może i banalnych. Może dlatego, że mamy je na wyciągnięcie ręki …?

Życzę Wam wszystkim Drodzy Czytelnicy pięknego weekendu spędzonego w sposób jaki Was relaksuje i sprawia Wam przyjemność 🙂

Zapytacie kim jestem? Przede wszystkim jestem kobietą. Ponadto domatorką z duszą podróżniczki… z kimś …dokądś …w głąb siebie … Życie jest dla mnie ciągłą podróżą. Taką z kimś, dokądś lub w głąb siebie. Kiedyś byłam niepoprawną optymistką, teraz staram się żyć optymistycznie. Kocham życie i wszelkie jego przejawy oraz możliwość doświadczania. Wszystko, co przeżyłam sprawiło, że teraz jestem taką a nie inną sobą. Jestem znającą swoją wartość kobietą, partnerką swojego niezwykłego męża, szczęśliwą siostrą i przyjaciółką oraz spełnioną matką – choć dla niektórych może zabrzmi to nieco niedorzecznie. Najcudowniejsze i magiczne chwile przeżyłam z synkiem i mężem. Najpiękniejsze dla mnie miejsca z niesamowitą aurą to Nepal i Himalaje oraz Laos. Uwielbiam mojego męża, podróże, pyszne jedzenie, gotowanie, książki, filmy, pisanie, biżuteryjne fantazje i fotografowanie, a od niedawno wędkowanie ,,no kill,,. Mam też i inne pasje. Większość z nich dzielę z moim mężem, a niektóre są tylko moje własne.

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *