Paź 15

Kto żyje w sercu nie umiera …

Kto żyje w sercu nie umiera … nie umiera nigdy … jest w sercu kochających osób, wspomnieniach i duchowo z najbliższymi wciąż niezależnie od upływającego czasu …

 

 

 

 

Syneczku Nasz Ukochany, Adasiu Najdroższy, dziś mija 5 lat … długich lat bez Ciebie nasz Aniołku, bez Ciebie w ziemskim wymiarze. Wiemy, że Jesteś, że Jesteś wciąż z nami, choć fizycznie nie możemy Cię dotknąć, przytulić, ucałować … Adasiu Najdroższy, Najmądrzejszy i Najwspanialszy Syneczku Jesteś w sercu każdego z nas Twoich rodziców, a kto żyje w sercu nie umiera. Jesteś i czuwasz Adasiu nad nami Twoimi trochę szalonymi rodzicami. A my, cóż, my mamy wciąż nasze wspomnienia.

 

,, … wszystko, co przeżyliśmy na zawsze w nas pozostaje.

Nigdy nie wiadomo kiedy coś przypomni o sobie potęgując aktualne doznania

tak dobre, jak i złe.

Chcąc, nie chcąc jesteśmy kolekcjonerami chwil … ,,

                                                                                                               Renata L. Górska ,, Za plecami anioła ,,

 

 

 

 

 

Wspomnienia to ktoś pozostający z nami, gdy już odszedł, a my wciąż nosimy w sobie pamięć o nim i mamy potrzebę, aby przywracać w myślach i sercu, wyobraźni wspólne chwile i czas spędzony razem, każdy uśmiech, słowa, czy gesty. To takie coś, co może już mięło, może nawet dawno, ale dla nas było i jest ważne. Rzadko kiedy przecież wraca się do czegoś, co nieistotne i nie mające większego znaczenia dla nas. Każda chwila, każdy moment naszego wspólnego życia w ziemskim wymiarze był bezcenny i jakże cenne są teraz te wspomnienia.

,, Wspomnienia żyją dopóty, dopóki do nich wracamy.

A rozkwitają tym wspanialej, im więcej serca wkładamy w ich pielęgnowanie. ,,

                                                                                                                                           Ewa Glińska

 

 

 

 

 

Wspomnienia, choć nie wrócą nam Ciebie Syneczku Najdroższy, są dla nas bardzo cenne. Ja Twoja mama Adasiu piszę do Ciebie, bo wiem, że jesteś wciąż z nami, ze mną i z tatą. To właśnie z Tobą przeżyliśmy wiele niezwykłych chwil, momentów, które pozostaną z nami na zawsze. Przenikają nasze serce i dusze. I prawdą jest, że kto żyje w sercu nie umiera.

 

 

 

 

Adasiu, Syneczku Najdroższy, my mamy nasze wspomnienia i Ciebie Aniołka prywatnego, który jest wciąż z nami. I choć minęło już 5 lat, gdy Ciebie tu nie ma to paradoks jest taki, że Ty przecież Jesteś, choć nie fizycznie, ale duchowo i zawsze w naszych sercach, bo kto żyje w sercu nie umiera.

                                                                                                                                                        Twoi rodzice

Paź 11

Top of Hanoi – najwyżej położony bar w Wietnamie …

Top of Hanoi to najwyżej położony bar w Wietnamie. Bynajmniej tak jest obecnie. Top of Hanoi znajduje się na dachu obiektu Lotte, czyli powyżej 65 piętra. W Hanoi, a póki co i w całym Wietnamie, jest tylko jeden wyższy budynek.

 

 

Jako ciekawostkę dodam, że obecnie najwyższym budynkiem w Hanoi, ale też i na ten moment w Wietnamie, jest Keangnam Hanoi Landmark Tower. Budynek jest doskonałym punktem orientacyjnym o wysokości 336 metrów. Posiada 72 kondygnacje. Tuż za nim plasuje się Lotte, w którym znajduje się Top of Hanoi, czyli najwyżej położony w Wietnamie bar. Kolejnym pod względem wysokości budynkiem w Wietnamie jest wieża Bitexco. Ma 262,5 metra oraz 68 kondygnacji i góruje nad całym Ho Chi Minh. Kształt lotosu, czyli symbol Wietnamu, niewątpliwie czyni ją wyjątkową pod względem wizualnym. Ponoć straci tron dla punktu orientacyjnego Vincom 81, który finalnie ma mieć 461 metrów. Zresztą nie tylko ona.

 

 

Wracając do Top of Hanoi i budynku Lotte warto podkreślić, że na ten czas to tutaj można zjeść i wypić drinka najwyżej jak tylko można w stolicy Wietnamu, jak i całym kraju. Wieża mierzy 267 metrów. Jest to kompleks składający się z centrum handlowego, biur, hotelu i apartamentów. Posiada 65 pięter i 5 piwnic. A na jego dachu umiejscowiono Top of Hanoi.

 

 

Aby dotrzeć do najwyżej położonego baru w Hanoi trzeba wykorzystać w tym celu dwie windy, które nas zawiozą do tego niewątpliwie wyjątkowego miejsca. Pierwsza z nich, zresztą jest ich kilka, dojeżdża do 65 piętra. Druga jest tylko jedna i stanowi przedostatni etap, gdyż ostatnim jest rodzaj intrygującego najazdu, po przejściu którego naszym oczom ukazują się niezwykłe obrazy.

 

 

Top of Hanoi to spektakularne widoki. Obraz miasta z dachu budynku Lotte jest magiczny. Top of Hanoi umożliwia podziwianie okolicy z niezwykłej i  jedynej takiej miejscówki w stolicy Wietnamu. Panoramiczny, 360 stopniowy, widok jest niesamowity i dostarcza wielu emocji.

 

 

Top of Hanoi, jak i cały budynek Lotte są symbolem miasta i doskonałym punktem orientacyjnym. Najwyżej położony bar na świeżym powietrzu z nowoczesną kuchnią  i widok, który się z niego rozpościera przyciąga wielu chętnych, którzy chcą tutaj być. Wnętrze jest czyste, luksusowe, czym zachęca, aby się w nim zatrzymać na kilka chwil.

 

 

Top of Hanoi jest romantycznym i stylowym kącikiem. To nowoczesne i z nietuzinową atmosferą miejsce, w którym warto być choć jeden raz. Jednorazowo mieści około 165 osób gwarantując doskonały odpoczynek po całym, zwłaszcza upalnym, dniu. Można siedzieć zarówno na krzesłach barowych, jak i fotelach o nowoczesnym designie racząc się doskonałymi drinkami, czy też kosztując smacznej kuchni bistro. A to wszystko przy dźwiękach muzyki dopasowanej do klimatu Top of Hanoi.

 

 

Jednakże to, co najistotniejsze to widok. Możemy podziwiać z Top of Hanoi całe miasto i okolice, a trzeba przyznać, że zwłaszcza wieczorową porą, prezentują się niezwykle. W blasku świateł wszystko wygląda magicznie i wyjątkowo. Towarzyszy temu niezwykła aura, której możemy doświadczyć tylko tutaj. Jeśli lubisz wysokość, widoki miasta zapierające dach w piersiach i odrobinę luksusu to miejsce dla Ciebie. Top of Hanoi warto uwzględnić w swoim kalendarzu, gdy planuje się zwiedzanie stolicy Wietnamu.

Paź 09

Krótka historia początku pewnej znajomości i czereśnie …

Krótka historia początku pewnej znajomości … zaczęła się zapewne podobnie do nie jednej na świecie, ale czy potoczyła się tak, jak te pozostałe? 🙂

Poznała go zaledwie wczoraj. Czym ją urzekł sama nie wiedziała. Byli tacy młodzi, spontaniczni i otwarci. Zgodziła się na spotkanie i tak zaczęła się historia pewnej znajomości … Umówiła się z nim tak, jak z kolegą, ale on nigdy chyba nim nie był. Od samego początku był kimś więcej.

Nie mogła się doczekać na to spotkanie. Kiedy domofon zadzwonił jej serce biło jak oszalałe i rumieńce pojawiły się na policzkach. Po paru chwilach ujrzała go w drzwiach. Był ubrany w biały podkoszulek, który podkreślał jego letnią opaleniznę, a w dłoniach trzymał dwa kosze czereśni. Była nieco zaskoczona, a nawet bardzo zdziwiona. Wówczas on podszedł do niej, ucałował w policzek mówiąc witaj, a następnie udał się z koszykami do jej matki, która właśnie wyszła z pokoju. Powiedział, wręczając kobiecie czereśnie:

– Dzień dobry. Nazywam się … … i od dziś będę się spotykał z Pani córką.

Zaskoczona kobieta przywitała się i przyjęła prezent uśmiechając się delikatnie. W oddali z innego pokoju dobiegł śmiech młodszego rodzeństwa. Takiej sceny ten dom jeszcze nie widział. A oni zakochani w sobie chyba od pierwszej chwili, choć może jeszcze nie rozumiejący co się z nimi dzieje, usiedli przy drewnianym stoliku w jej pokoju oddając się pierwszej rozmowie w cztery oczy. Mieli ku temu dopiero pierwszą sposobność, gdyż dzień wcześniej, gdy się poznali, byli w gronie przyjaciół.

Ponieważ był to długi, letni, czerwcowy wieczór udali się na spacer bo pobliskiego lasku. Słońce zmierzało już ku zachodowi pięknie oświetlając drogę. Chwycił ją za rękę i szli tak, otoczeni piękną przyrodą i szumem drzew, a to opowiadając o sobie, a to milcząc, nie wiedząc, co przyniesie los. A życie, a życie pokazało, że miał ją tak trzymać za rękę wciąż i wciąż pomimo różnych doświadczeń … a rozpoczęła to krótka historia pewnej znajomości …

A co istotne z tego, co mi wiadomo 🙂 nadal ją trzyma za rękę, choć minęło ćwierć wieku … i cóż nadal oboje lubią czereśnie …

Ot taka krótka historia pewnej znajomości …

Paź 04

Moon Cake, czyli niezwykłe ciastka księżycowe …

Moon Cake, czyli niezwykłe ciastka księżycowe są wszędzie dookoła nas i to dosłownie. W Wietnamie Festiwal Księżycowy trwa. Możecie o nim przeczytać we wpisie www.zycieipodroze.pl/2016/09/16/festiwal-ksiezycowy-w-wietnamskim-wydaniu/. A dziś słów kilka o ciastkach, które królują w tym czasie na wietnamskich ulicach i w domach mieszkańców.

 

 

 

Moon Cake to tradycyjne ciastka wywodzące się z Chin. Symbolizują one Księżyc i Rodzinę. W Wietnamie znane są jako Banh Trung Thu, co dosłownie oznacza ciastko połowy jesieni. Wiąże się ściśle z Festiwalem Księżycowym, czyli Świętem Środka Jesieni. Wietnamczycy obdarowują się nimi i to zarówno w rodzinach, jak i miedzy współpracownikami, znajomymi, czy przyjaciółmi. Firmy wręczają swoim pracownikom prezenty składające się z pięknych zestawów zawierających ciastka księżycowe. Jest to prezent ofiarowany ,,na szczęście,,.

 

 

Wietnamskie Moon Cake mają na ogół okrągły kształt przypominający księżyc, choć spotyka się ich różne czasem zaskakujące wariacje. Są dość duże. Ich średnica wynosi około ośmiu centymetrów, a grubość około czterech. Trafiają się też zarówno większe, jak i mniejsze. Można spotkać dwa rodzaje Moon Cake. Pierwsze, typowo azjatyckie i drugie bardziej związane z Wietnamem, dla niego charakterystyczne, powstające z lepkiego ryżu jako jednego ze składników. Na wierzchu Moon Cake są ozdobione symbolami najczęściej oznaczającymi harmonię i długowieczność.

 

 

Nadzienie w Moon Cake może nas niejednokrotnie zaskoczyć. Możemy bowiem znaleźć w środku ciastka suszoną kiełbasę, pieczonego kurczaka i wołowinę, owoce morza, solone żółtko jajka, nasiona lotosu, arbuza, czerwoną fasolę, kokos, sezam, orzechy, kandyzowane owoce, czy też rodzaj marmolady lub dżemu.

 

 

Banh Nuong, czyli Moon Cake typowy dla krajów azjatyckich, przygotowywany jest z mąki pszennej, oleju i słodkiego syropu. Do tak przygotowanego ciasta dodaje się nadzienie po czym piecze w odpowiedni sposób zapobiegający przesuszeniu. W związku z tym Moon Cake są często w czasie obróbki obracane. Drugi rodzaj Moon Cake, które możemy spotkać w Wietnamie, to Banh Deo. Zarówno warstwa wierzchnia składająca się z kleistego ryżu, czy też mąki ryżowej, wody z pomelo i słodkiego syropu czasami z innymi dodatkami, jak i nadzienie wewnętrzne są gotowane. W Wietnamie można właśnie spotkać oby dwie formy Moon Cake. Zarówno pieczoną, jak i gotowaną z przewagą jednak zdecydowanie tej pierwszej. Niezależnie od rodzaju ciastka księżycowe są bardzo kaloryczne. Jedno potrafi zawierać 1000 kilokalorii.

 

 

To, że Moon Cake królują na wietnamskich ulicach przed i w czasie Festiwalu Księżycowego nie oznacza, że wszyscy je jedzą w niesamowitych ilościach. Te, które widzimy na straganach, pięknie opakowane i udekorowane służą głównie jako podarunki. I choć ich smaków jest bardzo dużo niektórzy nie przepadają za nimi. Dzieci z kolei preferują ich słodkie wersje. Są jednak tradycją i nierozerwalnie wiążą się ze Świętem Środka Jesieni.

 

 

Osobiście popróbowałam różne rodzaje Moon Cake i trudno mi zdecydować, czy któreś z nich są moimi ulubionymi. Na pewno zaskoczyło mnie, gdy po raz pierwszy w środku ciastka zobaczyłam słone żółtko jajka, które ze słodkim otoczeniem smakowało dziwnie. Najbardziej przypadły mi do gustu te z nadzieniem nasion lotosu. Lubię też te z dodatkiem sezamu, czy orzeszków. Może dlatego, że lubię go jako składnik deserów. Jedno jest pewne, że ciastka księżycowe wyglądają niezwykle, ale do moich ulubionych przysmaków nie należą. Każdego zachęcam jednak do spróbowania i wyrażenia własnej opinii 🙂

Wrz 29

Wschody i zachody słońca, czyli nadzieja na dziś, na teraz, na jutro …

Wschody i zachody słońca to nadzieja na dziś, na teraz, na jutro. Są obietnicą tego, co nadchodzi. Towarzyszą jej różne emocje, czy też przemyślenia. Większość z nas podziwia je jako zjawisko wizualne, ale mają one dużo większe znaczenie.

Każdy wschód słońca przynosi nowy dzień, nadchodzące możliwości i czas, który możemy wykorzystać na realizację tego, co chcemy lub mamy do zrobienia. Wraz z zachodem słońca nadchodzi koniec dnia, ale i pojawia się nadzieja na dobre jutro lub jej brak.

 

 

Wschody i zachody słońca są wyjątkowym, choć codziennym zjawiskiem. Ich czas i miejsce są zmienne. Dochodzi do nich o różnej porze w każdej krainie na świecie. Miejsce i czas zależą od pór roku, równoleżników i południków. Łączy je horyzont. Słońce wschodząc wyłania się nad nim, a zachodząc chowa i znajduje się pod nim. Mówi się, że wschodzi ono na wschodzie, a zachodzi na zachodzie. Tak jest jednak tylko dwa razy w roku, a dokładnie 21 marca i 23 września. Poza tymi dniami miejsce wschodu i zachodu słońca ulega przesunięciu.

 

 

Wschody i zachody słońca już od wieków mają znaczenie symboliczne, które wraz z rozwojem technologii się nieco zaciera. Przykłady można byłoby mnożyć. Mieszkając w Wietnamie często mam możliwość obserwować, jak ludzie zwłaszcza żyjący poza miastami, dostosowują rytm dnia i poszczególnych czynności do pory dnia i wschodzącego, czy zachodzącego słońca. Praca na polach ryżowych, czy kukurydzianych zaczyna się o wschodzie słońca, a kończy o zachodzie. Nawet zwierzęta wiedzą, że przed zmrokiem trzeba wrócić do domu. Z kolei dostawcy mięs, owoców i warzyw tuż przed świtem ruszają ze świeżą dostawą, aby o brzasku dojechać do odbiorców, czy też na bazary. Często mamy przyjemność obserwować to niezwykłe codzienne życie podróżując motocyklem i przemierzając niezwykłe wietnamskie krainy.

„Już też i słońce wschodzi, krwawo się czerwieni,

Brzegiem tępym, jak gdyby odartym z promieni,

Na wpół widne, na poły w czerni chmur się chowa,

Jak rozżarzona w węglach kowalskich podkowa.”

Adam Mickiewicz „Pan Tadeusz”

 

„Słońce spuściło głowę, obłok zasunęło

I raz ciepłym powiewem westchnąwszy usnęło.”

Adam Mickiewicz „Pan Tadeusz”

Również w literaturze odnajdujemy symbolikę wschodów i zachodów słońca. Znakomitym przykładem są odniesienia do nich w „Panu Tadeuszu” Adama Mickiewicza, nie bez przyczyny będącego epopeją narodową. W tym dziele epickim wschody i zachody słońca mają istotne znaczenie symboliczne. To rodzaj zegara według którego odbywają się prace w polu, życie w domach i poza nim. Przykładów takich można szukać i w innych utworach mniej lub bardziej znanych. Są one dowodem na to, że wschody i zachody słońca maja ogromne znaczenie, są częścią życia każdego człowieka niezależnie od tego gdzie się znajduje. Na ogół widzimy jeden wschód i zachód słońca każdego dnia, ale będąc w podróży możemy być szczęściarzami i obserwować je dwa, czy trzy razy, zwłaszcza przemieszczając się samolotem w podniebnych przestworzach.

 

„Otwierały się nowe Niewiarygodne Możliwości,

nastawał nowy dzień,

w którym wszystko może się zdarzyć, jeśli tylko ktoś nie ma nic przeciwko temu.”

Tove Jansson

,,Pamietniki Tatusia Muminka,,

„Zachody słońca są dowodem na to, że cokolwiek się zdarzy,

każdy dzień może zakończyć się pięknie”
Kristen Butler

Wschód słońca jest niezwykły. Zapewne część ludzi nie przywiązuje do niego znaczenia lub nie zwraca uwagi na to, że za chwile wstanie nowy dzień. Ja zawsze wyczekuję na niego, a zwłaszcza gdy jesteśmy w podróży, bądź siedzimy nad wodą wędkując, mogę podziwiać jego niezwykłość i urok. O brzasku dnia rozpoczyna się nowy dzień, początek tu i teraz. Często towarzyszy mu nadzieja i wyczekiwanie. Wschód słońca jest obietnicą o poranku, którą zweryfikujemy, gdy słońce zajdzie. Nawet w biznesie porównuje się powodzenie do słońca mówiąc, że okazje są jak wschody słońca. Osobiście cieszę się na każdy nowy dzień, każdy dzień który jest mi dane przeżyć. Uwielbiam wschody słońca także pod względem wizualnym. Czyż nie jest magiczną łuna, która pojawia się, gdy słońce za chwilę ukaże się naszym oczom ? W pogodny dzień widzimy, jak pięknie barwi ono niebo, które mieni się różnymi kolorami. Efekt czasami jest wręcz zaskakujący. To co widzimy to jedno, a co czujemy to co innego. Niewątpliwie wschód słońca przynosi nowy dzień, może początek czegoś niezwykłego, obietnicę i nadzieję. Czując, że tak jest jesteśmy szczęśliwsi, a na życiowych zakrętach starajmy się wierzyć, że i ,,nasz wschód słońca,, nadejdzie.

 

 

Zachody słońca są uznawane za bardziej magiczne, częściej fotografowane i nawet w literaturze chętniej opisywane. Ja nie będę ich porównywać ze wschodami słońca, bo na mnie i jedne, i drugie robią wrażenie oraz wiążą się z obietnicą. W każdym zakątku świata zachód słońca wygląda inaczej. Jest inny nad morzem i odmienny w górach. Inaczej wygląda pośród budynków miast, a jakże bardziej różnorodnie pośród pól, łąk, jezior i rzek. Zachwycamy się jego kolorami, gdy podąża w stronę horyzontu, aby już za chwilę schować się za niego. Są to momenty wyjątkowe i niepowtarzalne, bo nie ma dwóch takich samych zachodów słońca. Wraz z zachodami słońca kończą się wydarzenia danego dnia, radości i smutki. Nadchodzi czas odpoczynku, wyciszenia, dobrych myśli, ale też może i obaw. Każdy z nas indywidualnie je odbiera i traktuje. Niewątpliwie są one zwiastunem nowego dnia, początku, szansy i nadziei. Zachód słońca jest obietnicą tego, co nastąpi, a jednocześnie momentem, w którym możemy odrzucić wszelkie zmartwienia minionego dnia. Może one jutro powrócą, a może nowy dzień nas zaskoczy i odmieni nasz los, myśli, naszą sytuację i zapomnimy o nich? Kto wie.

Ja osobiście wierzę w prawdziwość tezy postawionej na początku tego tekst, że wschody i zachody słońca to nadzieja na dziś, na teraz, na jutro. Każdy wschód i zachód słońca może być magiczny, barwny i niezwykły tak, jak i każdy dzień może być dobry, wartościowy, pozytywnie zaskakujący, bądź pełen nadziei.

Wrz 26

Jakiego koloru jest kraj w którym mieszkam? …

Jakiego koloru jest kraj, w którym mieszkasz? – oto jest pytanie. Sami odpowiedzcie czy łatwo jednoznacznie odpowiedzieć na nie.

 

 

Pomysł, aby napisać o tym jakiego koloru jest Wietnam, w którym mieszkam od ponad dwóch lat, nie jest tak całkowicie mój. Do tego, aby powstał ten post zainspirowała mnie autorka  bloga bookendorfina.blogspot.com/. Izabela jest doskonałą recenzentką książek i potrafi zadawać pytania zmuszające nas do przemyślenia. Tym razem zapytała mnie:

– Jakbyś miała wskazać jeden wiodący kolor, to jaki najlepiej oddałby ducha tego kraju?

Moja odpowiedź brzmiała:

– Zielony 🙂

 

” Bo ja pan, bo ja król,

Wśród zielonych niw i pól ! „

Edmund Wasilewski ”Krakowiak”

Na pytanie  jakiego koloru jest kraj w którym mieszkam odpowiadam, że zielonego. Ta wyjątkowa barwa i jej przeróżne odcienie kojarzą mi się z Wietnamem. Wcale nie czerwony, czy żółty, czyli kolory flagi narodowej, ale właśnie ta jedna z najcudowniejszych i jednocześnie naturalnych barw. Wietnam ma kolor zielony. Jest to kraina pełna jego odcieni. Czasami, gdy docieramy do zakamarków, gdzie nikt, lub rzadko kiedy ktoś bywa, mam wrażenie , że jestem w krainie, jak ze snu. Raczej, z małymi wyjątkami, nie lubię za bardzo wietnamskich miast, ale każda chwila spędzona poza nimi to już inna bajka. Uwielbiam ciche, dzikie okolice oraz wiejskie obszary, gdzie zielone pola ryżowe i kukurydziane uzupełnione przez łąki i trawy zachwycają. Bogata roślinność, parki narodowe, lasy liściaste, iglaste, palmy, dżungla sprawiają, że Wietnam mieni się różnymi kolorami zieleni. Tutaj nawet woda ma barwę zieloną.

 

 

Kiedy zaczęłam zgłębiać tematykę kolorów odnalazłam bardzo ciekawą informację dotycząca Azji i barw z nią związanych. Mianowicie symbolem kontynentu jest zielony jadeit. Czy to przypadek? Myślę, że niekoniecznie. Zielony to kolor wiosny i lata, ale także barwa życia i Ziemi. Kojarzy on się ze spokojem, harmonią i wolnością, a pośród zielonych pól i gór tak się możemy właśnie poczuć. Jest kolorem związanym ściśle z naturą, szumem drzew, zapachami pól, łąk, kwiatów i drzew. Zielony to kolor nadziei, ale też młodości, świeżości i energii. Jednocześnie jest uosobieniem równowagi wewnętrznej, regeneracji sił witalnych i odpoczynku. Wielu z nas kojarzy się z rekreacją, mniejszym stresem, ruchem na świeżym powietrzem i zdrowym słońcem mu towarzyszącym.

„O zieleni można nieskończenie”

Julian Tuwim „Treść gorejąca. Zieleń”

Zatem, czy ktoś może się dziwić, że na pytanie: Jakiego koloru jest kraj w którym mieszkam? odpowiedziałam iż Wietnam to barwa zielona? Wszystko, co nas otacza, poza niektórymi ulicami i dzielnicami miasta i śmieciowiskami, zresztą ohydnymi, ma kolor zielony. Uwielbiam wszystkie jego odcienie, które nie sposób nazwać i wymienić. Wietnam widziany moimi oczami to zielona, piękna kraina, którą razem z mężem wciąż poznajemy. Odnajdujemy co róż to nowe zakamarki, które zapierają dech w piersiach. Chciałoby się niejednokrotnie pozostać w nich na dłużej.

 

 

Taki jest właśnie Wietnam widziany moimi oczami. Chciałoby się rzec: zielono mi … A jakiego koloru jest kraj, w którym Ty mieszkasz Moja Droga Czytelniczko i Mój Drogi Czytelniku ?

Wrz 23

Smaki Azji, czyli wołowina hoi sin z warzywami …

Kuchnia azjatycka jest bardzo różnorodna, a my ją uwielbiamy. Dziś wpis gościnny od Kasi Gintrowskiej, autorki bloga www.wysmakowane.pl/, czyli wołowina hoi sin z warzywami 🙂

Kasia, jak sama o sobie mówi jest spełnioną 30 latką. Z pasją żyje, pracuje, wychowuje dwa małe urwisy, a nade wszystko podróżuje i gotuje. Blog założyła, bo kocha karmić ludzi. To jej autorski projekt. Efekt jej kulinarnych eksperymentów, często inspirowanych kuchnią miejsc, które odwiedziła. Dziś zabiera Was w smakowitą podróż do Chin, gdzie spędziła dwa niesamowite miesiące zwiedzając, testując i podpatrując lokalnych mistrzów w ich kuchniach.

Poniżej propozycja jednego z przepysznych dań, do którego spróbowania gorąco Was zachęcam 🙂

 

Wołowina hoi sin z warzywami

 

Wołowina hoi-sin to tradycyjne chińskie danie, którego cały smak tkwi w rewelacyjnym, gęstym, słodko pikantnym sosie na bazie sosu sojowego (w oryginalnym przepisie na fermentowanej fasoli 🙂 ), masła orzechowego i oleju sezamowego. Całość przygotowania zajmuje zaledwie pół godziny. Zaczynamy od przygotowania wszystkich składników, które następnie bardzo krótko obsmażamy w mocno rozgrzanym woku (ewentualnie na patelni z grubym dnem).

Do przygotowania dania na dwie osoby potrzebujemy:

  • 2 łyżki masła orzechowego z kawałkami orzechów

  • 1,5 łyżki sosu sojowego

  • łyżka sosu rybnego

  • pół łyżki cukru trzcinowego

  • gruby plasterek limonki

  • mały ząbek czosnku

  • szczypta chilli

  • łyżeczka oleju sezamowego

  • 300 g chudej wołowiny np. udźca

  • marchewka

  • 2 papryki w różnych kolorach

  • łyżka oleju

  • szczypior wraz z cebulkami

  • 150 g ugotowanego ryżu

Przygotować wszystkie składniki. Mięso w temperaturze pokojowej umyć i pokroić w cienkie słupki – ważne by kawałki miały mniej więcej jednakową grubość. Doprawić pieprzem. Warzywa oczyścić i pokroić: cebulkę w piórka, papryki w cienkie paseczki, marchewkę w półplasterki. Przygotować sos: w małym garnuszku podgrzać masło orzechowe do rozpuszczenia. Dodać sos sojowy, cukier, sok wyciśnięty z limonki, przeciśnięty przez praskę czosnek, chilli i na koniec olej sezamowy. Dokładnie wymieszać na jednolity sos i zestawić z palnika.

Wok rozgrzać na dużym ogniu aż będzie parować. Wrzucić kawałki mięsa, lekko zmniejszyć i krótko obsmażyć ze wszystkich stron na rumiano po czym zdjąć mięso na talerzyk, a na patelni rozgrzać olej i usmażyć krótko (ok 5 minut) wszystkie warzywa. Nie przyprawiać – cały smak już siedzi w sosie. Dodać mięso i sos hoi sin, zamieszać i razem podgrzać.

Podawać z ugotowanym ryżem, obsypane posiekanym szczypiorkiem.

 

Życzę Wam miłego spotkania z kuchnią chińską i zachęcam do odwiedzenia bloga Kasi Gintrowskiej www.wysmakowane.pl/, aby poznać inne doskonałe przepisy i propozycje dań.

Wrz 21

Niezwykła pasja, czyli Amu Choir – Chór Akademicki UAM w Poznaniu …

 

Amu Choir jest bliski naszym sercom, a teraz na emigracji jeszcze bardziej. Gdy mieszka się z dala od kraju ojczystego serce się raduje jeśli do miejsca, w którym się przebywa zawitają polscy wokaliści, wykonawcy, czy twórcy. Tym bardziej jeśli pochodzą z naszego regionu w Polsce.

 

 

Tym razem mieliśmy ogromną przyjemność być uczestnikami wyjątkowego wydarzenia. Do Hanoi bowiem zawitał Chór Akademicki Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, czyli AMU Choir, pod dyrekcja Beaty Bielskiej. Dzięki niemu mogliśmy być świadkami doskonałego, ekspresyjnego, a nawet śmiało mogę rzec, magicznego koncertu.

 

 

AMU Choir to Chór Akademicki Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, który powstał niemalże pięćdziesiąt lat temu. Tradycja śpiewu jest wciąż kultywowana i rozwijana. A to wszystko dzięki ogromnej pasji, niezwykłej miłości i przyjemności jaką czerpią ze śpiewania wszyscy zaangażowani w działalność AMU Choir. Od jesieni 2011 roku dyrekcję nad chórem objęła Beata Bielska. To bardzo urocza, energiczna, charyzmatyczna i szalenie utalentowana dyrygentka. Beata Bielska jest ambitną osobą, której energia przekłada się na cały chór i udziela się wszystkim. Wokaliści z kolei to wyjątkowi pasjonaci, którzy nie wyobrażają sobie życia bez śpiewu.

AMU Choir składa się z kobiet i mężczyzn, głównie studentów. Jest chórem mieszanym. Wokaliści wykonują utwory a capella. Wykorzystują w niesamowity sposób swoje głosy czarując publiczność, a sposób budowania napięcia jest magiczny. Towarzyszą temu niezwykłe emocje. Aż niewiarygodne jakie szerokie możliwości  narracji daje ludzki głos. Wokaliści ustawieni są na scenie w dwóch rzędach. Z przodu stoją niezwykłe piękne kobiety, a z tyłu niesamowici przystojni mężczyźni. Tuż przed nimi wspaniała i energiczna Beata Bielska, czyli dyrygentka, dyrektor, a także wokalistka. Chór wykonuje utwory z podziałem na cztery głosy, czyli dwa żeńskie: sopran i alt oraz dwa męskie: tenor i bas. Wszyscy wokaliści mają piękne, czyste i mocne głosy, a ich śpiew sprawia ogromną radość słuchaczom, a także im samym.

Spotkanie z AMU Choir to niezwykła przygoda muzyczna, która porywa serce i duszę. Wokaliści zabierają nas w niezwykłą muzyczną podróż, z której powrót jest bardzo długi. Chór ma bardzo bogaty repertuar. Od muzyki klasycznej i sakralnej począwszy, a na muzyce rozrywkowej skończywszy. Niewątpliwie w swej wyjątkowości wyróżnia się spośród innych chórów, co czyni go niezwykłym. Bardzo czuje się ducha zespołu, miłość do śpiewu, pasję, niewyobrażalną kreatywność i zaangażowanie. Zarówno je widzimy, jak i słyszymy. Wszystkie utwory wykonywane są z ogromną radością, melodyjnością, ekspresją, czy też melancholią. Niewiarygodne, że chór wykorzystuje tylko i aż ludzki głos, gdyż brzmi niezwykle prawdziwie i porywa serca oraz dusze. Ku radości słuchaczy i oglądających AMU Choir uczestniczy w różnych projektach, także zagranicznych.

Podczas koncertu w Hanoi AMU Choir wykonał kilkanaście utworów. Już kiedy wokaliści i dyrygentka weszli na scenę wzbudzili ogromny aplauz. Występ, który odbywał się w sali koncertowej Vietnam National Academy of Music, został podzielony na dwie części. Pierwsza z nich zawierała utwory klasyczne i sakralne, a druga była interpretacją szeroko pojętej muzyki rozrywkowej. Wśród śpiewanych utworów znalazły się zarówno znane zagraniczne, jak i polskie, ściśle związane z naszą kulturą i tradycją aranżacje.

 

 

Koncert przeniósł nas w inny wymiar. Już nie byliśmy na gwarnych i zatłoczonych uliczkach Hanoi. Wręcz przeciwnie znaleźliśmy się w kameralnym miejscu na deskach którego odbył się niezwykły koncert. Doskonałe widowisko przeniosło nas do magicznego świata muzyki. A to wszystko za sprawą AMU Choir, którego śpiew wciąż słyszę, choć minęło kilka dni. Przed oczami mam wszystkich wokalistów  i dyrygentkę, którzy z ogromną pasją, radością i miłością do śpiewu wystąpili przed nami.

 

 

Dla mnie występ AMU Choir w Hanoi był niezwykłym i wyjątkowym wydarzeniem. To była niezapomniana podróż muzyczna, która na długo pozostanie z nami i w nas, bowiem chór skradł nasze serca. Koncert AMU Choir był doskonały, ekspresyjny i poruszający. Po prostu magiczny. Życzę sobie i Wam wielu takich koncertów i spotkań z niesamowitymi ludźmi, z którymi każda chwila jest radością i niezapomnianą podróżą nie tylko muzyczną.

Wrz 09

Cat Cat, czyli wyjątkowa wioska u stóp gór …

Cat Cat to wyjątkowa wioska, której położenie u stóp gór jest zachwycające. Oddalona zaledwie trzy kilometry od Sa Pa, o którym pisałam w poście www.zycieipodroze.pl/2016/03/02/motorkiem-przez-sa-pa-i-lao-cai/ stanowi doskonałe miejsce na trekking, czy też po prostu intensywniejszy, kilkugodzinny spacer.

 

 

 

 

 

 

Zarówno wioska, jak i jej otoczenie są niezwykłe. Mamy stąd również widok na najwyższą górę Wietnamu i całych Indochin, czyli Fansipan, o którym mowa we wpisie www.zycieipodroze.pl/2017/09/05/fansipan-czyli-na-dachu-wietnamu-a-nawet-calych-indochin/.

 

 

 

 

 

 

Cat Cat nazywana jest starą stara wioską, gdyż powstała w XIX wieku. Położona jest w przepięknej dolinie pośród gór. Początkowo stanowiło ją zaledwie kilka domostw usytuowanych pośród pól ryżowych i kukurydzianych. Nieco później Cat Cat rozrosła się i po dziś dzień prosperuje bardzo dobrze. Zamieszkuje ją głównie grupa etniczna Black H’mong. Oprócz uprawy ryżu i kukurydzy mieszkańcy, a raczej żeńska część społeczeństwa zajmuje się rzemieślnictwem tkackim. Kobiety tworzą różnorodne, bardzo kolorowe dzieła i ubrania, które obecnie stanowią jedną z atrakcji Cat Cat, a mieszkańcom przynoszą dochód. Poza tkactwem mieszkanki wioski tworzą też biżuterię, którą noszą zarówno same, jak i oferują rękodzieła odwiedzającym.

 

 

 

 

 

 

Domy H’mongów mają prostą i charakterystyczną konstrukcję. Składają się z trzech izb zamykanych na drzwi. W każdym domu znajduje się ołtarz, kuchnia, miejsce do przechowywania żywności oraz pokój do spania i oddzielny do przyjmowania gości. We wnętrzu widoczne są trzy kolumny, na których jest on wsparty. Ściany wykonane są z tartaku, a  dach jest przeważnie drewniany, choć widziałam również blaszane. Drzwi  główne domu są na ogół zamknięte. Otwierane są zazwyczaj wówczas, gdy odbywają się ważne uroczystości, czy też mają miejsce ważne wydarzenia. Wokół domów rozciągają się piękne, zielone pola ryżowe lub znacznie wyższe i o innym odcieniu zieleni pola kukurydziane. Cała wioska wygląda niezwykle i zachęca do odwiedzin.

 

 

 

 

 

 

Spacerując wzdłuż Cat Cat brukowanymi chodnikami możemy podziwiać zarówno tradycyjne domy H’mongów, dom z błota, czy chatę szamana. Przemierzając wioskę docieramy do pięknego wodospadu, który zachwyca. Zarówno on, jak i okolica wokół niego sprawiają, że chce się tutaj zostać na dłużej.

 

 

 

 

 

 

Wodospad, potok, mostek, piękne kwiaty i koła wodne są niezwykłe. Możemy się przyglądać w jaki sposób w takich miejscach można wykorzystywać wodę z rzeczek do nawadniania. Poza tym widzimy kąpiące się dzieci, które wywołują uśmiech na naszych twarzach. Przed wyruszeniem dalej warto zatrzymać się tutaj na chwilę, gdyż to niezwykle urocze miejsce.

 

 

 

 

 

 

Udając się dalej idzie się stosunkowo wąską drogą. Gdy ma się szczęście można zobaczyć mieszkańców przy zwykłych czynnościach codziennych oraz pasące się zwierzęta. W czasie spaceru towarzyszy nam szum rzeki płynącej tuż poniżej ścieżki. Po drodze mijamy jedną ze starszych elektrowni wodnych wybudowaną w XIX wieku. Docieramy do czerwonego mostu, który zwiastuje moment, w którym niedługo zakończymy wędrówkę. Jednak wciąż możemy podziwiać wspaniałe widoki.

 

 

 

 

 

 

W drodze powrotnej spoglądamy jeszcze raz na wioskę cat Cat z góry podziwiając ją w całości. Widzimy całą okolicę, dolinę i magiczne trzytysięczniki u stóp których jest położona. To, co ukazuje się naszym oczom w czasie wędrówki jest niezwykłe i przepiękne, a zieleń w różnych odcieniach czyni to miejsce magicznym.

 

 

 

 

 

 

Wioska Cat Cat może zachwycić. Zwłaszcza jej część w okolicach wodospadu. Radosna dla oczu magia gór, która zawsze mnie pochłania, towarzyszy wędrówce. Ponadto zachwycają zielone pola ryżowe, które na długo zostają w pamięci. I co ważne towarzyszy temu wszystkiemu spokój. Aby go doświadczyć warto być w tym miejscu w środku dnia, gdyż to wówczas jest najmniej odwiedzających. Ja uwielbiam w takich miejscach radować się w ciszy chwilą, która trwa.

 

 

 

 

 

 

Cat Cat to wioska, którą koniecznie odwiedź, gdy zawitasz w północne strony Wietnamu i okolice Sa Pa. Jest ona doskonałą odskocznią od miasta. To zielona kraina, którą warto przemierzyć i spędzić kilka godzin poznając ją i móc przebywać wśród pięknej przyrody, magicznych gór i wodospadów oraz w towarzystwie ludzi ją zamieszkujących.

Wrz 05

Fansipan, czyli na dachu Wietnamu, a nawet całych Indochin …

Fansipan, czyli Phan Xi Păng to niezwykły szczyt górski położony w paśmie Hoang Lien Son.  To najwyższa góra Wietnamu, jak i całych Indochin. Ma wysokość 3143 m n.p.m. przynależąc tym samy do gór wysokich. Nie bez powodu nazywany jest dachem Wietnamu i Indochin.

 

 

 

 

 

 

Fansipan położony jest niedaleko Sa Pa, czyli miasteczka znajdującego się w prowincji Lao Cai. Dla miłośników gór to miejsce magiczne. Ja byłam na dachu Wietnamu do tej pory dwa razy. Jeszcze nie w taki sposób jakbym chciała. Nie tak, jak to miało miejsce w Himalajach, o których pisałam we wpisach o nich, czyli www.zycieipodroze.pl/2017/05/23/im-dalej-pojdziemy-tym-lepiej-siebie-poznamy-czyli-nasz-trekking-dookola-annapurny/, a także www.zycieipodroze.pl/2017/05/25/im-dalej-pojdziemy-tym-lepiej-siebie-poznamy-czyli-nasz-trekking-dookola-annapurny-czesc-2/. Jednak myślę, że trekking na Fansipan jeszcze przede mną.

 

 

 

 

 

 

Chcąc znaleźć się na szczycie Fansipan można uczynić to na dwa sposoby. Pierwszy to tradycyjny trekking, a drugi nowoczesna kolejka górska. Jeżeli ktoś decyduje się na pierwszą formę powinien przygotować się na dwa dni wędrówki w górach. Firmy organizujące wyprawy mają w swojej ofercie trekkingi dwu i trzydniowe. Owszem można dojść na Fansipan i z niego zejść w ciągu jednego dnia. Jednak niezbędna jest wówczas doskonała kondycja i przygotowanie się niemalże na całodzienny marsz najpierw w górę, a potem w dół. Większość osób korzysta z usług przewodników, ale nie jest to regułą. Są tacy, którzy idą sami, bądź w niewielkich grupach. Trud wędrówki rekompensuje to, co widzą nasze oczy. Można podziwiać niezwykłą panoramę gór. Wokół znajduje się bowiem wiele trzytysięczników. Oczom naszym ukazuje się zatem magiczny i malowniczy widok, niezwykła okolica, zazwyczaj piękne chmurki i cóż my pośród nich. Oczywiście wszystko to zależy od pogody, od rodzaju chmur i braku mgły. Jednak niewątpliwie widok zapiera dech w piersiach.

 

 

 

 

 

 

Drugim sposobem, aby znaleźć się na dachu Wietnamu jest wjechanie na szczyt kolejką górską. Umożliwia ona niemalże wszystkim bez ograniczeń wejście na Fansipan. Jest to opcja zarówno dla tych, co mają limitowany czas, jak i dla leniwych oraz dla niepełnosprawnych w mniejszym, czy większym stopniu. Może nie do końca będzie możliwym znaleźć się na samym szczycie, ale blisko niego już tak. Na sam top bowiem trzeba wejść po schodach, a to może być nierealne dla wszystkich, bądź przynajmniej utrudnione. W dodatku sama wysokość, ponad 3000 m n.p.m. jest już wyzwaniem i nie dla każdego jest przyjazna.

 

 

 

 

 

 

Kolejka górska nie jest jedynym z elementów, choć najważniejszym, Sun World Fansipan Legend. Kompleks składa się z miejsca do wypoczynku, świątyń zarówno na dole wyciągu, jak i na górze, restauracji i placu z różnorodnymi rozrywkami kulturalnymi, sklepikami i oczywiście z kolejki będącej główną atrakcją. Zarówno Bao An Thien Tu Temple położona na dole, jak i Bich Van Thien Tu Temple usytuowana na górze są wyjątkowymi świątyniami. Z kolei położony wysoko i dość często otulony magiczną mgłą Thanh Vân Đắc Lộ jest przedsionkiem do kompleksu usytuowanego tuż poniżej szczytu i reprezentuje styl architektoniczny dynastii Ly Tran.

 

 

 

 

 

 

Sun World Fansipan Legend to godne XXI wieku miejsce. Kompleks jest bardzo nowoczesny i może zachwycić. Już po dotarciu do niego, nim wyruszymy kolejką w górę, możemy radować oczy nietuzinkowymi widokami. Widzimy magiczne, wysokie góry porośnięte w większości roślinnością, malownicze tarasowe pola ryżowe i zielona dolinę Muong Hoa, a także Hoang Lien National Park. Ponadto całą cudowną okolicę obszaru Hoang Lien Son. Jeżeli mamy szczęście, gdy wjeżdżamy kolejką i nie ma chmur widzimy wciąż więcej i więcej, dalej i dalej. Niezapomniane widoki, a wrażenia nie do opisania. Ja miałam to szczęście, że jednego dnia podczas wjazdu była piękna pogoda i mogłam podziwiać całą okolicę w pełnej krasie. Spoglądać na nią z dachu Wietnamu, czyli Fansipanu to jedno z moich maleńkich marzeń, które się spełniło. Uwierzcie, że było to niezwykłe doświadczenie, a towarzyszyły mu  emocjonujące chwile i magiczne wrażenia.

 

 

 

 

 

 

Najważniejszym elementem projektu jest niewątpliwie system kolejek linowych. Ma on długość 6292,5 metra. Różnica między stacją górną, a dolną wynosi aż 1410 metrów, czyniąc ją rekordową. Jest to najdłuższa kolejka na świecie. Spełnia najwyższe standardy bezpieczeństwa. Została zaprojektowana przez znaną i wyspecjalizowaną firmę Dopplemayr, co samo w sobie jest gwarantem najwyższej jakości. Zaawansowana i solidna technologia umożliwiła powstanie takiego kompleksu jakim jest Sun World Fansipan Legend.

 

 

 

 

 

 

Dojeżdżając kolejką na górę mamy dwie opcje, aby dostać się na szczyt Fansipan. Możemy wejść po schodach na sam top, albo skorzystać z kolejki szynowej, która podjeżdża wyżej i następnie już po mniejszej ilości schodów dostajemy się na szczyt. Ten moment pozostawia niezapomniane wrażenia, a widoki są magiczne. Jest to chwila z gatunku tych, które chciałoby się zatrzymać na dłużej.

 

 

 

 

 

 

Fansipan jest wart zainteresowania, gdy odwiedzamy Wietnam. Zapewne w każdym z nas pozostawi niezapomniane wrażenia i dostarczy wielu emocji oraz wzruszeń. Magiczne góry i malownicza kraina na długo pozostanie w naszej pamięci. A także to niezwykłe uczucie towarzyszące chwili, w której  było się na dachu Wietnamu, a nawet całych Indochin. Zapewne będzie należało ono do bardzo wyjątkowych przeżyć. Gorąco polecam być tam i zobaczyć jak magiczną górą jest Fansipan oraz jaka przepiękna i malownicza okolica znajduje się wokół niego.

Starsze posty «