Mar 21

Wyjątkowa i nietuzinkowa wioska etniczna …

Podróżując motorem po okolicach oddalonych niedaleko od Hanoi odkrywamy różne piękne miejsca, a czasami wyjątkowe perełki. Niedawno dotarliśmy do niezwykłego, wciąż żywego skansenu, w którym przeszłość łączy się z teraźniejszością. Wyjątkowa wioska etniczna to atrakcyjne miejsce z punktu widzenia zarówno mieszkańców Wietnamu, jak i odwiedzających ten niezwykły kraj. Jest doskonałym miejscem, w którym można spędzić pogodne weekendowe dni, czy też święta.

 

 

 

 

Viet Nam National Village for Ethnic Culture and Tourism jest projektem Ministerstwa Kultury, Sportu i Turystyki. Wioska etniczna położona jest niedaleko Parku Narodowego Ba Vi, o którym pisałam w poście www.zycieipodroze.pl/2016/01/23/ba-vi-national-park-zielona-gorzysta-kraina-z-atrakcjami-dla-kazdego/.  Jedzie się do niej niecałą godzinę z Hanoi. Jest przepięknie usytuowana pośród niezwykłej przyrody, przy jeziorze Ho Dong Mo. Wioska etniczna ma bardzo dużą powierzchnię. Wciąż jest rozwijana i rozbudowywana.

 

 

 

 

Wioska etniczna składa się z imponującej liczby tradycyjnych domów różnych grup etnicznych zamieszkujących Wietnam. Są pośród nich domostwa wciąż zamieszkałe, w których toczy się codzienne życie, które jest niezwykłe. Odnosi się wrażenie, że czas się w nich zatrzymał. Uprawiane są pola herbaciane, a nawet ryżowe. Hodowane są kury, koguty, kaczki i świnki. Żywność przygotowuje się tradycyjnym metodami.

 

 

 

 

Ponieważ wioska etniczna jest żywym skansenem mieszkańcy przyzwyczajeni są do odwiedzin. Są bardzo radośni i cieszą się, że mogą pokazywać swoje tradycyjne codzienne życie. Ponadto oferują wiele naturalnych produktów , które można u nich kupić. Są pośród nich nasiona, ryż, herbata, korzenie, zioła i domowej roboty kiszonki.

 

 

 

 

Poza tym, że wioska etniczna słynie z prawdziwych domów wielu grup etnicznych, znajdują się w niej też różne miejsca spotkań. Można zobaczyć  typowe obiekty Bahar, a których wspominałam we wpisie www.zycieipodroze.pl/2016/09/29/skansen-etnograficzny-czyli-najpiekniejsze-muzeum-w-hanoi/. Ponadto znajdują się tam duże place przeznaczone na spotkania w większym gronie nad którymi powiewają charakterystyczne kolorowe flagi i trójkąciki.

 

 

 

 

Przemierzając po okolicy dostrzegamy wiele drewnianych figurek. Związane one są z tradycją i rytuałami religijnymi, wojennymi, czy też seksualnością i płodnością. Są one dziełem artystów wciąż wykorzystujących tradycyjne metody ich tworzenia. Zresztą rzemieślnictwo drewniane w Wietnamie kwitnie. Można tak naprawdę zamówić co się chce i będzie to zrobione.

 

 

 

 

Niewątpliwą ozdobą wioski etnicznej są świątynie, które wciąż powstają. Każda pochodzi z innego okresu i związana jest z określonym regionami Wietnamu.

 

 

 

 

Najbardziej przyciąga wzrok Chua Khmer, która jest widoczna z daleka, zresztą tak jak i Thap Cham. Świątynia Khmer jest pięknie zdobiona zarówno na zewnątrz, jak i w środku. Złocenia wyglądają bardzo bogato i są misternie wykonane. Wnętrze jest jak najbardziej tradycyjne. Składa się z ołtarza głównego i korytarzy bocznych. Na ścianach znajdują się obrazy przedstawiające sceny związane z religijnością. Z tyłu ołtarza umieszczono regały z książkami, co też jest dość charakterystyczne dla tego typu obiektów.

 

 

 

 

 

 

 

 

Tuż obok znajduje się wspomniana wyżej świątynia Thap Cham. Powstała na wzór Angkor Wat położonego w Kambodży. Trzeba przyznać, że wyróżnia się swoją wyjątkowością.

 

 

 

 

Wioska etniczna posiada wiele punktów widokowych. Można z nich podziwiać całą okolicę. A trzeba przyznać, że jest na co patrzeć.  Organizowane są także występy i przedstawienia. Odbywają się też różne festiwale. Ponadto w znajdującym się tutaj małym muzeum możemy podziwiać różne artefakty etniczne. Poza nimi obrazy i zdjęcia przedstawiające całą okolicę, etapy powstawania wioski etnicznej i odbywające się tutaj spotkania oraz imprezy.

 

 

 

 

Jeżeli ktoś zamierza pozostać na dłużej może spędzić czas w części rekreacyjnej. Można w niej odpocząć, skorzystać z placu zabaw, kąpieli w jeziorze lub rozpalić ognisko. Dla chcących zostać na kilka dni przygotowano kemping wyposażony w namioty i łazienki położone tuż przy nich.

 

 

 

 

Viet Nam National Village for Ethnic Culture and Tourism jest wyjątkowym miejscem. Doskonale nadaje się na jedno, czy też kilkudniowe wyjazdy. Wioska etniczna z roku na rok przyciąga coraz więcej odwiedzających. Wciąż powstają nowe obiekty, a oferta artystyczna jest rozwijana, co zachęca wszystkich, aby choć raz zobaczyć to nietuzinkowe miejsce i zachwycić się tym, co ma nam do zaoferowania.

Mar 16

Wyjątkowy Most Long Bien i jego historia …

W Hanoi nowoczesność przeplata się z tradycją i historią. Jednym ze znaczących miejsc dla Wietnamczyków jest Most Long Bien. Jest on symbolem odważnej stolicy w czasie wojen i walk. Long Bien to most podporowy, o długości 2,4 kilometra. Łączy dwa brzegi Rzeki Czerwonej, czyli dystrykt Long Bien z Hoan Kiem i pamięta wiele wydarzeń z historii. Long Bien Bridge został wybudowany przez Francuzów pomiędzy rokiem 1899 a 1902 podczas okupacji Wietnamu przez Francuzów.

Głównym pomysłodawcą i wykonawcą projektu była firma Dayde and Pille z Paryża i jej architekci. Siłę roboczą stanowili natomiast oczywiście mieszkańcy okolic Hanoi. Początkowo most nazwano Paul Doumer Bridge od nazwiska Generalnego Gubernatora Francuskich Indochin. Jednakże Wietnamczycy nazywają go Long Bien Bridge lub Cai River Bridge.

Most Long Bien początkowo miał 19 przęseł i był pierwszym mostem stalowym na Rzece Czerwonej w Hanoi. W czasie, gdy powstał, był jednym z czterech największych na świecie. Materiał do jego budowy był sprowadzany z różnych stron Wietnamu. Drewno pochodziło z  Phu Tho, Yen Bai i prowincji Thanh Hoa, cement z Hai Phong i Long Tho, a wapno aż z Hue.

Nowo wybudowany Most Long Bien był ozdobą i symbolem architektury na Dalekim Wschodzie. Jednak wojny i bombardowania spowodowały zniszczenia wielu przęseł. Na szczęście ważne struktury pozostały nienaruszone i most, choć bardzo zniszczony, nadal jest w użytku. Przejeżdżają nim pociągi, pojazdy dwukołowe i odbywa się ruch pieszy.

Choć most wymaga generalnego remontu i ma się wrażenie, że może przestać niedługo nadawać się do użytku, prace remontowe są wciąż odwlekane, a dbałość o niego sprowadza się tylko do drobnych prac naprawczych on stoi i czeka. Cały czas negocjowany jest projekt wsparcia przebudowy i gruntownej modernizacji przez Francuzów. Celem jest, aby most powrócił do swojego pierwotnego wyglądu. Jednak nie wiadomo kiedy zostanie zawarte porozumienie między Francuzami i Wietnamczykami.

Dziś pomimo, że most Long Bien jest żywym reliktem historycznym, wciąż pozostaje w ,,czynnej służbie,,. Odciążony jest w dużej mierze przez inne mosty łączące dwa brzegi Rzeki Czerwonej, ale wciąż jest wykorzystywany. Kryje w sobie wiele tajemnic, historycznych momentów i niełatwych losów wielu osób. Jest symbolem, na którym wiele osób robi sobie pamiątkowe zdjęcia, a nawet organizuje fotograficzne sesje ślubne.

Long Bien Bridge jest znaczącym obiektem dla Wietnamczyków. Choć sprawia wrażenie jakby miał się zapaść, czy runąć do Rzeki Czerwonej, a każdy przejazd pociągu sprawia, że odczuwalne i słyszalne są wibracje, on wciąż jest. Pozostaje mieć nadzieję, że wkrótce doczeka się zasłużonego, gruntownego remontu i będzie jeszcze przez wiele lat służył mieszkańcom i wszystkim podróżującym oraz przypominał wciąż ważne historyczne momenty w życiu wietnamskiego narodu.

Mar 14

Największa ceramiczna mozaika ścienna świata w Hanoi …

Hanoi zaskakuje nas wielokrotnie. Tym razem zainteresowaliśmy  się piękną, kolorową ścianą, czyli Hanoi Ceramic Mosaic Mural. Ma długość 4,1 kilometra, co zmierzyliśmy jadąc motorem 🙂  Ceramiczna mozaika ścienna jest jednym z projektów opracowanych z okazji tysiąclecia powstania Hanoi.

Początek…

 

 

 

 

 

 

Koniec

Hanoi Ceramic Mosaic Mural to największa ceramiczna mozaika ścienna na świecie o powierzchni 1570 m². Ponieważ znajduje się na ścianach Red River Dyke w Hanoi nazywana jest również Hanoi Ceramic Road. Ten niezwykły mural powstał w wyjątkowych okolicznościach. Jego koncepcję opracowała wietnamska artystka i wspaniała kobieta Nguyen Thu Thuy. Pani Thuy zwerbowała utalentowanych artystów w organizacji non-profit o nazwie New Hanoi Arts. Do dziś rozwijają oni i promują sztukę publiczną. Przy pracach brało udział 35 profesjonalnych artystów z Wietnamu i 10 innych krajów, czyli Dani, Francji, Holandii, Hiszpani, Włoch, Wielkiej Brytani, USA, Argentyny, Nowej Zelandii i Australii. Aby ceramiczna mozaika ścienna była wyjątkowa zaangażowano także ponad 100 dzieci.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ceramiczna mozaika ścienna została umieszczona wzdłuż ważnej drogi, w miejscu gdzie dotychczas gościły nielegalne graffiti i reklamy. Proces tworzenia tego wyjątkowego dzieła trwał 3 lata. Projekt ukończono w 2010 roku tuż przed 1000 leciem powstania Hanoi.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ceramiczna mozaika ścienna powstała przy użyciu ceramiki krajowej pochodzącej z Bat Trang, o czym pisałam w poście www.zycieipodroze.pl/2016/01/25/bat-trang-wioska-z-porcelana-gdzie-czas-sie-zatrzymal/. Ponadto sprowadzano ją także z innych tradycyjnych wiosek ceramicznych, czyli Phu Lang, Chu Dau i Binh Duong. Wykorzystując różne style, drobne elementy, jak i większe kafle stworzono niezwykłe dzieło. Ceramiczna mozaika ścienna przedstawia historię Wietnamu na przestrzeni dziejów i obejmuje ponad 1000 lat. Możemy podziwiać przedstawione na niej dzieje różnych dynastii, a także sceny pochodzące z legend i opowiadań. Te same sceny możemy zobaczyć oglądając Teatr Kukiełek na Wodzie, o którym pisałam w tekście www.zycieipodroze.pl/2016/09/21/teatr-kukielek-na-wodzie-hanoi-water-puppet/. Ponadto ceramiczna mozaika ścienna zawiera dzieła sztuki współczesnej i rysunki dzieci. Wszystkie elementy tworzą wspaniałą, kolorową i niepowtarzalną całość.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ceramiczna mozaika ścienna w Hanoi została wpisana w 2010 roku do Księgi Guinnesa jako największe dzieło w swojej kategorii do czego dążyła z powodzeniem Nguyen Thu Thuy.  Ten wyjątkowy mural ceramiczny łączy w sobie tradycję i nowoczesność. Jest swoistego rodzaju mostem pomiędzy tym, co było, co jest i co będzie. To prawdziwe dzieło, które może zachwycić i pobudzić wyobraźnię cofając nas w czasie do historycznych wydarzeń, tradycji, legend i opowiadań.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zapewniam Was Moje Drogie Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy, że warto przejść się spacerkiem po Hanoi Ceramic Road, bądź przejechać wolno rowerem, czy motorem, aby podziwiać kolorową, piękną i wyjątkową ceramiczną mozaikę ścienną. Artyści i ich pomocnicy włożyli ogrom pracy w jej powstanie, a sponsorzy wsparli projekt od strony finansowej. Było to wspólne dzieło, które zachwyciło i zachwyca nadal nie jednego z nas. Ceramiczna mozaika ścienna w Hanoi to długi, wyjątkowy, nietuzinkowy i barwny mural z historią w tle. To miejsce, które trzeba zobaczyć, aby je docenić.

Mar 08

Kobiety i ich role, czyli Muzeum Kobiet w Hanoi …

Dziś Międzynarodowy Dzień Kobiet. Obchodzą go kobiety na całym świecie. Również mieszkanki Wietnamu. Tutaj święto kobiet obchodzone jest dwa razy w roku o czym pisałam  w poście www.zycieipodroze.pl/2016/03/09/dzien-kobiet-w-wietnamie-dwa-razy-w-roku/. Dziś chcę Was zabrać w podróż do wyjątkowego miejsca, czyli Muzeum Kobiet, które można odwiedzić w Hanoi. Jest to wyjątkowe muzeum, które zostało poświęcone płci pięknej zamieszkującej Wietnam i pełnionym przez nie rolom.

 

 

 

 

 

 

Vietnamese Women’s Museum zostało założone przez Związek Kobiet Wietnamskich. Otwarto je w  1995 roku. W latach 2006 i 2010 zostało ono odnowione. Zlokalizowane jest ono w centrum Hanoi, zaledwie 500 metrów od jeziora Hoan Kiem, z którym związana jest piękna legenda, o której pisałam w poście www.zycieipodroze.pl/2016/03/14/ostatni-zolw-w-jeziorze-hoan-kiem-i-symbol-pokoju/, a więc każdy może do niego dotrzeć bez problemów. Zadedykowano je w całości mieszkankom Wietnamu, ich roli w historii kraju i obecnie. Misją muzeum jest podniesienie poziomu wiedzy społeczeństwa i zrozumienie historii oraz dziedzictwa kulturowego wietnamskich kobiet, a także przyczynienie się do promowania równości płci.

 

 

 

 

 

 

Muzeum Kobiet jest miejscem w którym zgromadzono wszelkie wyniki badań nad życiem kobiet i kolekcje różnorodnych zbiorów. Łącznie zebrano około 28000 artefaktów, które można podziwiać na dość dużej powierzchni. Są one podzielone na zbiory specjalne, takie jak tekstylia, metale, drewno, papier, ceramikę, wyroby ze skóry, rogu, gleby i szkła. Wystawa stała została podzielona na trzy części, czyli Kobiety w Rodzinie, Kobiety w Historii i Kobiety w Modzie. Dotyczą one bardzo złożonego życia wietnamskich kobiet i ich roli w życiu kraju.

 

 

 

 

 

 

Pierwsza cześć wystawy, czyli Kobiety w Rodzinie, przedstawia wietnamskie kobiety jako żony i matki w różnych grupach etnicznych. Koncentruje się na roli i pozycji kobiet w rodzinie podczas rytuałów weselnych, praktyk związanych z ciążą i pielęgnacją niemowląt. Ponadto odnosi się do roli i zadań kobiet w życiu codziennym, czyli budowie, wędkarstwie i zbieractwie. Inne jej części ukazują kobiety w czasie przygotowywania posiłków, tworzenia ceramiki, szycia, tkania i wychowywania dzieci.

 

 

 

 

 

 

Druga część, przedstawiająca Kobiety w Historii, ukazuje rolę i udział wietnamskich kobiet podczas wojny i oporu przeciw najeźdźcom. Możemy poznać dzięki niej aspekty życia codziennego kobiet w czasie wojen. Pośród artefaktów znajdują się przedmioty osobiste, takie jak pierścień, kapelusz słomkowy i kolekcje zdjęć przedstawiające bohatersko walczące Wietnamki. Krótkie filmy pokazują jak kobiety we współczesnym życiu walczyły o swój kraj. Przedstawiają one ich niezwykłą determinację, pasję, umiejętności i wolę walki. Nawet walcząc pamiętały one o tradycyjnych wartościach. Na jednej ze ścian znajdują się zdjęcia kobiet, które otrzymały tytuł ,,Heroic Mothers of Vietnam,, zrobione przez Dong Ai Viet. Podczas podróży przez 63 prowincje sportretował on wiele kobiet. Ten tytuł honorowy przyznano ponad 50.000 kobiet, które straciły dzieci, mężów i poświęciły swoje życie w walce o niepodległość kraju.

 

 

 

 

 

 

 

Trzecia część dotyczy Mody Kobiet.  Zawiera zróżnicowaną kolekcję kostiumów powstałych przy użyciu tradycyjnych technik używanych przez 54 grupy etniczne zamieszkujące Wietnam. Również w tym dziale są nowoczesne sukienki zaprojektowane przez współczesnych projektantów mody wietnamskiej.

 

 

 

 

 

 

Ponadto w Muzeum Kobiet odbywają się wystawy czasowe, które potrafią zaskoczyć i zadziwiać swoją wyjątkowością. Już od kilku miesięcy możemy podziwiać ekspozycję ,,Ageless Beauty,,. Galeria zdjęć francuskiego fotografa jest magiczna. Réhahn Croquevielle, bo o nim mowa, stworzył niezwykłe dzieła. Ukazują one oblicza kobiet w różnym wieku. Powstały z miłości do tego co prawdziwe, celebracji piękna i witalności kobiet wietnamskich. Réhahn ukazał nam na swoich fotografiach kobiety wraz z ich urokiem, doświadczeniem, humorem i mądrością. Dla mnie wystawa jest nietuzinkowa, magiczna i chwyta za serce.

 

 

 

 

 

 

Od 12 marca tego roku będzie można podziwiać wystawę twórców z autyzmem na która wybiorę się z ogromną przyjemnością. Cieszę się, że tutaj w Azji i w Wietnamie wspiera się inicjatywy i twórców pochodzących z różnych krajów, grup społecznych, a także dotkniętych zaburzeniami, chorobami, czy też niepełnosprawnościami.

 

 

 

 

 

 

Kobiety na całym świecie są takie same, ale ze względu na miejsce urodzenia i zamieszkania mają swoją historię, tradycję, kulturę i różnorodne życie codzienne. Jednak wszystkie są wyjątkowe, a Muzeum Kobiet w Hanoi jest tego dowodem. Ujrzymy w nim obraz wietnamskich kobiet na przestrzeni dziejów oraz role, które pełniły w społeczeństwie i które nadal są ich dziełem. Vietnamese Women’s Museum to miejsce, które warto zobaczyć i dziś w Międzynarodowym Dniu Kobiet Was gorąco do tego zachęcam, a wszystkim Moim Drogim Czytelniczkom życzę pięknych chwil i tego, czego sobie Wy Same życzycie, przez cały rok 🙂

Mar 06

Hoa Lo Prison – historyczne więzienie w Hanoi …

Wędrując po Hanoi można zachwycać się codziennym życiem, bądź też go nie lubić, ale można też zwiedzać muzea, galerie, historyczne i interesujące obiekty. Jest ich bardzo dużo w stolicy Wietnamu. Jednym z takich miejsc jest Hoa Lo Prison, czyli dawne więzienie. Nie każdy lubi tego typu obiekty, ale gdy chce się zagłębić w historię kraju warto i w nich bywać. Otóż to więzienie jest interesujące zarówno dla mieszkańców, jak i odwiedzających Hanoi. Jednak zapewne każdemu towarzyszą inne emocje podczas zwiedzania tegoż miejsca .

 

 

Hoa Lo Prison zostało wybudowane przez francuskich kolonialistów w 1896 roku. W więzieniu przetrzymywano wówczas, torturowano, a nawet uśmiercano patriotów i rewolucjonistów wietnamskich. W późniejszych latach, po 10 października 1954 roku, gdy północny Wietnam odzyskał wolność, Hoa Lo Prison służyło do zatrzymywania w nim kryminalistów. Z kolei w czasie wojny wietnamskiej przetrzymywani byli w nim piloci amerykańscy.

 

 

Dziś możemy oglądać tylko część więzienia, gdyż jego powierzchnia została znacznie ograniczona w 1993 roku. Wnętrze jest bardzo interesujące i prawdziwe, gdyż zachowano autentyczne cele, a w nich betonowe prycze więźniów z dybami i kajdanami. Znajdują się tam cegły z czasu budowy, drzwi i bramy więzienne. Ponadto oryginalne przedmioty wykorzystywane do tortur, a nawet gilotyna.

 

 

 

 

Dla zainteresowanych historią Wietnamu więzienie jest prawdziwą perełką. Mogą oni znaleźć tam wiele dokumentów, planów i map z przeszłości, a także zdjęć. Dotyczą one faktów związanych z więzieniem, a także z przetrzymywaniem patriotów, wojskowych i innych osób.

 

 

Hoa Lo Prison, nazywane piekłem, było największym i najokrutniejszym więzieniem w Indochinach. Francuscy kolonialiści stosując różne kary, tortury zgładzili w nim wielu rewolucjonistów wietnamskich. Niektórym udało się stąd wydostać. Wielu z nich pełniło później znaczące role w Partii.

 

 

Od czasów odzyskania niepodległości więzienie służyło oficjalnie do zatrzymywania w nim osób łamiących prawo, za których uważano też i osoby o odmiennych poglądach politycznych. W czasie wojny wietnamskiej przebywali w nim piloci amerykańscy, których samoloty zostały zestrzelone w północnej części Wietnamu. Jednakże, jak pokazują źródła byli dobrze traktowani. Otrzymywali pomoc medyczną, posiłki, a i zapewniano im aktywność fizyczną. Mogli grać miedzy innymi w koszykówkę, co uwiecznione zostało na zdjęciach.

 

 

Obecnie Hoa Lo Prison jest obiektem traktowanym jako relikt historyczny. Służy głównie jako obiekt edukacyjny, w którym można poznać historię Wietnamu, patriotów i rewolucjonistów walczących o wolność i ich tradycje związane z walką.  Warto bywać w takich miejscach, gdy chce się lepiej zrozumieć mieszkańców i kraj, w którym się żyje lub który się odwiedza.

Mar 01

Pagoda Phat Tich – unikalny kompleks nieopodal Hanoi …

Niedaleko Hanoi, w prowincji Bac Ninh, po wschodniej stronie góry Phat Tich, znajduje się unikalny kompleks religijno-kulturalno-historyczny. Pagoda buddyjska o której mowa jest niezwykła. Udało nam się już ją odkryć jakiś czas temu, ale nie było nam do niej po drodze, aż do minionego weekendu.

 

 

 

 

Dopiero w minioną niedzielę odwiedziliśmy tę niezwykłą pagodę buddyjską – Chua Phat Tich i mogliśmy podziwiać ją z bliska.Poznaliśmy jej historię, zachwycaliśmy się architekturą i wkładem pracy ludzkich rąk poczynionym w niej, aby mogła ona służyć wiernym i odwiedzającym, radować ich serca, oczy i duszę. W otoczeniu ogrodu, drzew, kwiatów i stawu, spacerując po całym kompleksie czuliśmy się wyjątkowo.

 

 

 

 

Pagoda Phat Tich to wyjątkowe miejsce dla Wietnamczyków i wyznawców buddyzmu. Jest dla nich świątynią, miejscem spotkań, kultu religijnego i bogactwem narodowym. Dla nas to miejsce kulturalne z niezwykłą architekturą i dziełami oraz bogata historią w tle do którego warto zawitać, aby poznać je bliżej. Chua Phat Tich została zbudowana w 1057 roku, ale legendy które krążą po Wietnamie głoszą jej wcześniejsze istnienie już od końca III wieku naszej ery. Świątynia jest reliktem historyczno-kulturalnym. Lokalizacja obiektu jest wyjątkowa, gdyż sprawia, że kompleks jest widoczny z daleka. Całość pagody stanowią trzy warstwy, które powstały z kamienia, z dodatkiem cegły w niektórych miejscach, pooddzielane wałami.

 

 

 

 

Pagoda jest wyjątkowa. Jej wnętrza są bogato zdobione, a ołtarze zadziwiają. Posagi i posążki buddy zapierają dech w piersiach, a kolekcja książek jest zaskakująca. Nie dziwi fakt, że mają ogromną wartość religijną i historyczną. Uznaje się je za wyjątkowe skarby wietnamskiej ziemi i skarby narodowe. Wszystkie rzeźby, zarówno te wyryte w kamieniach, jak i wolno stojące są nietuzinkowe. Są unikalna ozdobą świątyni i całego kompleksu. Poza wizerunkami buddy można podziwiać posągi lwa, słonia, nosorożca, bawołu, konia, które zadziwiają zarówno prostotą formy, jak i pomyślunkiem wykonania. Ponadto znajduje się tutaj wiele grobowców pamietających minione wieki.

 

 

 

 

 

Niewątpliwie najbardziej przyciągającym wzrok jest ogromny posąg Buddy Amitabha, co oznacza nieograniczone światło. Swą wielkością i majestatycznością przyciąga on wzrok z daleka. Jest potężny i wyjątkowy. Zadziwia formą i niezwykłymi rzeźbami wyrytymi w nim i stanowiącymi nietuzinkową ozdobę. Buddę osadzono na podstawie w kształcie lotusa osadzonej w ośmiokącie.

 

 

 

 

Nad całą okolicą góruje wieża z dzwonnicą, która stanowi niewątpliwie wspaniałą ozdobę całego obiektu. Gromadzą się wokół niej wszyscy Ci, którzy pragną ją podziwiać, uwiecznić na zdjęciach, bądź oglądać całą okolicę, gdyż to wspaniały punkt widokowy. W kompleksie można spotkać poza wiernymi, czy odwiedzającymi to miejsce z czysto architektoniczno-kulturalno-historycznych pobudek badaczy interesujących się tymże niezwykłym miejscem.

 

 

 

 

U podnóża góry organizowane sa odpusty jakich wiele można było oglądać w Polsce w czasach naszego dzieciństwa. Towarzyszy im muzyka, tasze z gadżetami, pamiątkami religijnymi, zabawkami i jedzeniem. Przybywające rodziny spędzają tutaj niemalże całe dnie korzystając z bogatej oferty kompleksu. Mogliby tylko bardziej dbać o porządek, ale to dotyczy nie tylko tego miejsca.

 

 

 

 

Pagoda Phat Tich jest niewątpliwie bardzo interesującą świątynią buddyjską, a cały kompleks jest perełką kulturalno-historyczno-religijną, którą warto odwiedzić. Zachęcam do tego zwłaszcza tych, którzy spędzają całe dnie w Hanoi i poszukują miejsc do których mogą się udać w weekendy, z dala od szumu hanoiskiej ulicy.

Lut 24

Muzeum Hanoi, czyli perełka nowoczesnej architektury …

Gdy za oknem wieje i przepaduje można wybrać się zamiast spaceru do galerii, bądź muzeum. I tak też ja często czynię. Tym razem odwiedziłam Muzeum Hanoi położone stosunkowo niedaleko od miejsca, w którym mieszkam, a które odkryłam niedawno. Nie wiem czemu wcześniej się nim nie zainteresowałam, ale na wszystko jest odpowiednia pora.

 

 

 

Muzeum Hanoi zostało otworzone 6 października 2010 roku dla uczczenia tysiąclecia przeniesienia stolicy do Thang Long ( Ha Noi ), o czym pisałam w poście www.zycieipodroze.pl/2016/01/21/wietnam-prowincja-ninh-binh-przepiekne-krajobrazy-i-magiczne-miejsca/. Jest ono niezwykłym obiektem, którego położenie i konstrukcja zadziwia. Bao tang Ha Noi położony jest tuż obok National Convention Centre i jest miejscem, które warto odwiedzić.

 

 

 

 

Muzeum zlokalizowano tuż przy zbiorniku wodnym otoczonym symbolami związanymi ściśle z kulturą wietnamską takimi, jak na przykład żółw, o którym pisałam na stronie http://www.zycieipodroze.pl/2016/03/14/ostatni-zolw-w-jeziorze-hoan-kiem-i-symbol-pokoju/. Wokół niego rozciąga się park, który jest spokojnym miejscem, gdzie można odpocząć od gwaru hanojskiej ulicy.

 

 

Sam budynek muzeum ma oryginalną konstrukcję odwróconej piramidy, czym wyróżnia się na tle otoczenia i zadziwia odwiedzających. W pogodne dni, czy w blasku lamp palących się wieczorem odbija się w tafli akwenu usytuowanego przed nim.

 

 

 

 

Wchodząc do środka obserwujemy, że całość wnętrza zlokalizowana jest przy centralnie położonej, mającej formę i kształt spirali rampie, czyli najeździe. Wszystkie piętra są z nią połączone, dzięki czemu zachowano ciągłość wystawową. Budynek posiada cztery pietra na których można podziwiać zarówno historię Wietnamu, jak i samego miasta Hanoi. Ponadto znajdują się w nim biblioteka, sala konferencyjna i restauracja.

 

 

 

 

Część w której możemy oglądać różne artefakty jest bardzo duża i świetnie zorganizowana. Możemy podziwiać w niej elementy i motywy 1000 letniej historii Hanoi i Wietnamu. Poznajemy w ten sposób bliżej kulturę, architekturę i życie codzienne ludzi zamieszkujących te tereny.

 

 

 

 

Artefaktów jest ponad 50000 zatem potrafią one nie jednego zadziwić. Znajdują się pośród nich kolekcje z kamienia, brązu i ceramiki. Ponadto zbiory mebli, obrazów oraz owadów. Możemy również podziwiać odtworzone domy, scenki bitew, czy elementy towarzyszące wojnie z Amerykanami oraz ulicę taką jaką była wiele lat temu.

 

 

Każdy kto interesuje się historią Wietnamu znajdzie w Muzeum Hanoi interesujące go elementy z nią związane. Poza stałą wystawą organizowane są również ekspozycje czasowe, które przyciągają zainteresowanych. Zatem jeśli mieszkasz w Hanoi, albo spędzasz tutaj troche czasu, a interesujesz się Wietnamem i jego historią, zajrzyj do Bao tang Ha Noi i podziwiaj wspaniałą architekturę budynku oraz niezwykły zbiór artefaktów zgromadzonych w muzeum.

Lut 22

Flamingo – weekendowa odskocznia od Hanoi …

Kiedy wiosna przybywa, a słoneczko przygrzewa spędzanie czasu na łonie natury to sama przyjemność. Nie wszyscy jednak lubią dzikie, nieodkryte tereny, czy też odległe miejsca. Dla osób mieszkających w Hanoi dobrą alternatywą jest spędzenie weekendu w Resorcie Flamingo, do którego jedzie się ze stolicy Wietnamu nawet nie godzinkę. Jest to doskonałe miejsce na spędzenia niedzieli z partnerem, czy w towarzystwie rodziny, korzystając z bogatej oferty ośrodka. Można spędzić też więcej czasu, ale noclegi są dość drogie i opcja wycieczki jednodniowej wydaje się najlepszym rozwiązaniem.

 

 

Flamingo Dai Lai Resort położony jest zaledwie 45 kilometrów od Hanoi. Zlokalizowany jest pośród gór, w otoczeniu rzeki i jeziora, a także sztucznych akwenów. Jego teren jest bardzo zielony i kolorowy dzięki pięknym drzewom, krzewom oraz kwiatom. Położenie na rozległym terenie sprawia, że jest on oazą ciszy i spokoju, w której każdy znajdzie przytulny zakątek dla siebie.

 

 

Co prawda za wjazd na teren Resortu Flamingo trzeba zapłacić 165.000 VND ( wietnamskich dongów ), czyli 30 złotych. Cóż to znaczy w stosunku do tego, co ma nam do zaoferowania to świetnie przygotowane miejsce. Kupując bilet otrzymujemy w pakiecie możliwość korzystania bezpłatnie z elektrycznych pojazdów jeżdżących po całym terenie, gdy ktoś ma takie życzenie. Ponadto darmowe jest korzystanie z placu zabaw i zjeżdżalni wodnych, plaży, czy też wizyty w Wonder Park. Można także wędkować i oglądać ,,Flamingo Art,, oraz odbyć rekonesans po uliczkach i zakamarkach resortu podczas ,,Flamingo Villas Tour,,.

 

 

 

 

Z kolei na inne atrakcje otrzymuje się 50% zniżki. Są pośród nich karaoke, wypożyczanie łodzi, kajaków, rowerów wodnych, łódki banana, rowerów, czy korzystanie ze stołu bilardowego.  Poza wymienionymi atrakcjami Resort Flamingo posiada pole golfowe, które jest bardzo zadbane, a obsługa bardzo miła. Można udać się także do Centrum Spa, które oferuje różnorodne zabiegi relaksacyjne i kosmetyczne.

 

 

 

 

Na terenie Flamingo można skorzystać z barów oraz restauracji i skosztować różnorodnych dań, drinków, koktajli oraz specjałów kawowych, które wśród uroczego otoczenia i wyjątkowej przyrody smakują wybornie.  Do wyboru są maleńkie bary, restauracja położona w lesie, czy elegancka restauracja zlokalizowana przy zbiorniku wodnym, w której czas umilają dźwięki muzyki granej na fortepianie.

 

 

Spacery i przejażdżki pośród gór oraz akwenów wodnych, w otoczeniu pięknej zieleni, palm, drzew liściastych i iglastych są prawdziwą przyjemnością. Z dala od zgiełku i zatłoczenia ulicznego typowego dla Hanoi można w ciszy i spokoju spędzić fantastyczny czas. A wszyscy, czyli zarówno pary, przyjaciele, jak i rodziny z dziećmi znajdą we Flamingo wiele atrakcji dla siebie. Nowożeńcy wybierają to miejsce na swoje ślubne sesje fotograficzne, co wcale nie dziwi. Mogą pozować w Resorcie Flamingo zarówno na tle gór, jeziora, czy tez pośród lasów liściastych, albo iglastych lub wybierając jako plener otoczenie pięknych kolorowych kwiatów.

 

 

Dzień spędzony w Resorcie Flamingo może być prawdziwą przyjemnością, czasem harmonii, złapania oddechu i świeżego powietrza przed powrotem do miasta i jego specyfiki. Jego bliskie położenie, zaledwie 45 kilometrów od Hanoi, możliwość szybkiego dojechania skuterem, motorem, samochodem, czy autobusem niewątpliwie zachęca, aby go odwiedzić. Zatem jeśli nie wiesz, co robić w słoneczną niedzielę to jedną z opcji jest Resort Flamingo i spędzenie miło czasu pośród przyrody, z dala od zgiełku miasta oraz unoszących się w powietrzu spalin.

Lut 15

Domem na kółkach wzdłuż wschodniego wybrzeża Australii …

O niezwykłej, fascynującej i zaskakującej Australii pisałam w poprzednim wpisie www.zycieipodroze.pl/2017/02/08/przygoda-w-australii-czyli-spelniajace-sie-dzieciece-marzenie/, a teraz będzie słów kilka o trasie, którą pokonaliśmy w ciągu 12 dni. Odwiedziliśmy wiele miejsc i przejechaliśmy 3800 kilometrów. Naszą podróż wzdłuż wschodniego wybrzeża rozpoczęliśmy w Sydney. Tam czekał już na nas wynajęty wcześniej dom na kółach. Służył on nam jako dom i środek transportu w drodze. Jego wybór okazał się strzałem w dziesiątkę. Od kilkunastu lat myśleliśmy o tej formie podróżowania, a teraz stała się ona możliwa.  Do przemieszczania się kamperem potrzebna jest infrastruktura, a ta w Australii jest znakomita. Niewątpliwie ten najmniejszy kontynent jest wprost stworzony, aby przemierzać go domem na kółkach. Nasza trasa, jak wspomniałam wcześniej, liczyła 3800 kilometrów, a przemierzenie drogi z Sydney do Cairns, a właściwie i Port Douglas oraz zwiedzanie zajęło nam 12 wyjątkowych, pięknych i magicznych dni. Poniżej zamieszczam mapkę z naszą trasą, która wiodła przez ogromne przestrzenie, niezwykłe drogi i okalającą wszystko dookoła wyjątkową przyrodę.

 

 

Sydney zaskoczyło nas ciekawą architekturą, przyjaznymi uliczkami i świetną organizacją. Opera House wreszcie widziana na żywo okazała się niezwykłą budowlą. Z bliska jest jeszcze bardziej interesująca niż na zdjęciach, filmach, czy w programach o Australii. Poza odwiedzeniem opery i spacerze koło niej można spędzić przemiły czas na Starówce – The Rocks i radować oczy niezwykłymi kształtami budynków oraz poczuć atmosferę tegoż wyjątkowego miejsca. Z kolei Sydney Harbour Bridge to faktycznie okazały most. Jest miejscem doskonałym do spacerów, czy tez świetnym punktem widokowym, ale też wykorzystywany jest w celach wspinaczkowych.

 

 

Po długiej podróży samolotem nasz pierwszy postój, już po odebraniu kampera, zaplanowaliśmy w Macquarie Park w Sydney skąd następnego dnia naszym domem na kółkach po zwiedzeniu miasta i zaopatrzeniu lodówki udaliśmy się w stronę Blue Mountains. Fantastyczne widoki towarzyszyły nam tego i następnego dnia zarówno w czasie podróży, jak i spacerów. Zatrzymaliśmy się w Katoombie, która stanowiła świetną bazę wypadową. Zwiedziliśmy Scenic World, Three Sisters i kilka punktów widokowych, zwanych lookout. Jechaliśmy także trzema rodzajami kolejek dzięki czemu mogliśmy podziwiać całą okolicę, zarówno piękne góry, Blue Mountains National Park, Jamison Valley, jak i wodospady, choć było w nich mało wody.

 

 

Stąd udaliśmy się drogą wiodącą przez Wollemi National Park i Yengo National Park, gdzie mogliśmy podziwiać choć z daleka kangury żyjące na wolności, za Newcastle i zatrzymaliśmy się w The Ruins Campground położonym w kolejnym Parku Narodowym Booti-Booti tuż przy szerokiej plaży i głazach, za którymi można było dostrzec pływające i skaczące ponad falami delfiny.

 

 

Kontynuując naszą podróż dotarliśmy do Portu Macquarie, gdzie podziwialiśmy piękny widok ze wzgórza, na którym umiejscowiono latarnię. Ponadto odwiedziliśmy szpital dla koali, czyli Koala Hospital, będący wyjątkowym miejscem, w którym leczy się i operuje oraz daje schronienie chorym zwierzętom. Tuż obok znajduje się Roto House, czyli dom z oryginalnym wyglądem i wnętrzem z XIX wieku, który mogliśmy podziwiać. To niezwykłe miejsce oddaje znakomicie atmosferę minionych wieków i styl życia ludzi żyjących w ówczesnych realiach. Będąc w Port Macquarie warto odwiedzić tutejsze Billabong Zoo, w którym możemy spotkać koala, krokodyle, wesołe kangury chętne do zabawy i karmienia oraz innych interesujących mieszkańców tegoż miejsca.

 

 

Tym razem na nocleg zatrzymaliśmy się naszym domem na kółkach w uroczym miejscu, ni to dżungli, ni to buszu, położonym tuż przy plaży, czyli w Smoky Cape Campground położonym w Hat Head National Park. Spędziliśmy tam urocze magiczne wieczorne chwile nad morzem, wsłuchiwaliśmy się w odgłosy dochodzące od strony drzew, a rano czekała na nas niespodzianka. Odwiedziły nas kangury mieszkające w tych okolicach. Można powiedzieć, że się nieco zaprzyjaźniliśmy, gdyż towarzyszyły nam cały poranek i skosztowały naszego śniadania. Było to ciekawe i radosne doświadczenie.

 

 

 

 

Stąd udaliśmy się do tuż obok położonej latarni – Smoky Cape Lighthouse. Zarówno sam obiekt, jak i okolica wyglądały niezwykle, a widok rozciągający się ze wzgórza był zachwycający. Także i tutaj spotkaliśmy kangury. Niedaleko znajduje się Trial Bay Goal, które było więzieniem. Można je podziwiać do dziś, a co istotne  rozciąga się stad wspaniały widok na całą okolicę.

 

 

Udając się w dalszą drogę mieliśmy w planie zatrzymać się na postój w okolicach Balliny, czy też Byron Bay, ale kampingi były wręcz oblężone, gdyż był to czas weekendu, do tego kończący wakacje, więc dotarliśmy do Nimbin, które i tak było w planach. Po zaparkowaniu udaliśmy się na spacer do tego hippisowskiego miasteczka zobaczyć, jak wygląda w nim życie wieczorne, albo i nocne. Ku naszemu zaskoczeniu większość lokali zamykano około 21.00 więc niełatwo już po tej godzinie coś zjeść. Ponieważ tego wieczora nie gotowaliśmy kolacji, gdyż miejsce, gdzie parkowaliśmy było podmokłe po ulewie i pełne komarów, więc załapaliśmy się na ostatnią tego wieczora włoską pizzę prosto z pieca, zresztą bardzo smaczną i serwowaną faktycznie przez Włocha mieszkającego w Nimbin od kilku lat. Na jedzeniu, polsko-włoskich pogaduszkach minęła nam część wieczoru. Następnie spacerując po miasteczku spotykaliśmy hippisów i nie tylko, spędzających razem czas i bawiących się radośnie. Przy muzyce granej na żywo i pysznym piwie australijskim spędziliśmy resztę wieczoru. Miasteczko rodem z westernu i zamieszkałe przez hippisów okazało się przyjemnym, spokojnym miejscem, choć o specyficznym klimacie, w którym można spędzić miło czas.

 

 

W drodze do Brisbane zmieniliśmy nieco plany. Nie wjeżdżaliśmy do Gold Coast. Na trochę zatrzymaliśmy się w Brisbane. Między innymi po to, aby odwiedzić sklep dla audiofili, gdzie zakupiliśmy nowy gramofon i kilka płyt winylowych. Odtąd podróżowaliśmy już z dodatkowym bagażem, ale jakże cennym z naszego punktu widzenia. Dla zainteresowanych – gramofon dotarł w całości do Wietnamu i możemy wieczorami raczyć się dźwiękami muzyki płynącej z niego. Z Brisbane podążyliśmy drogą do Harvey Bay zatrzymując się w trakcie w różnych miejscach.

 

Świadomie nie zdecydowaliśmy się na odwiedzenie Fraser Island, gdyż zamierzaliśmy odwiedzić inną z wysp. W Harvey Bay zatrzymaliśmy się na postój tuż przy morzu. Kolacyjka w takim otoczeniu smakowała wybornie, a spacer brzegiem morza był znakomitym uwieńczeniem całego, długiego dnia.

 

 

Wracając na trasę odwiedziliśmy winnicę – Ohana Winery and Exotic Fruits, gdzie mogliśmy skosztować, jak i zakupić lokalne trunki, a ich różnorodność była zaskakująca. Można było wybierać wśród win musujących, wytrawnych i różnorodnych likierów, nawet dwudziestoletnich.

 

 

 

Ponieważ odwiedziliśmy winnicę nie zatrzymywaliśmy się już w destylarni rumu w Bundaberg. Z kolei udaliśmy się do Heritage Village w Rockhampton, czyli skansenu zawierającego historię lat 1850-1950 z charakterystycznymi dla niej budynkami, pojazdami i stylem życia.

 

 

 

 

Stąd mieliśmy już bardzo blisko do Yeppoon, w którym zaplanowaliśmy nasz postój. To urocze miasteczko położone nad samym oceanem zachwyciło nas bardzo. Spędziliśmy w nim miło czas. Mogliśmy nacieszyć się plażą, spacerem, podziwianiem kitesurfingowców i posiedzieć w lokalnej knajpce racząc się piwem o wymownej nazwie ,,Kościuszko,, oraz rozmawiając z australijskimi znajomymi. Położenie miasteczka pośród gór i oceanu jest niezwykłe, a aura panująca dookoła wyjątkowa. I choć to miejsce typowo turystyczne można poczuć się w nim bardzo dobrze.

 

 

 

 

Z Yeppoon udaliśmy się w stronę Airlie Beach, z którym wiązaliśmy nasze różne plany. I choć pogoda nas nie rozpieszczała, gdyż padało bardzo, momentami ulewnie, udało nam się zrealizować choć część z nich. Polecieliśmy hydroplanem nad Wielką Rafę Koralową- The Great Barier Reef i mogliśmy podziwiać jej niezwykłość i wyjątkowość. Przekonaliśmy się, że rafa w kształcie serduszka – Heart Reef istnieje naprawdę. I choć może nie jest tak duża, jak to pokazują różne zdjęcia, czy filmy, jest fascynującym zjawiskiem. Lot nad rafą koralową był niezwykły, a wylądowanie tuż przy plaży Whitehaven Beach było magicznym doświadczeniem. Mogliśmy w ten sposób pobyć choć kilka chwil na Whitsunday Island, nacieszyć się ciepłym Morzem Koralowym, białym piaseczkiem, a nawet skosztować szampana ciesząc się tą chwilą. Tak bardzo chciałam tu być, a mój mąż sprawił, że przygoda z rafą koralową i wyspami położonymi tuż obok przerosła moje oczekiwania.

 

 

 

 

Z Airlie Beach nie udało nam się wypłynąć z powodu warunków atmosferycznych na wędkowanie, ale zrobiliśmy to nieco później w innym miejscu. Pogoda nie była zachęcająca do pozostania, więc ruszyliśmy dalej udając się do niezwykłego Bowen. Siedząc, już wieczorkiem, na skałach wchodzących w ocean mogliśmy podziwiać wynurzające się delfiny, wydry i pływające ogromne płaszczki, a naszemu pobytowi towarzyszył dźwięk szumiących fal.

 

 

Następnego dnia mijaliśmy różne piękne miejsca. Zatrzymaliśmy się w Billabong Sanctuary nieopodal Townsville, gdzie przeżyliśmy niezapomniane momenty z koalami. Mogliśmy spędzić z nimi kilka chwil, a także pozwolić sobie na małą sesję fotograficzną. Koala to śpiochy, ale wybudzone potrafią być naprawdę zabawne, tak jak jeden z naszych nowych przyjaciół 🙂 Większość zachowuje się jednakże jak dzieci. Kiedy weźmiemy je na ręce wtulają się w nas i ani myślą rezygnować z przytuleń i głaskania. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle, że bierzemy je na ręce, ale uwierzcie jest to niepowtarzalne doświadczenie, które na zawsze pozostaje w sercu i duszy oraz we wspomnieniach. Poza koalami były też i inne zwierzęta, ale to one w tym miejscu skradły nasze serca.

 

 

Z Townsville udaliśmy się do Mission Beach, gdzie zatrzymaliśmy się na noc. Byliśmy sami na kempingu, a na plaży widzieliśmy tylko dwójkę ludzi spacerujących z pieskami. To był wyjątkowo spokojny wieczór, po którym nastał nowy dzień.

 

 

Ponieważ nie wypłynęliśmy i z Mission Beach na wędkowanie udaliśmy się w drogę do Cairns. Zatrzymaliśmy się w Wooroonooran National Park, gdzie podziwialiśmy magiczne góry z największym szczytem Mount Bartle Frere mierzącym 1622 metry n.p.m. oraz spędziliśmy czas przy pięknym wodospadzie Josephine Falls, który urzeka i zadziwia, a woda w nim płynie niezwykle wartkim, żywym strumieniem. Pewnie wyglądał tak niezwykle dlatego, że ostatnio padały deszcze.

 

 

Cairns było naszym docelowym miastem kończącym podróż naszym domem na kółkach. Przybyliśmy tutaj na tyle wcześnie, że mogliśmy zwiedzić Kurandę i Port Douglas, a także skorzystać z różnych przyjemności. Nieco zawiodło mnie Muzeum Aborygenów, czyli Tjapukai. Przyznam, że spodziewałam się czegoś innego, po prostu mniej komercyjnego. Z kolei natura dookoła, góry, skały, morze, wodospady i wodospadziki były urzekające. Droga z Cairns do Port Douglas wiodąca przez Palm Cove jest magiczna. Wiedzie przy samym oceanie i ukazuje piękne góry, zielone lasy tropikalne, białe plaże, skałki, kamienie i wodospadziki w całej okazałości. To trzeba zobaczyć, aby to zrozumieć i docenić.

 

 

Z Cairns udaliśmy się także łodzią, aby trochę powędkować. Udało nam się złapać parę mniejszych i większych okazów świata podwodnego. Były pośród nich ryby i rekiny, którym po ucałowaniu przywracaliśmy dawne życie oddając je oceanowi. To było wspaniałe uwieńczenie naszej przygody w Australii.

 

 

 

 

Nasz przygoda domem na kółkach z Australią dobiegła końca, a raczej jej pierwsza część. I wierzymy, że dalszy ciąg nastąpi. Nasz kamper spisał się znakomicie i zapewne w ten sposób będziemy podróżować jeszcze nie jeden raz. To było 12 niezapomnianych dni pełnych wyjątkowych, nowych i zaskakujących chwil.

 

 

Australia to piękny, magiczny i fascynujący kraj pełen niespodzianek, a podróż domem na kółkach to niewątpliwie jedna z najwspanialszych możliwości przemieszczania się z miejsca na miejsce, bycia niezależnym i samowystarczalnym. Ta przygoda, Australia i jej wschodnie wybrzeże pozostaną już na zawsze w nas i w naszych sercach. Jesteśmy wdzięczni, że mogliśmy spełnić dziecięce marzenia i przeżyć tę niezapomnianą przygodę. Do zobaczenia Australio 🙂

Lut 08

Przygoda w Australii, czyli spełniające się dziecięce marzenie …

Są takie marzenia, które spełniają się po kilku, kilkunastu, czy nawet kilkudziesięciu latach. Tak jest i z moją Australią. Marzyłam o niej już bardzo dawno jako mała dziewczynka, czy też nastolatka. Oglądając ,,Ptaki ciernistych krzewów,, i ,,Powrót do Edenu,, oraz ,,Krokodyla Dundee”, filmy którym towarzyszyła sceneria australijskich rozległych przestrzeni, bardzo chciałam tam być. Było to od kilkudziesięciu lat miejsce, w którym chciałam być. I teraz, po czterdziestce, Australia stanęła przede mną i moim mężem otworem, a zrealizowanie dziecięcego marzenia stało się faktem i naszym udziałem. Przemierzyliśmy wschodnim wybrzeżem tegoż niezwykłego, pełnego niespodzianek kraju 3800 kilometrów kamperem. Taki styl podróżowania był naszym marzeniem, gdy mieszkaliśmy w Polsce, czy też w Katarze. Zrealizowaliśmy je teraz, choć już niestety tylko we dwoje, w fizycznym wymiarze. Duchowo Adaś, nasz synek, jak zawsze, był z nami.

Australia

 

 

 

 

 

 

Australia to ogromny, niezwykły, różnorodny i zachwycający kraj. My naszą pierwszą część przygody z nią rozpoczęliśmy w Sydney, a zakończyliśmy w Cairns. Na pokonanie tej drogi mieliśmy niestety niecałe dwa tygodnie, więc zaplanowaliśmy naszą podróż według własnego uznania.  Zatrzymywaliśmy się tam, gdzie sami chcieliśmy i była to dla nas wyjątkowa podróż. Ten przepiękny, wschodni odcinek australijskiej drogi to pierwsza część naszej przygody z Australią i mam nadzieję, że nie ostatni. Zamierzamy wrócić do tego magicznego, wyjątkowego i zaskakującego kraju.

 

 

 

 

 

 

Australia jest ogromnym państwem położonym na półkuli południowej i jednocześnie najmniejszym kontynentem. Choć jest znacznie większa od Polski zamieszkuje ją niewiele ponad 24 miliony ludności. Najgęściej zaludnione jest wschodnie i południowo-wschodnie wybrzeże. W drodze zauważalna była znaczna różnica pomiędzy większymi skupiskami  na obszarze od Sydney do Brisbane, a znacznie mniejszymi i oddalonymi od siebie z Brisbane do Cairns, a nawet Port Douglas. I choć wszędzie bardzo nam się podobało to właśnie Queensland z ogromnymi przestrzeniami, odległościami, Wielką Rafą Koralową, suchszymi terenami rodem z buszu, czy też tropikalnymi lasami deszczowymi w postaci dżungli zachwyciło nas najbardziej.

 

 

 

 

 

Podróżując kamperem, pokonując setki i tysiące kilometrów, mogliśmy podziwiać łąki, pastwiska, pola, góry, doliny, jeziora, rzeki, parki narodowe i magiczne wschodnie wybrzeże okolone wodami Morza Koralowego, będącego częścią Oceanu Spokojnego. W czasie naszej australijskiej drogi mieliśmy przyjemność parkować na noc w niezwykłych miejscach, świetnie przygotowanych kempingach i spotykać wyjątkowych ludzi, zarówno miejscowych, jak i podróżujących w podobny sposób jak my. Ich ilość była naprawdę zaskakująca. W Australii podróżowanie kamperem, czy przebywanie w miejscach wyznaczonych na biwakowanie, jest bardzo popularne. Sami Australijczycy stanowią znakomitą większość relaksującą się i przemierzającą kraj w celach podróżniczych i wakacyjnych. Towarzyszy im przy tym luz i dystans do otaczającej rzeczywistości. Są mili, aczkolwiek nie nachalni. W czasie podróży człowiek czuje się pośród nich, jak swój.

 

 

 

 

Z kolei niezwykły ład oraz porządek, dosłownie wszędzie, wskazuje na to, że Australijczycy są dobrze zorganizowani i dbają o otoczenie wokół nich. Jest to naturalne w ich postawie, jakby wyssane z mlekiem matki. Zarówno prywatne posesje, jak i ogromne pastwiska są piękne, zadbane, wykoszone i wypielęgnowane. Wydaje się niemalże niemożliwym, że dookoła tak może być. A jednak w Australii to możliwe. Stąd całe otoczenie, przyroda i drogi są jeszcze bardziej zachwycające, gdyż nie zakłóca ich żaden nieporządek.

 

 

 

 

W Australii nie można się nie zakochać. Zwłaszcza w zielonych połaciach pastwisk, łąk, gęstych od drzew i krzewów parkach narodowych, niezwykłym, różnorodnym wybrzeżu, zielonej tropikalnej dżungli wydającej wyjątkowe odgłosy typowe dla niej lub odmiennie w odgłosach buszu i jego wyglądzie. Charakteryzuje się on znacznie rzadszą roślinnością pośród której można spacerować, w przeciwieństwie do dżungli, gdzie często jest to wręcz niemożliwe, chyba, że będzie się ją karczowało maczetą 🙂 Busz występuje na terenach suchszych stąd jest mniej zielony niż soczyście zielone lasy deszczowe, czy roślinność tropikalna typowa dla wilgotniejszych rejonów. Trawy wokół niego są wysuszone. Jednakże busz ma swój urok, który mi przypomina niemalże prerie. Odgłosy wydobywające się z niego są spokojniejsze, choć wcale nie mniej interesujące. Zadziwiające jest to, że zarówno odgłosy dżungli, jak i buszu, nie przeszkadzają, a może wręcz sprawiają, że śpi się doskonale w ich towarzystwie.

 

 

 

 

 

 

Gdy pokonuje się tysiące kilometrów australijską ziemią ma się wrażenie jakby było się nie w jednym, a w kilu krajach, gdyż krajobraz ulega przemianom, a my dopiero zobaczyliśmy ułamek Australii. Odległości, ogromne przestrzenie, czas podróży są równie zadziwiające, jak i niezwykłe osobniki zamieszkujące ten wyjątkowy kontynent. Poza ogromną ilością krów, owiec i koni widzianych na pastwiskach spotyka się duże ilości kangurów. Są one bardzo ruchliwe stąd często widać ślady zderzeń pojazdów z nimi na drogach. Poza tym są stosunkowo przyjazne, czego mieliśmy dowód, gdy odwiedziły nas pewnego ranka podczas jednego z postojów. Chętnie skosztowały naszego śniadania i potowarzyszyły nam. Ponoć kangurów w Australii jest dwa razy więcej niż mieszkańców. Faktem jest, że my widzieliśmy je dość często. Co innego słodkie śpiochy koala, które mogą drzemać około 18 godzin na dobę. Wtulają się one w człowieka niemalże, jak małe dzieci i ani myślą rezygnować z tej przyjemności. Jeden nawet sam bardzo chętnie wyciągał rękę po nasze dłonie i trzymał je ku obopólnej radości.

 

 

 

 

 

 

Australia, choć jest jednym z najbardziej płaskich kontynentów, posiada wiele gór, wzgórz i interesujących skał, co czyni ją jeszcze bardziej różnorodną. Z kolei wybierając się na przejażdżkę hydroplanem, samolotem, czy helikopterem można podziwiać ogromną, magiczną Wielką Rafę Koralową – The Great Barrier Reef i okalające ją wysepki. Jest ona największą tego typu formą na świecie. Rozciąga się wzdłuż wschodniego i północno-wschodniego wybrzeża Australii łącząc, a może dzieląc 🙂 Morze Koralowe z Oceanem Spokojnym. Rafa koralowa jest niezwykłym miejscem powstałym przede wszystkim z koralowców i innych szkieletów organizmów wchodzących w jej skład. Bajeczna i przeurocza zachwyca oraz fascynuje. Ku mojej radości rafa w kształcie serca – Heart Reef istnieje naprawdę i mogłam ją zobaczyć na własne oczy, a było to jedno z moich australijskich marzeń. Jest przepiękna i naprawdę serduszkowa 🙂 Nie mam żadnych wątpliwości, że trzeba ją zobaczyć będąc w Australii. Warto także pobyć choć kilka chwil na jednej z wysp położonych tuż przy rafie racząc się ciepłą tonią wód Morza Koralowego, jak i stąpając po bielusieńkim, drobnym piaseczku. Stworzona do tego jest plaża Whitehaven Beach położona na wyspie Whitsunday. Rozciąga się ona na długości 7 kilometrów i jest niezwykła.

 

 

 

 

Australia jest krajem charakteryzującym się ogromnymi połaciami łąk, pastwisk, parków, uroczego wybrzeża z Wielką Rafą Koralową włącznie, jak i krainą zamieszkałą przez niezwykłe zwierzęta, czyli kangury, koala, krokodyle, kangury, węże, jaszczurki, delfiny, wydry i inne. Przy czym najbardziej uciążliwe sa muchy. Jest to miejsce, w którym ruch jest lewostronny, kościoły są niemalże na każdym kroku, choć tak jak i większość australijskich domów, są one parterowe, znacznie rzadziej wyższe, nie rzadko w westernowym stylu. Duży odsetek społeczeństwa ma  nadwagę, co jest widoczne niemalże na każdym kroku. Poza tym to kraj bardzo bezpieczny, a mięso kangura można kupić niemalże w każdym sklepie. Ulubionymi daniami są potrawy grillowane, które Australijczycy uwielbiają. Przy każdym domu znajduje się grill i stanowisko do przyrządzania dań tą metodą.

 

 

 

 

 

 

Przemierzając przez Australię spotyka się znaki drogowe, które w innych miejscach nie sa popularne. Uwaga Kangur! Koala! Kazuar! i tym podobne 🙂 I choć wschodnie wybrzeże charakteryzuje się słoneczną aurą my codziennie doświadczaliśmy deszczu, burz, a nawet ulew. Australia ich jednak potrzebuje, gdyż ponoć w ciągu ostatnich dwóch lat było ich zbyt mało. My dość często modyfikowaliśmy nasze plany z ich powodu. Jednakże takie deszcze, może poza ulewami, były na ogół przyjemne. Przypominały nam burze i aurę tuż po nich z czasów dzieciństwa, gdy powietrze aż pachniało po letnim deszczyku. Tak do tej pory jest w Australii.

 

 

 

 

 

 

Australia widziana moimi oczami, a bynajmniej jej wschodnie wybrzeże, to piękna, magiczna i olbrzymia kraina zachwycająca zielonymi, rozległymi przestrzeniami, zaskakującymi zwierzętami i wspaniałą naturą dookoła. Dla nas to była kraina marzeń i ich nie zawiodła, a wręcz rozbudziła apetyt na więcej. Naszą trasę przedstawię bardziej szczegółowo w następnym wpisie do przeczytania którego już zachęcam. A dziś pozostawiam Was Moje Drogie Czytelniczki i Moi Drodzy Czytelnicy sam na sam z moim powyższym postem i zdjęciami, abyście mogli radować się ze mną Australią i wierzyć w spełniające się dziecięce marzenia, takie jak nasza przygoda w Australii.

Starsze posty «