Gru 07

Święta Bożego Narodzenia w Wietnamie …

Tak jak prawie na całym świecie także i w Wietnamie obchodzone są święta Bożego Narodzenia. Choć cały czas tradycyjne religie w tym kraju to buddyzm oraz chińska filozofia taoizmu i konfucjanizmu to chrześcijanie stanowią liczną mniejszością religijną – około 9% całej populacji. Obecnie Boże Narodzenie jest uznawane za jedno z ważniejszych wydarzeń w wietnamskim kalendarzu. Jednak jak pokazuje historia różne były losy tego ważnego dla chrześcijan święta.

Boże Narodzenie w Wietnamie ma złożoną historię. Już za czasów panowania Francuzów i Indochin w tej części świata chrześcijanie, z których większość to katolicy, obchodzili święta Bożego Narodzenia. Kiedy komuniści przejęli władzę, a więc od 1975 roku, nie było to już takie oczywiste. Relacje na linii państwo-kościół uległy rozluźnieniu, aby nie rzec znacznemu pogorszeniu i tym samym dla chrześcijan zaczął się trudniejszy czas pod względem religijnym. Sytuacja znacznie poprawiła się w latach osiemdziesiątych XX wieku, kiedy polityka uległa złagodzeniu i zliberalizowaniu. Wówczas Święta Bożego Narodzenia powróciły do łask, choć nie wiążą się z dniem wolnym od pracy.

Obecnie Boże Narodzenie uważane jest jako jedno z ważniejszych festiwali w Wietnamie, choć daleko mu do popularności obchodów Tet, czyli wietnamskiego Nowego Roku, Festiwalu Księżycowego, czy urodzin Buddy. Co istotne celebrują nie tylko chrześcijanie, ale też członkowie innych wyznań, a nawet ateiści. Dla wielu osób Boże Narodzenie ma iście komercyjny wymiar. W sklepach jest mnóstwo dekoracji tematycznych, słodyczy, a w  tle słychać dźwięki kolęd tak jak i w krajach europejskich czy też innych. Można kupić ciasteczka imbirowe lub chatki z piernika, albo samemu wykonać, tak jak my jednego roku, o czy mowa w poście www.zycieipodroze.pl/2015/12/07/nasza-chatka-z-piernika/.

Dla chrześcijan Boże Narodzenie to bardzo ważne wydarzenie. Jako ciekawostkę dodam, że Jezus Chrystus nazywany jest w Wietnamie Kitô. Co istotne Wigilia jest ważniejsza niż dzień Bożego Narodzenia. Wówczas chrześcijanie gromadzą się licznie w kościołach na pasterce. Po wyjątkowej modlitwie wracają do domów na rodzinną kolację. Tradycyjnie podawana jest zupa z kurczaka Phó gà, indyk pieczony oraz świąteczny pudding. Kiedyś w nie jednym domu posiłek ograniczał się tylko do zupy. Pozostałe dania zarezerwowane były tylko dla bogatszych warstw społeczeństwa.

W czasie świąt w kościołach można podziwiać tradycyjne szopki, a nie rzadko być świadkami spektakli tematycznych. W Wietnamie, tak jak i w innych krajach, znany i lubiany jest zwyczaj obdarowywania się prezentami. Zwłaszcza dotyczy to młodszych członków rodzin. Wystawiają oni buty przed drzwi lub też wyczekują prezentów położonych pod choinką.

Zatem, jak widać święta Bożego Narodzenia cieszą się popularnością niemalże na całym świecie. Także tutaj w Wietnamie są obchodzone. Co prawda przez jednych uroczyście, a przez innych traktowane jako miły czas, ale czyż tak nie jest i w innych krajach?

Share

Gru 04

Kalendarz adwentowy i jego historia …

Kalendarz adwentowy ma wyjątkową historię. Jego tradycja jest znana i pielęgnowana w wielu krajach na całym świecie głównie w rodzinach chrześcijańskich. Kalendarz adwentowy wprowadza nas dzień po dniu w  magiczny nastrój świąt. A czymże on jest?

Kalendarz adwentowy służy do odliczania dni od pierwszego dnia Adwentu do Wigilii Bożego Narodzenia. Pomysł narodził się już w XIX wieku w Niemczech. Podobnie zresztą jak wieniec adwentowy. Wymyślili go i stworzyli niemieccy luteranie.  Pozwalał im na odliczanie dni adwentowych do samej Wigilii. Kalendarz adwentowy miał wzmacniać radość z oczekiwania na Boże Narodzenie. Już wtedy każdego dnia wieszano w domach obrazek dotyczący świąt w oczekiwaniu na przyjście Jezusa. Innym sposobem było zapalanie codziennie jednej z 24 świeczek. Skreślano także po jednej z 24 kresek narysowanych kredą na drzwiach. W domach katolickich najczęściej wkładano po jednym źdźble słomy do szopki aż do Wigilii. W niemieckim miasteczku Gengenbach w oknach ratusza można oglądać w dni Adwentu 24 świąteczne obrazy. W kalendarzu adwentowym nie znajdziemy miesięcy, ani dni tygodnia. Choć tradycja wywodzi się z Niemiec powędrowała bardzo szybko dalej w świat. Znana jest na terenie Szwajcarii, Austrii i Skandynawii, a obecnie i w wielu innych krajach. W Polsce również zakorzeniła się na dobre. Pierwsze drukowane kalendarze adwentowe pojawiły się w 1902 roku w Hamburgu i miały kształt zegara z cyframi od 13 do 24. Następnie po dwóch dekadach wprowadzono 24 cyfry. W 1903 roku w Monachium powstała drukowana wersja kalendarza adwentowego. Składała się z 24 obrazków do wycięcia oraz specjalnego arkusza do naklejania z okienkami już wcześniej przygotowanymi. Tradycja ewoluowała i zmieniała stopniowo swoje oblicze. Doszło do powstania słodkiego kalendarza adwentowego. Z tym wydarzeniem wiąże się historia pewnego drukarza Gerharda Langa, który jako mały chłopiec nie mógł się doczekać Wigilii. Ciągle zamęczał swoja mamę pytaniami o to kiedy nadejdzie ten dzień, kiedy będzie Wigilia? Nieco zniecierpliwiona mama narysowała na kartonie 24 cyfry i doszyła do nich rodzaj podłużnych biszkoptów. Mały Gerhard mógł zjadać jedno ciastko każdego dnia. Już jako dorosły człowiek rozpoczął on w 1930 roku produkcję kalendarzy z czekoladkami w środku, które występują i dziś. Wówczas skomercjonalizował się zwyczaj kalendarza adwentowego. Wymyślano coraz to nowsze jego wersje. Wciąż jednak towarzyszyła temu jedna idea, a mianowicie przygotowanie do świąt i tworzenie magicznej atmosfery. Często przypominano w nich sceny z Biblii i szopki znajdujące się w kościołach. Kalendarz z otwieranymi okienkami cieszył się niesamowitą popularnością. Pojawiały się także wersje dla ludzi bogatych i z wyższych sfer dla których artyści tworzyli specjalne kalendarze adwentowe. To były małe dzieła tworzone ręcznie i wymagały niezwykłego kunsztu oraz talentu. Obecnie coraz częściej  wraca się do pierwotnej formy kalendarza adwentowego. Wielu z nas zdecydowanie chce oddzielić go od słodyczy. Często dąży się, aby nie był też w formie przedmiotów materialnych. W wielu domach przygotowuje się go samodzielnie i taki kalendarz jest po prostu bezcenny. Raduje zarówno tych, którzy go tworzą, jak i tych którym służy jako zegar odmierzający czas do Wigilii Bożego Narodzenia. Przyjmuje także postać opowieści, historii biblijnych czytanych wspólnie przez 24 dni, bądź śpiewania kolęd i pastorałek w oczekiwaniu na przyjście Pana. Nierzadko towarzyszy temu magiczna aura, zapach ciasteczek piernikowych, czy też aromat grzanego wina i zasiadanie przy kominku. Niezależnie od wybranego sposobu niewątpliwie tradycja kalendarza adwentowego jest wyjątkowa i nic dziwnego, że przetrwała już setki lat.

 

Zdjęcie: pixabay.com/

Share

Gru 03

Droga Mleczna i legenda miłosna …

Droga Mleczna jest niezwykłym fenomenem. Jednak mało kto wie, że  związana jest z nią wietnamska legenda. Dotyczy ona romantycznej historii miłosnej. Opowiada o losach dwojga młodych ludzi. Ich uczucie było tak ogromne, że przesłoniło im wszystko. A jak to się stało, że na ich pamiątkę powstała Droga Mleczna?

Pewnego razu żyła bardzo piękna i urocza księżniczka o imieniu Chức Nữ. Była jedną z wielu córek Nefrytowego Cesarza, czyli Króla Niebios. Chức Nữ wyróżniała się urodą, ale i zręcznością. Była bardzo pracowitą tkaczką. Często widziano ją siedzącą na brzegu Srebrnej Rzeki. Tworzyła tam najwspanialsze materiały. Szyła szaty oraz ubrania dla ojca, młodszych sióstr, wróżek i całego dworu. Potrafiła splatać promienie słońca razem ze światłem księżyca. Dekorowała swoje prace migoczącymi gwiazdami. Będąc piękną księżniczką miała wielu zalotników. Nie mogła jednak znaleźć miłości wśród przystojnych książąt niebiańskich. Nikt nie mógł jej uszczęśliwić. Pewnego słonecznego lata zdarzyło się, że spoglądała przez okno pałacu. Ujrzała wówczas pastucha pracującego dla Nefrytowego Cesarza. Prowadził on królewskie bydło wzdłuż brzegów Drogi Mlecznej. Ich oczy spotkały się i oboje doświadczyli czegoś niezwykłego. Wiedzieli, że to miłość od pierwszego wejrzenia. Pastuch o imieniu Ngưu Lang był bardzo przystojnym i sumiennym pracownikiem, który zawsze był lojalnym sługą w opiece nad królewskim bydłem. Nefrytowy Cesarz, który dostrzegł ich miłość pozwolił im się pobrać. Zakochani musieli obiecać kontynuować pracę po ślubie. Para była bardzo szczęśliwa, a ich uczucie stawało się silniejsze z każdym dniem. Byli jednak zbyt oddani sobie nawzajem. Konsekwentnie zaniedbali całą swoją pracę. Chức Nữ zapomniała o swoim własnym rękodziele. Jej koło tkackie zatrzymało się i pokryło pajęczynami. Z kolei królewskie bydło będące pod opieką Ngưu Lang wędrowało daleko i daleko po niebiańskich łąkach niszcząc je coraz bardziej. Nefrytowy Cesarz ostrzegał ich wielokrotnie, ale byli tak głęboko zakochani, że ciągle zapominali o swoich obowiązkach. Król Niebios zdecydował się wyrzucić Ngưu Langa na drugą stronę Drogi Mlecznej, aby mógł tam zamieszkać. Zadecydował, że dwoje kochanków już nigdy się nie spotka. Chức Nữ błagała ojca, aby nie wydawał tak surowego wyroku, ale bezskutecznie. Wkrótce potem Nefrytowy Cesarz poczuł jednak litość i obiecał, że zakochani będę się spotykać raz w roku siódmego dnia siódmego miesiąca. Tak więc każdego roku o tej porze Chức Nữ stała po jednej stronie Drogi Mlecznej i apelowała do kruków, aby pomogły rozłączonym kochankom być znowu razem. Kruki z całego świata łączyły się  się i tworzyły most. Przez niego Chức Nữ i Ngưu Lang mogli przejść i znów być razem. Kiedy spotykali się zwykle płakali z radości. Jeszcze bardziej gorzko szlochali, gdy nadchodził czas separacji. I tak ponoć jest do dziś. Dlatego w Wietnamie o tej porze roku pada lekki deszcz w ciągu dnia. Wietnamczycy nazywają ten deszcz Mưa Ngâu. Kojarzą go ze szczęśliwymi łzami kochanków i ich z długimi rozstaniami. Podczas gorących letnich dni te lekkie deszcze są mile widziane. Oznaczają, że rośliny będą miały wystarczającą ilość wody i unikną suszy. Wówczas na wsiach nie znajdziemy kruków, gdyż uważa się, że lecą one do ​​nieba. Pomagają stworzyć most w celu ponownego połączenia Chức Nữ i Ngưu Lang. Jeśli spojrzysz w niebo w pogodne noce o tej porze zobaczysz Srebrną Rzekę. Wygląda ona jak długi, mleczny, biały pasek, który nazywamy Drogą Mleczną. Chức Nữ i Ngưu Lang w legendzie zostają unieśmiertelnieni. Stają się dwoma pięknymi gwiazdami na nocnym niebie. Chức Nữ jest Vega z konstelacji Lutni. Ngưu Lang jest jasnym Altairem w gwiazdozbiorze Orła. Obie te gwiazdy są łatwo widoczne latem, kiedy razem z Denebem z konstelacji Łabędzia tworzą znany letni trójkąt na nocnym niebie półkuli północnej. Jeśli pozwalają na to warunki pogodowe widać srebrną plamę światła. Jest nią Droga Mleczna. Przepływa ona przez Deneb, oddzielając Vega od Altaira. Tym sposobem Chức Nữ i Ngưu Lang towarzyszą nam i wciąż przypominają o swojej historii miłosnej i o tym, w jaki sposób powstała Droga Mleczna.

 

Zdjęcie:pixabay.com/

Share

Gru 02

Nón lá – symbol Wietnamu …

Nón lá, tak jak i áo dài, o którym pisałam w poście www.zycieipodroze.pl/2017/11/16/ao-dai-tradycyjny-stroj-wietnamski/ jest symbolem Wietnamu. To charakterystyczny element stroju znany od wieków. Ten tradycyjny stożkowy kapelusz w kształcie trójkąta prostokątnego jest bardzo popularny i uniwersalny.

Nón lá wymyślono już około 3000 lat temu. Jego kolebką było Hue i jego okolice. Tak, jak to już w Wietnamie bywa również powstanie kapelusza związane jest z legendą powiązaną z historią uprawy ryżu. Opowieść dotyczy gigantycznej kobiety która nagle pojawiła się z nieba. Chroniła  ona ludzkość przed deszczem. Nosiła olbrzymi kapelusz wykonany z czterech okrągłych liści połączonych patykami bambusowymi i dzięki niemu chroniła przed opadami ludzi pracujących na polach, czy też na rzekach. Po zniknięciu Bogini Wietnamczycy wybudowali świątynię, aby uczcić ją jako tę, która chroniła ich przed deszczem. Spróbowali również stworzyć kapelusze na kształt tego, który nosiła Bogini łącząc ze sobą liście palmowe. Odtąd nón lá stał się silnie związany z życiem chłopów na polach ryżowego, jak i mężczyzn oraz kobiet  pływających łodziami. Ponadto służył jako ochrona przed słońcem podróżnikom wędrującym z miejsca na miejsce.

 

 

Kształt i wielkość kapelusza stożkowego ewoluowały znacznie. Początkowo z reguły nón lá z szerokim rondem był zarezerwowany dla kobiet, podczas gdy mężczyźni nosili czapki z wyższym stożkiem i mniejszym obramowaniem. Nieco później pojawiły się kapelusze stworzone specjalnie dla bogatych i wpływowych ludzi, a także nakrycia głowy dla dzieci, żołnierzy służących w armii, buddyjskich mnichów, czy też żałobników. Wyróżnia się ponad 50 rodzajów nón lá. Niewątpliwie dwie najbardziej znane i lubiane wersje to stożkowe kapelusze pochodzące z wioski Làng Chuông w prowincji Hà Tây położonej na północ od Hanoi, oraz modele Bài Thơ pochodzące z miasta cesarskiego Huế, o którym pisałam we wpisie www.zycieipodroze.pl/2016/04/19/hue-cesarskie-miasto-w-srodkowym-wietnamie/. Pierwowzorem dla nich jest duża, przypominająca dysk, bambusowa ramka pokryta liśćmi palmowymi i prostopadle wygięta na brzegu. Na środku umieszczona jest mała bambusowa ramka dopasowana do głowy. Kapelusz z Làng Chuông wykończony jest paskiem, zwykle bardzo kunsztownie zrobionym, z jedwabiu i nie rzadko ozdobiony żółtymi frędzlami również wykonanymi z tej tkaniny. Wykonanie ramy jest pierwszym krokiem, w którym decyduje się o kształcie i wielkości kapelusza. Rama wykonana jest z jasnego drewna, które jest zakrzywione. Zwykle może ona być używana wielokrotnie przez kilkanaście lat. Obręcz wykonana jest z drzewa bambusowego, którego w Wietnamie nie brakuje. Każdy kapelusz ma od 15 do 16 obręczy, a Wietnamczycy nazywają je księżycowymi. Liście palmowe wykorzystywane do tworzenia kapeluszy są starannie zbierane i selekcjonowane sprawiając, że nón lá są bardzo wytrzymałe. Jednak obecny stożkowy kapelusz wzorowany jest raczej na modelu Bài Thơ pochodzącym z Hue. Składa się zwykle z 16 do 18 obręczy wykonanych ze specjalnego rodzaju bambusa. Liście użyte do przykrywania kapelusza są przywożone z lasu i selekcjonowane. Następnie są pozostawione na jedną noc, aby poranna rosa je zmiękczyła. Kiedy liście wysychają rozprostowuje się je. Co ważne wybiera się tylko młode liście. Stare lub ciemne są odrzucane. W tym modelu warstwa liści układana jest podwójnie. Na koniec nón lá jest obszywany i pomalowany warstwą oleju, aby mógł zachować czystość i gładkość. Następnie suszy się je w promieniach słońca. Umiejętności i zręczność rzemieślników wykonujących nón lá zaskakują i czynią to rzemiosło tym bardzowyjątkowym.

Nón lá ma wiele zastosowań. Może służyć jako ochrona przed deszczem i słońcem, koszyk dla kobiet handlujących, czy też kupujących na rynku. Może posłużyć jako zbiornik służący do przenoszenia wody i naczynie do picia. Często jest też wykorzystywany jako ozdoba pomieszczeń, czy też jako abażur do lamp. Nón lá ma wiele zastosowań i tak jak áo dài jest niewątpliwie nieodłącznym oraz wyjątkowym symbolem Wietnamu. Łączy on Wietnamczyków z północy i południa. Ponadto stanowi niezwykłą atrakcję dla turystów i podróżników odwiedzających ten piękny kraj nierzadko kupujących nón lá na pamiątkę swojej wietnamskiej przygody. Jest on niezaprzeczalnie wyjątkowym symbolem Wietnamu i charakterystycznym elementem kultury wietnamskiej.

Share

Lis 24

Drugie urodziny bloga …

Dziś drugie urodziny bloga. Jak ten czas szybko leci. Nawet się nie zdążymy obejrzeć, a już kolejny rok za nami. Mamy powód do świętowania, bo właśnie dziś wybija tik tak, tik tak i obchodzimy drugie urodziny bloga. I nie bez powodu napisałam, że my obchodzimy.

Dziś jest święto bloga, moje i Wasze Drogie Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy. To już dwa lata odkąd rozpoczęłam podróż przez życie z moim blogiem. Moja wędrówka, którą się z Wami dzielę, z kimś, dokądś i w głąb siebie wciąż trwa. I tutaj napiszę to samo, co i rok temu. Skoro urodziny to czas na małe podsumowanie założeń, które przyświecały mi, gdy pisałam do Was pierwsze słowa zawarte w poście www.zycieipodroze.pl/2015/11/24/zycie-to-nieustajaca-podroz-pierwszy-dzien-bloga/. Pojawiły się w ciągu ostatniego roku na moim blogu tematy o życiu codziennym, które jest niezwykłe, o podróżach małych i dużych, magicznych, wyjątkowych i zaskakujących, o kulinariach i pasjach, o relacjach partnerskich, przyjaźni, szczęściu i wdzięczności, a także o wspomnieniach. Nie podjęłam jeszcze tak naprawdę trudnych tematów, a mianowicie tego jak z perspektywy czasu widzę żałobę, którą przeżyłam i tego, jak żyć po stracie dziecka, ale gdy tylko dojrzeję do podjęcia tej kwestii zapewne podzielę się nią z Wami. To już dwa lata zajmuje się pisaniem o tym, że życie to podróż, a podróże to życie. Jest ono ciągłą wędrówką i nie ważne na jakim jego etapie jesteśmy oraz dokąd zmierzamy. Dziękuję Wam moje Drogie Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy za to, że odwiedzacie mojego bloga, czytacie posty pisane przeze mnie i podziwiacie zamieszczane zdjęcia. Jesteście ze mną zarówno na stronie www.zycieipodroze.pl, fanpagu facebookowym facebook.com/zycieipodroze/, a także odwiedzacie mnie na instagramie instagram.com/zycieipodroze/. Dziękuję Wam przede wszystkim za to, że dzielicie się ze mną swoimi przemyśleniami i spostrzeżeniami w komentarzach, czy też prywatnych wiadomościach. Bardzo cieszy mnie to, że Jesteście. To bardzo wiele dla mnie znaczy. Choć piszę moje posty przede wszystkim dla siebie to także i dla Was. Choć mój blog nie jest komercyjny to serce się raduje, że są osoby, które czytają zawarte w nim treści i oglądają moje autorskie zdjęcia z życia codziennego, oraz podróży małych i dużych.

Zamierzam kontynuować moją podróż przez życie z blogiem i zapisywać to, co ono przyniesie oraz dzielić się tym z Wami Moje Drogie Czytelniczki i Moi Drodzy Czytelnicy. Jeszcze raz dziękuję Wam Wszystkim, którzy towarzyszycie mi w mojej drodze. Życzę każdemu z Was wielu pięknych chwil, spełniających się marzeń i życzliwych osób wokół Was. Zapraszam także serdecznie do kontynuowania podróży ze mną i z moimi postami, które przed nami.

Share

Lis 23

Wyjątkowe urodziny, czyli 5 lat Klubu Polek …

Klub Polek jest niezwykłym fenomenem. Już od 5 lat łączy kobiety Polki z całego świata. Mamy wśród nas także jednego ,,Rodzynka,, 🙂 W tym roku miałam ogromną przyjemność dołączyć do grona tych jakże wspaniałych osobowości. Choć mieszkamy w różnych zakątkach świata łączy nas bardzo dużo.

Klub Polek na Obczyźnie jest niezwykłym zjawiskiem. Dzięki temu, że każda i każdy z nas jest inny tworzymy niesamowitą mieszankę, niejednokrotnie wybuchową. Nie bez powodu, gdy otworzysz stronę internetową Klubu Polek klubpolek.pl/ Droga Czytelniczko i Drogi Czytelniku, ujrzysz słowa: ,,Klub Polki na Obczyźnie. Jeden świat, wiele spojrzeń.,,

Skoro piąta rocznica to i pięć moich przemyśleń dotyczących Klubu Polek na Obczyźnie.

* Klub Polek jest dla mnie miejscem, w którym spotykamy się my wszyscy rozsiani po całym świecie. Zazwyczaj ma to formę wirtualną, ale nie tylko. Spotykamy się także w realu, co według jest mnie jest niezwykłym przeżyciem. Potrafimy przebyć tysiące kilometrów, aby się zobaczyć, a wiele relacji staje się głębszymi i nawiązujemy przyjaźnie, które są niezwykłe. Z kolei nasze przeżycia, wiedza o świecie, doświadczenia przełożone na wpisy i fotorelacje na naszym klubowym blogu, fanpagu oraz instagramie pozwalają wielu Polakom poznawać z nami świat i dzielić się swoimi spostrzeżeniami, a także przemyśleniami.

* Bardzo lubię Klub za to, że łączy bardzo różne osobowości. Pomimo tego, że mieszkamy w różnych zakątkach niezwykłej ziemskiej krainy spotykamy się w Klubie Polki na Obczyźnie dzieląc się tym czym żyjemy, jak żyjemy i gdzie żyjemy, a także naszymi opiniami, przemyśleniami i odczuciami. Każda i każdy z nas ma swoje życie, poglądy, zdanie na dany temat. Dzięki temu jesteśmy różnorodni, co sprawia, że na jedną myśl mamy wiele spojrzeń. Dyskusje nie zawsze są łatwe i przyjemne, ale dzięki nim możemy na wiele spraw spojrzeć z innej perspektywy, często do tej pory może i nam nie znanej.

* Cenię Klub za to, że razem z nim poznaję ludzi i świat widziany ich oczami. Mogę podróżować nawet nie ruszając się z domu. Dzięki temu, że znalazłam się wśród tej niesamowitej społeczności poznałam wiele wspaniałych osób, nawiązałam nowe znajomości i doświadczyłam niewidzialnej więzi jaka nas łączy. Fascynujące jest to, że niejednokrotnie wirtualne rozmowy zamieniają się w osobiste spotkania, które przynoszą wiele wzruszeń, radosnych chwil i tworzą coraz silniejsze relacje, które nierzadko możemy nazwać przyjaźnią.

* Dzięki Klubowi i nietuzinkowym osobom, które w nim poznałam rozwijam się zarówno jako blogerka, jak i osoba. W znaczny sposób poszerzam swoje horyzonty. Znacznie więcej piszę i fotografuję. Uczestnictwo w wielu projektach sprawia mi ogromną radość i satysfakcję. Nowe projekty, nowe pomysły i nowe ( choć po części stare ) pasje wypełniają moje dni, a część z nich przekłada się na moje życie osobiste i relacje międzyludzkie.

* Klub Polek zmienił w pewnym sensie moje życie, jego codzienny rytm. Dzięki Klubowi zyskałam bezcenne znajomości. To tutaj poznałam wiele wspaniałych kobiet, ale i naszego ,,Rodzynka,,. Inspirują mnie oni niejednokrotnie do działań, a tym samym jestem bardziej kreatywna i twórcza.

 

Share

Lis 16

Áo dài – tradycyjny strój wietnamski …

Áo dài to tradycyjny i narodowy strój wietnamski. Tak, jak i słynne nakrycie głowy w postaci kapelusza, czyli nón lá, tak i strój, w dzisiejszych czasach raczej kobiecy, jest symbolem Wietnamu. Áo dài jest jednym z istotnych elementów tożsamości narodowej kraju, który jest obecnie moim domem. Jakże pięknym i wyjątkowym.

Tak jak wspomniałam áo dài to obecnie strój raczej wyłącznie kobiecy. W przeszłości występowały także wersje męskie, które do dziś nie uległy zbytnim zmianom. Przez nich áo dài jest teraz noszony tylko podczas tradycyjnych ceremonii. W większości zresztą przez ludzi starszych pokoleń. Z kolei każda Wietnamka posiada ich kilka, a nawet kilkanaście. Zakładane są na śluby, święta, spektakle, występy, uroczystości religijne i narodowe. Pierwotnie áo dài składało się z czterech części. Obecnie tylko z dwóch. Tworzą go tunika i spodnie. Strój otula całe ciało, ale kobiety wyglądają w nim bardzo kobieco, powabnie, zmysłowo i pięknie. Przysłowie wietnamskie głosi, że áo dài wszystko zakrywa i niczego nie ukrywa. I trudno się z tymi słowami nie zgodzić. Áo dài jest zwiewne i śliczne. W niezwykły sposób podkreśla urodę dziewcząt i kobiet. Spodnie mają szerokie nogawki, a tunika głębokie rozcięcia i jest zapinana na małe guziczki.

Áo dài wyróżniają się zarówno kolorami, jak i tkaninami, z których są wykonane. Młode dziewczęta wybierają raczej pastele, a nawet biel, czyli symbol niewinności, i delikatne tkaniny. Kiedyś uczennice chodziły tylko w białych áo dài. Starsze kobiety wybierają ciemniejsze kolory i szyją swoje tradycyjne stroje raczej z grubszych tkanin takich jak aksamit. Áo dài ozdobione są wyjątkowymi wzorami, haftami, a nawet innymi dodatkami. W czasie ważnych uroczystości często spotyka się je w kolorze białym i czerwonym połączonym z czarnym. Z kolei ślubne czerwone áo dài ozdobione złotymi elementami jest symbolem szczęścia i dostatku. Dobór koloru jest równie istotny, jak i wybór tkaniny.

Áo dài to tradycyjny strój wietnamski. Został uznany za symbol tożsamości Wietnamu na całym świecie. Jednak jego oryginalna historia wydaje się niespójna. Są różne wersje dotyczące historii jego powstania. Niektórzy uważają, że áo dài pojawiło się tysiące lat temu za czasów dynastii King Hung, czyli pierwszych królów Wietnamu. Inni natomiast zakładają, że pochodzi z XVIII wieku. Wówczas panował  Lord Nguyen Phuca Khoata (1739-1765). Doszło wtedy do podziału Wietnamu na północny i południowy, a Lord postanowił odróżnić swój lud zamieszkujący północną część od pozostałych. Postanowił zmodyfikować strój i dołożyć do sukni guziki zapinane z przodu, a spódnice zamienić na spodnie. Tak narodził się áo dài i jest to wersja potwierdzona przez historyków.

Wczesne wersje áo dài pochodzą z 1744 roku. Jednak dopiero po 1930 roku uzyskały dzisiejszy wygląd. Wietnamski projektant mody i krawiec Cat Tuong, nazywany z języka francuskiego Le Murem, wydłużył szczyt tuniki, która w tej wersji sięgała do podłogi. Ponadto dopasował  część górną do krzywizny ciała i zmienił układ guzików. Mężczyźni używali go rzadko, raczej tylko podczas ceremonialnych okazji, takich jak wesela czy pogrzeby. Z kolei kobiety bardzo często. We wczesnych latach sześćdziesiątych XX wieku Madam Tran Le Xuan (Madam Nhu), żona Ngo Dinh Nhu, szefa rządu Wietnamu Południowego, stworzyła nową wersję áo dài połączoną z rękawiczkami. To była aranżacja, która została nazwana od jej imienia, ale nie została przyjęta z zadowoleniem przez publiczność, gdyż nie była zgodna z tradycją i standardami społeczeństwa w tamtym czasie. Jednak ten projekt stał się popularny w dzisiejszych czasach ze względu na jego komfort i przydatność w tropikalnym klimacie, który występuje w Wietnamie. Kobiety z przyjemnością wciąż noszą áo dài. Zresztą wcale mnie to nie dziwi. Wyglądają bowiem w swoich tradycyjnych strojach jak nimfy.

Áo dài to tradycyjny i narodowy strój wietnamski. Choć skromny i otulający całe ciało to jednocześnie niezwykle efektowany i zachwycający. Jego nowoczesne wersje nierzadko są jak małe dzieła sztuki, kreacje urzekające i niepowtarzalne. Jednakże niezależnie od tego z jakich tkanin uszyte, czy też w jakich kolorach występują lub jakie dodatki zostały użyte do ich ozdoby, potrafią zachwycić. Wietnamskie kobiety ubrane w te niezwykłe tradycyjne stroje wyglądają zawsze pięknie i powabnie. Áo dài jest symbolem Wietnamu i tak samo jak nón lá ściśle łączy się z tą piękną zielona krainą, w której mieszkam.

Share

Lis 10

Wietnamska legenda o orchidei i pewnej tajemnicy …

Orchidee to piękne i niezwykłe kwiaty. Pisałam o nich i ich związku z Polską w wietnamskim brzmieniu  w poście www.zycieipodroze.pl/2017/11/06/trzy-orchidee-czyli-polska/. A że legendy kraju, który jest teraz moim domem są piękne, ale i tragiczne, jednakże zawsze interesujące, dziś chcę Was zapoznać z jedną z nich.

Wietnamska legenda o orchidei i pewnej tajemnicy …

Dawno, dawno temu na jednej z wysp wietnamskich znajdowała się wioska. Żył w niej ptak, który składał złote jaja. Mieszkańcy wioski używali złota pochodzącego z nich  do wyrobu łódek służących do połowu ryb. Aby chronić gniazdo ptaka  młode kobiety z wioski zamieniały się w drzewa w konarach którego zarówno ten wyjątkowy okaz miał ochronę dla siebie jak i wyjątkowych jaj, które znosił. Tak było długi, długi czas. Jednak pewnego dnia na wyspę przybyli nieznajomi. Bardzo chcieli dowiedzieć się skąd pochodzi złoto wykorzystywane do budowy łodzi. Mieszkańcy trzymali swoją tajemnicę tylko dla siebie i nie zdradzali jej nikomu. Zdarzyło się jednak tak, że jeden z nieznajomych uwiódł córkę wodza i dowiedziała się od niej dlaczego młode kobiety często znikają w lesie. Kiedy usłyszał o ptaku, gnieździe i drzewie które go chroni postanowił je znaleźć. Mężczyzna zabrał swoich kompanów i ruszyli do lasu.  Koniecznie chcieli odnaleźć drzewo i ptaka, a przede wszystkim złote jaja. Jeden z mieszkańców wioski zauważył ich z daleka kiedy zmierzali w stronę lasu i ostrzegł resztę wioski. Wódz powiedział wszystkim młodym kobietom, aby wspięły się na drzewa, żeby zmylić najeźdźców. Kiedy nieznajomi dotarli na miejsce oczom ich ukazał się widok niezwykły. Na wszystkich drzewach siedziały młode kobiety z wioski. Intruzi nie mogli zatem odnaleźć tego jedynego drzewa w konarach którego znajdowało się gniazdo ze złotymi jajami. Sfrustrowani najeźdźcy nie wiedząc co zrobić zaczęli strzelać strzałami z ogniem do kobiet. Dzielne młode niewiasty mocno trzymały się drzew. Jednakże zanim przybyła pomoc wszystkie zginęły. Dzięki ich odwadze złote jaja wciąż pozostały tajemnicą mieszkańców. Wódz plemienia zamieszkującego wioskę zwołał wszystkich na naradę, aby uczcić pamięć dziewcząt. Powiedział, że za ich poświęcenie, pracę którą wykonały w obronie tajemnicy wioski powinny przemienić się w piękne kwiaty, które żyją na drzewach. Kobiety zamieniły się w przepiękne orchidee, które cały czas ozdabiają drzewa w wietnamskiej krainie. Obecnie mamy różne odmiany orchidei. Jednakże te pierwsze zakwitły na drzewach, aby uczcić pamięć dzielnych młodych kobiet, które z poświęceniem broniły gniazda ze złotymi jajami. Po dziś dzień ta odmiana orchidei jest znana i podziwiana.

 

Share

Lis 06

Trzy orchidee, czyli Polska ? :) …

Skąd tytuł: Trzy orchidee, czyli Polska? Uwierzcie mi, że nie bez powodu i nie przez przypadek. No cóż w języku wietnamskim Polska, czyli Ba Lan to właśnie trzy orchidee. Ba znaczy trzy, a Lan (cây lan, hoa lan) to orchidea. Czyż to nie brzmi pięknie?

Najwyraźniej nazwa naszego kraju nie wzięła się znikąd. Wszak łączy nas więcej niż można sobie wyobrazić. Bo czyż to właśnie nie orchidea jest symbolem miłości? Myślę, że zarówno na płaszczyźnie uczuciowej, czyli międzyludzkiej, jak i w relacjach międzypaństwowych, a tych na linii Polska – Wietnam nie brakuje. Ponadto nie brak opinii, że orchidea to najpiękniejszy kwiat. Tym bardziej miło, że w wietnamskim języku nazwa naszego kraju brzmi Ba Lan, czyli trzy orchidee. Nie dość, że ten symboliczny kwiat łączy się z Polską, to na dodatek w potrójnej liczbie. Dla Wietnamczyków to wyjątkowy kwiat. Często wykorzystywany do dekoracji przy ważnych uroczystościach, a także ceremoniach religijnych.

Orchidea jest niezwykłym, strojnym kwiatem. Doskonale nadaje się na elegancki i stylowy prezent. Często występuje jako motyw, czy odnośnik w literaturze, kulturze i sztuce. W starożytności był znakiem bogactwa i luksusu. Niektórzy do dziś go tak postrzegają. Orchidee są czarująco piękne, cudnie rozkwitają i nierzadko wyjątkowo pachną.  Szacuje się, że na świecie jest ponad 100 000 gatunków orchidei, czyż to nie jest fascynujące? W samym Wietnamie około 17 300. Naturalnie w tej cudnej krainie rośnie 770 gatunków orchidei.  Ponadto wiele z nich jest hodowana przez znawców tego tematu. W Wietnamie jest wielu prywatnych kolekcjonerów orchidei z Sajgonu, Da Lat, czy też Hanoi. Już to świadczy o tym jaki to niezwykły kwiat. Orchidea jest magiczna, a już trzy orchidee to fenomen. Czyż nie? 🙂

Orchidee są niezwykłe. W naturalnych warunkach mogą rosnąć na pniach drzew, klifach i innych zaskakujących miejscach. Lubią wilgotne podłoże i naturalny klimat. W Wietnamie istnieją dwie grupy orchidei: lotnicze – lan cấy i naziemne – địa lan. Orchidee lotnicze mają swoje korzenie zakotwiczone w wysokich, dużych drzewach i ich gałęziach.  Pięknie zwisają z pni drzew. Mają bardzo cienkie płatki i trwałe kolory. Ich zapach jest delikatny, łagodny, miękki i czysty. Zaledwie muska swoją wrażliwością nasze nozdrza. Natomiast orchidee naziemne mają korzenie umiejscowione w ziemi lub skale. Wyróżniają się wyjątkowo jasnymi kolorami, ale też niezwykłym, wyraźnym i dobrze wyczuwalnym zapachem.

Czyż zatem to nie jest niezwykłe, że w języku wietnamskim nazwa naszego kraju brzmi tak pięknie ? Dla moich uszu to jak muzyka, wyjątkowa sonata, czyli Ba Lan – Polska. A trzy orchidee są jej pięknym obrazem widzianym moimi oczami. Dla niektórych niesłyszalne, niewidzialne, a dla mnie symboliczne i piękne.

A w następnym poście kolejna legenda wietnamska, tym razem związana z orchideą. Już dziś Was do poznania jej serdecznie zapraszam 🙂

Share

Lis 01

Wietnamskie cmentarze …

Kultura pogrzebu, jak i wietnamskie cmentarze są zupełnie odmienne od tych, które znamy w polskiej tradycji chrześcijańskiej. Choć i w Wietnamie nie brakuje pochówków katolickich większość z nich odbywa się w duchu buddyzmu i wywodzi się z filozofii konfucjańskiej.

 

 

Podejmuje dziś ten temat, gdyż w Polsce to czas, w którym wielu z Was odwiedza cmentarze. Przed Wami Dzień Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny. Oczywiście odwiedzamy groby i w inne dni roku. Jednak zgodnie z tradycją to jest czas, w którym gromadzimy się przy grobach naszych bliskich nierzadko w większym gronie. U nas w domu, jak to każdego roku odkąd jesteśmy na emigracji, palą się w te dni świeczki. Choć nie tylko wówczas. Tradycje polskie są nam bardzo bliskie i je pielęgnujemy. Zapalamy świeczki dla naszego Adasia, Mamy, naszych Dziadków i pozostałych Bliskich naszym sercom. W ten czas, ale nie tylko, polskie cmentarze w większości są bardzo zadbane, ozdobione w sposób szczególny kwiatami i światełkami palących się zniczy. Choć zapewne nie brakuje i tych zapomnianych grobów których nikt nie odwiedza. A jakie są wietnamskie cmentarze? Postaram się Wam to dziś nieco przybliżyć.

 

 

Wietnamskie cmentarze są różnorodne, a ich lokalizacja potrafi zaskoczyć niejednokrotnie. Mogą znajdować się niemalże wszędzie, gdyż Wietnamczycy wcale nie uważają, że trzeba pochować zmarłego w wydzielonym do tego miejscu. I choć może brzmi to egzotycznie to dla nich jest to jak najbardziej naturalne. Cmentarze wietnamskie stanowią zarówno całe skupiska grobów, jak i zupełnie pojedyncze usytuowane tak naprawdę gdziekolwiek, choć wcale to nie do końca tak jest. Pojedyncze groby znajdują się nierzadko w pobliżu domostw, często na polach ryżowych lub w cieniu gór. Ważne jest to, że zmarły nie może być pochowany bez kilku tradycyjnych przedmiotów. W trumnie umieszcza się miseczki do ryżu, listy a także kwiaty. Pali się dla nich pieniądze wierząc, że się je przekazuje zmarłemu. Kultura pogrzebu jest złożona. Poświęcę jej uwagę w innym poście. Dziś pozostanę przy tym jak wyglądają wietnamskie cmentarze.

 

 

 

 

Interesującym faktem jest to, że najczęściej na wietnamskiej ziemi zmarli chowani są dwa razy. Najpierw na okres około trzech lat, kiedyś ponoć siedmiu. Po tym czasie zwłoki są wykopywane i przenoszone w inne miejsce po uprzednim należytym przygotowaniu. Polega ono na przyrządzeniu wywaru z wina ryżowego i imbiru, w którym obmywa się kości. Układa się je w ceramicznych trumnach, które przewożone są do miejsc ostatecznego spoczynku. Często jest to grób rodzinny, w którym spotykają się wszyscy członkowie rodziny po śmierci. Ta tradycja choć może szokować znana jest od wieków i wywodzi się z filozofii konfucjańskiej.

 

 

Choć dziś znajdziemy wiele zorganizowanych cmentarzy nadal nie brakuje pojedynczych grobów na polach, gdy podróżuje się w głąb kraju. W Wietnamie jednak nie przywiązuje się dużej wagi do pielęgnowania grobów. To dlatego, że wygląd grobu nie jest tak ważny jak jego lokalizacja. Dobre miejsce to takie, które jest zgodne z otoczeniem i właściwym położeniem dla danej osoby. Jego wybór i sposób ustawienia grobu zależą od tego pod jakim chińskim znakiem astrologicznym się rodzimy. Groby są idealnie zbudowane nad ziemią. Często w zgodzie z zasadami feng shui. Usytuowane w pobliżu strumienia wody i w zasięgu wzroku góry. Wiele starszych grobów ma kształt koła. Można znaleźć je na polach ryżowych lub na wzgórzach. Jednak obecnie większość to raczej groby w kształcie prostokąta. Wietnamczycy dbają przede wszystkim o to, aby były one wciąż całe i nie rozpadały się. Cmentarz odwiedza się zgodnie z tradycją przynajmniej raz w roku, przed samym końcem chińskiego roku kalendarzowego.

 

 

Wietnamskie cmentarze, czy też groby znajdujące się na polach ryżowych, nierzadko pod wodą, są bardzo interesujące z naszego punktu widzenia. Zupełnie odmienne od naszych tradycyjnych cmentarzy. Jednakże w wietnamskim życiu dużo większą wagę przywiązuje się do odwiedzania pagód, a przede wszystkim niezwykle ważny jest kult przodków. Dlatego istotne jest, aby mieli oni wciąż swoje miejsce w domu. Stąd w każdym z nich Wietnamczycy niezależnie od wyznawanej wiary mają w domu ołtarz przodków. Czuwają oni stąd nad żyjącymi członkami rodziny. Jednakże o kulturze pogrzebu i oddawaniu hołdu przodkom będzie traktował inny post.

Share

Starsze posty «