Lis 16

Áo dài – tradycyjny strój wietnamski …

Áo dài to tradycyjny i narodowy strój wietnamski. Tak, jak i słynne nakrycie głowy w postaci kapelusza, czyli nón lá, tak i strój, w dzisiejszych czasach raczej kobiecy, jest symbolem Wietnamu. Áo dài jest jednym z istotnych elementów tożsamości narodowej kraju, który jest obecnie moim domem. Jakże pięknym i wyjątkowym.

Tak jak wspomniałam áo dài to obecnie strój raczej wyłącznie kobiecy. W przeszłości występowały także wersje męskie, które do dziś nie uległy zbytnim zmianom. Przez nich áo dài jest teraz noszony tylko podczas tradycyjnych ceremonii. W większości zresztą przez ludzi starszych pokoleń. Z kolei każda Wietnamka posiada ich kilka, a nawet kilkanaście. Zakładane są na śluby, święta, spektakle, występy, uroczystości religijne i narodowe. Pierwotnie áo dài składało się z czterech części. Obecnie tylko z dwóch. Tworzą go tunika i spodnie. Strój otula całe ciało, ale kobiety wyglądają w nim bardzo kobieco, powabnie, zmysłowo i pięknie. Przysłowie wietnamskie głosi, że áo dài wszystko zakrywa i niczego nie ukrywa. I trudno się z tymi słowami nie zgodzić. Áo dài jest zwiewne i śliczne. W niezwykły sposób podkreśla urodę dziewcząt i kobiet. Spodnie mają szerokie nogawki, a tunika głębokie rozcięcia i jest zapinana na małe guziczki.

Áo dài wyróżniają się zarówno kolorami, jak i tkaninami, z których są wykonane. Młode dziewczęta wybierają raczej pastele, a nawet biel, czyli symbol niewinności, i delikatne tkaniny. Kiedyś uczennice chodziły tylko w białych áo dài. Starsze kobiety wybierają ciemniejsze kolory i szyją swoje tradycyjne stroje raczej z grubszych tkanin takich jak aksamit. Áo dài ozdobione są wyjątkowymi wzorami, haftami, a nawet innymi dodatkami. W czasie ważnych uroczystości często spotyka się je w kolorze białym i czerwonym połączonym z czarnym. Z kolei ślubne czerwone áo dài ozdobione złotymi elementami jest symbolem szczęścia i dostatku. Dobór koloru jest równie istotny, jak i wybór tkaniny.

Áo dài to tradycyjny strój wietnamski. Został uznany za symbol tożsamości Wietnamu na całym świecie. Jednak jego oryginalna historia wydaje się niespójna. Są różne wersje dotyczące historii jego powstania. Niektórzy uważają, że áo dài pojawiło się tysiące lat temu za czasów dynastii King Hung, czyli pierwszych królów Wietnamu. Inni natomiast zakładają, że pochodzi z XVIII wieku. Wówczas panował  Lord Nguyen Phuca Khoata (1739-1765). Doszło wtedy do podziału Wietnamu na północny i południowy, a Lord postanowił odróżnić swój lud zamieszkujący północną część od pozostałych. Postanowił zmodyfikować strój i dołożyć do sukni guziki zapinane z przodu, a spódnice zamienić na spodnie. Tak narodził się áo dài i jest to wersja potwierdzona przez historyków.

Wczesne wersje áo dài pochodzą z 1744 roku. Jednak dopiero po 1930 roku uzyskały dzisiejszy wygląd. Wietnamski projektant mody i krawiec Cat Tuong, nazywany z języka francuskiego Le Murem, wydłużył szczyt tuniki, która w tej wersji sięgała do podłogi. Ponadto dopasował  część górną do krzywizny ciała i zmienił układ guzików. Mężczyźni używali go rzadko, raczej tylko podczas ceremonialnych okazji, takich jak wesela czy pogrzeby. Z kolei kobiety bardzo często. We wczesnych latach sześćdziesiątych XX wieku Madam Tran Le Xuan (Madam Nhu), żona Ngo Dinh Nhu, szefa rządu Wietnamu Południowego, stworzyła nową wersję áo dài połączoną z rękawiczkami. To była aranżacja, która została nazwana od jej imienia, ale nie została przyjęta z zadowoleniem przez publiczność, gdyż nie była zgodna z tradycją i standardami społeczeństwa w tamtym czasie. Jednak ten projekt stał się popularny w dzisiejszych czasach ze względu na jego komfort i przydatność w tropikalnym klimacie, który występuje w Wietnamie. Kobiety z przyjemnością wciąż noszą áo dài. Zresztą wcale mnie to nie dziwi. Wyglądają bowiem w swoich tradycyjnych strojach jak nimfy.

Áo dài to tradycyjny i narodowy strój wietnamski. Choć skromny i otulający całe ciało to jednocześnie niezwykle efektowany i zachwycający. Jego nowoczesne wersje nierzadko są jak małe dzieła sztuki, kreacje urzekające i niepowtarzalne. Jednakże niezależnie od tego z jakich tkanin uszyte, czy też w jakich kolorach występują lub jakie dodatki zostały użyte do ich ozdoby, potrafią zachwycić. Wietnamskie kobiety ubrane w te niezwykłe tradycyjne stroje wyglądają zawsze pięknie i powabnie. Áo dài jest symbolem Wietnamu i tak samo jak nón lá ściśle łączy się z tą piękną zielona krainą, w której mieszkam.

Share

Lis 10

Wietnamska legenda o orchidei i pewnej tajemnicy …

Orchidee to piękne i niezwykłe kwiaty. Pisałam o nich i ich związku z Polską w wietnamskim brzmieniu  w poście www.zycieipodroze.pl/2017/11/06/trzy-orchidee-czyli-polska/. A że legendy kraju, który jest teraz moim domem są piękne, ale i tragiczne, jednakże zawsze interesujące, dziś chcę Was zapoznać z jedną z nich.

Wietnamska legenda o orchidei i pewnej tajemnicy …

Dawno, dawno temu na jednej z wysp wietnamskich znajdowała się wioska. Żył w niej ptak, który składał złote jaja. Mieszkańcy wioski używali złota pochodzącego z nich  do wyrobu łódek służących do połowu ryb. Aby chronić gniazdo ptaka  młode kobiety z wioski zamieniały się w drzewa w konarach którego zarówno ten wyjątkowy okaz miał ochronę dla siebie jak i wyjątkowych jaj, które znosił. Tak było długi, długi czas. Jednak pewnego dnia na wyspę przybyli nieznajomi. Bardzo chcieli dowiedzieć się skąd pochodzi złoto wykorzystywane do budowy łodzi. Mieszkańcy trzymali swoją tajemnicę tylko dla siebie i nie zdradzali jej nikomu. Zdarzyło się jednak tak, że jeden z nieznajomych uwiódł córkę wodza i dowiedziała się od niej dlaczego młode kobiety często znikają w lesie. Kiedy usłyszał o ptaku, gnieździe i drzewie które go chroni postanowił je znaleźć. Mężczyzna zabrał swoich kompanów i ruszyli do lasu.  Koniecznie chcieli odnaleźć drzewo i ptaka, a przede wszystkim złote jaja. Jeden z mieszkańców wioski zauważył ich z daleka kiedy zmierzali w stronę lasu i ostrzegł resztę wioski. Wódz powiedział wszystkim młodym kobietom, aby wspięły się na drzewa, żeby zmylić najeźdźców. Kiedy nieznajomi dotarli na miejsce oczom ich ukazał się widok niezwykły. Na wszystkich drzewach siedziały młode kobiety z wioski. Intruzi nie mogli zatem odnaleźć tego jedynego drzewa w konarach którego znajdowało się gniazdo ze złotymi jajami. Sfrustrowani najeźdźcy nie wiedząc co zrobić zaczęli strzelać strzałami z ogniem do kobiet. Dzielne młode niewiasty mocno trzymały się drzew. Jednakże zanim przybyła pomoc wszystkie zginęły. Dzięki ich odwadze złote jaja wciąż pozostały tajemnicą mieszkańców. Wódz plemienia zamieszkującego wioskę zwołał wszystkich na naradę, aby uczcić pamięć dziewcząt. Powiedział, że za ich poświęcenie, pracę którą wykonały w obronie tajemnicy wioski powinny przemienić się w piękne kwiaty, które żyją na drzewach. Kobiety zamieniły się w przepiękne orchidee, które cały czas ozdabiają drzewa w wietnamskiej krainie. Obecnie mamy różne odmiany orchidei. Jednakże te pierwsze zakwitły na drzewach, aby uczcić pamięć dzielnych młodych kobiet, które z poświęceniem broniły gniazda ze złotymi jajami. Po dziś dzień ta odmiana orchidei jest znana i podziwiana.

 

Share

Lis 06

Trzy orchidee, czyli Polska ? :) …

Skąd tytuł: Trzy orchidee, czyli Polska? Uwierzcie mi, że nie bez powodu i nie przez przypadek. No cóż w języku wietnamskim Polska, czyli Ba Lan to właśnie trzy orchidee. Ba znaczy trzy, a Lan (cây lan, hoa lan) to orchidea. Czyż to nie brzmi pięknie?

Najwyraźniej nazwa naszego kraju nie wzięła się znikąd. Wszak łączy nas więcej niż można sobie wyobrazić. Bo czyż to właśnie nie orchidea jest symbolem miłości? Myślę, że zarówno na płaszczyźnie uczuciowej, czyli międzyludzkiej, jak i w relacjach międzypaństwowych, a tych na linii Polska – Wietnam nie brakuje. Ponadto nie brak opinii, że orchidea to najpiękniejszy kwiat. Tym bardziej miło, że w wietnamskim języku nazwa naszego kraju brzmi Ba Lan, czyli trzy orchidee. Nie dość, że ten symboliczny kwiat łączy się z Polską, to na dodatek w potrójnej liczbie. Dla Wietnamczyków to wyjątkowy kwiat. Często wykorzystywany do dekoracji przy ważnych uroczystościach, a także ceremoniach religijnych.

Orchidea jest niezwykłym, strojnym kwiatem. Doskonale nadaje się na elegancki i stylowy prezent. Często występuje jako motyw, czy odnośnik w literaturze, kulturze i sztuce. W starożytności był znakiem bogactwa i luksusu. Niektórzy do dziś go tak postrzegają. Orchidee są czarująco piękne, cudnie rozkwitają i nierzadko wyjątkowo pachną.  Szacuje się, że na świecie jest ponad 100 000 gatunków orchidei, czyż to nie jest fascynujące? W samym Wietnamie około 17 300. Naturalnie w tej cudnej krainie rośnie 770 gatunków orchidei.  Ponadto wiele z nich jest hodowana przez znawców tego tematu. W Wietnamie jest wielu prywatnych kolekcjonerów orchidei z Sajgonu, Da Lat, czy też Hanoi. Już to świadczy o tym jaki to niezwykły kwiat. Orchidea jest magiczna, a już trzy orchidee to fenomen. Czyż nie? 🙂

Orchidee są niezwykłe. W naturalnych warunkach mogą rosnąć na pniach drzew, klifach i innych zaskakujących miejscach. Lubią wilgotne podłoże i naturalny klimat. W Wietnamie istnieją dwie grupy orchidei: lotnicze – lan cấy i naziemne – địa lan. Orchidee lotnicze mają swoje korzenie zakotwiczone w wysokich, dużych drzewach i ich gałęziach.  Pięknie zwisają z pni drzew. Mają bardzo cienkie płatki i trwałe kolory. Ich zapach jest delikatny, łagodny, miękki i czysty. Zaledwie muska swoją wrażliwością nasze nozdrza. Natomiast orchidee naziemne mają korzenie umiejscowione w ziemi lub skale. Wyróżniają się wyjątkowo jasnymi kolorami, ale też niezwykłym, wyraźnym i dobrze wyczuwalnym zapachem.

Czyż zatem to nie jest niezwykłe, że w języku wietnamskim nazwa naszego kraju brzmi tak pięknie ? Dla moich uszu to jak muzyka, wyjątkowa sonata, czyli Ba Lan – Polska. A trzy orchidee są jej pięknym obrazem widzianym moimi oczami. Dla niektórych niesłyszalne, niewidzialne, a dla mnie symboliczne i piękne.

A w następnym poście kolejna legenda wietnamska, tym razem związana z orchideą. Już dziś Was do poznania jej serdecznie zapraszam 🙂

Share

Lis 01

Wietnamskie cmentarze …

Kultura pogrzebu, jak i wietnamskie cmentarze są zupełnie odmienne od tych, które znamy w polskiej tradycji chrześcijańskiej. Choć i w Wietnamie nie brakuje pochówków katolickich większość z nich odbywa się w duchu buddyzmu i wywodzi się z filozofii konfucjańskiej.

 

 

Podejmuje dziś ten temat, gdyż w Polsce to czas, w którym wielu z Was odwiedza cmentarze. Przed Wami Dzień Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny. Oczywiście odwiedzamy groby i w inne dni roku. Jednak zgodnie z tradycją to jest czas, w którym gromadzimy się przy grobach naszych bliskich nierzadko w większym gronie. U nas w domu, jak to każdego roku odkąd jesteśmy na emigracji, palą się w te dni świeczki. Choć nie tylko wówczas. Tradycje polskie są nam bardzo bliskie i je pielęgnujemy. Zapalamy świeczki dla naszego Adasia, Mamy, naszych Dziadków i pozostałych Bliskich naszym sercom. W ten czas, ale nie tylko, polskie cmentarze w większości są bardzo zadbane, ozdobione w sposób szczególny kwiatami i światełkami palących się zniczy. Choć zapewne nie brakuje i tych zapomnianych grobów których nikt nie odwiedza. A jakie są wietnamskie cmentarze? Postaram się Wam to dziś nieco przybliżyć.

 

 

Wietnamskie cmentarze są różnorodne, a ich lokalizacja potrafi zaskoczyć niejednokrotnie. Mogą znajdować się niemalże wszędzie, gdyż Wietnamczycy wcale nie uważają, że trzeba pochować zmarłego w wydzielonym do tego miejscu. I choć może brzmi to egzotycznie to dla nich jest to jak najbardziej naturalne. Cmentarze wietnamskie stanowią zarówno całe skupiska grobów, jak i zupełnie pojedyncze usytuowane tak naprawdę gdziekolwiek, choć wcale to nie do końca tak jest. Pojedyncze groby znajdują się nierzadko w pobliżu domostw, często na polach ryżowych lub w cieniu gór. Ważne jest to, że zmarły nie może być pochowany bez kilku tradycyjnych przedmiotów. W trumnie umieszcza się miseczki do ryżu, listy a także kwiaty. Pali się dla nich pieniądze wierząc, że się je przekazuje zmarłemu. Kultura pogrzebu jest złożona. Poświęcę jej uwagę w innym poście. Dziś pozostanę przy tym jak wyglądają wietnamskie cmentarze.

 

 

 

 

Interesującym faktem jest to, że najczęściej na wietnamskiej ziemi zmarli chowani są dwa razy. Najpierw na okres około trzech lat, kiedyś ponoć siedmiu. Po tym czasie zwłoki są wykopywane i przenoszone w inne miejsce po uprzednim należytym przygotowaniu. Polega ono na przyrządzeniu wywaru z wina ryżowego i imbiru, w którym obmywa się kości. Układa się je w ceramicznych trumnach, które przewożone są do miejsc ostatecznego spoczynku. Często jest to grób rodzinny, w którym spotykają się wszyscy członkowie rodziny po śmierci. Ta tradycja choć może szokować znana jest od wieków i wywodzi się z filozofii konfucjańskiej.

 

 

Choć dziś znajdziemy wiele zorganizowanych cmentarzy nadal nie brakuje pojedynczych grobów na polach, gdy podróżuje się w głąb kraju. W Wietnamie jednak nie przywiązuje się dużej wagi do pielęgnowania grobów. To dlatego, że wygląd grobu nie jest tak ważny jak jego lokalizacja. Dobre miejsce to takie, które jest zgodne z otoczeniem i właściwym położeniem dla danej osoby. Jego wybór i sposób ustawienia grobu zależą od tego pod jakim chińskim znakiem astrologicznym się rodzimy. Groby są idealnie zbudowane nad ziemią. Często w zgodzie z zasadami feng shui. Usytuowane w pobliżu strumienia wody i w zasięgu wzroku góry. Wiele starszych grobów ma kształt koła. Można znaleźć je na polach ryżowych lub na wzgórzach. Jednak obecnie większość to raczej groby w kształcie prostokąta. Wietnamczycy dbają przede wszystkim o to, aby były one wciąż całe i nie rozpadały się. Cmentarz odwiedza się zgodnie z tradycją przynajmniej raz w roku, przed samym końcem chińskiego roku kalendarzowego.

 

 

Wietnamskie cmentarze, czy też groby znajdujące się na polach ryżowych, nierzadko pod wodą, są bardzo interesujące z naszego punktu widzenia. Zupełnie odmienne od naszych tradycyjnych cmentarzy. Jednakże w wietnamskim życiu dużo większą wagę przywiązuje się do odwiedzania pagód, a przede wszystkim niezwykle ważny jest kult przodków. Dlatego istotne jest, aby mieli oni wciąż swoje miejsce w domu. Stąd w każdym z nich Wietnamczycy niezależnie od wyznawanej wiary mają w domu ołtarz przodków. Czuwają oni stąd nad żyjącymi członkami rodziny. Jednakże o kulturze pogrzebu i oddawaniu hołdu przodkom będzie traktował inny post.

Share

Paź 28

Legenda o ryżu i leniwej kobiecie …

W Wietnamie przekazuje się z pokolenia na pokolenie wiele mitów, podań i legend, a jedną z nich jest legenda o ryżu i leniwej kobiecie. Ryż pojawia się także i w innych opowieściach, a także jest związany z innymi azjatyckimi krajami. Jednakże ja skupię się na kraju, który jest bliski memu sercu, w którym mieszkam już dłuższy czas.

 

 

Jednakże zanim o legendzie kilka słów o ryżu, gdyż jest to bardzo fascynująca roślina. Jest nawet powiedzenie, że ,,Bez ryżu życie nie istnieje,,. I muszę przyznać, że wiele w tym prawdy. Ryż jest podstawą żywienia prawie połowy ludności na świecie. I choć jego światowa produkcja wynosi około 500 milionów ton rocznie to niemalże w całości jest konsumowana. Jest on składową obiadów i deserów, a występuje zarówno jako ziarno, jak i przetworzony w postaci makaronu ryżowego, czy też papieru ryżowego. Produkcja ryżu w Azji stanowi 90 % całości globalnej. Największym jego producentem są Chiny, a za nimi Indie, Indonezja, Bangladesz, Wietnam, Tajlandia, Birma, Filipiny i Japonia. Dla mieszkańców Wietnamu ryż jest ważny nie tylko ze względów ekonomicznych, ale także kulturowych i żywieniowych. Stanowi jeden z podstawowych elementów wietnamskiej sztuki kulinarnej.

 

 

Wietnamczycy na każdy element ryżu, jak i fazę jego wzrostu, czy przetworzenia mają inną nazwę. A przedstawia się to mniej więcej tak:

cây giống lúa – sadzonka ryżu na polu,

– thóc – ziarno ryżu zebrane w czasie ,,ryżokosów,,- nieoczyszczone,

– gạo sạch – ziarno oczyszczone,

– cơm – ryż ugotowany – dodatek do wielu dań.

Brzmi to bardzo interesująco, nieprawdaż :), a legenda o ryżu i leniwej kobiecie jest równie ciekawa.

 

 

Dawno, dawno temu (chciałoby się napisać za górami, za lasami), a może jeszcze dawniej, gdzieś w wietnamskiej krainie rósł ryż. Z sadzonki wyrastało jedno źdźbło, a z niego rosło jedno bardzo duże ziarno, ponoć wielkości miski. Ryż rósł sam i nie wymagał żadnej pracy, troski i zaangażowania. Następnie olbrzymie ziarna ryżu same wędrowały ścieżką turlając się wprost do gospodarstw domowych i spichlerzy, które się w nich znajdowały. Ten proces trwał i trwał, a wszyscy byli szczęśliwi. Był tylko jeden jedyny warunek, który mieszkańcy musieli spełnić. Ścieżka, którą podążały ziarna musiała być czysta. Każda gospodyni domowa miało o to zadbać. A jak to wśród ludzi bywa czasami nam się chce coś zrobić, a innym razem nie. Tak i zdarzyło się w legendzie o ryżu i leniwej kobiecie.  Pewnego dnia jedna z mieszkanek historycznej wietnamskiej ziemi była nazbyt leniwa i nie przywiązała należytej wagi do posprzątania ścieżki wiodącej od pola do spichlerza w gospodarstwie domowym. Odwlekała i odwlekała ten moment w nieskończoność. Dorodne ziarno toczyło się po drodze, która nie była należycie uporządkowana i nie mogąc przetoczyć się w całości rozpadło się na drobniutkie części. Następnie powiedziało:

– Odtąd będę wracać tylko wtedy, gdy będę wsadzane rękami i cięte drewnianą rączką i żelaznym ostrzem, czyli    sierpem.

Od tej pory ziarna ryżu są drobne i nie staczają się same do spichlerzy. Praca w polu jest ciężka, żmudna i odbywa się w pocie czoła. Niejednokrotnie trzeba stać po kolana w wodzie. Lenistwo kobiety stało się przekleństwem dla przyszłych pokoleń, które aby wyhodować i zebrać ryż muszą wykonać różne czynności i poświęcić temu wiele godzin trudnej i mozolnej pracy. Legenda o ryżu i leniwej kobiecie nie jest jedyną. Od czasu tego wydarzenia którego świadkiem była wietnamska kraina ryż jak i jego ziarna są przedmiotem mitologicznych podań, legend i mitów. Może wkrótce napiszę o kolejnych z nich 🙂

Share

Paź 25

Delta Mekongu, czyli życie to woda, a woda to życie …

Delta Mekongu to zakątek Wietnamu, w którym życie to woda, a woda to życie. Jest to kraina tysiąca kanałów, kanalików, rzeczek i jeziorek tworzących wraz z Mekongiem niesamowity krajobraz. Zwykłe życie toczące się tutaj każdego dnia jest niezwykłe i niezmienne od pokoleń.

 

 

 

 

Nie znajdziemy drugiego takiego zakątka w całym Wietnamie jak Delta Mekongu. Jest to obszerny region położony na południu kraju o całkowitej powierzchni prawie 40 000 km². Tworzy go Mekong i zawiły labirynt odnóg, kanałów, kanalików, dopływów i jezior. Oplatają one zarówno stały ląd, jak i wyspy oraz wysepki tworząc niezwykły zakątek, w którym tak jak napisałam wyżej życie to woda, a woda to życie. Delta Mekongu jest drugą co do wielkości deltą w Azji i stanowi ją obszar ujścia Mekongu do Morza Południowochińskiego. Z kolei Mekong jest najdłuższą rzeką ma Półwyspie Indochińskim znaną w Wietnamie również jako rzeka ,,Dziewięciu Smoków,,. Woda jest tutaj zarówno podstawowym szlakiem komunikacyjnym, miejscem pracy, domem, spiżarnią i miejscem rozrywki.

 

 

 

 

Ludzie zamieszkujący Deltę Mekongu zajmują się rybołówstwem, hodowlą ryb rzecznych, uprawą ryżu, kokosów, trzciny cukrowej, a także owoców i miodu. Żyzna gleba pozwala na zbiory ryżu aż trzy razy w roku. Mieszkańcy żyją w domach na palach położonych przy rzece, czy kanałach, bądź stanowią społeczność pływających wiosek. To tutaj możemy spotkać pływające targi i sklepiki zaopatrujące mieszkańców w różne produkty. Oprócz ogromnej ilości wody i ludności zamieszkujących Deltę Mekongu możemy poznać tutaj wiele gatunków ptaków, ryb, gadów, płazów i owadów. Wilgotna kraina sprzyja ich rozwojowi.

 

 

 

 

My mając do dyspozycji jeden dzień tylko na atrakcje przy okazji pobytu w klinice postanowiliśmy coś zobaczyć. I wówczas spodobała nam się propozycja biura ciekawszych podróży, czyli wczasywazji.pl/. Trzeba przyznać, że Panowie zaproponowali nam doskonałe rozwiązanie dzięki któremu tylko we dwoje mogliśmy poznać Deltę Mekongu. Towarzyszyli nam bowiem tylko kierowca, sternik łódki i pani przewożąca nas na małej łódeczce oraz oczywiście przewodnik, zresztą doskonały. Dzięki nim mogliśmy poznać życie toczące się w Delcie Mekongu.

 

 

 

 

Od rana udaliśmy się z kierowcą komfortowym samochodem w kierunku prowincji Ben Tre, która nie jest tak często odwiedzana przez turystów jak inne popularne miejsca w Delcie Mekongu. Jest to piękna, magiczna kraina, a przede wszystkim bardzo intrygująca. Życie tutaj toczy się swoim rytmem, a tradycje przekazywane są z pokolenia na pokolenie. Jest to miejsce niezwykle ważne kulturowo, a zwykłe codzienne życie niejednokrotnie zaskakuje nas odwiedzających Deltę Mekongu w okolicach Ben Tre.

 

 

 

 

 

W czasie wycieczki towarzyszyła nam jedna myśl, że dla mieszkańców życie przy wodzie, wokół wody i z wodą jest czymś bardzo naturalnym. Jestem pełna podziwu dla czynności, które wykonują oni każdego dnia i dość często niełatwych zmagań z codziennością. Mieszkają w skromnych domach przy rzece, czy kanałach, umiejscowionych na palach, aby woda ich nie podmywała. Uprawiają przy tym ziemię, niemalże każdy jej skrawek. Jeżeli nie mają pola to chociażby mały ogródeczek tworzą przy domu. Widzieliśmy też domy na wodzie tworzące całe wioski. Tak Delta Mekongu jest domem dla mieszkańców i to dosłownie. Wielu z nich zajmuje się rybołówstwem i hodowlą ryb, a to dzięki tradycji przekazywanej z pokolenia na pokolenie.

 

 

 

 

Rejs po kanałach, kanalikach jest bardzo interesujący, a Delta Mekongu zachwyca, choć woda jak to w krajach Azji bywa ma specyficzny zielony kolor, zresztą w dużej mierze zależny od podłoża i gleb występujących na tym terenie. To fantastyczne płynąć tak tylko ze sternikiem i przewodnikiem pośród toni wód i w otoczeniu palm, różnego rodzaju kokosów, od tradycyjnych, po wodne i innej egzotycznej roślinności. Niesamowite, że prąd wodny w niektórych miejscach jest bardzo silny, a przecież ludzie przemieszczają się tam niemalże każdego dnia. Ma się wrażenie, że wyssali tę sztukę z mlekiem matki.

 

 

 

 

W czasie rejsu po kanałach oprócz podziwiania zwykłego, codziennego życia mieszkańców odwiedziliśmy tradycyjną cegielnię, w której do wypalania używa się trocin ryżowych. Bardzo nas to zaskoczyło, gdyż palą się one bardzo długo, pięknym płomieniem, a ich żar osiąga nawet do 800-1000oC. W cegielni wytwarzane są cegły o różnym stopniu wypalania, w zależności od potrzeb.

 

 

 

 

 

Kolejnym interesującym miejsce, które mogliśmy zobaczyć była manufaktura cukierków, a także rękodzieła wytwarzanych z kokosa. Oprócz wody kokosowej, świeżego kokosa, cukierków, których skosztowaliśmy mogliśmy podziwiać naczynia, ozdoby, przyrządy służące do połowu ryb, a także maty wykonane zarówno z kokosa, jak i trawy ryżowej stanowiące wyposażenie niemalże każdego domu w Delcie Mekongu. Tradycja rękodzielnicza, tak jak i inne w tych regionach, przekazywane jest z ojca na syna, z matki na córkę.

 

 

 

 

Delta Mekongu ma bardzo dużo do zaoferowania. Poza tym, że możemy ją przemierzać łódkami zarówno dużymi, jak i takimi na których wiosłują pojedyncze osoby oraz atrakcjami turystycznymi kusi także pysznym jedzeniem. Zarówno owoce, jak i specjały kuchni Delty Mekongu nas zachwyciły. Bardzo pyszna jest ryba smażona i trzymana nad żarem. Jej nazwa wietnamska to Cá tai tượng. Występuje w bagnach, jeziorach i rzekach Azji Południowo-Wschodniej, między innymi w Delcie Mekongu. Potocznie nazywana jest ,,Słoniowe ucho,,. Świeżo przyrządzona smakuje wybornie. Dodatek zupy z kurczaka z makaronami i mięs w sosie własnym, niemalże jak w Polsce, doskonale się z nią komponuje. Nie należy zapominać o spring rollsach, krewetkach i zieleninie, które połechtały miło nasze podniebienia. Zarówno przekąska z owoców, jak i główny posiłek tego dnia, smakowały wybornie.

 

 

 

 

 

Dzień spędzony w otoczeniu wody był bardzo udany, a Delta Mekongu z życiem codziennym toczącym się wokół niej intrygująca i ciekawa. Dzięki organizatorom, przewodnikowi i osobom, które poznaliśmy i spotkaliśmy w Delcie Mekongu to był wyjątkowy dzień. I choć na ogół nie korzystamy z usług biur podróży tym razem było warto. Serdecznie polecamy wczasywazji.pl/, gdyż to prawdziwa przyjemność spędzać czas zorganizowany profesjonalnie, ale i elastycznie przez wyjątkowych ludzi w niezwykłych miejscach. A Delta Mekongu niewątpliwie do takich miejsc należy. Odwiedzając Wietnam warto zobaczyć ten jedyny w swoim rodzaju zakątek, krainę, w której życie to woda, a woda to życie.

Share

Paź 15

Kto żyje w sercu nie umiera …

Kto żyje w sercu nie umiera … nie umiera nigdy … jest w sercu kochających osób, wspomnieniach i duchowo z najbliższymi wciąż niezależnie od upływającego czasu …

 

 

 

 

Syneczku Nasz Ukochany, Adasiu Najdroższy, dziś mija 5 lat … długich lat bez Ciebie nasz Aniołku, bez Ciebie w ziemskim wymiarze. Wiemy, że Jesteś, że Jesteś wciąż z nami, choć fizycznie nie możemy Cię dotknąć, przytulić, ucałować … Adasiu Najdroższy, Najmądrzejszy i Najwspanialszy Syneczku Jesteś w sercu każdego z nas Twoich rodziców, a kto żyje w sercu nie umiera. Jesteś i czuwasz Adasiu nad nami Twoimi trochę szalonymi rodzicami. A my, cóż, my mamy wciąż nasze wspomnienia.

 

,, … wszystko, co przeżyliśmy na zawsze w nas pozostaje.

Nigdy nie wiadomo kiedy coś przypomni o sobie potęgując aktualne doznania

tak dobre, jak i złe.

Chcąc, nie chcąc jesteśmy kolekcjonerami chwil … ,,

                                                                                                               Renata L. Górska ,, Za plecami anioła ,,

 

 

 

 

 

Wspomnienia to ktoś pozostający z nami, gdy już odszedł, a my wciąż nosimy w sobie pamięć o nim i mamy potrzebę, aby przywracać w myślach i sercu, wyobraźni wspólne chwile i czas spędzony razem, każdy uśmiech, słowa, czy gesty. To takie coś, co może już mięło, może nawet dawno, ale dla nas było i jest ważne. Rzadko kiedy przecież wraca się do czegoś, co nieistotne i nie mające większego znaczenia dla nas. Każda chwila, każdy moment naszego wspólnego życia w ziemskim wymiarze był bezcenny i jakże cenne są teraz te wspomnienia.

,, Wspomnienia żyją dopóty, dopóki do nich wracamy.

A rozkwitają tym wspanialej, im więcej serca wkładamy w ich pielęgnowanie. ,,

                                                                                                                                           Ewa Glińska

 

 

 

 

 

Wspomnienia, choć nie wrócą nam Ciebie Syneczku Najdroższy, są dla nas bardzo cenne. Ja Twoja mama Adasiu piszę do Ciebie, bo wiem, że jesteś wciąż z nami, ze mną i z tatą. To właśnie z Tobą przeżyliśmy wiele niezwykłych chwil, momentów, które pozostaną z nami na zawsze. Przenikają nasze serce i dusze. I prawdą jest, że kto żyje w sercu nie umiera.

 

 

 

 

Adasiu, Syneczku Najdroższy, my mamy nasze wspomnienia i Ciebie Aniołka prywatnego, który jest wciąż z nami. I choć minęło już 5 lat, gdy Ciebie tu nie ma to paradoks jest taki, że Ty przecież Jesteś, choć nie fizycznie, ale duchowo i zawsze w naszych sercach, bo kto żyje w sercu nie umiera.

                                                                                                                                                        Twoi rodzice

Share

Paź 11

Top of Hanoi – najwyżej położony bar w Wietnamie …

Top of Hanoi to najwyżej położony bar w Wietnamie. Bynajmniej tak jest obecnie. Top of Hanoi znajduje się na dachu obiektu Lotte, czyli powyżej 65 piętra. W Hanoi, a póki co i w całym Wietnamie, jest tylko jeden wyższy budynek.

 

 

Jako ciekawostkę dodam, że obecnie najwyższym budynkiem w Hanoi, ale też i na ten moment w Wietnamie, jest Keangnam Hanoi Landmark Tower. Budynek jest doskonałym punktem orientacyjnym o wysokości 336 metrów. Posiada 72 kondygnacje. Tuż za nim plasuje się Lotte, w którym znajduje się Top of Hanoi, czyli najwyżej położony w Wietnamie bar. Kolejnym pod względem wysokości budynkiem w Wietnamie jest wieża Bitexco. Ma 262,5 metra oraz 68 kondygnacji i góruje nad całym Ho Chi Minh. Kształt lotosu, czyli symbol Wietnamu, niewątpliwie czyni ją wyjątkową pod względem wizualnym. Ponoć straci tron dla punktu orientacyjnego Vincom 81, który finalnie ma mieć 461 metrów. Zresztą nie tylko ona.

 

 

Wracając do Top of Hanoi i budynku Lotte warto podkreślić, że na ten czas to tutaj można zjeść i wypić drinka najwyżej jak tylko można w stolicy Wietnamu, jak i całym kraju. Wieża mierzy 267 metrów. Jest to kompleks składający się z centrum handlowego, biur, hotelu i apartamentów. Posiada 65 pięter i 5 piwnic. A na jego dachu umiejscowiono Top of Hanoi.

 

 

Aby dotrzeć do najwyżej położonego baru w Hanoi trzeba wykorzystać w tym celu dwie windy, które nas zawiozą do tego niewątpliwie wyjątkowego miejsca. Pierwsza z nich, zresztą jest ich kilka, dojeżdża do 65 piętra. Druga jest tylko jedna i stanowi przedostatni etap, gdyż ostatnim jest rodzaj intrygującego najazdu, po przejściu którego naszym oczom ukazują się niezwykłe obrazy.

 

 

Top of Hanoi to spektakularne widoki. Obraz miasta z dachu budynku Lotte jest magiczny. Top of Hanoi umożliwia podziwianie okolicy z niezwykłej i  jedynej takiej miejscówki w stolicy Wietnamu. Panoramiczny, 360 stopniowy, widok jest niesamowity i dostarcza wielu emocji.

 

 

Top of Hanoi, jak i cały budynek Lotte są symbolem miasta i doskonałym punktem orientacyjnym. Najwyżej położony bar na świeżym powietrzu z nowoczesną kuchnią  i widok, który się z niego rozpościera przyciąga wielu chętnych, którzy chcą tutaj być. Wnętrze jest czyste, luksusowe, czym zachęca, aby się w nim zatrzymać na kilka chwil.

 

 

Top of Hanoi jest romantycznym i stylowym kącikiem. To nowoczesne i z nietuzinową atmosferą miejsce, w którym warto być choć jeden raz. Jednorazowo mieści około 165 osób gwarantując doskonały odpoczynek po całym, zwłaszcza upalnym, dniu. Można siedzieć zarówno na krzesłach barowych, jak i fotelach o nowoczesnym designie racząc się doskonałymi drinkami, czy też kosztując smacznej kuchni bistro. A to wszystko przy dźwiękach muzyki dopasowanej do klimatu Top of Hanoi.

 

 

Jednakże to, co najistotniejsze to widok. Możemy podziwiać z Top of Hanoi całe miasto i okolice, a trzeba przyznać, że zwłaszcza wieczorową porą, prezentują się niezwykle. W blasku świateł wszystko wygląda magicznie i wyjątkowo. Towarzyszy temu niezwykła aura, której możemy doświadczyć tylko tutaj. Jeśli lubisz wysokość, widoki miasta zapierające dach w piersiach i odrobinę luksusu to miejsce dla Ciebie. Top of Hanoi warto uwzględnić w swoim kalendarzu, gdy planuje się zwiedzanie stolicy Wietnamu.

Share

Paź 09

Krótka historia początku pewnej znajomości i czereśnie …

Krótka historia początku pewnej znajomości … zaczęła się zapewne podobnie do nie jednej na świecie, ale czy potoczyła się tak, jak te pozostałe? 🙂

Poznała go zaledwie wczoraj. Czym ją urzekł sama nie wiedziała. Byli tacy młodzi, spontaniczni i otwarci. Zgodziła się na spotkanie i tak zaczęła się historia pewnej znajomości … Umówiła się z nim tak, jak z kolegą, ale on nigdy chyba nim nie był. Od samego początku był kimś więcej.

Nie mogła się doczekać na to spotkanie. Kiedy domofon zadzwonił jej serce biło jak oszalałe i rumieńce pojawiły się na policzkach. Po paru chwilach ujrzała go w drzwiach. Był ubrany w biały podkoszulek, który podkreślał jego letnią opaleniznę, a w dłoniach trzymał dwa kosze czereśni. Była nieco zaskoczona, a nawet bardzo zdziwiona. Wówczas on podszedł do niej, ucałował w policzek mówiąc witaj, a następnie udał się z koszykami do jej matki, która właśnie wyszła z pokoju. Powiedział, wręczając kobiecie czereśnie:

– Dzień dobry. Nazywam się … … i od dziś będę się spotykał z Pani córką.

Zaskoczona kobieta przywitała się i przyjęła prezent uśmiechając się delikatnie. W oddali z innego pokoju dobiegł śmiech młodszego rodzeństwa. Takiej sceny ten dom jeszcze nie widział. A oni zakochani w sobie chyba od pierwszej chwili, choć może jeszcze nie rozumiejący co się z nimi dzieje, usiedli przy drewnianym stoliku w jej pokoju oddając się pierwszej rozmowie w cztery oczy. Mieli ku temu dopiero pierwszą sposobność, gdyż dzień wcześniej, gdy się poznali, byli w gronie przyjaciół.

Ponieważ był to długi, letni, czerwcowy wieczór udali się na spacer bo pobliskiego lasku. Słońce zmierzało już ku zachodowi pięknie oświetlając drogę. Chwycił ją za rękę i szli tak, otoczeni piękną przyrodą i szumem drzew, a to opowiadając o sobie, a to milcząc, nie wiedząc, co przyniesie los. A życie, a życie pokazało, że miał ją tak trzymać za rękę wciąż i wciąż pomimo różnych doświadczeń … a rozpoczęła to krótka historia pewnej znajomości …

A co istotne z tego, co mi wiadomo 🙂 nadal ją trzyma za rękę, choć minęło ćwierć wieku … i cóż nadal oboje lubią czereśnie …

Ot taka krótka historia pewnej znajomości …

Share

Paź 04

Moon Cake, czyli niezwykłe ciastka księżycowe …

Moon Cake, czyli niezwykłe ciastka księżycowe są wszędzie dookoła nas i to dosłownie. W Wietnamie Festiwal Księżycowy trwa. Możecie o nim przeczytać we wpisie www.zycieipodroze.pl/2016/09/16/festiwal-ksiezycowy-w-wietnamskim-wydaniu/. A dziś słów kilka o ciastkach, które królują w tym czasie na wietnamskich ulicach i w domach mieszkańców.

 

 

 

Moon Cake to tradycyjne ciastka wywodzące się z Chin. Symbolizują one Księżyc i Rodzinę. W Wietnamie znane są jako Banh Trung Thu, co dosłownie oznacza ciastko połowy jesieni. Wiąże się ściśle z Festiwalem Księżycowym, czyli Świętem Środka Jesieni. Wietnamczycy obdarowują się nimi i to zarówno w rodzinach, jak i miedzy współpracownikami, znajomymi, czy przyjaciółmi. Firmy wręczają swoim pracownikom prezenty składające się z pięknych zestawów zawierających ciastka księżycowe. Jest to prezent ofiarowany ,,na szczęście,,.

 

 

Wietnamskie Moon Cake mają na ogół okrągły kształt przypominający księżyc, choć spotyka się ich różne czasem zaskakujące wariacje. Są dość duże. Ich średnica wynosi około ośmiu centymetrów, a grubość około czterech. Trafiają się też zarówno większe, jak i mniejsze. Można spotkać dwa rodzaje Moon Cake. Pierwsze, typowo azjatyckie i drugie bardziej związane z Wietnamem, dla niego charakterystyczne, powstające z lepkiego ryżu jako jednego ze składników. Na wierzchu Moon Cake są ozdobione symbolami najczęściej oznaczającymi harmonię i długowieczność.

 

 

Nadzienie w Moon Cake może nas niejednokrotnie zaskoczyć. Możemy bowiem znaleźć w środku ciastka suszoną kiełbasę, pieczonego kurczaka i wołowinę, owoce morza, solone żółtko jajka, nasiona lotosu, arbuza, czerwoną fasolę, kokos, sezam, orzechy, kandyzowane owoce, czy też rodzaj marmolady lub dżemu.

 

 

Banh Nuong, czyli Moon Cake typowy dla krajów azjatyckich, przygotowywany jest z mąki pszennej, oleju i słodkiego syropu. Do tak przygotowanego ciasta dodaje się nadzienie po czym piecze w odpowiedni sposób zapobiegający przesuszeniu. W związku z tym Moon Cake są często w czasie obróbki obracane. Drugi rodzaj Moon Cake, które możemy spotkać w Wietnamie, to Banh Deo. Zarówno warstwa wierzchnia składająca się z kleistego ryżu, czy też mąki ryżowej, wody z pomelo i słodkiego syropu czasami z innymi dodatkami, jak i nadzienie wewnętrzne są gotowane. W Wietnamie można właśnie spotkać oby dwie formy Moon Cake. Zarówno pieczoną, jak i gotowaną z przewagą jednak zdecydowanie tej pierwszej. Niezależnie od rodzaju ciastka księżycowe są bardzo kaloryczne. Jedno potrafi zawierać 1000 kilokalorii.

 

 

To, że Moon Cake królują na wietnamskich ulicach przed i w czasie Festiwalu Księżycowego nie oznacza, że wszyscy je jedzą w niesamowitych ilościach. Te, które widzimy na straganach, pięknie opakowane i udekorowane służą głównie jako podarunki. I choć ich smaków jest bardzo dużo niektórzy nie przepadają za nimi. Dzieci z kolei preferują ich słodkie wersje. Są jednak tradycją i nierozerwalnie wiążą się ze Świętem Środka Jesieni.

 

 

Osobiście popróbowałam różne rodzaje Moon Cake i trudno mi zdecydować, czy któreś z nich są moimi ulubionymi. Na pewno zaskoczyło mnie, gdy po raz pierwszy w środku ciastka zobaczyłam słone żółtko jajka, które ze słodkim otoczeniem smakowało dziwnie. Najbardziej przypadły mi do gustu te z nadzieniem nasion lotosu. Lubię też te z dodatkiem sezamu, czy orzeszków. Może dlatego, że lubię go jako składnik deserów. Jedno jest pewne, że ciastka księżycowe wyglądają niezwykle, ale do moich ulubionych przysmaków nie należą. Każdego zachęcam jednak do spróbowania i wyrażenia własnej opinii 🙂

Share

Starsze posty «