Lut 22

Szczęście w cytatach …

„Szczęśliwi ci, którzy nauczyli się cieszyć małymi rzeczami.”

Jeremias Gotthelf

 

 

„Opłacz to, wykrzycz to, a później weź się w garść, stań na nogi i zacznij żyć.

Możesz żyć tak szczęśliwie, że głowa mała.”

Adam Szustak

 

 

 

„Dziwne są ścieżki szczęścia.

Niektórzy potrafią zbudować swoje szczęście niemal z niczego,

ocalić i rozdmuchać nawet najbardziej nikłą iskrę,

choć wiatr i deszcz.”

Hanna Kowalewska

 

 

 

„Ze szczęściem bywa czasami tak jak z okularami, szuka się ich, a one „siedzą” na nosie.

Tak blisko!”

Phil Bosmans

 

 

„Aby być szczęśliwym, nie należy przeglądać się w lustrze ulicy.”

Jacek Bocheński

 

 

 

„Wdzięczność jest najpiękniejszą formą szczęścia: należy zarówno do jego przyczyn jak i skutków.”

Walter Dirks

 

 

„Trzeba chwytać szczęścia chwile, bo uciekną jak motyle…

potem będzie żal…”

Aneta Grenda

Share

Lut 16

Nasza droga – cytaty wybrane …

„Wędrówką jedną życie jest człowieka.”

Edward Stachura

 

 

„Zdecydowanie zmierzaj w kierunku swoich marzeń.

Żyj tak jak pragniesz.”

Henry David Thoreau

 

 

„Idź swoją drogą, a ludzie niech mówią, co chcą.”

Dante Alighieri

 

 

„A droga wiedzie w przód i w przód

choć zaczęła się tuż za progiem – i w dal przede mną mknie na wschód,

a ja wciąż za nią – tak jak mogę…

Skorymi stopy za nią w ślad – aż w szerszą się rozpłynie drogę,

Gdzie strumień licznych dróg już wpadł…

A potem dokąd? – rzec nie mogę.”

John Ronald Reuel Tolkien

 

 

 

„To twoja własna droga. Inni mogą przejść ja z tobą, ale nie za ciebie.”

Anonim

 

 

Jeżeli nie wiesz, dokąd chcesz iść, nie ma znaczenia, którą drogą pójdziesz...”

 Lewis Carroll

 

 

„Z każdej dobrej drogi można zbłądzić. Z każdej złej drogi można zawrócić.”

Aldona Różanek

 

Share

Lut 08

Życie – wyjątkowe cytaty i sentencje …

„Jak się kocha życie to łatwiej żyć.”

Danuta Szaflarska

 

 

W życiu nie chodzi o to, by przeczekać burzę. Chodzi o to, żeby nauczyć się tańczyć w deszczu.”

Steven D. Wolf

 

 

„Życie jest w kolorze, który ma twoja wyobraźnia.”

                                                                                                         Marek Aureliusz

 

 

„Nie ma większego bogactwa niż życie.”

John Ruskin

 

 

„Życie jest statkiem płynącym w podróż, z której nie ma powrotu.”

Arturo Pérez-Reverte

 

 

„To, co możesz uczynić, jest tylko maleńką kroplą w ogromie oceanu, ale właśnie jest tym,

co nadaje znaczenie twojemu życiu.”

Albert Schweitzer

 

 

„Trzeba umieć iść słoneczną stroną życia.”

Maria Rodziewiczówna

 

 

„Życia nie mierzy się ilością oddechów, ale ilością chwil, które zapierają dech w piersiach.”

Maya Angelou

 

 

„Życie to podróż, a podróże to życie … ”

Aneta Grenda

 

Share

Lut 05

Tradycyjne wesele wietnamskie …

Tradycyjne wesele jest jedną z najważniejszych ceremonii w kulturze Wietnamu. Jej przebieg jest ściśle związany zarówno z wpływami buddyjskimi, jak i  ideologią konfucjańską. To ważny czas nie tylko dla przyszłych małżonków. Jest on istotny także dla obu rodzin.

Tradycyjne wesele wietnamskie oparte jest na zasadach, które istnieją od wieków. W zależności od przyzwyczajeń określonych grup etnicznych małżeństwo obejmuje różne etapy i związane z nimi procedury. W związku z tym zwykle zawiera kilka formalnych obrzędów rytualnych. Wesele to nie tylko ślub, ale szereg następujących po sobie etapów. Dawniej było ich co najmniej sześć i co niektórzy jeszcze ich przestrzegają. Jednak obecnie raczej całość ogranicza się do najważniejszych z nich.

Ja chce wam przybliżyć wszystkie z nich. Pierwszym z nich jest Lễ Nap Thai. Tradycja, wywodząca się z Chin, nakazuje, aby rodzice przyszłych narzeczonych, kiedy ci są jeszcze bardzo młodzi, spotkali się i zgodzili się co do związku dzieci. Z reguły rodzina młodego mężczyzny obdarowuje rodziców przyszłej narzeczonej kilkoma ptakami nazywanymi Nhan. Symbolizują one lojalność i wierność oraz troskę o drugiego człowieka, z którym związało się swoje życie.  Jako ciekawostkę dodam, że gęsi też są uważane za przykład par, które są ze sobą przez całe swoje życie. Następnym krokiem jest Lễ Vấn Danh. Wówczas jeden z członków rodziny młodego mężczyzny przychodzi zapytać o nazwisko młodej dziewczyny, jej wiek i co najważniejsze, czy nadal jest stanu wolnego. Jest to także czas dla obu rodzin, szczególnie rodziców, by się poznać. W trzecim etapie Lễ Nạp Cát rodzice przyszłego narzeczonego składają ofertę rodzinie młodej kobiety, która w szczególności uzależniona jest od możliwości finansowych i proszą o rozpatrzenie jej. Etap czwarty Lễ Nạp Chưng to już czas decyzji dziewczyny i zaręczyny w czasie których narzeczony obdarowuje swoją przyszłą żonę klejnotem najczęściej w postaci pierścionka. W etapie piątym, czyli Lễ Thỉnh Kỳ rodzina pana młodego decyduje o czasie i terminie ślubu oraz uzgadnia to z rodziną panny młodej czekając na akceptację. Tym samym dochodzimy do etapu Lễ Thân Nghinh, który jest dniem ślubu. Wówczas dokonuje się obrzędów weselnych przed ołtarzami przodków obu rodzin. Państwo młodzi składają hołd i szacunek przed ołtarzem przodków, rodzicami i innymi członkami rodziny małżonki. Od tego momentu narzeczeni staja się oficjalnie małżonkami. Rodzice pani młodej  wręczają młodej parze pieniądze i biżuterię. W tym dniu po przyjęciu weselnym rodzina pana młodego zabiera młodą mężatkę razem ze sobą do domu małżonka.

 

 

Sami przyznacie, że jest to dość czasochłonne i troszkę nieco przesadzone. Myślę, że i wielu Wietnamczyków też tak uważa. Stąd obecnie wesele wietnamskie często bywa połączeniem tego, co było i co opisałam powyżej, z tym co jest teraz, o czym słów kilka za chwilę. Już coraz częściej narzeczeni wybierają sobie przyszłego małżonka samodzielnie. Najczęściej przygotowania, jak i samo wesele obejmują etap w którym państwo młodzi jak i ich rodzice udają się do wróżki, aby sprawdzić, który dzień i godzina jest najlepsza dla narzeczonych do zawarcia związku małżeńskiego. Mocno wierzą w tę datę i czas, więc rodzina i krewni pana młodego muszą przyjść na czas. Kilka dni przed ślubem narzeczony z rodzicami odwiedzają pannę młodą i jej rodzinę. Obdarowują ich prezentami. Składają się na nie najczęściej orzechy areca, liście betelu, herbata, ciasta, owoce, wina i inne przysmaki. Przykryte są one czerwoną tkaniną. Z kolei w dniu ślubu narzeczony i jego rodzina udają się do domu panny młodej, przynosząc po raz kolejny prezenty zapakowane w torebki i papier o barwie czerwonej. Kobiety i mężczyźni ubrani sa na ogół w Ao dai, choć coraz więcej mężczyzn wybiera garnitur. Przy ołtarzu przodków i w obecności rodziców oraz najbliższej rodziny państwo młodzi zostają oficjalnie małżonkami. Pan młody i panna młoda wymieniają tutaj obrączki i otrzymują prezenty od swoich rodziców. Są to na ogół złote bransoletki, kolczyki i naszyjniki. Ceremonia kończy się często oklaskami.

 

 

Nie rzadko jest tak, zwłaszcza na prowincji, że wietnamskie wesele to dwa różne wydarzenia. Jedno odbywa się w rodzinnym mieście panny młodej, a drugie w rodzinnym mieście pana młodego. My mieliśmy zaproszenie już na kilka wesel tego rodzaju. W rodzinnym mieście panny młodej celem ceremonii jest przede wszystkim symboliczny gest potwierdzający zgodę rodziny panny młodej i chęć zabrania jej do domu pana młodego przez jego rodzinę. Tutaj ma miejsce formalna część ceremonii. W rodzinnym mieście pana młodego zazwyczaj odbywa się duże przyjęcie z mniej formalną ceremonią. W dużych miastach często ma to formę jednego dużego przyjęcia organizowanego w restauracji, bądź hotelu, w zależności od zamożności. Na weselu wietnamskim, na którym my ostatnio gościliśmy były dwa duże przyjęcia. Jedno w rodzinnym mieście panny młodej na około trzysta osób i drugie w miejscu, z którego pochodzi pan młody również na tak dużą liczbę osób. Stąd ceremonia formalna odbyła się w środę, a przyjęcia weselne we czwartek. W piątek państwo młodzi po kolejnej części świętowania wraz z rodziną mieli już wspólnie wyruszyć w podróż poślubną.

 

 

Jako ciekawostkę dodam, że w Wietnamie przyjęło się obdarowywanie młodej pary pieniędzmi. Na ogół przy wejściu do domu weselnego znajduje się specjalne miejsce, często w formie domku, gdzie można umieścić kopertę z pieniędzmi i z życzeniami. Zresztą ponoć obowiązkowo podpisaną 🙂 Z kolei czerwony jest dominującym kolorem podczas tradycyjnego wesela wietnamskiego. Jest uważany za kolor szczęścia i dobrze zapowiadającej się przyszłości. Często jeszcze przed ślubem młode pary mają sesję fotograficzną. Jest to niezwykłe, gdyż prezentują się oni wówczas w różnych kreacjach i różnorodnej scenerii. Może to i męczące, ale pamiątka na całe życie wyjątkowa.

I cóż przyznajcie sami, czy tradycyjne wietnamskie wesele nie jest zaskakujące? Jakże inne od tych, w których przywykliśmy uczestniczyć w Polsce, nieprawdaż? Czyż to nie jest wspaniałe, że możemy poznawać inne kultury, zgłębiać je i móc uczestniczyć w ceremoniach, czy też różnych spotkaniach z nimi związanymi? Jak widać takim interesującym wydarzeniem jest chociażby właśnie tradycyjne wesele wietnamskie.

Share

Lut 03

Smoki i wróżki, czyli legenda o pochodzeniu Wietnamczyków …

Legenda o pochodzeniu Wietnamczyków jest jedną z najważniejszych. To mityczna opowieść pełna magii, cudów i wyjątkowych zdarzeń. Jest ona istotnym elementem kultury wietnamskiej wciąż przekazywanym z pokolenia na pokolenie podczas wieczornych opowieści. Kiedy ją przeczytasz dowiesz się także dlaczego Wietnamczycy uważają, że pochodzą od smoków i wróżek.

Według legendy Lạc Long Quân i Âu Cơ, czyli główni bohaterowie historii, są oryginalnymi rodzicami narodu wietnamskiego. Ponadto łączy się z nimi niezwykła historia miłosna. Lạc Long Quân był legendarnym władcą smoków, a Âu Cơ nieśmiertelną wróżką z gór. Ich związek umożliwił poczęcie 100 dzieci, które były przodkami plemienia Bách Việt. Legenda o pochodzeniu Wietnamczyków jest wyjątkowa, a oto jej treść:

… Tysiące lat temu, za panowania króla Kinh Dương Vương, królestwo Xích Quỷ było nieznanym obszarem rozległej krainy na dalekim Wschodzie. Z jednej strony graniczyło z łańcuchem wysokich gór, a z drugiej łączyło się z oceanem długą linią brzegową. Kinh Dương Vương był mityczną postacią wywodzącą się z długiej linii smoków. Poślubił on Long Nu, która wywodziła się z innego plemienia smoków. Para poczęła syna Lạc Long Quân, który nazywany był Smoczym Księciem. Uważano go za nieśmiertelnego. Lạc Long Quân miał niezwykłą siłę i najwyższą inteligencję, ale jego sukcesja z podwodnego świata matki rozwinęła w nim silną fascynację oceanem, a młody człowiek był często widywany podczas spacerów wzdłuż linii brzegowej. Cieszył się falami i poznawał wiele morskich stworzeń, które miał w zasięgu wzroku. Wkrótce zastąpił na tronie swojego ojca i rządził plemieniem Lac-Viet. Pewnego dnia Lạc Long Quân poznał piękną kobietę o imieniu Âu Cơ i zakochał się w niej. Historia ich spotkania jest niezwykła, jak to w legendach bywa. Książę, który zauważył demonicznego ptaka goniącego za bezbronnym białym żurawiem postanowił mu pomóc. Popędził czym prędzej i uderzył atakującego ptaka kamieniem. Demoniczne stworzenie było tak wściekłe, że zamieniło się w tygrysa. Zaciekle próbował on zniszczyć Smoczego Księcia. W rezultacie Lạc Long Quân stoczył straszną walkę z przeciwnikiem. W końcu pokonał demoniczne stworzenie i ochronił wrażliwego białego żurawia. Tak, jak to często w legendach i mitach bywa rzeczy nie zawsze są takie, na jakie wyglądają. Biały żuraw był w rzeczywistości piękną Âu Cơ w przebraniu, która próbowała uciec od drapieżnego demona ścigającego ją. Lạc Long Quân był mile zaskoczony kiedy to odkrył. Oboje bardzo szybko zbliżyli się do siebie. Âu Cơ była anielsko piękna i nic dziwnego, gdyż wywodziła się z nieśmiertelnych wróżek. Razem stworzyli rodzinę i połączyli dwa plemiona. Zostali rodzicami stu synów. Lạc Long Quân wraz z żoną Âu Cơ byli opiekunami gór, mórz i rzek w całym kraju. W żyłach ich dzieci płynęła krew silnych smoków i czarujących wróżek. Niestety, z biegiem czasu, Âu Cơ zaczęła tęsknić za swoim domem w górach, podczas gdy Lạc Long Quân zwrócił się ku morzu. W rezultacie dwoje kochanków rozdzieliło się. Księżniczka Âu Cơ wzięła ze sobą pięćdziesięcioro dzieci i wyruszyła w góry, a Lạc Long Quân z kolei poprowadził pozostałych pięćdziesięciu synów do przybrzeżnych regionów położonych blisko mórz. Złożyli sobie jednak obietnicę, że pomimo dystansu i separacji, muszą się o siebie troszczyć i zawsze być w pobliżu, aby w razie potrzeby pomagać jedno drugiemu. Lạc Long Quân, który zabrał pięćdziesięcioro dzieci na wybrzeże, podzielił obszary, którymi miały one rządzić. Nauczył ich umiejętności łowienia ryb, nurkowania i polowania na zwierzynę. Przekazał wiedzę niezbędną do odstraszania morskich stworzeń. Wyszkolił ponadto synów do sadzenia i zbierania ryżu, a także nauczył ich gotować białe ziarenka w bambusowych tubach. Âu , która zabrała pozostałe pięćdziesięcioro dzieci na wyżyny, również podzieliła swoje tereny, aby synowie nimi rządzili. Nauczyła ich, jak żyć w dżungli i górach, hodować zwierzęta oraz uprawiać ziemię. Dzięki niej zobaczyli, jak dbać o drzewa owocowe, aby mogły stanowić także pożywienie. Nauczyli się oni budować domy wzniesione na bambusowych palach, które chroniły ich przed dzikimi zwierzętami. Dzieci Lạc Long Quân i  Âu Cơ nauczyły się jak żyć i przetrwać w warunkach jakie panowały na terenach, które zamieszkiwali. Wkrótce pozakładały rodziny i stały się tym samym przodkami Wietnamu …

 

Wietnamczycy po dziś dzień nazywają się ,,dziećmi Smoka i Wróżki”. Nawiązują tym samym do linii Lạc Long Quân ze świata smoków i wróżkowego plemienia Âu Cơ zamieszkującego wyżyny i góry. Dlatego też Wietnamczycy wierzą, że niezależnie od tego, z której części kraju pochodzą  to wywodzą się z jednego źródła. Tak jak obiecali sobie nawzajem Lạc Long Quân i Âu Cơ wszyscy Wietnamczycy powinni kochać się, szanować i chronić siebie nawzajem. Oczywiście, jak historia pokazuje, w życiu bywa różnie. Legenda o pochodzeniu Wietnamczyków jest powodem do dumy całego narodu i przypomina im ciągle o jedności wszystkich mieszkańców tej wyjątkowej krainy. Jest niesamowitą, magiczną opowieścią pełną nieprawdopodobnych zdarzeń, które jednak dawno, dawno temu miały miejsce.

 

Zdjęcie: pixabay.com/

Share

Sty 29

Tradycyjne sosy dodawane do potraw w Wietnamie …

Tradycyjne sosy dodawane do potraw w Wietnamie są nieodłącznym składnikiem dań. Nadmienię, że o kuchni wietnamskiej pisałam już w poście www.zycieipodroze.pl/2016/05/13/kuchnia-wietnamska-powiew-swiezosci-z-nuta-orientu/ do przeczytania którego gorąco zachęcam. Dziś z kolei chcę zapoznać was choć z kilkoma sosami goszczącymi na tutejszych stołach.

 

 

W Wietnamie pojawiające się często na stołach sosy są bardzo proste. Przyrządzane są raczej bezpośrednio przed podaniem dań. W większości niezbędne do ich powstania produkty są świeże. A oto niektóre z nich:

 

Sos rybny po wietnamsku

Składniki:

– 6 łyżek stołowych ciepłej wody,

– 1 łyżeczka cukru,

– 2 łyżki swieżo wyciśnietej limonki,

– 2 łyżki sosu rybnego wietnamskiego,

– świeży, posiekany czosnek,

– odrobina świeżo pokrojonej, drobnej papryczki chili.

Płynne składniki mieszamy z cukrem, a następnie dodajemy czosnek i papryczkę chili.

 

Sos orzechowy (stosowany do świeżych spring rollsów z krewetkami)

Składniki:

– 1 łyżka octu ryżowego,

– 1 mała łyżeczka sosu sojowego,

– 1 mały kubeczek masła orzechowego naturalnego, nie słodzonego,

– 1 mała łyżeczka cukru,

– posiekana papryczka chili,

– garść drobno posiekanych orzechów ziemnych,

– opcjonalnie kolendra.

Mieszamy wszystkie składniki płynne z cukrem i masłem orzechowym. Dla łatwiejszego rozpuszczenie cukru ocet ryżowy można lekko podgrzać. Następnie dodajemy pozostałe składniki. Jeżeli ma być dołączona kolendra dodaje się ją tuż przed podaniem na stół.

 

Sos vinegret z limonką (wszechobecny na wietnamskich stołach)

Składniki:

– 1 łyżka octu ryżowego,

– 2 łyżki soku ze świeżo wyciśnietej limonki,

– 1 łyżeczka cukru,

– posiekane chili,

– posiekany czosnek.

Składniki mieszamy i mamy bardzo szybki oraz prosty sos podawany niemalże do wszystkich dań.

 

Sos vinegret z czosnkiem

Składniki:

– 1 łyżka octu ryżowego,

– 2 łyżki soku ze świeżo wyciśnietej limonki,

– 1 łyżeczka cukru,

– posiekany czosnek.

 

Dodatek do dań, czyli każdy robi sam

Powszechne jest to, bynajmniej na północy Wietnamu, że na stołach ustawiane są malutkie miseczki, dla każdego biesiadnika osobno, w których znajduje się mix soli i pieprzu. Obok niego, na tej samej miseczce, układa się drobno pokrojoną papryczkę chili i ćwiartki limonki. Każdy sam wyciska ją na sól i pieprz oraz papryczkę chili. Ten prosty sos, o ile można go sosem nazwać, podawany jest zarówno do mięs, jak i obok sosu rybnego oraz sojowego do owoców morza.

 

 

Tradycyjne sosy wietnamskie są stosowane każdego dnia i stanowią doskonałe uzupełnienie świeżej kuchni, z której słynie kraj w którym mieszkam. Ja zapoznałam was z tym, które są mi znane i które bardzo lubię. A czy wy macie swoje ulubione sosy wietnamskie, czy też inne azjatyckie, a może jesteście miłośnikami tradycyjnych polskich sosów?

Share

Sty 22

Pływające wioski wietnamskie …

Bardzo ciekawym, ale też i zaskakującym elementem kultury wietnamskiej są pływające wioski. Są one znane nie tylko w Wietnamie. Można spotkać je także w Kambodży, na Filipinach, w Hong Kongu i innych miejscach na ziemi, ale te tutejsze są bardzo różnorodne. 

 

 

 

 

 

Jak historia od wieków pokazuje różne cywilizacje rozwijały się wokół zbiorników wodnych. Zapewniały bowiem one ciągłą dostępność wody, a także pożywienia. Ktoś może pomyśleć, że w XXI wieku już raczej nie mieszka się na wodzie. Nic bardziej mylnego. W Wietnamie nadal wiele osób, a nawet całych rodzin żyje właśnie w takich warunkach. Pływające wioski wietnamskie przetrwały wiele wieków. A i obecnie nic nie wskazuje na to, aby miało się coś zmienić w tej materii. Występują one zarówno na morzu, głównie w okolicach Ha Long Bay i Cat Ba, jak i na rzekach, przeważnie w delcie  Rzeki Czerwonej i Mekongu. Taki sposób życia jest w Azji dość popularny. Większość pływających wiosek znajduje się nad brzegami rzek lub też w przypadku tych usytuowanych na morzu przy górach. Można zaobserwować, że ich lokalizacja nie jest przypadkowa. Na ogół wybiera się miejsca, w których przepływ wody jest najwolniejszy. Taka lokalizacja wydaje się stosunkowo bezpieczna. Ponadto jest odpowiednia do hodowli ryb, co jest dla wielu mieszkańców głównym źródłem dochodu. Pomysł połączenia domu z miejscem pracy, tak jak to obserwujemy w przypadku pływających wiosek, wywodzi się z Chin. W Wietnamie i całej Azji istnieją różne pływające domy. Różnią się one wielkością, jak i materiałem z którego zostały wykonane. Usytuowane mogą być tak, jak wspomniałam blisko brzegu lub też na pływających platformach. 

Pływające wioski można zobaczyć chociażby w okolicach Hanoi. Około 50 gospodarstw domowych znajduje się na łodziach nad Rzeką Czerwoną, czyli  w Tan Thoi Nhat Ward. Zakotwiczone są one w pobliżu brzegu. Głównym zajęciem mieszkańców jest sprzedaż wyrobów garncarskich. Ta pływająca wioska istnieje od wielu lat. Ludzie żyją na łodziach lub tymczasowych namiotach zbudowanych na rzece. Wieś jest odizolowana od miejskiego życia, chociaż jest oddalona tylko o kilka kilometrów od centrum Hanoi. Pływające domy mają dostęp do energii elektrycznej i wykorzystują wodę ze studni wiertniczych. Ludzie mają w nich telewizory, anteny satelitarne, lodówki i inne nowoczesne przedmioty, choć wiele z nich wyposażonych jest raczej skromnie. Kolejnym przykładem jest pływająca wioska Kenh Ga położona w pobliżu Hoa Lu. Wodny styl życia mieszkańców niewiele się tutaj zmienił od wieków. Obszar ten jest znany jako jeden z najbardziej wiejskich obszarów w delcie Rzeki Czerwonej. Oferuje połączenie pięknych krajobrazów, tradycyjnego wiejskiego stylu życia i dobrze znanych lokalnych zwyczajów mieszkańców.

W tym miejscu należałoby wspomnieć o pływających wioskach wietnamskich w delcie Mekongu na przykład Chau Doc. Tutejsze domy pełnią takie same funkcje, jak i te zlokalizowane w innych częściach kraju. Wykorzystywane są zarówno jako miejsce  zamieszkania, jak i pracy. Mieszkańcy wioski uprawiają ryby słodkowodne i krewetki w sieciach. Wiele koszy służących do hodowli ryb, a wykonanych  z drutu, znajduje się pod ich domami. Ryby i krewetki słodkowodne są głównym produktem eksportowy tego regionu.

Zwiedzając Zatokę Ha Long również możemy podziwiać kolorowe pływające wioski usytuowane na specjalnych platformach. Są one wyjątkowym dziedzictwem kultury  przyciągającym turystów. Szacuje się, że jest ponad 400 gospodarstw domowych, które zamieszkuje nawet 1500 osób. Ludzie żyją w tych domach od ponad stu lat. Rybołówstwo i hodowla ryb oraz pereł sanowią ich główną działalnością dochodową. Ludzie żyją, jedzą, śpią, uczą się, pracują, a nawet bawią na tych maleńkich, a jednak samowystarczalnych pływających wioskach. Każda z nich tworzy całkowicie samodzielne społeczeństwo. Ma się wrażenie, że mieszkańcy żyją w harmonii z lądem i morzem, choć ich życie w takich warunkach nie należy do łatwych. Również w okolicach wyspy Cat Ba można podziwiać pływające wioski. To tutaj położone jest jedno z najstarszych miejsc tego rodzaju, a mianowicie Cai Beo. Ta wioska jest jedną z najsłynniejszych starożytnych osad. Aż nie do wiary, że to prehistoryczne miejsce przetrwało do dziś. Obecnie jest to wioska rybacka licząca około 300 domów. Mieszkańcy utrzymują się głównie z rybołówstwa i hodowli owoców morza. W 2006 roku rozpoczęto prace wykopaliskowe, które w 2007 zaowocowały odkryciem 137 kamiennych artefaktów, odłamków garncarskich i 568 okazów szczątków zwierzęcych oraz muszli morskich. Analiza wykazała, że ​​zebrane artefakty wykonane zostały z granitu i ceramicznych skręconych sznurowych surowych tłoczeń. Dowody sugerują, że Cai Beo jest niewątpliwie rezydencją starożytnych rybaków o największej skali znanej w Wietnamie.

 

 

 

 

 

Z jednej strony pływające wioski wietnamskie mogą fascynować, zaskakiwać i być źródłem inspiracji do prostszego życia, a z drugiej strony wybór życia w takich warunkach może wydawać się absurdalny. Tylko trzeba się zastanowić, czy ci ludzie mają w ogóle wybór? Pewnie część z nich tak, ale wielu zapewne też i nie. Niewątpliwie z punktu widzenia obserwatora pływające wioski wietnamskie są wyjątkową atrakcją, gdyż wielu z nas nie spotkało się w swoim dotychczasowym życiu z takimi miejscami.

Share

Sty 16

Tu i teraz …

Tu i teraz …  Czy można tak żyć? Czy można żyć dniem dzisiejszym, chwilą, która trwa? Każdy z nas sam musi odpowiedzieć sobie na tak zadane pytania. Bo tu i teraz nie jest sztuką łatwą, ale jak najbardziej możliwą.

 

                                              „Żyj chwilą obecną. Nie przyszłością ani przeszłością.

Liczy się teraz. Nie wiesz, co się wydarzy jutro, a wczoraj już przeminęło,

więc jedyne co masz, to dziś, ta chwila.

Ciesz się nią.”

                                                                                                             Cathy Kelly (Raz w życiu)

 

 

Czy nie macie wrażenia, że wielu z nas cały czas dokądś pędzi i goni za czymś lub za kimś? Wielu ludzi biegnie gdzieś lub po coś, a pośpiech towarzyszy ich życiu. Codzienność jest tak absorbująca, że nie ma w niej czasu, aby na chwilę się zatrzymać, żyć tu i teraz. Cieszyć się tym momentem, tą chwilą która trwa. Na szczęście wielu z nas odchodzi od tego i stara się żyć dniem, który jest. Nie wybiegając za daleko w przyszłość, ani nie zanurzając się zanadto w przeszłości. Rozumiemy, że rozpamiętywanie tego, co już było nie na wiele się już zda, a popełnione błędy i okazje też są za nami. Teraz jest dziś, czyli nowe sytuacje, nowe okazje i nierzadko nowi ludzie na naszej drodze, choć niektórzy są z nami cały czas. To samo tyczy się przyszłości. Nie możemy jej zaplanować i wyreżyserować, bo życie to nie film. Owszem możemy poczynić pewne kroki, ale skąd pewność, że jutro nadejdzie? Czy nie lepiej zamiast żyć w pędzie przystanąć na chwilę i spróbować być szczęśliwym tu i teraz?

 

„Istnieją tylko dwa dni w roku, w których nic nie może być zrobione.

Jeden nazywamy wczoraj, a drugi jutro.

Dzisiaj jest właściwy dzień, aby kochać, wierzyć i żyć w pełni.”

                                                                                                                                                Dalajlama XIV

 

Mogłoby wydawać się oczywistym, że żyjemy  dniem dzisiejszym. Ale czy tak w rzeczywistości jest? Może u niektórych tak. Zapewne jednak nie u większości. Na ogół jest tak, że mamy coś do zrobienia, gonimy za pieniędzmi, ludźmi, nowinkami, marzeniami. Czy to źle? Nie wiem. Pytanie jest inne, czy chcę żyć tu i teraz, tą chwilą która trwa, być szczęśliwym dziś, a nie kiedyś tam i dostrzegać to wszystko, co wokół. A tuż obok jest tyle piękna, a zwykłe życie jest niezwykłe i jeśli tylko jesteśmy wystarczająco uważni to możemy to dostrzec. Problem w tym, że często w zabieganym życiu nie ma tej chwili, nie ma czasu na uważność, a wielu z nas już zagubiło w sobie tę naturalną ciekawość i zainteresowanie tym, co tuż obok. Często spacerując obserwuje ludzi, to samo dotyczy najbliższych i przyjaciół. Ci co potrafią zatrzymać się na chwilę, próbują żyć tu i teraz, są szczęśliwsi. Częściej idzie za tym spokój w ich codziennym życiu i poczucie harmonii. Pozostali sami siebie unieszczęśliwiają gonitwą, czy też negatywnym myśleniem dotyczącym zarówno przeszłości, jak i przyszłości. Ileż energii niepotrzebnie tracą. Czyż nie prościej, łatwiej, byłoby nieco odpuścić i skupić się na tym, co tu i teraz? Postarać się być nieco bardziej uważnym, aby życie nie przeciekało nam przez palce z powodu ciągłych powrotów do przeszłości lub życia mrzonkami i wybieganiem nadmiernym w przyszłość. W samo sedno trafia Maciej Wielobób w swoich rozważaniach. I jak słusznie dostrzega, coraz więcej ludzi ma potrzebę żyć tu i teraz oraz uczy się zarówno tak żyć, jak i uważności, która jest istotą takiego stylu życia.

 

Uważność wcale nie musi oznaczać wyłączenia się z głównego nurtu życia.

Raczej ma nam pozwolić zatrzymać się, porzucić automatyczne i bezmyślne reagowanie,

a jednocześnie pozwolić w pełni przeżyć to, co się nam zdarza.

Dzięki temu życie przestaje nam przeciekać przez palce…

Maciej Wielobób

 

 

Taki wybór, to  czym i jak żyjemy, taka droga, która poprzez uważność prowadzi do życia chwilą, tym co tu i teraz, nie jest niczym nowym. Już w czasach antycznych w poezji Horacego pojawiła się sentencja carpe diem-„chwytaj dzień”, którą zawarł on w Pieśniach (1, 11, 8): „Chwytaj dzień, bo przecież nikt się nie dowie, jaką nam przyszłość zgotują bogowie…”. Była to jedna z nadrzędnych idei epikurejczyków. Słowa”carpe diem” oznaczają nic innego, jak życie chwilą obecną, czyli tu i teraz. Bez nadmiernego wybiegania w przyszłość, snucia dalekosiężnych planów, a także nie wracając do tego, co było, rozpamiętywania minionych chwil i wydarzeń. Przeszłości nie da się zmienić i cofnąć czasu który minął. Z kolei w przyszłości może się wydarzyć nazbyt wiele lub nie zdarzyć nic. Niestety na wiele spraw nie mamy wpływu. Jesteśmy pomimo naszej inteligencji, mądrości i umiejętności przewidywania zależni od otaczającego nas świata. Wobec tego najlepsze co możemy zrobić to żyć i cieszyć się tą chwilą, która trwa.

 

Jak na deszczu łza cały ten świat nie znaczy nic a nic…

Chwila, która trwa może być najlepszą z Twoich chwil…

                                                                                                                       Maciej Balcar ( Dżem ,,Do kołyski)

 

Dnia wczorajszego już nie ma, jutro może nie nadejść. Jest tylko tu i teraz. Dzisiejszy dzień jest po to, że możemy coś zrobić, że możemy być szczęśliwi i dać szczęście innym, że dostrzegamy to, co wokół nas w tym momencie. Dlatego próbujmy tak żyć i uczmy się tego. Może to nie łatwa sztuka, ale taki styl życia, wyboru dnia dzisiejszego, a nie wczoraj, czy kiedyś wydaje się najlepszą z możliwości. Tu i teraz jesteśmy my i nasze życie, które trwa właśnie dziś.

Share

Sty 12

Sam Son – dawniej i dziś …

Sam Son jest miejscowością nadmorską położoną 16 kilometrów na wschód od Thanh Hoa w północno-centralnym Wietnamie. Leży zaledwie 170 kilometrów od Hanoi. Sam Son znane jest już jako uzdrowisko od kilku wieków, a obecnie jest szybko rozwijającym się kurortem nadmorskim.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Sam Son jako miejscowość uzdrowiskowa znane było już w XX wieku. Zostało odkryte w 1907 roku przez Francuzów. Potraktowano je jako bezcenny skarb. Francuzi wybudowali właśnie tutaj obiekty, które miały służyć im, a także panującej wówczas dynastii Nguyen. Miejscowość była odskocznią od Thanh Hoa zarówno dla urzędników francuskich, jak i elity wietnamskiej. Jednakże historia sięga znacznie głębiej, a Sam Son i jego okolice mają długą historię przesiąkniętą legendami i mistycyzmem.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jak wieść niesie już w 208 roku p.n.e. wietnamski król An Duong Vuong został oszukany przez swojego chińskiego zięcia Trong Thuy. Ukradł on magiczny spust do łuku należącego do króla. Był to prezent podarowany władcy przez Złotego Żółwia. Miał nadzwyczajne moce i dzięki niemu można było zabić z łuku setki ludzi jednym strzałem. Trong Thuy dał skradziony spust swojemu ojcu Trieu Da. Ten z kolei poprowadził chińską armię do inwazji na Wietnam. Bezradny król An Duong Vuong nie mógł wygrać bitwy bez swojego cudownie działającego łuku i wycofał się wraz ze swoją córką My Chau na południe. Miejscowa legenda głosi, że kiedy król dotarł zaledwie 4 km od plaży Sam Son w okolicy wioski Binh Hoa został całkowicie osaczony. Przed sobą miał tylko morze, a za plecami był już wróg. Zrozpaczony zaczął modlić się do Złotego Żółwia, aby mu pomógł. Wówczas pojawił się Dżin i zabrał Króla do Podwodnego Pałacu. Legenda pokrywa się z geograficznym rozwojem tego obszaru. Około 2000 lat temu wioska Binh Hoa graniczyła z ogromnym morzem. Nadal znajduje się tam światynia poświęcona królowi An Duong Vuong i księżniczce My Chau. Co prawda nikt nigdy nie widział Złotego Żółwia, ale wszyscy o nim pamiętają i porównują kształt terenu właśnie do niego. Mówią, że jego tylne nogi to dwa odcinki ziemi popychające Truong Le Mountain. Jego głowa to kolejny odcinek ziemi sięgający aż do ujścia rzeki Lach Hoi. Złoty Żółw zwany jest także Zielonym Posłańcem. Prawdopodobnie dlatego obszar ten jest zawsze zielony i pokryty drzewami. W pewnej odległości od brzegu znajduje się góra Truong Le. Osłania łodzie i plażę przed silnymi huraganami. I właśnie ten cały obszar znany jest obecnie jako Sam Son.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Na początku Sam Son tworzyły wydmy, które wznosiły się nad niebieską tonią wody. Nazwa pod którym znamy obecnie miejscowość pojawiała się w oficjalnych pisemnych dokumentach na początku XX wieku. Pokrywa się to z okresem, w którym Francuzi wybrali to miejsce na uzdrowisko. Zresztą w Wietnamie znajduje się wiele takich miejsc. Obecnie Sam Son jest rozwijającym się kurortem nadmorskim odwiedzanym bardzo licznie zwłaszcza przez wietnamskich urlopowiczów chcących odpocząć nad morzem. Byłam tam dwukrotnie i spotkałam tylko kilku zagranicznych turystów, a dokładniej pisząc troje. Ponieważ panuje tam klimat ciepły umiarkowany latem jest gorąco i wilgotno, a zimą sucho i chłodno. Najlepiej odwiedzać Sam Som w maju lub we wrześniu. Z kolei najwięcej osób jest w czerwcu, lipcu i sierpniu. Do Sam Son można dotrzeć bezpośrednio autobusem, bądź pociągiem do Thanh Hoa i stamtąd taksówką nad samo morze, albo wybrać opcje wyprawy motocyklowej. Miejsc noclegowych jest bardzo dużo, a zainteresowanie turystyczne miejscowością sprawia, że powstaje ich coraz więcej, wiec każdy znajdzie coś dla siebie. W Sam Son zaskakuje nowoczesna promenada. Plaża rozciąga się na długość około 10 kilometrów. Jest płaska i pokryta miałkim piaskiem w dość specyficznym ciemnym odcieniu. Z kolei morze przybiera niezwykłe barwy, które zmieniają się w ciągu dnia. Fale uderzają tutaj dość silnie w porównaniu z innymi wietnamskimi miejscowościami nadmorskimi, w których miałam przyjemność być. Każdego letniego dnia promienie słońca przygrzewają, a ciepła woda zachęca do morskich kąpieli. Z kolei szeroka plaża tylko czeka, aby na niej budować zamki z piasku. W czasie spacerów można znaleźć przepiękne muszle. Bardzo charakterystyczne dla tego miejsca są te w kształcie świdrów. Tuż obok rybacy wypływają w morze na połowy ryb. Kutry są nieodmiennym obrazkiem łączącym się z Sam Son. Dzięki temu można każdego dnia próbować różnych przysmaków w postaci świeżych ryb i owoców morza. Lokalne restauracje serwują je codziennie i przyrządzają niezwykle smacznie. Tutaj pragnę podkreślić, że w Sam Son poza dużymi hotelami dominują małe lokalne biznesy. Dotyczy to zarówno miejsc serwujących jedzenie, czy też sklepików. Bardzo charakterystycznym elementem Sam Son, z którym spotykamy się każdego dnia są latawce. Ich kolory zachwycają i zachęcają do zabawy. Tworzą wyjątkowy klimat tego miejsca i nie wyobrażam sobie Sam Son bez latawców.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Sam Son to nie tylko morze, plaża, promenada i kutry. To także góry,  a mianowicie Truong Le Mountain, których część przylegająca do morza nazywa się półwyspem Co Gai. Znajduje się tam pagoda Doc Cuoc. Nazwa świątyni wywodzi się z opowieści o olbrzymim mężczyźnie, który aby ratować mieszkańców wioski rozerwał swoje ciało. Uczynił to, gdyż chciał zarówno odeprzeć złe duchy z morza  i jednocześnie atak najeźdźców od strony kontynentu. Aby upamiętnić jego wielką zasługę mieszkańcy Sam Son wybudowali świątynię. Była ona przez wieki wielokrotnie odnawiana, a od 1962 roku wpisano ją na listę zabytków kultury wietnamskiej. Ze świątyni rozciąga się malowniczy widok na całą okolicę. Można tam odpocząć i znaleźć schronienie przed promieniami słońca w upalny dzień. Tuż obok świątyni, u jej podnóża, położone są dwie skały o nazwie Hon Trong Mai. Także z tym miejscem związana jest legenda, która głosi, że jakoby mąż i żona, którzy kochali się bardzo mocno, a zostali rozdzieleni i zamienieni w ptaki, są obecni wciąż na tej ziemi, którą zamieszkiwali w postaci dwóch głazów podobnych do ptaków. Po dziś dzień pary odwiedzają to miejsce wierząc, że przyniesie im szczęście i nierozłączność. Powiedzcie sami, czy wietnamski świat legend nie jest fascynujący?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Sam Son to niewątpliwie interesujący kurort nadmorski, który wciąż się rozwija. Można spędzić w nim bardzo miło czas, a gdy szukamy letnią porą słońca, ciepłego morza i lokalnych przysmaków wydaje się doskonałym miejscem. Ja za każdym razem, czy to z mężem, czy z siostrzyczką i siostrzenicą, spędziłam tam miłe chwile. Jeśli lubicie odpoczywać z dala od turystów z zagranicy to póki co Sam Son jest miejscem idealnym.

Share

Sty 09

„The Moon Boy”, czyli wietnamska legenda o chłopcu, który figle płatał …

Dziś w sam raz do porannej kawy „The Moon Boy”, czyli wietnamska legenda o chłopcu, który figle płatał. Uważana jest ona za jedną z najsłynniejszych. Często opowiadana jest jako bajka na dobranoc w wietnamskich domach.

Dawno, dawno temu żył bardzo sprytny chłopak o imieniu Cuoi. Mieszkał on ze swoim wujem i ciocią na wietnamskiej ziemi. Uwielbiał kłamać i płatać figle ludziom. Pewnego dnia poszedł na pole, aby odnaleźć swojego wuja. Powiedział mu, że jego żona została zraniona po upadku z drabiny. Spanikowany wujek pobiegł do domu nie mówiąc ani słowa. Tymczasem Cuoi sprintem skoczył w stronę ścieżki i dotarł do domu przed swoim wujkiem. Bez wytchnienia krzyczał do ciotki, że bawół zmiażdżył jej męża i wujo mógł nawet umrzeć. Biedna kobieta ruszyła bardzo szybko w stronę pola. Zderzyła się z dyszącym mężem biegnącym w jej stronę. Takie figle zdarzały się bardzo często i tego dnia miarka się przebrała. Wuj i ciocia byli tak wściekli na Cuoi, że postanowili umieścić go w bambusowej klatce i spuścić do rzeki. Gdy już mieli ją odepchnąć od brzegu chłopiec przeprosił i poprosił o ostatnią przysługę. Zażyczył sobie książkę. Tę samą, która nauczyła go kłamać. Miała być ona ukryta za koszem ryżu. Para była ciekawa, co to za książką i poszła śpiesznie, aby ją zdobyć. Tymczasem wciąż uwięziony Cuoi krzyczał do ślepego mężczyzny, który przechodził obok, aby go uwolnił to wówczas zacznie widzieć. Wierząc chłopcu i nie zdając sobie sprawy, że to jego kolejne kłamstwo niewidomy otworzył klatkę. Cuoi szybko wyskoczył i ukrył się przed wujostwem w otwartym bambusowym grobie. A tam, to aż nieprawdopodobne, znalazł przez przypadek słoik ze złotem. Potulnie wrócił do domu, by oddać go wujowi i cioci. Oni, gdy zobaczyli złoto, przebaczyli mu. Cuoi mieszkał nadal z nimi i psocił. Kiedy dorósł  poślubił miejscową wiejską dziewczynę. Nadal jednak nie mógł zaprzestać kłamać, figlować i robić sztuczki ludziom. Pewnego ranka wydarzyło się coś niezwykłego. Cuoi natknął się na tygrysa rozrywającego szczęką liście jednego z drzew. Tygrys pocierał nimi ranę swojego dziecka. Obserwując z daleka Cuoi zobaczył, jak po potarciu liśćmi, rana młodego tygrysa została magicznie  uzdrowiona. Gdy tylko tygrysy odeszły mężczyzna wyciągnął drzewo z ziemi i  posadził je w ogrodzie za domem. Nazwał je drzewem Banyan i bardzo się o nie troszczył oraz pielęgnował każdego dnia. Zawsze przypominał swojej żonie, że drzewo jest magiczne, więc powinna podlewać je tylko czystą wodą i utrzymywać jego otoczenie w czystości. Jednak kiedy pewnego dnia wrócił do domu zobaczył, że drzewo trzęsie się, a część korzenia drzewa wyszła już z ziemi i zaczęła unosić się w górę. Spojrzał na to, co się dzieje, i zrozumiał, że jego cenne drzewo zaraz ma odlecieć. Obok niego jego żona krzyczała głośno i gwałtownie podskakiwała. Cuoi pobiegł z niepokojem w stronę drzewa próbując je przytrzymać za wszelką cenę. Chwytając się jego korzeni chciał je z całych sił ściągnąć z powrotem, ale zamiast tego został pociągnięty przez drzewo w stronę nieba. Lecieli tak razem wyżej i wyżej, aż dotarli do Księżyca. Od tego czasu Cuoi mieszka na Księżycu wraz ze swoim drzewem dla którego poświęcił życie na ziemi i nazywany jest „The Moon Boy”. Nawet dziś, kiedy patrzysz na księżyc, możesz zobaczyć cień Cuoi siedzącego pod jego cennym drzewem z magicznymi liśćmi, które leczą. Ludzie mówią, że każdego roku drzewo rodzi liście, ale tylko jeden z nich spada na ziemię. Ktokolwiek znajdzie liść może go użyć, by uratować osobę, która zmarła lub została zraniona. Nawet delfiny wiedzą o tym. Dlatego, gdy liść wpadnie do oceanu próbują go zdobyć. Bez względu na to, który delfin znajdzie go używa jako lekarstwo. Wietnamczycy wciąż mówią, że Cuoi siedzi przy swoim drzewie Banyan na Księżycu i spogląda w dół na świat. A jeśli ktoś jest zwykłym kłamcą i figlarzem mówią, że  kłamie jak Cuoi, czyli tytułowy „The Moon Boy”.

 

Zdjęcie: pixabay.com/

Share

Starsze posty «